sobota, 28 lutego 2015

3. Jesteśmy mistrzami świata




[27.09.2015, godz. 9:55, Fuerteventura]

Sobota. Pierwszy pełny dzień naszego wakacyjnego wypoczynku rozpoczęłyśmy od zakupów na pobliskich straganach. Marzena kupowała wszystko, co wpadło jej w ręce. Dosłownie. Nawet hiszpańskie mydło. Ja również cierpię na coś takiego jak zakupoholizm, ale od zakupu artykułów higienicznych się wstrzymałam. Nie mogłam się za to oprzeć urokowi długich sukienek ze zwiewnym dołem i równie zwiewnych spódnic. Po zakupowych szaleństwach rozłożyłyśmy ręczniki na naszej hotelowej plaży rozglądając się dookoła. Widoki zapierały dech w piersiach a słońce pomimo dziesiątej rano przygrzewało dość mocno.
- Należało się nam. A tobie szczególnie. - zwróciła się w moją stronę Marzena popijając lemoniadę.
- Co powiesz dziś na babski wieczór? Na tarasie naszego hotelu. Przy zachodzie słońca i tak aż do późnych godzin nocnych? - zapytałam ruszając zalotnie brwiami.
- Jak bardzo będziesz mnie obsypywać pytaniami?
- Aż będziesz mieć mnie dość. Chodź do wody!
Przed zanurzeniem się w ciepłym morzu Marzena musiała zrobić wioskę i zgadała do jakiś dwóch siatkarzy plażowych, czy popilnują nam aparatu i porobią parę zdjęć, jeżeli nie będą mieć nic przeciwko. Skubana. Dobrze wiedziała, że rozmawiali o odpoczynku po grze.
- Si! - odpowiedzieli chórem i od razu zabrali się za robienie zdjęć.
- Czy zamawiałaś ciasteczka?
- Jesteś wariatką.
- Nie powiesz, że nie są fajni.
- Są zajebiści.
- Więc chodźmy! - Marzena pociągnęła mnie za rękę i po chwili moje ciało oblała fala. Położyłam się na tafli wodnej na plecach głośno wzdychając. Tego mi było trzeba. Słońca, ciepłej wody, rozgrzanej plaży i ciszy od krzyków zawodników, trenerów i Rafała.
- Ida popatrz jak się wczuli! - wybudziła mnie z letargu moja towarzyszka wskazując palcem na  przystojnych Hiszpan.
- Może im zapozujesz? Hm? - odpowiedziałam z sarkazmem, na co Marzena pokręciła w głową wzdychając głośno pod nosem.
- Właściwie to... To ja cię dziś wymęczę pytaniami. Za karę. Za twoje szyderstwo. 
Resztę dnia spędziłyśmy na kąpielach w morzu i próbowaniu nadmorskich przysmaków.






[27.09.2015, godz. 18.24, Fuerteventura]

Przy drinkach i deserach lodowych oczekiwałyśmy na zachód słońca. Marzena zastrzegła sobie, że dopóki nie nadejdzie moment nie mogę jej zadań żadnego pytania. W końcu niebo nieco zmieniło kolor - zrobiło się pomarańczowe, a palmy przybrały ciemniejszy kolor.  Zatarłam dłonie i od razu przeszłam do tego, co mnie nurtowało, upijając uprzednio limonkowego mohito.
- A więc skąd wzięłaś się w reprezentacji? Od początku.
- Zanim przeprowadziłam się do Katowic na studia, mieszkałam w Warszawie na jednym osiedlu z pewnym koszykarzem. Nazywał się Kamil, mówili na niego Ryba. Grał w warszawskiej drużynie, drugoligowej. Jego najlepszym przyjacielem był syn dobrych znajomych moich rodziców - Zbigniew Nie Gram W Reprezentacji Bartman, nawiasem mówiąc do niedawna również i mój przyjaciel. Z jego rodzicami, moja rodzina utrzymuje doskonały kontakt, nadal się spotykają i jeżdżą na wakacje.
- Zbigniew Bartman?!
- Tak. Mój pierwszy kolega i pierwsza ofiara, której wybiłam mleczną jedynkę popychając na krawężnik. Dwa sezony temu, jeszcze w kadrze Anastasiego, rozmawiał z Wołkowyckim. Tak się złożyło, że rozmowa zeszła na temat osoby, której Andrzej bardzo by potrzebował do pomocy. Zbyszek powiedział o tym Kamilowi, przypadkowo, a Kamil zasugerował, że przecież ja mogę się tym zająć. Nakłonił Zbyszka, aby dał Wołkowyckiemu namiary na moją osobę. Niestety PZPS nie chciał zgodzić się na dodatkowego pracownika. Rok temu również. Przed mistrzostwami, dostałam telefon, że w końcu dostałam swoją szansę. No i już. Oto jestem.
- Zaraz, zaraz... Co z Zibim, co z Rybą?
- Ze Zbyszkiem urwałam kontakt właściwie już dwa lata temu, w momencie kiedy wszystkie bliskie osoby zamienił na Aśkę. Przed mistrzostwami zadzwonił tylko, że dziękuje mi, że wygryzłam go  z kadry. Nie mam pojęcia, dlaczego był zazdrosny. Zrobiłam mu awanturę, powiedziałam co myślę o nim i o jego Asiuni, po czym rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o ziemie. Ze zdenerwowania. A z Rybą? Rozstaliśmy się rok temu.
- To byliście razem?
- Ponad pięć lat. Wyjechał do Stanów grać w jakiejś amatorskiej drużynie.
- I zostawił cie? Tak po prostu?
- Czasami bywa tak, że coś po prostu się kończy. To była szybka decyzja. Rozstajemy się i już. Koniec. Bez gadania. Było miło.
- Nie tęsknisz a nim?
- Ida. Przez rok wiele się zmieniło. Pracowałam z reprezentacją, dwa razy zmieniałam mieszkanie, poznałam Kubę, a przed Kubą był jeszcze jeden gość, z którym umawiałam się tydzień i który przez dobry miesiąc nie dawał mi spokoju. Miałam też wypadek samochodowy i składaną rękę od łokcia w dół. Nie obyło się bez wstrząsu mózgu i połamanych żeber. Przeżyłam czteromiesięczną rehabilitację. I wiesz co? Czekałam na niego. Wyglądałam za szpitalne okno w nadziei, że się pojawi chociaż na chwilę. A on? Nie odezwał się nawet słowem. Po prostu o mnie zapomniał. Ale miłość nie może być na siłę.
- Czyli to był jego wybór?
- Ciężko stwierdzić. On zaproponował, a ja przytaknęłam. Z resztą swojego przyjaciela też kiepsko potraktował.
- Wygląda na to, że i jeden i drugi wypiął na ciebie cztery litery. Nieźle.
- Dokładnie. Ostatnie miesiące przed mistrzostwami były trudne, bo byłam totalnie sama. Ale jestem silna i dałam radę.
- Dlaczego miałaś wypadek? To już ostatnie pytanie w tej rundzie.
- Rundzie powiadasz?
- Uderzyłam w drzewo. Wracałam z Warszawy od rodziców do Katowic. Było ciemno, padał deszcz. Chciało mi się spać. Byłam trzeźwa. Obudziłam się w szpitalu. Więcej nie pamiętam. Nawet to, że uderzyłam w drzewo zostało powiedziane mi, jak się obudziłam.
- Zbyszek wiedział o wypadku?
- Ej! Miało być ostatnie! Tak. Wiedział. Ale to jego dziewczyna zainteresowała się moim zdrowiem i dwa razy odwiedziła mnie w szpitalu w Katowicach. Teraz ja?
- Pytaj. Tylko z sensem.
- No więc... Dlaczego akurat Filip, dlaczego akurat Francja, dlaczego to wszystko?
- Zero kreatywności. We Francji znalazłam się dlatego, że wyjechałam na staż do jednej z klinik. Byłam dobra i razem z kilkoma innymi osobami wyjechałam za granicę. Parę dni praktyk i pojawił się menadżer klubu, w którym Blain był trenerem. Chciał jakąś młodą osobę do pomocy ze względu na to, że za stażystów nie płaci klub tylko państwo. Wszyscy się bali. Tylko ja zaryzykowałam i zrezygnowałam z zajęć w klinice na rzecz pracy w drużynie. Tam poznałam Mateusza, był jedynym Polakiem. następnie nawiązałam nić porozumienia z Blainem i pozostałymi. Niestety moja umowa wygasała po roku, a na moje miejsce czekało kilku innych stażystów. Przygoda z siatkówką tak naprawdę dopiero wtedy się zaczęła. Filip powiedział, że bierze mnie i Mateusza do Polski i obydwoje zaczynamy przygodę z reprezentacją. I tak właśnie, gdyby nie Filip, o pracy w reprezentacji mogłabym pomarzyć.
- Mówiłaś, że rodzina ci zazdrości, dlaczego tak sądzisz?
- Bo moi bracia się boją. Boją się tego co nowe, za dużo rozmyślają. Ja należę do ludzi spontanicznych, a przede wszystkim odważnych. I to mnie wyróżniało. Że ja nigdy nie czekałam aż coś do mnie przyjdzie, tylko szłam po to sama. Jedynego pecha miałam do facetów. Podobałam się różnym, ale jak widziałam, co niektórzy mają w głowach to wątpiłam. Więc byłam sama. Jak już mówiłaś, nic na siłę. Ale imprezowałam i to mi wystarczało.
- Robiłaś głupie rzeczy?
- Mam dobrą głowę do picia. Raczej wiedziałam, kiedy skończyć. Odpłynęłam totalnie w towarzystwie w towarzystwie samych dziewczyn. Ze dwa razy się zdarzyło. Jak byli faceci gdzieś tam w środku świeciła się lampka, że jak się sama nie poszanuje, to nie poszanuje mnie żaden inny.
- Nie miałaś nigdy nikogo?
- Miałam! To znaczy... Spotykałam się z trzema. Pierwszy był dwa lata starszy, spotykaliśmy się parę dni, dopóki nie usłyszałam, jak rozmawia przez telefon o pieniądzach, które na pewno mu pożyczę, i o rachunkach, które dzięki mnie wyrówna. Drugi był cztery lata starszy, ale był nudziarzem i śmiał się tylko ze swoich żartów, więc po miesiącu powiedziałam, żeby się odpieprzył. A trzeci był w moim wieku i wytrzymałam z nim dwa miesiące. Było w porządku, ale strasznie zależało mu na seksie. A ja nie chciałam po dwóch miesiącach znajomości pchać mu się pod kołdrę. Nie dlatego, że jestem jakąś cnotką. Po prostu nie mogłam mu do końca zaufać.
- Dlaczego nie Rafał?
- Marzena...Błagam.
- Nalegam. Nie mogę tego pojąć. Dobra. Chciałaś się ustabilizować choć trochę, bo lubiłaś swoje popieprzone i nieprzewidywalne życie i nie chciałaś od razu wszystkiego zmieniać. Ale dałabyś radę go zmienić...
- Czy jeżeli powtórzę drugi raz twoje słowa, że na siłę nie da się z kimś być, zrozumiesz?
- Ale mogłabyś go pokochać. Mogłabyś się przecież przekonać!
- Nie mogłabym. Bo jest ktoś inny.
- Dziękuję, dziękuję! Ależ ja wiedziałam, że ja to w końcu od ciebie wyciągnę! Ten ktoś ma na imię Oskar Kaczmarczyk, ma trzydzieści lat i zamącił ci w głowie.
- A czy nie masz wrażenia, że on nie traktuje mnie poważnie? Że jestem dla niego malutką dziewczynką?
- To jest słodkie! Od kiedy was poznałam troszczy się o ciebie! Bardziej niż Buszek! Poza tym... Nie zaprzeczyłaś, więc to oznacza, ze miałam rację?!
- Miałaś. Poza tym.. On pracuje w Kędzierzynie i pewnie nic z tego nie wyjdzie, bo ciągle wyjazdy i tak dalej...
- Dobry Boże. Przejrzałam Idę Wiśniewską! A tak właściwie, to ty masz dwadzieścia siedem lat, prawda?
- Tak. Skończyłam w marcu.
- Czyli osiem cztery.
- Dlaczego pytasz?
- Chciałam zobaczyć, czy masz tyle samo lat, co ja.
- I jaką prawdę odkryłaś?
- Że jesteś miesiąc starsza. 

- Ha! To widać. Jestem od ciebie mądrzejsza. - uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Zabawne. Masz ochotę na następnego drinka? Może malinowy?
- Jasne. To skoczę. Sprawdzę jeszcze skrzynkę mejlową. 

Marzena zeszła chwilowo z tarasu, a ja zastanawiałam się, czy zadzwonić do Oskara, czy poczekać, aż on to zrobi. Po kilku sekundach zmiękłam, czego się spodziewałam i wstałam ze słomianego krzesła usłanego jasnoróżową poduszką. Stanęłam na przeciw zachodzącemu słońcu. Na odbiór połączenia długo nie musiałam czekać.
- Hej, plażowiczko! Obiecałaś, że wczoraj się odezwiesz jak dolecisz.
- Oj, przepraszam. Byłam padnięta i poszłam spać.
- Ale jakiegoś krótkiego sms-a mogłaś napisać.
- Na przykład? - udałam zaciekawioną wyczuwając w jego głosie nutkę pretensji.
- Na przykład ''Wal się Kaczmarczyk ty stary zgredzie'' albo ''Dojechałam, Spieprzaj i daj mi się opalać z przystojnym Latynosem o imieniu Jose''.

- Jesteś wariatem. - zaczęłam się śmiać. - Po pierwszym pełnym dniu tutaj mogę stwierdzić, że Latynosi mnie nie kręcą. Są... Przeciętni.
- Jak ci się podoba? - zapytał nieco poważniej.
- Jest pięknie. Jak wrócę pokażę ci wszystkie zdjęcia!
- Wiesz kiedy to będzie? Za dwanaście dni.
- To dobrze. Przynajmniej będziesz chciał je oglądać! Im większa ciekawość tym lepiej!
- A gdybyś chciała wrócić szybciej?
- W jakim celu szybciej? Mogę to zrobić. Lot oprócz tego w dwunasty dzień, mam w takiej samej cenie ósmego dnia.
- To może wrócisz już za tydzień, hm?
- Co się stało? Dlaczego mam wracać?
- No bo trochę mi smutno samemu. Tak, to przynajmniej zajęlibyśmy się meblowaniem twojego nowego lokum, czy coś.
- Przecież zawsze możemy porozmawiać na skype, czy coś.
- zaśmiałam się.
- Czy coś, możemy.
- Czy coś, nie ma problemu.
- Ale gdybyś chciała wrócić, to przyjadę na lotnisko i cię odbiorę. Eee. To znaczy was dwie.
- O wszystkim będę cię informować. Obiecuję. Co robisz?
- Oglądam film. Jakiś amerykański wojenny dramat. Ale się wciągnąłem.
- Nie będziesz mógł spać później. Będziesz się bał!
- Spokojnie. Lepiej powiedz co ty robisz.
- Piję z Marzeną drinki na tarasie. Trochę rozmawiamy, trochę plotkujemy, trochę się żalimy... Wiesz. Jak to my. Kobiety.
- No tak. Oj kobieto.
.. - wzdychnął, a w wyobraźni widziałam, jak kręci głową i patrzy na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami z troską, o której wcześniej mówiła Marzena.
- Połóż się. - nieświadomie wypowiedziałam te słowa z jeszcze większą troską i zainteresowaniem niż Oskar.
- Mam czas. Jest wcześnie. Dopiero przed ósmą. - zaczął się śmiać.
- Ale jedziesz rano do Kędzierzyna, zapomniałeś?
- Nie zapomniałem. Ale skoro nalegasz, to pewnie spróbuję zasnąć.
- Zrobisz to dla mnie?
- Dla ciebie? Dla ciebie zrobiłbym o wiele więcej.
- W takim razie dobranoc. Zadzwonię.
- Dobranoc. 


Odwróciłam się a za moimi plecami z założonymi rękoma stała Marzena.
- Dla ciebie? Dla ciebie zrobiłbym o wiele więcej. - powtórzyła i wpatrywała się we mnie jak w obrazek. - Myślisz o nim?
- Cały czas. Ale wyjazd tutaj był mi potrzebny, żeby zobaczyć, czy tak rzeczywiście jest.
- Chcesz mu zrobić niespodziankę i wrócić szybciej?
- Jeżeli zwiedzimy już wszystko i uznamy, że odpoczynek został zrealizowany i pora szukać roboty, mogę się zwinąć i wrócić za rok.
- A sprawdzałaś swoją pocztę?
- Boże! Na śmierć zapomniałam! Właściciele dwóch mieszkań mieli mi dać znać!
- To goń do komputera! Na co czekasz?!

Marzena miała rację. Czekała na mnie wiadomość od jednego z dwóch właścicieli. Wysłał mi na siebie namiary oraz adres, pod który mam się udać, aby pooglądać mieszkanie.
- Napisz mu, że czwartego o szesnastej się u niego pojawisz, że ma na ciebie czekać.
- Czyli jednak wracamy? Przecież czwarty to ten sam dzień!
- Prosto z lotniska pojedziesz do niego. Mnie odtransportujecie do domu, a ty i Oskar pojedziecie oglądać to mieszkanie.
- Ja i Oskar?
- A kogo weźmiesz? On się zna, a ja wcale. Zobaczę jedną ładną rzecz i od razu będę kazała ci kupić. Na przykład skośną ścianę, na której za pół roku pojawi się wilgoć.
- Jesteś niemożliwa.
- A ty właśnie robisz stumilowy krok w swoim życiu. Wracasz na stałe na Śląsk, Mała!
- To przyniosłaś te drinki, czy nie?
- Ha. Pytanie!




[28.09.2015, godz. 21:34, Fuerteventura]

Zanim wyszłyśmy do klubu, zadzwoniłam do Oskara. Obiecałam, że odezwę się, aby zapytań o pierwszy dzień pracy w nowym sezonie. Niestety nie odebrał telefonu, prawdopodobnie rozłączając połączenia, bo zbyt szybko zgłaszała się poczta głosowa. Nagrałam trzy wiadomości i na żadną nie zareagował. Byłam zdenerwowana. Co się mogło stać?
- Chodź, bo się spóźnimy. Potańczymy i o północy wrócimy do domu. Na jutro mamy wynajęty samochód na przejażdżkę po wyspie. Musimy być wypoczęte. 
- Jasne. - odburknęłam i zabrałam ze sobą żakiet. Telefon zostawiłam na łóżku.


[29.09.2015, godz. 11:02, Fuerteventura]

- Dlaczego nie odbierasz ode mnie telefonu? Dzwonię od rana, nagrywam ci się na pocztę, a wczoraj dobijałam się z dziesięć razy!
- Idka, porozmawiamy o tym, jak wrócisz.
- Nie, Oskar. Porozmawiamy o tym dziś. Teraz. W tym momencie.
- Ale zrozum, że to nie jest na telefon. Niedługo wracasz z Kanarów.
- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć? Dlaczego?!
- Bo nie zrozumiesz!
- Sugerujesz, że jestem na to za głupia?
- Nie. Myślę tylko, że to nie będzie łatwa rozmowa.
- Kurwa. Albo mi powiesz, albo następnym razem spotkamy się na zgrupowaniu kadry.
- Nie mogę ci narazie nic powiedzieć.
- Skoro tak, żegnam. 


- Auć. Ostro Wiśniewska. Co jest?
- Też bym to kurwa chciała wiedzieć! Przylatujemy, idę po kredyt, a później pojadę kupić to mieszkanie. Z mieszkania prosto do Rzeszowa. Do Igły.
- Jesteś zdrowo walnięta. Jedź ze mną do rodziców, do Warszawy.
- Dzięki, ale i tak obiecałam Igle, że go odwiedzę. przyda mi się spojrzenie faceta na tą całą relację.
- Chcesz się tak tułać? Czy chcesz mu zrobić na złość? Przecież on zamartwi się na śmierć!
- I dobrze.
- uderzyłam głową o kolana. - Uggggh! Dlaczego nie może być, kurwa, normalnie?! Chodź chwilę!
- Tak to już jest, że zajebiści ludzie mają w życiu zajebiście przewalone. 






[04.10.2015, godz. 13:02, Katowice]

Przed godziną wylądowałam. Na same wspomnienie ostatnich dni, które pozwoliły mi się odprężyć uśmiechnęłam się, a moje rozmyślania przerwał pracownik banku.
- Proszę tu podpisać. i jest pani wolna. Niestety to trochę trwa.
- No, godzina i po sprawie.
- uśmiechnęłam się, ale w głębi serca miałam dość godzinnego ślęczenia w banku.
- Na pani konto przelałem sto tysięcy, rata będzie płacona dwa razy w roku. Na umowie ma pani napisane wszystkie warunki, o których wspomniałem wcześniej.
- A jeżeli spłacę to szybciej?
- Zwrócimy pani odsetki.
- W takim razie nie zabieram więcej czasu. Dziękuję!
- Miłego urządzania mieszkania! Do widzenia!



[27.09.2015, godz. 17:04, Jaworzno]

Właściciel mieszkania zadzwonił, że musi przełożyć naszą wizytę na za tydzień, bo dopadła go jakaś choroba i leży w łóżku w swoim nowym domu. Nawiasem mówiąc, po głosie poznałam, że to przeuroczy pan w wieku moich rodziców, niezwykle inteligentny i kulturalny. Cóż. Co się odwlecze to nie uciecze. Nie tylko w przypadku mieszkania. Postanowiłam pojechać do Kaczmarczyka. Weszłam do domu bez pukania i od razu zaczęłam wrzeszczeć.
- Unikasz ode mnie telefonów!
- Ida, uspokój się!
- I jeszcze udajesz, że nic się nie stało? Wydzwaniam jak powalona pięć razy w ciągu godziny, piszę do ciebie stertę wiadomości a ty nic!
- Bo tak jest lepiej.

- Dla kogo lepiej? Oskar! Dla kogo lepiej?! Im bardziej się zamykasz w sobie, tym bardziej utwierdzasz się w przekonaniu, że robisz dobrze. Nie widzisz tego? Nie widzisz jak ze mną rozmawiasz?! Gówno prawda!
- Lepiej dla nas.
-Był spokojny. Zbyt spokojny. - Ty masz spokój z moimi problemami, a ja mam spokój z tym, że nie mam wyrzutów sumienia za ciebie.
- Ale to, że ja się martwię, to już nie przyprawia cię o wyrzuty sumienia?
- A martwisz?
- A nie widać?!
- Nie wiem.
- Super. Nie wiesz... Ok.
- Ale Ida, po co ty to robisz? Jest mi źle z faktem, że jesteś obarczona moimi problemami. Dlaczego nie chcesz, abym sam spróbował dotrzeć do siebie samego?! Dam sobie radę.


Wybiegłam z płaczem najszybciej jak mogłam. Dobrze trafiłam, bo na przystanku obok domu Oskara zatrzymał się autobus miejski dojeżdżający na stację PKP, gdzie zostawiłam swoje auto. Nie wiem, czy Kaczmarczyk za mną biegł. Byłam na niego wściekła, rozgoryczona jego zachowaniem, a przede wszystkim czułam się odrzucona. Pierwszy raz tak bardzo mi na kimś zależało. Lekiem na moją rozsypkę był tylko i wyłącznie Igła. Bo Marzena w końcu pojechała do rodziców.
- Boże, Ida! Ty płaczesz! Co się stało?! - krzyczał do słuchawki.
- Oskar kopnął mnie w tyłek. Mogę przyjechać?
- Jeszcze dziś widzę cię w Rzeszowie. Musisz.
- A Iwona?
- A Iwona to ci skopie dupę jak nie przestaniesz się mazać. Czekam!

Tyle było rozmowy z Ignaczakiem. On nie rozmyślał. On działał. Pomimo cholernie złego samopoczucia pojechałam pociągiem do Rzeszowa zostawiając samochód na parkingu pod mieszkaniem Marzeny w Katowicach. Po chwili zadzwonił jeszcze raz i zapytał dokładnie, o co chodzi.


[27.09.2015, godz. 22:01, Rzeszów]

Cholera! Dlaczego Igła nie mieszka gdzie indziej? Ze stacji do jego domu było jakieś pół godziny drogi a miejski autobus dojeżdżający na jego ulicę odjechał minutę temu. Świetnie. Na domiar złego chyba dostałam gorączki, z nosa ciekł mi katar a klatka piersiowa ważyła chyba z tone. I na dokładkę zaczęło padać. Lać. Kurwa. Była ulewa.


[27.09.2015, godz. , 22:35, Rzeszów]

Wyglądałam jak żebrak. Albo i gorzej. Krzysiek otworzył drzwi, a stojąca za nim Iwona o mało nie zemdlała.
- O Boże. - tylko tyle udało się Igle wydusić.
Od razu usiadłam na słomianym, bujanym fotelu przy kominku. Po jednej stronie kucał Krzysiek, po drugiej Iwona. A ja płakałam. Jak rzadko kiedy. Czas od czasu podciągałam tylko nosem albo kaszlałam.
- A to nie przypadkiem przez te zmianę klimatu? Tu już niemalże mrozy, a tam upały. - zasugerowała żona Igły.
- Oskar jakby wiedział, że odstawił cię z kwitkiem w takim stanie, to chyba by się zastrzelił.
- Jego strata.
- Oj Ida! Ty potrzebujesz faceta. Męskiej ręki.
- Szkoda, że ten co go znalazłam nie chce mojej ręki.
- Skąd wiesz, że znalazłaś?
- Bo się zakochałam!
- No nie. No nie wierze. Największa twardzielka reprezentacji. Nieugięta na zaloty Buszka powiedziała, że jest zakochana! A on o tym wie?
- Nie. Zwariowałeś chyba.
- Ale nie możesz się wiecznie ukrywać!
- A wiesz dlaczego tu jestem? Bo zrobię sobie taki pancerz w razie gdyby chciał ze mną pogadać. Zawsze tak robię. I pewnie dlatego od zawsze byłam sama.
- Jesteś wariatką. Zamiast krzyczeć trzeba było spokojnie to załatwić. Już na mistrzostwach wiedziałem, że się dogadujecie, ale wtedy był Rafał... W sumie nie dziwię się, że się zakochałaś. Oskar oprócz mnie jest zajebiście mądrym facetem. Ma dobre poczucie humoru, mnie odpowiada, może być twoim facetem. Poza tym, on ma wieeelkie serce. Ogromne.
- Igła, pogrążasz mnie.
- Musicie sobie to wyjaśnić
. - wtrąciła Iwona.
- Ja nie wyjaśnię niczego, dopóki on nie będzie tego chciał. Kazał mi spieprzać, okej. Ma to, czego chciał. Proszę bardzo!
- Jesteś zbyt dumna.
- A czy ja i moja duma możemy u was zostać na dwa dni?
- Jasne. Może faktycznie daj mu czas? Czasami tak bywa, że jak chłop ma problem, to lepiej się oddalić, ale...
- Nie ma żadnego ale, Igła. Nie namówisz mnie, jestem wściekła! 




[28.09.2015, godz. 12:15, Rzeszów]

- Ida! - zawołał Krzysiek, kiedy rozmawiałam z Marzeną na skype. - Ktoś do ciebie. 

sobota, 21 lutego 2015

2. Jesteśmy Mistrzami Świata

[25.09.2014, Katowice, godz. 10:57]


- Ida, podnieś mnie. Proszę. - wyszeptał Oskar. Spełniłam więc jego prośbę i podałam mu dłoń. Narobiliśmy przy tym sporo hałasu, bo aby dodać sobie ewentualnej siły krzyczałam: '' Na raz, na dwa, na trzy!'' i ciągnęłam Kaczmarczyka do góry. Przerażony Kuba wyszedł z wanny i przeklinał pod nosem na swój pomięty, a kupiony niedawno granatowy garnitur. Marzena obudziła się i rozejrzała dookoła, po czym zapięła guziki od swojej koszuli. Z całej czwórki wyglądałam najlepiej, chociaż podejrzewam, że moje samopoczucie było porównywalne do tego reszty. Marzena przykucnęła na okupywanej przez Kubę wannie i oblewając się rumieńcem zapytała:
- Pamiętacie cokolwiek?
- Spróbujmy przeanalizować krok po kroku, co się działo. - zaproponował Oskar. - No więc ja pamiętam, że Kuba szukał zlewu, bo było mu niedobrze.
- Dzięki stary. Wiedziałem, że tylko mój wyczyn zapamiętasz.
- Pamiętam jeszcze, że Marzena rzuciła twoimi okularami o podłogę.
- Kurwa. Te oprawki kosztowały... Dużo. - odpowiedział załamany Kuba.
- Wybacz. Myślisz, że nie pamiętam jak powtarzałeś mi ze sto razy, że między nami nigdy nic nie zaszło?
Popatrzyłam na Oskara a on na mnie. Zrobiło się nieprzyjemnie.
- I dlatego zniszczyłaś mi okulary?
- Boże. Dlaczego ty nic nie rozumiesz?! -wrzasnęła Marzena, uderzyła Jakuba w twarz  i zamknęła się w kuchni.
- Auć. - syknęłam.
- Przecież ja nic nie zrobiłem! Ja pierdole! Wychodzę!
Kuba wyszedł trzaskając drzwiami wejściowymi jeszcze głośniej od Marzeny. Ta kłótnia była chyba końcem ich znajomości. A przynajmniej do czasu, aż nie zmądrzeją i nie wyjaśnią sobie wszystkiego na zgrupowaniu kadry przed ligą światową.
- Nie dziwię się, że tak zareagowała. Jestem kobietą. Rozumiem ją.
- Szczerze, to ja też nie. - przytaknął Oskar.
- Muszę wracać dziś do Rzeszowa.
- A chcesz?
- Nie wiem. Rafał pisał, że na mnie czeka i był u niego mój brat. Jest jakaś sprawa rodzinna. O dwudziestej mam być z dawnym mieszkaniu brata i jego byłej żony.
- A co z wakacjami?
- W sobotę wylatujemy z lotniska w Katowicach. Zbankrutuję na paliwie. Ale strasznie się cieszę. Marzenie dobrze to zrobi.
- Niewątpliwie. A Rafał wie o twoich planach na weekend?
- Dziś się dowie.
- Dasz sobie radę?
- Oskar! Jestem już dużą dziewczynką. Poradzę sobie.
- No tak. Zapomniałem. - uśmiechnął się.
- Chyba czas na mnie.
- Na mnie też. Pożegnajmy się z Marzeną.




[25.09.2014, Rzeszów, godz. 17.45]


Zaparkowałam pod blokiem i mimo woli uniosłam wzrok ku górze. Zasłona ruszyła się, więc wiedziałam, że w mieszkaniu Rafała ewidentnie ktoś jest. Jak okazało się po chwili, miejsce na sofie w salonie zajmowała Rafała była narzeczona.
- Czekałam na ciebie. - powiedziała, kiedy tylko się pojawiłam.
- Skąd wiedziałaś, kiedy wrócę do Rzeszowa?
- Byłam tutaj wczoraj, kiedy Rafał rozmawiał z tobą przez telefon. To znaczy, kiedy zobaczył, że jestem, zakończył rozmowę.
- Masz do mnie jakąś sprawę? - zapytałam.
- Słuchaj... Pracowałaś w reprezentacji z tyloma facetami, więc raczej jesteś mądrą i silną kobietą. Jeżeli nie chcesz, żeby ktokolwiek cię złamał, musisz od niego odejść.
- Mówisz tak, bo chcesz do niego wrócić.
- To nie jest facet dla ciebie. Byłam tutaj ostatnio, bo chciałam z nim porozmawiać i omówić parę szczegółów. To mieszkanie jest po części moje. Chciałam odzyskać część pieniędzy. Przez ostatni rok ... Przeszłam tak wiele, że nie mogę się na niego patrzeć.
- Co masz na myśli?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Ale ja chcę.
Ola upuściła głowę i ścisnęła pięści.
- Nasze problemy w związku zaczęły się w momencie, kiedy powiedziałam mu o tym, że przestałam się zabezpieczać, bo chcę zajść w ciążę. Rafał kiedy się dowiedział, że być może zostanie ojcem, wpadł w szał. Rzucał wszystkim, co miał pod ręką, krzyczał na całe gardło. Pamiętam, jak zagroził, że jeżeli zajdę w ciążę to ode mnie odejdzie. Powtarzał mi to codziennie. Dzień w dzień. Chodziłam jak struta. Popadł w jakąś paranoję do tego stopnia, że kiedy miałam ochotę na coś słodkiego dogryzał mi, że pewnie jestem w ciąży. Przestaliśmy się kochać. Ba. Zaczęliśmy się mijać. Ja unikałam Rafała, żeby choć chwilę odetchnąć psychicznie, a on unikał mnie, żeby nie poruszać tematów typu ślub i dziecko. Przed mistrzostwami powiedział, że dłużej tak nie może i po prostu mnie rzucił. Kazał się wyprowadzić. Powiedział, że przestał mnie kochać...
- Wiedziałam, że Rafał jest spontaniczny, pełen życia ale ...
- Ale czy spontaniczność i czerpanie z życia wszystkiego co daje musi wiązać się z brakiem posiadania rodziny i niezalegalizowania związku? A nawet jeśli, to czy musi wiązać się z zadawaniem cierpienia osobie, z którą przez siedem lat sypiało się w jednym łóżku?
- Nie.
- Wiesz... Jest milion facetów męskich, stanowczych, pewnych siebie... Ja mu tego nie ujmuję. Ale męskość to również ogromny szacunek do swojej kobiety. A tego nie miał dla mnie ani krzty. Co cię z nim łączy?
- Zabiegał o mnie całe mistrzostwa. Było fajnie, dopóki nie uświadomiłam sobie, że go nie kocham. Niestety wcześniej zgodziłam się na wspólne mieszkanie. I to był błąd.
- To dlaczego po prostu się nie spakujesz i się nie wyprowadzisz? Gwarantuję ci, że im prędzej, czy później to zrobisz.
- Bo boję się, że go zranię.
- Nie jesteś egoistką. To dobrze. Ale czasem trzeba zrobić wyjątek. Przecież nie chcesz z nim być, prawda?
- Nie chcę. Ale go lubię... Naprawdę. Jestem w kropce.
- Dlaczego nie zrezygnowałaś wcześniej?
- Skąd ja mam to wiedzieć?! Nie wiem dlaczego się nie wycofałam. Nie słuchałam ani serca, ani rozumu. Słuchałam wszystkich dookoła.
- Tylko nie siebie. Pora na mnie. Nie mów Rafałowi, że byłam. Nie mów, że o czymkolwiek wiesz. Co prawda nic nie wspominał o tym, że mam się trzymać od ciebie z daleka, ale lepiej dla wszystkich, jak się nie dowie.
- Jasne.
- Rusz głową. I rozumem. Nie jesteś głupia.

No teraz to zamarłam. Właściwie to chyba skamieniałam. Po Rafale się tego nie spodziewałam. Nie przypuszczałabym, że był w stanie niszczyć psychicznie swoją byłą narzeczoną. Pobiegłam do pokoju i spakowałam swoje rzeczy znosząc ich część do bagażnika samochodu. Ewidentnie przestraszyłam się słów Oli. Właściwie to bałam się już teraz reakcji Rafała na mój wyjazd z Marzeną. Choć w sumie nie byliśmy parą, skąd miałam wiedzieć jaka będzie jego reakcja? Nagle usłyszałam, że klucz od zamka przekręcił się, a w progu stanął Rafał.
- Dziś o dwudziestej masz być w dawnym mieszkaniu Piotrka i Klaudii.
- Nie wiesz po co? - próbowałam go zagadać, jednak chyba nie za bardzo mi się to udało.
- Nie wiem. Na co ci to auto?
- Wydawało mi się, że auto kupuje się dlatego, że chce się jeździć.
- Taki nieprzemyślany zakup zaraz po mistrzostwach? Niczego dobrego to nie wróży.
- Poczekaj... Czy ty właśnie zamierzasz zarządzać moim budżetem?
- Nie. Chcę tylko, żebyś spożytkowała uczciwie zarobioną kasę. W sumie to moglibyśmy gdzieś wyjechać. Miałem w planach Paryż.
- Nie Rafał.
- Bo?
- Bo ja nie chce nigdzie z tobą jechać. Poza tym, w sobotę lecę na Wyspy Kanaryjskie z Marzeną.
- Ida! Ty sobie chyba żartujesz!
- Jestem śmiertelnie poważna. Lecę na dwutygodniowe wakacje. Nic w tym dziwnego, prawda?
- I ustaliłaś dwutygodniowy wyjazd bez mojej wiedzy, tak?
- Nie jesteś ani moim mężem, ani facetem, ani ojcem. Właściwie to... Co ja tu kurwa mać robię?! - wykrzyczałam, ale nie wytrzymałam i wybuchłam. W nieodpowiednim momencie.
- Myślałem, że wspólne mieszkanie do czegoś zobowiązuje.
- Też tak myślałam, dopóki nie zdałam sobie sprawy  tego, że nie chcę z tobą mieszkać. Tym bardziej nie chcę z tobą być.
- A to na mistrzostwach?! Po co to wszystko?!
- Wiesz po co? Po to, żebym zmądrzała i nigdy nie pakowała się w coś, co wmawiają mi wszyscy dookoła. Poza tym, jak mam być z tobą, skoro  tak brutalnie potraktowałeś swoją narzeczoną? Skąd mam mieć pewność, że jeżeli już się w tobie zakocham, nie postąpisz tak samo? Poza tym, ja nawet o niej nie wiedziałam! Pojawiła się znikąd!
- Nie chcesz ze mną być, bo masz kogoś innego, prawda?
- Nie wiem. Ale jestem pewna, że mam dość udawania. Jestem zmęczona. Zmęczona udawaną miłością. Niepotrzebnie to wszystko tak daleko zabrnęło, ale lepiej późno niż wcale. Przecież wiecznie nie mogłam cię kłamać. A teraz możesz na mnie nawrzeszczeć. I tak mi wszystko jedno.
- Nie chcę na ciebie krzyczeć. Nie uważam też, że cie nienawidzę. To twój wybór. Przecież nie zmuszę cię do bycia ze mną. Rozumiem to. Myślę, że to nie zabrnęło tak daleko, żebym musiał leczyć złamane serce. A przynajmniej nie przez długie miesiące.
- Dlaczego tak łagodnie zareagowałeś? - no i masz. Ida. Ty debilko.
- Bo już kilka razy się zdarzyło, że w ten sposób zniszczyłem relacje.
- To może ...
- Co może?
- To może postarasz się je naprawić?
- Zamknąłem te rozdziały. Nie chcę do tego wracać.
- Może warto?
- Może. - uśmiechnął się.
- Mogę zostać do jutra?
- Jeżeli mogę ci pomóc, tak.



[25.09.2014, Rzeszów, godz. 19.57]


Dziwnie było wejść do pomieszczenia, w którym pierwszy raz od dziewięciu miesięcy siedziała cała rodzina. Przyjechali bracia z Warszawy, Piotrek, Klaudia, mama i tato. Nie było przywitania ani niczego w tym stylu. Były tylko chłodne spojrzenia. Klaudia uśmiechała się do mnie ukradkiem, ale po tym jak się zachowała, nie byłam w stanie uczynić takiego samego gestu. Śmiem twierdzić, że chyba trochę się jej brzydziłam.
- Przyszłam tutaj po to, żebyście się na mnie patrzyli?
- To może ja zacznę. - ojciec wstał. - Po rozmowach z mamą możemy śmiało uznać je za owocne, ponieważ wyjaśniliśmy sobie parę spraw. Rozstajemy się w zgodzie a kontakt będziemy utrzymywać nadal. W związku z tym, że mieszkanie rodzinne zostało sprzedane, pieniądze dzielimy pomiędzy waszą czwórkę, mnie i mamę. Kwestia mieszkania Piotrka i Klaudii jest już ich prywatną sprawą. Macie jakieś pomysły co do podziału? Najlepiej byłoby zrobić to na sześć równych części. Tak robi się przeważnie w każdej cywilizowanej rodzinie.
- Owszem.
- odezwał się Piotrek. - Ale nie w każdej rodzinie jest pracowni sztabu reprezentacji Polski. 
- Słucham?!
- Chodzi o to, że powinnaś dostać trochę mniejszą kwotę niż my, ze względu na swoje zarobki.


Zrobiłam wielkie oczy, bo wydawało mi się, że kto jak to, ale Piotrek traktuje mnie jak siostrę, a nie jak bogacza.
- Przecież to jest niezgodne z prawem! Jak możecie mnie ta klasyfikować?!
- Ida, ty sobie dasz radę, a ja mam do spłaty kredyt za mieszkanie, które i tak sprzedaję i kredyt za samochód. Bliźniaki mają dzieci... Możecie się z tym nie zgodzić, ale powinnaś Ida odstąpić swoją część. Nie całą, ale chociaż trochę.
- zakończył Piotr.
- Córeczko, ja też tak sądzę.
- Mamo?! Dlaczego wy wszyscy jesteście tacy perfidni?
- Ida, dziecko...

- Nie chcę pieniędzy. A przede wszystkim nie chcę was znać! Myślałam, że jestem waszą córką, waszą siostrą... Ale jak widać jestem w tej rodzinie tylko po to, żeby było mi czego zazdrościć! A ty? Co się kurwa tak patrzysz? - zwróciłam się w stronę Piotrka. - Masz tą kasę i wsadź ją sobie w dupe! Ty i twoje oddawanie pieniędzy za bilety na finał. I tak mi ich nie dasz, z resztą jak każdej kasy.
- Ida, twój honor w tej sytuacji jest nie na miejscu.
- odezwała się matka.
- Myślę, że nie mamy już o czym rozmawiać.
- Wracaj tu!
- ojciec wrzasnął na mnie jak na małą dziewczynkę. Dziwne. Całą rozmowę siedział nieco zmieszany.
- Ostatni raz mogłeś tak na mnie krzyczeć jakieś dwadzieścia lat temu, a nie dziś, jak mam ich prawie dwadzieścia osiem. Poza tym... Dwadzieścia lat temu byliśmy rodziną, a nie zazdrośnikami. A z resztą. Zgińcie w tym Rzeszowie.
- Nie narzekaj
. - odezwał się ponowie najstarszy z braci - Piotrek. - Masz tego swojego siatkarza, raczej nie zmienisz Rzeszowa na ten twój Śląsk.
- Nie. To ty mi wmówiłeś, że go mam. A z resztą, żegnam was i waszą zazdrość. Zawiodłam się... Tak bardzo.. 
Trzasnęłam drzwiami. Tyle mnie widzieli.



[25.09.2014, Rzeszów, godz. 20:10]

Jechałam w stronę Orlenu a w głowie rodziły się myśli, co moja kochana rodzina może o mnie mówić. Ida jest honorowa? Dumna? Bogata? Paranoja! Marzyłam to tym, żeby ewidentnie wyjechać, zostawić rodzinę, Buszka, jego narzeczoną i ruszyć z czymkolwiek. Kiedy tankowałam spotkałam Ignaczaka.
- IDA?! STARUSZKO! - krzyknął, aż jednej pani ze strachu wypadł wąż od benzyny.
- Jestem przejazdem Staruszku. - Boże, wreszcie pozytywny aspekt tego dnia.
- To może przejazdem wpadniesz do mnie? Jest po dwudziestej, Iwona upiekła pyszne ciasto. Pewnie nie jesz słodyczy o tej porze, ale nie masz wyjścia. Zapraszam!
Przyjęłam propozycje Igły i pojechałam za nim. Ciasto Iwony rzeczywiście było przepyszne. Kiedy już skonsumowałam swoją porcję opowiedziałam dokładnie o moim niewypale z Buszkiem i o radości mojej rodziny z tego, że mi się układa. Westchnęłam cicho.
- Co ja mam robić?
- Kup mieszkanie w Katowicach.
- odparła Iwona.
- Właśnie. Na umowę z kadrą dostaniesz kredyt. Popytaj w bankach, może uda się zrobić tak, żebyś płaciła jedną dużą ratę w roku. My tak zrobiliśmy. Ewentualnie rozejrzyj się za pracą. Pogadaj z medykami z drużyny, doktor Sokal albo Paweł na pewno cię nakierują, gdzie możesz szukać punktu zaczepienia. 
- A może... - wyrwała się Iwona. - Wkręć się do Blaina do Francji. Poza tym, jesteś mądra. Masz łeb na karku i znasz swoją wartość. 
- Poza tym masz nas. Mnie, Iwonę, trenerów, a na Śląsku jesteś z Marzeną, Kubą i Oskarem. 


[25.09.2014, Rzeszów, godz. 21.02]

Już chyba kiedyś mówiłam, że Igła jest aniołem, a jeżeli nie, to mówię. Po każdej rozmowie z nim jestem lżejsza o dwadzieścia kilo i bardziej zmotywowana. Wsiadałam do samochodu, kiedy drogę zaszła mi znajoma postać.
- Co ty tu robisz?
- Czekałem tu na ciebie. Jechałem za tobą. 
- Tato... Chyba już wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- No właśnie nie do końca. Wysłuchaj mnie do końca. 
- Usiądźmy. 
Siedzieliśmy w moim samochodzie przez dobre pięć minut, kiedy ojciec coś z siebie wykrztusił.
- Mama też nie do końca była święta. Miała romans z dyrektorem. 
- O czym ty mówisz?! 
- Dowiedziałem się o tym, od nauczyciela historii pracującego razem z nią. Ale nie zareagowałem, bo ją kochałem. A później pojawiła się Klaudia. I wtedy ja zrobiłem coś wbrew sobie.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?!
- Nikomu nie powiedziałem. Ale jest coś jeszcze.
- A to będzie coś, co mnie zaskoczy bardziej?
- O romansie mamy i dyrektora wiedział Piotrek. I powiedział matce, że ja się nie dowiem, jeżeli ona pomoże mu spłacić jego długi.
- Ale jakie długi?
- Piotrek grał na maszynach. Mama spłaciła mu prawie trzy czwarte całej kwoty. I dlatego jest po stronie Piotrka, bo wie, że dalej będzie święta a cała wina na rozwód spadnie na mnie. Ona myśli, że ja nic nie wiem.
- A Piotrek chce wyłudzić jeszcze ode mnie pieniądze. 
- Dokładnie tak.
- Dlaczego nie powiesz mamie, że wiedziałeś?
- A czy to ma jakiś sens? Rozstałem się z mamą, rozstałem się z Klaudią, jestem sam... Niech tak zostanie. 
- A czy mama dalej z tym ...
- Nie mam pojęcia, Ida. Ale nie pozwolę, żeby ktokolwiek cie skrzywdził. Chcę dać ci pieniądze. 
- Nie tato! Ja nie chcę niczego! 
- To nie są pieniądze z mieszkania. Gram na giełdzie, moja firma dobrze prosperuje... To prezent. Mam jedną córkę, najbardziej samodzielną z całego rodzeństwa, dlatego chcę jej coś dać. Proszę... Weź te pieniądze. 
- Ile?  zapytałam trzymając czarną reklamówkę.
- W środku jest kartka.
- Sześćdziesiąt tysięcy?! Zwariowałeś?! Ja nie mogę tego wziąć!
- Owszem, możesz. Zachowaj tylko dyskrecję. Spożytkuj te pieniądze. Nie daję ci ich po to, żebyś była po mojej stronie. Uznałem, że zostałaś poszkodowana przez uzależnienie od hazardu twojego brata.
- Tato, stawiasz mnie w sytuacji bez wyjścia.
- Masz wyjście. Po prostu je weź. Matka z Piotrkiem niech dalej kręcą, Klaudia całkowicie zniknie z pola widzenia naszej rodziny, a przynajmniej tak obiecała. Bliźniaki dostali swoją część z mieszkania, niedługo, jak uda mi się zrealizować projekt nad którym pracuję jeszcze im coś dorzucę. Piotrkowi też.
- Chcę kupić mieszkanie w Katowicach.
- Kup. Jeżeli tam jest twoje miejsce i tam chcesz mieszkać... Jestem za. Chociaż wolałbym, żebyś była w Rzeszowie. Pamiętaj, dostałaś ode mnie to, co ci się należało. 




[25.09.2014, Rzeszów, godz. 22:13]

Wróciłam do Rafała o dziwo jego humor był całkiem w porządku.
- Wiesz... Dużo myślałem nad tym, o czym powiedziałaś mi rano. Postanowiłem, że porozmawiam z Olą. Dziękuję.
I oto wydarzyło się coś totalnie spontanicznego. Rafał przytulił mnie i z uśmiechem udał się do swojej sypialni. Położyłam się w pokoju obok i wymęczona zasnęłam.



[26.09.2014, Katowice, godz.12:07]

Dopiero na autostradzie relacji Kraków - Katowice ogarnęłam, że jazda autem to moje przeznaczenie. Przez dobrą godzinę gadałam na głośniku z Oskarem. Przypominał mi, co mam zapakować, bo jeszcze przed odlotem cześć rzeczy zostawię u Marzeny i od niej udamy się na lotnisko.  W południe udało mi się szczęśliwie dojechać.
- Który mam zabrać? Różowy, zielony, niebieski czy czarny?
- Ja bym wzięła wszystkie.
- A ile masz?
- Cztery.
- Dobra.

Kobiety jadące na wakacje są wyjątkowe. Szczególnie wtedy, kiedy mają przy sobie cztery stroje kąpielowe.
- Wiesz.. Usiądź na niej, bo inaczej nie zapnę.
- Już się robi.
- Wreszcie. Zapięte.
- Marzena bo...
- Bo?
- Bo ja boję się latać.
- Ja też. Ale jesteśmy zbyt zajebiste, żeby samolot runął w przestworzach. 




[26.09.2014, Fuertaventura, godz. 21:03]

- Boże, ja chyba śnię!
- Jejku.

Mało nie padłyśmy na zawał, jak z balkonu naszego hotelowego pokoju było widać zachodzące słońce.
- Nasze wakacje rozpoczęły się wraz z tym momentem.



*

siemanko cześć i czołem. a więc z okazji moich 19. urodzin, które są w czwartek, życzę sobie samej mniej nerwów, zdrowego serduszka, więcej cierpliwości do mojego debila, więcej fajnych butów i zdanej maturki. 

niedziela, 15 lutego 2015

1.Jesteśmy mistrzami świata.

Może masz w głowie myśli bardziej szalone niż ja.
Może masz skrzydła, których by Tobie pozazdrościł ptak.
Może masz serce całe ze szlachetnego szkła.
Może masz kogoś, a może właśnie kogoś Ci brak?







[23.09.2014, Rzeszów, godz. 00:23]


- Co jest? - powiedział Rafał przekręcając wydawać by się mogło zamknięte drzwi od mieszkania. Zdenerwowany nacisnął klamkę a kiedy przekroczył próg mieszkania zdębiał.
- Co ty tu robisz?! - wrzasnął. - Miało cie tu nie być! Już nigdy!
- Rafał co to ma znaczyć? - zapytałam z ironia widząc kobietę wychodzącą z salonu.
- Ida to nie jest tak jak myślisz!
- Ja nie muszę myśleć. Ja wszystko widzę.
- Ola Grabarczyk. Do Mistrzostw Świata narzeczona Rafała. - podała mi dłoń.
- Ida Wiśniewska. Na Mistrzostwach Świata osteopata.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że kogoś masz? - zwróciła się w stronę Buszka. - Szybko się pocieszyłeś. Wykorzystałeś ją,  żeby zapomnieć o mnie? Bo co ? Bo chciałam brać ślub i mieć rodzinę? A ja ci siedem lat poświeciłam. Uczelnie zmieniałam...
- Olka, przestań. Uzgadnialiśmy, że tego związku nie da rady uratować.
- Nie Rafał. To ty tak uzgodniłeś. I kazałeś mi się wynosić.
- Moment, dlaczego się nie da uratować? Po siedmiu latach? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Lepiej będzie, jak wrócę do siebie. - odpowiedziała Grabarczyk i wyszła z mieszkania ocierając łzy.
- To wszystko nie tak! Nie układało nam się, przez ostatni rok tylko męczyliśmy się ze sobą! Chciałem spróbować z kimś innym. I wtedy poznałem ciebie.
-  Nie uważasz, że chyba słabo to rozstrzygnąłeś skoro ona ciągle chce do ciebie wrócić?
- Problem w tym, że ja jej nie chcę. Chcę zacząć wszystko od początku i nie myśleć o tym, co było.
- Łatwiej byłoby być samemu.
- Przyzwyczaiłem się przez te siedem lat do bycia z kimś, a nie w pojedynkę. Poza tym.. Ida...Ewidentnie coś poczułem. Stałaś się dla mnie ważna. Inaczej nie chciałbym z tobą mieszkać.
- Mogę się gdzieś położyć? - ucięłam rozmowę i zaniosłam walizki do pokoju. Po kąpieli wykorzystałam moment, kiedy Rafał spał zamknięty w swojej sypialni, narzuciłam na siebie gruby sweter i wyszłam na balkon. Nie miałam ochoty na papierosa, co było dziwne. Właściwie to było mi źle z tym, że prawdopodobnie stałam się lekiem na pustkę po byłej narzeczonej. Próbowałam zadzwonić więc do Marzeny, ale nie odebrała. Została mi  jeszcze jedna osoba, do której mogłabym się zwrócić i choć przez chwilę nie myśleć o bagnie, w które się wpakowałam. Wybrałam numer statystyka reprezentacji.
- Halo?
- Myślałam, że biegasz.
- Ha ha ha. Bardzo zabawne. Dojechała cała i zdrowa?
- Dojechała. A ty?
- Bez problemu. Skąd wiedziałaś, że nie śpię?
- Bo o pierwszej w nocy przez miesiąc piłam z tobą kawę.
- A tak naprawdę?
- Czy ja muszę mieć powód, żeby do ciebie dzwonić?
- Jesteś wredna.
- A ty nie lepszy. Chciałam po prostu pogadać. Poza tym, prosiłeś, żebym się odezwała.
- A więc jednak o mnie pomyślałaś gówniarzu.
- Oskar, muszę kończyć. Odezwę się... Na dniach.
- Dobranoc.
- Do następnego!

Przerwałam rozmowę z Kaczmarczykiem, ponieważ usłyszałam, że drzwi od sypialni Rafała się otworzyły się. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów i udając, że wcale nic się nie stało oparłam się o barierkę. Ciekawski Buszek i tak zaczął dopytywać.
- Miałaś spać.
- Nie mogłam zasnąć.
- A z kim rozmawiałaś?
- Z Marzeną.
- Późno trochę na rozmowy z koleżankami.
- Ale o co ci, kurwa, chodzi?
- Po prostu uważam, że powinnaś wypocząć. Porządnie wypocząć.
- A ja uważam, że powinnam wypocząć tak, jak chcę.
- Dobra. Poddaje się. Wracam do siebie.


[23.09.2014, Rzeszów, godz. 11.04]

Po jedenastej w milczeniu zjedliśmy śniadanie. Kiedy upijałam ostatni łyk zielonej herbaty rozdzwonił się telefon.
- A witam panie Andrzeju.
- Cześć Idka, dziecko drogie. Słuchaj. Jutro w Katowicach o piętnastej. Respektujesz?
- Ale po co? - zapytałam zaciekawiona.
- Kilkunastominutowy wywiad z kilkoma osobami ze sztabu, w Spodku. Pomyślałem sobie, że fajnie by było zaangażować w to was, młodych.
- Kto miałby być tam ze mną?
- Marzena.
- To jadę!
- I Kuba z Oskarem. Wszyscy miejscowi.
- Długo mnie pan nie musiał przekonywać.
- Za chwilę podeślę ci  w wiadomości dokładny adres, gdzie masz się stawić. Teraz wzywają obowiązki. Wybacz.
- W takim razie czekam!
- Wołkowycki? - odezwał się w końcu Buszek.
- Musze jechać na kilka dni do Katowic w celu udzielania wywiadów. Razem ze sztabem.
- Nie mogłaś odmówić?
- Nie mogłam. Zostałam oddelegowana przez samego Andrzeja. Pojadę dziś i wrócę w piątek albo w czwartek wieczorem.
- Bez sensu. Jestem ciekaw kiedy to wszystko się skończy!
- Nie przeżywaj. Jesteś mistrzem świata.

Nie. Wcale nie musiałam jechać dziś do Katowic i zostawać na kilka dni. Mogłam jechać jutro i jutro też wrócić. W tempie dwudziestu minut spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i biegiem ruszyłam na dworzec PKS. W myślach wyzywałam siebie od wariatów, ale nie miałam już siły na egzystencję z Rafałem pod jednym dachem, a przynajmniej nie ze świadomością, że nasza relacja to totalny niewypał. Było mi już wszystko jedno, gdzie będę - byle jak najdalej od Rzeszowa i od Buszka.



[23.09.2014, Katowice, godz. 17.22]

Gdyby nie jakiś niewątpliwie urokliwy chłopczyk z jasnoniebieskimi oczami, jak Michał Winiarski, zajechałabym pewnie na Pomorze. Na szczęście w porę mnie obudził.
- Kochanie, dlaczego obudziłeś tą panią? Najmocniej przepraszam za synka.
- Gdyby nie pani syn to bym zaspała. - uśmiechnęłam się.
Po chwili wyciągnęłam z kieszeni telefon. Ale STOP. Zrobię Marzenie niespodziankę, bo ona przecież nie pamięta, że dała mi przed finałem kartkę z adresem. Po trzydziestu minutach dotarłam pod kilkunastopiętrowy blok.
- Kurwa. - powiedziałam sama do siebie widząc windy, których szczerze nienawidziłam, ale nie chciało mi się gonić przez 81(?!) schodów. Na szczęście nic się nie zacięło, a jazdę do góry umilała mi starsza pani z małym yorkiem.
- Jest! - i oto znajdowałam się pod drzwiami mieszkania nr 54. Zapukałam najgłośniej jak potrafiłam, ale mimo to dopiero po dłuższej chwili ktoś raczył mi otworzyć drzwi.
- Idka? A co ty tu robisz?!
- Stęskniłam się za tobą i oto jestem szybciej!
- Mogłaś mi chociaż powiedzieć.
- Nie cieszysz się?
- Nie no jasne, że ciesze tylko ...
- KUBA?! -wykrzyczalam na całą klatkę schodową a z reki wypadła mi torba.
- Przejazdem byłem to wstąpiłem.
Widok był komiczny. Ja miałam otwartą paszczę, Marzena utkwiła wzrok w podłodze a Kuba nerwowo obracał na boki głowę.
- Czy wy... No wiecie... - zapytałam na wstępie.
- No chodź. - zawołała mnie do środka Marzena a Kuba podniósł z podłogi moją torbę.
- To dowiem się w końcu czegoś, czy nie?
- No bo ... zadzwoniła to przyjechałem.
- Kuba...
- Tak w ogóle to muszę lecieć do siebie. Odezwę się wieczorkiem. Musze iść do banku i tak dalej... Wiecie laski. Kupa spraw. To lecę. Paaa!

I tyle go widzieli.

- A ty przypadkiem nie masz mi czegoś do powiedzenia?
- Kochałam się z nim na mistrzostwach.
- Coooo?! - oplułam Marzeny kawą, do której już na wstępie się przyssałam, szklany stół.
- No nic. Przed meczem z Niemcami. Gdyby Stefan się dowiedział, to by nas wyrzucił na zbity pysk.  Był tu dziś, bo chciał porozmawiać. Ida proszę cię! Nie mów nikomu, niech nikt się nie dowie!
- To zajebiście!
- No własnie nie. Bo Kuba nie traktuje tego poważnie. zachowuje się ... jak tchórz! Jakby się nic nie stało! Powiedział, że mam zapomnieć!
- Kobieto... A co powiesz na to? Uwaga. Wchodzę do Rafała do domu i kogo widzę? Ole Grabarczyk - jego narzeczoną do Mistrzostw Świata. Dziewczyna zrozpaczona wybiega z mieszkania  po tym jak Buszek ją łagodnie mówiąc wyrzuca.
- No nie gadaj!
- A ja mam być lekiem na rozstanie i opcją zamienną.
- Skurwol. - wycedziła przez zęby. -  I co dalej?
- No a co ma być? Do piątku zostaję w Katowicach. U ciebie.
- A lubisz szybkie akcje?
- Nie tak bardzo jak ty.
- Ha ha ha. Tośmy się pośmiali, och!
- Tak poważnie, to dlaczego pytasz?
- Znalazłam parę godnych uwagi ofert last minute, najnowszego Iphone'a i zajebisty laptop. I parę genialnych, firmowych jeansów.
- Chcesz przewalić całą wypłatę na przyjemności?
- Nie całą. Jedną piątą. I ty też tyle wydasz. Harowałaś jak wół ponad miesiąc! Jesteś kobietą, należy ci się coś od życia! W dodatku jesteś sama, niezależna od nikogo, jak cię Rafał wyrzuci z domu to wprowadzisz się do mnie. Mieszkanie od rodziców za magisterkę.
- Bogatych masz starszych.
- Ty też.
- Ta, ale moi zamiast mieszkania biorą rozwód.
- Dlatego właśnie po jutrzejszym wywiadzie zaproszę Oskara i Kubę na flaszkę.
- Ledwo do ciebie przyjeżdżam, a ty chcesz mnie już upijać.
- Pić to my dopiero zaczniemy, ale na jakiejś gorącej plaży, z gorącymi facetami. Już się nie mogę doczekać!
-  Jedziemy na Kanary. Na Fuerteventurę. - odrzekłam zacierając ręce.
- Plaża, słońce, faceci, drinki, imprezy, zakupy i my. My dwie - samotne podróżniczki!
- Cztery tysiące dwa tygodnie. Czy to ciągle last minute? - spojrzałam wielkimi oczyma na trzy oferty wyświetlone na monitorze. - Ale...Jak się bawić to się bawić, drzwi wyjebać okna wstawić!
- Boże, gdzie ona się wcześniej podziewała?! - wzniosła ręce ku niebu Marzena i roześmiała się.

I znowu wariactwo. Wakacyjne.


[24.03.2014, Katowice, godz. 9:30]

- Jedz szybko, za chwilę Silesia. Jedziemy na zakupy!
- Ale po co?
- Jak to po co? Zarobiłaś sześćdziesiąt kafli i pytasz po co?
- No eeeee...
- Nie zgrywaj takiej poukładanej!
- Za tą kasę chciałam kupić coś innego.
- Nie trzymaj mnie w niepewności tylko chodź szybko w teren!

Udałyśmy się na największy komis samochodowy w Katowicach. Stanęłyśmy pod bramą wjazdową. W niewiedzy Marzeny dzwoniłam po chłopaków, ale jak się niestety okazało z Jaworzna może dotrzeć tylko Oskar, Kuba jest w Warszawie na jakimś wykładzie motywacyjnym. Poza tym, nie dziwiło mnie to, przecież rozkręcił swój biznes w oszałamiającym tempie i ma pod sobą z kilkaset osób.  Kaczmarczyk również nie miał zbyt wiele czasu. Na co dzień był drugim trenerem Zaksy i to w Kędzierzynie spędzał czas. Na szczęście choć jeden facet z dwóch był w zasięgu.
- Po co tutaj stoimy?
- Bo Ida będzie kupować samochód. - odparł  Oskar, który nagle pojawił się z naszymi plecami.
- No nieeee.
- Tak, Marzenko. - pokierowałam się w stronę bramy a dwójka zaskoczonych towarzyszy  podążyła za mną.
- Więc czego szukamy? Za czym mam się rozglądać?
- Za pięciodrzwiowym, ale nie za dużym samochodem do dwudziestu pięciu.
- Hmm. Aż tak chcesz zaszaleć? Nie boisz się kupować na początek takiego drogiego samochodu?
- Oskar, jaki początek jak ja mam prawko dziesięć lat? Swoją poczciwą toyotę sprzedałam przed mistrzostwami.
- Dlaczego?
- A dlaczego nie?
- Dobra. Dwadzieścia pięć, pięciodrzwiowy... Jaki silnik? Spalanie? Rocznik? Benzyna, diesel? Z sekwencją?
- Wybierz mi coś.
- Ida, to ma być twoje auto...
Marzena ciągle nie wierzyła, że moje szaleństwo zakupowe dotyczy nawet i spraw motoryzacyjnych, a Oskar zaangażował się bardziej niż ja sama. Przez dwie godziny szukał w skupieniu odpowiedniego pojazdu. W końcu pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do trzech pojazdów.
- Taki by ci w zupełności wystarczył. Pięć tysięcy zostaje w kieszeni, a autko naprawdę fajne. Ekonomiczne, zadbane... Ogólnie porządne.
Po względnych, kobiecych oględzinach, za zgodą Marzeny stałam się posiadaczką czarnego opla. Oskar wykłócił się ze sprzedającym o jeszcze dodatkowy tysiąc upustu i jak sam powiedział - pozwolił sobie przetestować wóz. Całą drogę do mieszkania Marzeny dawał mi sto tysięcy wskazówek, które przy dziesiątym powtórzeniu tego samego zaczęły mnie denerwować. Walnęłam Kaczmarczyka w głowę na co roześmiał się i pogroził mi palcem.
- Jak stare małżeństwo! - dodała swoje pięć groszy Marzena, ale obydwoje zignorowaliśmy jej docinki. Dopiero na osiedlu umówiliśmy się co do jutrzejszych planów po wywiadzie. Przy okazji zadzwoniliśmy do zapracowanego Kubusia - biedaka, który obiecał, że jutro po wywiadzie będzie mógł zostać.
- Chodź na górę!
- Nie dam rady.  Lecę pozałatwiać sprawy, muszę odebrać komputer z gwarancji. Dziesięć minut przed 15 pod Spodkiem. Tylko nie rozbijcie auta!
Wbiegłyśmy do mieszkania i jak głupie zaczęłyśmy się śmiać.
- Właśnie przewaliłaś 19 kafli.
- O nie kochana. Ja na to ciężko pracowałam!
- I właśnie żeby to uczcić napijmy się wina.
- Jak, skoro prowadzę?
- A no tak. Odbijemy sobie później. Tera soczek.
''Celebracja'' została rozpoczęta, bilety na lot na Wyspy Kanaryjskie zostały zamówione. Pozostało mi jeszcze zadzwonić do Rafała. Na wstępie poinformowałam go o moim nowym zakupie.
- Zwariowałaś, przecież to auto będzie stało! Masz w ogóle prawo jazdy?
No nie. Już nawet nie chciało mi się z nim kłócić i po trzydziestu sekundach zakończyłam rozmowę, krzycząc na cały pokój i uderzając głową o stół w geście bezradności.
- A tobie co?
- Jajco. Zdetronizuj Buszka.
- Najpierw wrócimy z wakacji, a później go usunę z powierzchni ziemi.


[24.09.2014, Katowice, godz. 14.55]

- Dojechałem! Boże... Ale mi się dłużyło! - wrzasnął Kuba, klepiąc Oskara po plecach.
- Nareszcie. Dziennikarze już na nas czekają. - pokiwała głową Marzena, przewracając oczami pełnymi wściekłości. Nie dziwne. Była wkurzona. I na dzisiejszą domówkę zaprosiła go zapewne tylko po to, żeby stworzyć pozory twardzielki. Ha! To ja powinnam być trenerem mentalnym.
- Ale wieczorem imprezka. - zmieniłam więc temat, na co wszyscy się uśmiechnęli.
Pytania redaktorów dotyczyły przede wszystkim tego, jak wyglądała praca w reprezentacji i jaki charakter miały nasze kompetencje. Najwięcej pytań w tym temacie dostał Jakub, bo trener mentalny to coś nowego i zapewne nie wielu ludzi wie, na czym polegał jego zawód. Po piętnastu minutach nadszedł czas na pytania z nieco innej beczki.
- Czy zaprzyjaźniliście się ze sobą? Chcecie utrzymywać kontakt poza sezonem reprezentacyjnym?
- Naturalnie. - odrzekł Oskar. - Dobra atmosfera w drużynie była również zasługą sztabu, który bardzo zżył się ze sobą, jak po każdych mistrzostwach, jednak te były szczególne. Na pewno będziemy w wolnym czasie kontaktować się ze sobą.
- W jednym z wywiadów w niedzielny wieczór, trener Blain powiedział, że od dwóch lat jesteś Ido dla niego jak córka.
- Tak, trener Blain jest wspaniałym człowiekiem. Będąc we Francji mogłam na niego liczyć. O mistrzostwach nie wspomnę. Rzeczywiście, nasze relacje można przyrównać do relacji ojca z córką.
- Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?
- Ja na pewno zajmę się prowadzeniem mojej firmy i wyjazdami na wykłady motywacyjne. Zamierzam jechać też na wakacje do Stanów. - zaczął Kuba.
- A wy? Marzeno?
- Być może nie wypocznę w Stanach, ale z pewnością zajmę się szukaniem zajęcia. Umowa z PZPS-em nie ogranicza mnie do pracy tylko i wyłącznie z reprezentacją, więc pewnie rozglądnę się za czymś w zawodzie.
- Ja tak jak moja przedmówczyni.
- A ja mam parę planów, ale nie chcę ich jeszcze zdradzać.
-  I tym oto tajemniczym akcentem od Oskara kończymy dzisiejszy wywiad. Dziękujemy wam bardzo za rozmowę i życzymy owocnej pracy z reprezentacją w kolejnych sezonach!



[24.09.2014, Katowice, godz. 20.46]

Marzena była już pijana. Bardzo pijana. Siedziała na stole i śpiewała z Adamem Sztabą i jego zespołem oglądając powtórkę Tańca z Gwiazdami. Oskar z Kubą również nie byli trzeźwi, jednak mimo wszystko trzymali się lepiej od Marzeny. Poczułam swoją wyższość. Moja głowa do picia wódki była znacznie lepsza niż pozostałej trójki.  Przyniosłam z lodówki trzecią butelkę i pokiwałam chłopakom, żeby przypadkiem nie polewali Marzenie. Oskar wymyślił, że zamiast tańca z gwiazdami włączy jej jakąś stację muzyczną. I tak oto w rytmach ''Jak nie my to kto?'' Marzena odtańczyła swój taniec. Ja zaś polałam kolejkę, po której zapaliłam papierosa. Ups. Chyba coś mnie bierze. Ale znowu byłam lepsza od Kuby, który dołączył do Marzeny. Na kanapie zostałam sama z Oskarem. Śmiało objęłam go prawą ręką i podzieliłam się swoim papierosem. Paliliśmy go wspólnie śmiejąc się z Marzeny i Kuby, który w przeciągu pięciu minut tańca polał sobie sam. Szkoda, że aż cztery kieliszki. W końcu tancerze usiedli na jednoosobowym fotelu we dwoje - najpierw Jakub a Marzena na jego kolanach. I w tym momencie powinnam schować alkohol, bo zaczęło źle się dziać. A przynajmniej w tej kwestii, w której jednym z elementów była krótka spódnica Marzeny i ręka Kuby jeżdżąca po jej udzie. No pięknie. Nie było sensu przerywać, bo w sumie ja z Oskarem również dobrze się bawiliśmy. Wyszliśmy na balkon i opowiadaliśmy sobie kawały. Znowu paliliśmy papierosa wspólnie (czwartego?) spoglądając czas od czasu na szepczących sobie coś do ucha mistrzów tańca. W końcu weszliśmy do środka. Marzena wstała i podeszła do mnie z miną co najmniej dziwną, ale z tego co zrozumiałam wybełkotała coś w stylu: '' Jest tak zajebiście dobry w łóżku, a tak zakazany,że nie wiem co począć!''. Oskar zakrztusił się colą a Kuba powiedział chyba ''vice versa'' i zaczął coś śpiewać. Spojrzałam porozumiewawczo na Kaczmarczyka i zamknęliśmy się w kuchni wypijając jeszcze po jednej ''setce'' na głowę. Po paru minutach już nikt nie kontrolował tego, co robi.

[25.09.2014, Katowice, godz. 10:50]

Otworzyłam oczy. W salonie nie było nikogo. Byłam w nim sama. Dziwne. Z ogromnym bólem głowy doczołgałam się do łazienki mijając śpiącego na przedpokoju Kaczmarczyka. Otworzyłam drzwi. W wannie spał Jakub, w prysznicu Marzena.
- Ja pierdole. - szepnęłam. Pozostało mi tylko czekać na moment, w którym pozostała trójka się obudzi.




*

całe ferie nie zrobiłam.kurwa.niczego.
matura stuka puka, a ja nic. no boże.
a dziś z okazji wczorajszych walentynek i jutrzejszych urodzin hot 18 Nance oddaję wam rozdział. 

piątek, 30 stycznia 2015

Polska 3:1 Brazylia

Najgorętsze uczucia 
nie rodzą najlepszych wierszy
najlepszej muzyki
najwspanialszych obrazów
A jednak bez nich 
nie powstałoby nic 




[21.09.2014, godz. 7:14, Katowice]


Konar zrobił mi w głowie totalne spustoszenie i zmusił do jeszcze głębszych refleksji. Podjęłam więc decyzje. Najwyżej będę żałować, ale w tym przypadku i serce i rozum było niemalże zgodne. Przespałam w związku z tym tylko  kilka godzin. Moja noc była niespokojna.


-Odebrałem już od rana dziesięć telefonów z gratulacjami srebrnego medalu i prośbą o złoto. - powiedział głośno Karol, spacerując ze mną,  Andrzejem  i Marzeną pod hotelem, piętnaście minut przed śniadaniem.
- Polska oszalała. - stwierdziła Marzena przeglądając jego fanpejdż.
- Ja tam jestem pewna, że już dziś będziecie złoci. - odparłam cwaniacko.
- A widzieliście Stefana? Biedaczek! Wstał chyba o 4, bo spać nie mógł!
- Ej, a ty skąd to wiesz? - popatrzył na Marzenę Wrona.
- Bo też nie mogłam spać, ciołku!
- Ja też nie spałam, ale wiecie co? Będę tęsknić. - przystanęłam. - Za tym gwarem na śniadaniu, za dzikimi okrzykami, za biciem kapciami po głowie, za spaniem po cztery godziny, za kawą o dwunastej w nocy, za ojcowskimi radami Filipa i czarnym humorem Stefana, za monotonnymi zajęciami, za spędzaniem czasu z Oskarem i Kubą ... I będę dziś wyć jak głupia. Z tęsknoty, ze szczęścia...
- BOŻE IDA! Ty masz uczucia! - wrzasnął Kłos, wybudzając mnie z melancholii.
- Jestem człowiekiem. W dodatku kobietą. To chyba normalne.
- Nie. Nie w twoim przypadku. - popatrzyła z niedowierzaniem Marzena.
- W takim razie już wiecie, że ten dzień udziela się wszystkim.
- Kurwa. Nie mogę uwierzyć w to, że od złota dzieli nas jeden, malutki kroczek...
- Karol! Macie nie odpuszczać! Złapać tego Murillo i spółkę i nie zważać na Rezende! Niech krzyczy! My mamy Filipa, facet jest temperamentny, więc mu pokaże, gdzie może sobie wsadzić ręce, którymi tak macha!
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, choć w głowach każdego z nas ciągle kotłowały się myśli dotyczące dzisiejszego wieczoru.



[21.09.2014, godz. 7.39, Katowice]

Po śniadaniu Stefan poprosił sztab do siebie. W towarzystwie Kuby weszłam do środka. Antiga z założonymi rękoma chodził po pomieszczeniu, a Filip śmiał się z niego i uspokajał.
- Stefan, proszę cię, usiądź, wypij meliskę... Nerwy nic nie dadzą. Oni wiedzą, co mają robić. Może dajmy im wytchnienia, żeby przemyśleli sytuację i pobyli sami ze sobą. Fizycznie sa przygotowani.
- Po prostu za chwilę spotkajmy się wszyscy, jeszcze przed treningiem. Później masaże i zajęcia koordynacyjne, a po wszystkim dajmy im spokój. - odrzekł Kuba, a wszyscy pokiwali głową.
- Oskar, proszę cię, abyś zrobił mi to zestawienie, o które cie prosiłemÞ. Wystarczy ci godzina trzydzieści? - zapytal Stefan.
- Jasne, ale muszę kogoś ukraść, żeby poszło jeszcze sprawniej. Oczywiście nie licząc Roberta, który zostanie z tobą,
- Trenerze, ja pójdę. I tak będę im potrzebna dopiero po treningu.
- Dobra, to idźcie już. - wygonił nas skinieniem ręki, ale uśmiechem na ustach.

Oskar rzadko pytał o Rafała, ale kiedy usiedliśmy przed laptopem popatrzył na mnie, co wyraźnie wybiło go z rytmu.
- No co?
- Mogę cię o coś spytać?
- Pewnie.
- Idka, Skarbie, ty naprawdę jesteś w stu procentach przekonana co do Rafała? Bo moim zdaniem to ty się przed nim wzbraniasz.
- Oskar, to nie jest tak...
- A jak?
- Problem w naszej relacji polega na tym, że on coś do mnie czuje, a ja do niego chyba nic.
- Nic?
- Rozmawiałam wczoraj z Konarem. Kazał mi się dobrze zastanowić, czy chcę wycofać się z tego teraz, czy później, jeżeli wszystko zabrnie jeszcze dalej. Próbowałam się do niego przekonać. Próbowałam go całować, przytulać... Chwilowo poczułam się zazdrosna. Postępowałam tak, żeby go nie zranić, bo wiedziałam, że mnie kocha. Ale dłużej tak nie można. Jestem wredną suką.
- Po prostu nie potrafisz się zmusić do uczucia.
-Muszę się wycofać z tego bałaganu, prędzej czy później...Nie dzisiaj, ale po mistrzostwach prawdopodobnie mu powiem, że nic z tego. Rafał jest przystojny, dowcipny, ale chyba nie ma tego czegoś, takiej wewnętrznej iskry, która mi podpowie, że to ten. Zraniłam go. Już teraz to wiem. Ale tak po prostu musiało być. Z tym mieszkaniem popełniłam błąd. Niepotrzebnie się na coś godziłam.
- Zasługujesz na lepszego faceta.
- Na przykład na kogo?
- Nie wiem, ale ktoś by się znalazł. Jestem tego pewien. Nie ujmując Rafałowi...
- Racja. Jest w porządku.
- Ale nie dla ciebie.
- Bingo. Do wieczora tutaj siedzisz?
- Z przerwą na obiad. Muszę przerobić dwa mecze wstecz i spisać Stefanowi raport. Robert pewnie przyjdzie mi pomóc, ale i tak długo nam zejdzie. Co najmniej do piątej.
- Jak zwykle. - odrzekłam zrezygnowana, bo mu współczułam. Z całego sztabu, nie licząc trenerów, to on zarywał najwięcej nocy.
- Nie martw się Idka. Odeśpię po turnieju.
- Jaaaasne. Pójdziesz biegać o piątej rano i tyle będzie z twojego snu.
- Dlaczego ty jesteś taka wredna?
- A ty dlaczego jesteś takim pracoholikiem? - uśmiechnęłam się.
- Nieprawda. Ja tylko wykonuję swoją powinność!
- Dziś po mistrzostwach cie upije i wtedy porozmawiamy.
Oskar wstał i zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość gromiąc wzrokiem. Oparłam się o szafkę, ale udawałam cwaniaka i mimo wszystko stałam z założonymi rękoma.
- Co to, to nie. Nie dam ci wygrać.
- Taaak? To przekonajmy się!
- Okej. - usiadł znowu przy laptopie. - A teraz mam prośbę. Posegregujesz mi te karteczki?
- Jasne.



[21.09.2014, godz. 20:04, Katowice]

Czas do dwudziestej zleciał nieubłaganie. Wszyscy zebraliśmy się w szatni. Marzena kopała chłopaków na szczęście a ja sprawdzałam, czy na sto procent nic nikomu nie jest, Stefan miał racje, że nerwy im prędzej czy później dopadną każdego, nawet i stalową mnie.  Filip ogłosił szóstkę, jaka wyjdzie w pierwszym secie i patrzył po twarzach swoich podopiecznych, którzy uśmiechali się szeroko. W końcu to piękny dzień dla polskiej siatkówki. Wydarzenie historyczne. Skład zbudowany od nowa przez debiutującego Antigę zaszedł aż do finału i nie było w tym ani grama przypadku, ciągle rzucano mu pod nogi kłody w postaci kontuzji Winiarskiego, zatargu ze Spirydonovem i Brazylijczykami, a także niesprawiedliwego sędziego z Iranu. Chłopcy nie dopuszczali do siebie myśli, że przegrają. Pod względem psychologicznym było to najbardziej prawidłowe myślenie z możliwych. Wcześniejsze zwycięstwa z Brazylią pokazały wszystkim, że Canarinhos nie są niepokonani i jeżeli nie uda się ich dogonić w secie pierwszym, można to zrobić w drugim, a nawet trzecim i wygrać mecz. Umiejętności są. Liczy się psychika.


Katowicki Spodek  nie na darmo został nazwany świątynią polskiej siatkówki. Nigdy w życiu nie przeżyłam czegoś takiego, jak doping kibiców znajdujących się w hali. To było coś magicznego, czego ani ja, ani stojąca obok mnie Marzena nigdy nie widziałyśmy i nie słyszałyśmy. Ceremonia wejścia zawodników na parkiet i zaprezentowania się widzom nieco przypominała tą z Warszawy, choć mnie dzisiejsza podobała się bardziej. Spodek. Katowice. Mecz o złoto. Z wielką Brazylią. I to chyba wystarczające argumenty, dlaczego tak było. Na twarzach przeciwników malowało się skupienie, Jakub stwierdził, że widzi tam nawet lekkie zmieszanie. Razem z Oskarem, Marzeną, Kubą i Robertem usiedliśmy za ławką trenerską. Oskar z laptopem, ja z paznokciami w buzi, Marzena z dusznością, a Jakub z rękoma w kieszeni od dresów. Stefan nie oddzywał się do nikogo, zaś Filip z Wołkowyckim śmiali się z czegoś, ale wolałam nie wnikać, bo to już było normalne i nikogo nie dziwiło. Doktor Janek i Paweł zajęli zaszczytne miejsca obok trenera zaciskając mocno pięści. Kiedy rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego w moich oczach pojawiły się łzy. Prawą dłonią objęłam Oskara ściskając do tym samym za koszulkę. Popatrzył na mnie kątem oka i uśmiechnął się lekko. Kuba zaś obejmował ramieniem płaczącą gorzej ode mnie Marzenę. Zawodnicy niemalże zdarli gardła. Wszyscy śpiewali doniosłym głosem niczym dobry męski chór. Kwadrat rezerwowych cały dygotał, tak przynajmniej stwierdził Jakub, patrząc na to z psychologicznego punktu widzenia.


[21.09.2014, godz. 21.23, Katowice]

Pierwszy set nie poszedł, po naszej myśli, chociaż nie można powiedzieć, że był słaby. Mariusz rzucił ręcznikiem i butelką z wodą i zaczął wrzeszczeć. Nawet kwadrat rezerwowych przybiegł, a Igła klepał go po plecach mówiąc '' Dobrze gada, polać mu!''.
- Nie odpuszczę. Nie ma bata. Nie i tyle. Dzisiaj wychodzę stąd ze złotem. - stwierdził i w końcu dał do słowa dojść koledze, grającym z nim do niedawna w Skrze Bełchatów. Stefan spokojnym tonem pokazywał chłopakom, co mają poprawić. Na koniec pokrzyczał sobie jeszcze Kubi, co nie zdziwiło nikogo. Gra zaczęła układać się po naszej myśli. Mariusz grał jak na skrzydłach.
- Czy oni chcą, żebym ja za chwile znalazła się w szpitalu?! - zapytałam, a Stefan odwrócił się patrząc wymownie. Cóż. Wylądujemy na jednym oddziale. Z letargu związanego z oglądaniem akcji w drugim secie, wybudził nas Marek Magiera, podając informację, że zremisowaliśmy z Brazylią.
- Marzenka, spokojnie, oddychaj. Tylko spokój może cię uratować. - mówiła sama do siebie moja koleżanka.
- To jest mój piąty rok z reprezentacją, ale czegoś takiego nie przeżyłem. Mistrzostwa Europy to przy tym pikuś.
- Ale ty jesteś stary Kaczmarczyk.
- Odezwała się, Wiśniewska. Trzy lata różnicy to dla ciebie tak wiele?
- Dziś nie, ale kiedy ja zaczynałam studia, ty kończyłeś licencjat i byłeś staruuuuuuchem.
- A ty byłaś gówniarą. - wystawił mi język.
- Jak dzieci, no jak dzieci! - przerwał Kuba odrywając wzrok chwilowo od meczu, który na szczęście, szedł po naszej myśli i nim się obróciliśmy było już dwa do jednego.
Mariusz znowu krzyczał, że skoro przeszliśmy już taką drogę, jeden set z Brazylią to dla nas pestka. Z jeszcze bardziej bojowym nastawieniem szóstka, w nieco odmienionym składzie wyszła na boisko, a trener postanowił, za sprawą porannych namawiań Roberta i Oskara, zostawić na parkiecie Mateusza Mikę, mojego cudownego i zdolnego przyjaciela. Z Brazylią nie było jednak tak łatwo. Walka toczyła się niemal punkt za punkt. Jeden czas, za chwilę drugi, dziesiąty challenge, krzyczący Rezende i nie lepiej zachowujący się Filip. Wszyscy wstaliśmy z naszej vipowskiej ławeczki i wmieszaliśmy się w kwadrat rezerwowych. Rafał dygotał, Konar mało nie płakał, Igła wznosił oczy ku niebu. Ja stałam obok Marzeny i trzymałam ją za rękę. Nie zwróciłam nawet uwagi na to, że głowę o moje plecy opiera Oskar i Kuba, a zza moich ramion wystają im oczy. Serce stanęło mi przy stanie 24:22.

[21.09.2014, godz. 22.37, Katowice]

- Mariusz to skończy Stefan. Zobaczysz. On to skończy. - powiedziałam do trenera jednym tchem, w momencie, kiedy Brazylijczyk posłał być może ostatnią piłkę meczu w naszą stronę. Mika przyjął w punkt, a Paweł zrobił to, co ewidentnie do niego należało - wystawił do Mariusza, który spowodował, że w całej Polsce rozbrzmiały radosne okrzyki. Spodek oszalał. Ja rzuciłam się na Kubę i zaczęłam płakać. Marzena kucnęła. Wszyscy wbiegli na boisko. Dobiegłam do Mateusza i uwiesiłam mu się na szyi, ale w pewnym momencie straciłam grunt pod nogami i nosił mnie Konar z Rafałem, a kiedy mnie puścili, pobiegłam do Filipa. Kiedy zobaczył mnie spłakaną, jemu również polały się łzy.
- Dziękuję ci. Za wszystko. Za to, że dzięki tobie brałam udział w najpiękniejszym przedsięwzięciu mojego życia. Dziękuję, że mnie tu ściągnąłeś, że mi zaufałeś, że mogłam nabrać tyle doświadczenia.
Wzruszyłam się, a dzieje się tak rzadko. Byłam w tym momencie tak przepełniona emocjami, że nie potrafiłam niczego z siebie wydusić. Dziękowałam każdemu, kto pojawił się na mojej drodze, ale największe podziękowania i tak należały się Filipowi, Stefanowi, Doktorowi Sokalowi, Oskarowi, Kubie, Marzenie i Igle. I kiedy stanęłam koło Oskara, pomyślałam sobie, że to, co się stało jest niemożliwe. Wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, nie wspominając już o Marzenie. Przytuliłam się do Kaczmarczyka, nie mówiąc ani słowa. Dzisiejszego wieczoru, wszystkie emocje były dozwolone. A płakałam przede wszystkim z tęsknoty, bo więzi, jakie rodzą się w drużynie, zespalają każdego na dobre. Wystarczyło popatrzeć na Mariusza i Michała.

[21.09.2014, godz. 1:30, Katowice]

W niedalekim hotelu, rozpoczęła się impreza. Przyszłam na nią w asyście Rafała, jednak kiedy spostrzegłam, że moja ''ławeczkowa czwóreczka'' zajęła mi miejsce, przeprosiłam go i udałam się tam. W końcu miałam misję upić Kaczmarczyka, choć było to mało rozsądne. Marzena ochoczo rozprawiała nad czymś z Kubą.
- A ci czym się tak zajmują?
- Marzena robi Kubie wykład. Umawiają się na wakacje.
- O proszę.
- A ty?
- Co ja?
- Chciałabyś może wyskoczyć gdzieś po mistrzostwach?
- To zależy gdzie... - zawahałam się. Ale, że z nimi?
- Tak. Ja, ty i dwójka tych oszołomów. Możemy zapytać jeszcze paru zawodników i zebrać fajną ekipę.
- A kiedy wracasz do pracy?
- Nie pali się. - na jego twarzy zagościł uśmiech numer pięć, ale byłam bardzo zadowolona, bo wyjazd w tym towarzystwie zapamiętam na długo.
Nim się spostrzegłam Kubiak biegał z 0.7 i szukał chętnych do świętowania. Oczywiście nikt nie odmówił, ale czemu tu się dziwić? Powinniśmy świętować tydzień. Mimo to zmęczenie nie pozwalało pić i bawić się do białego rana. O czwartej udaliśmy się do pokoi. Z mojego upicia Kaczmarczyka nici.


[22.09.2014, godz. 4:03, Katowice]

Nieco wstawiona Marzena. Przy otwieraniu drzwi do pokoju szarpnęła moją dłoń.
- Oj Idka, ty dzikusie mały! - wrzasnęła, aż Mariusz wychylił głowę z pokoju.
- Cicho bądź, wszyscy śpią!
- A ty już jutro wieczorem, prosto z Warszawy, jedziesz do Rzeszowa. Do Rafałka. Do łóżeczka!
-  Jesteś zdrowo popierdolona. To będzie tylko parę dni.
- Czyli ty i Rafał ...
- Najwyżej mnie znienawidzi.
- Jesteś głupia. Rafała to ja bym brała w ciemno. To znaczy... Gdyby był w moim typie.
- A w moim chyba nie do końca jest, dlatego z niego zrezygnuję. - wstałam i rzuciłam swoją koszulkę w kąt udając się do łazienki.
- Bo Rafał nie jest Oskarem, prawda?
- Kobieto, jest czwarta rano, a ty mnie pytasz o takie rzeczy! Odpuść, że!

[22.09.2014. godz. 13.25, Warszawa]

W reprezentacyjnych strojach jedliśmy obiad razem z panią Premier. Nie ujmując hotelom, ale dawno nie jadłam czegoś tak dobrego. Kłosik to się nawet zakrztusił, a Marzena nie mogła powstrzymać swojego rozbawienia i kopała mnie w kolano. Filip patrzył zaciekawiony na moją minę a Wołkowycki szepnął do Gumy, aby zapytał mnie co się stało, bo on też chce się pośmiać.


[22.09.2014, godz. 18.46, Katowice]

Na szczęście po pamiątkowych zdjęciach, reprezentacyjny autokar odwiózł wszystkich do z powrotem do Katowic, gdzie większość pozostawiła swoje pojazdy.
- To co? Pakujemy się? Twoje rzeczy z mieszkania pojechały do mnie już wczoraj. - powiedział w moją stronę Rafał.
- Jasne, ale najpierw się pożegnajmy.
Mówiłam już wcześniej, że nienawidzę pożegnań? Jeżeli nie, to mówię teraz. Znowu poryczałam się jak dziecko. Przy okazji wymieniłam się ze wszystkimi numerem telefonu i za wieloma namowami w końcu potwierdziłam Stefanowi i Filipowi, że chcę dalej współpracować z reprezentacją. Nie miałam innego wyjścia. Dałam chłopakom całe serducho. Po wszystkim ruszyliśmy z Rafałem do Rzeszowa. Udało mi się przysnąć na moment, ale obudził mnie telefon, a właściwie wibracje od wiadomości.
''Jak tylko dojedziesz daj znać. Miłego odsypiania. Odezwij się czasem.'' Uśmiechnęłam się, co nie umknęło uwadze szczęśliwego, Złotego Buszka.
- Co tam ukrywasz?
- Skarby, Rafał, skarby.
- Pokażesz ?
- Tajne przed poufne, wybacz.

W tym klimacie  tajemniczości dojeżdżałam do stolicy podkarpacia.




*

niby, ferie, ale jednak nie. maturka nie wybiera, ubóstwo matematyczne też nie. ale coś jest. Idka jedzie do tego swojego Rafałka, zobaczymy, może czymś ją zaskoczy. 

piątek, 23 stycznia 2015

Polska 3:1 Niemcy

[19.09.2014, Katowice, godzina 09.54]

- Ida, wstawaj! Jesteśmy w Katowicach.
- Jakich kurcze Katowicach? - odpowiedziałam zaspana, a Wołkowycki wbił mi łokieć w żebra i po raz kolejny krzyknął, że powinnam się obudzić. Faktycznie, byliśmy już pod katowickim hotelem. Na samą myśl o tym, że pomieszkam sobie jeszcze trochę w moim ukochanym mieście uśmiechnęłam się pod nosem i wybaczyłam Wołkowi (pseudo od Igły) brutalne pobudki.  Marzena już zdążyła wygonić wszystkich chłopaków z autokaru i przegnać do recepcji po kluczyki do pokojów. Ja wlekłam się na samym końcu reprezentacyjnego orszaku z Filipem, który próbował ode mnie wyciągnąć, co w końcu zmieniło się pomiędzy mną a Buszkiem. Czułam się dziwnie bo naszą relację nadal ciężko było określić. A przynajmniej jeżeli chodzi o mnie bo najzwyczajniej w świecie się jej bałam. Przerażało mnie również jego podejście do sprawy. Niezwykle... Proste. Tak. To było dobre słowo. Podejrzewam, że gdybym dała mu jakieś zielone światło okazywałby mi strumień uczuć nie zważając na to, czy jest dziesięciu, dwóch, czy dwudziestu osobników w pobliżu. Był taki niewinny, miał tylko i wyłącznie dobre intencje. Jak zwykle nic szczególnego Filip się nie dowiedział, wręcz przeciwnie, powiedział, że jeszcze gorzej się w tym wszystkim pogubił.
- Nareszcie księżniczko. Cudowny pokój nr 2 czeka. Chciałam zrobić uroczyste przekazanie kluczy najlepszym kobietom reprezentacji, ale jak zwykle się spóźniłaś.
- Najlepszym i jedynym. Wybacz.
Pokój w Katowicach dzieliłam z Marzeną, z którą na samym początku stoczyłam bój o łóżko.
- Czy was już posrało?! - krzyknął Fabian
- To ona na mnie usiadła!
- Tak, ale to ty mnie złapałaś za nogę! Puszczaj!
- Dobra. - powiedział stanowczo Pit. - Zagracie w papier-kamień-nożyce i wszystko się wyjaśni.
Okazało się, że bitwę o łóżko pod oknem wygrała Marzena, ale udało mi się wynegocjować, że do końca pobytu w tym hotelu, to ja pierwsza zajmuje łazienkę i mogę jej używać bez limitu. To był ewidentny cios dla mojej współlokatorki, ale nie miała wyboru, a chłopcy zwątpili i kręcąc głowami poszli do siebie.
- Wiesz co? Mam pomysł. Jak chłopcy zdobędą złoto, a zdobędą...
- To pójdziemy na imprezę?
- Czytasz mi w myślach?
- Nie, po prostu słyszałam, jak Wołkowycki dzwonił do jakiegoś lokalu, żeby umówić naszą drużynę na jakiś bal po mistrzostwach. Szykuje się imprezka. Już nie mogę się doczekać, aż zobaczę tańczącego menadżera naszej reprezentacji.
- O, Kochana. Z jakim przystajesz, takim się stajesz. Obcujesz z nim, więc nie wykluczone, że pierwszy taniec będzie z tobą i zostaniesz królową wieczoru. 
- A idź, głupia. - Marzenia zdzieliła mnie poduszką i zniknęła za drzwiami łazienki. Ja zaś wyszłam na korytarz zobaczyć, jak się miewają moi podopieczni. Co ciekawe, a z perspektywy medyka przerażające, w pokoju obok również trwała bitwa o łóżko. Tym razem Rafała z Konarem.
- Stary, nie rozumiesz, że ja czuję po kościach, że na tamtym łóżku nie zasnę?
- Kurwa mać, Buszek, ja jestem od ciebie wyższy!
- Za to ja jestem od ciebie szerszy i lepiej umięśniony. Wypad!
- Dobra. Wygrałeś. Ale do końca mistrzostw zostajesz moim jeleniem.
- Chyba śnisz!
- Jeszcze się przekonamy.
Pokręciłam głową, ale nie wiedziałam co powiedzieć, bo propozycja związana z użytkowaniem łazienki u płci przeciwnej raczej by nie przeszła. Chłopcy spojrzeli na mnie z uśmiechem.
- To, że będziesz moim jeleniem, drogi Rafale, jest prawie tak bardzo prawdopodobne jak to, że ożenisz się z Idą.
- Dobrze, że prawie, a nie tak samo. Bo twoim jeleniem raczej nie będę.
- Ale Ida będzie twoją żoną?
- Nie ma innej opcji. - popatrzył na mnie i zacmokał, ale kiedy zobaczył, że nie zachowałam się w swoim stylu i milczałam, wstał z okupowanego łóżka i podszedł do mnie delikatnie całując moje czoło.
- Prawda, skarbie?
Znowu nie odezwałam się ani słowem, a Buszek jak gdyby nigdy nic oświadczył, że wychodzi do Mariusza i Winiara, aby pośmiać się z Kubiaka.
- No co się tak zamyśliłaś? Czasami bywa tak, że jesteśmy na kogoś po prostu skazani. Współczuję ci, gdybym był kobietą, kopnąłbym Buszka w dupę za samą twarz.
- Idę do siebie.
- Stój.
- No?
- Teraz tak na serio.  - zaczął. - Nie rób niczego, wbrew sobie. Jeżeli nie chcesz się do niego wprowadzać, po prostu tego nie rób. A jeżeli nie jesteś tego pewna, to też tego nie rób. Wiem z autopsji, że najlepsze działania podejmuje się wtedy, kiedy jest się czegoś pewnym i bardzo się tego chce. Inaczej to nie ma sensu. Nie mówię tutaj o spontaniczności, bo wspólne mieszkanie raczej nie może być spontaniczne. Nigdy. 
- To nie jest takie proste.
- Wasza miłość jest trudna.
- Co masz na myśli, mówiąc ''nasza miłość''?
- Rafał kocha ciebie, ty tez coś do niego czujesz. Bo to widać. Niestety. Długo się maskowałaś, ale wszyscy cie przejrzeli. Może go nie kochasz, ale na pewno ci na nim zależy. 
- W takim razie, dlaczego trudna?
- Bo widzisz... Ty nie będziesz potrafiła z nim żyć, ale nie będziesz też potrafiła żyć bez niego.
- Konar, mów jaśniej.
- Po prostu tak musi być. Zobaczysz. Wspomnisz moje słowa.



[19.09.2014, Katowice, godz. 10.21]

Nie dopytywałam, ale bardzo zdziwiły mnie słowa Dawida. Bo tak naprawdę nie wiedziałam o co w nich chodzi. Wyszło na to, że jestem ofiarą trudnej miłości, a na dodatek nie wiem, co to znaczy. Paranoja. Poszłam z tym problemem do Marzeny, która głowiła się, tak samo jak ja.
- Ty! A może on chce cię zniechęcić do Buszka, żeby się za ciebie wziąć?!
- Powaliło cię, przecież Konar ma narzeczoną, która na dodatek jest w Katowicach. To chyba nie o to chodzi.
- Ale ja bym tego nie wykluczała!
- A może on jest jakimś guru?
- To jaki problem? Przeszukajmy jego walizkę, może ma jakąś magiczną kulę i z niej wróży w nocy, pod łóżkiem?
- Tą kulą, to powinnaś sobie walnąć w głowę, Marzena.
- Ej, piękna, próbuję ci pomóc.
- Ja narazie to mi tylko szkodzisz.
- Będziesz jeszcze coś chciała. Idę do Wołka. Może on bardziej rozumie tak cudowne i niedocenione kobiety jak ja.
- Idź, idź.

[19.09.2014, Katowice, godz. 11.15]

Trening  był bardzo, bardzo nerwowy. Kubiak nakręcił się jeszcze bardziej, bo wyczytał kolejne bzdury wypowiedziane przez Spirydonowa. Wpadł na salę jak burza i ustawił do pionu nawet Ignaczaka, na co Mariusz zaczął bić mu brawo.
- Misiek, czasami warto być mądrzejszym i odpuścić. Wystarczy ci już konfliktów z innymi zawodnikami. 
- Ależ proszę bardzo, ja mogę kłócić się do woli! - oburzył się na słowa Pawła Zagumnego Kubiak.
- Guma ma rację. Nie ma po co dolewać oliwy do ognia. Pogada, pogada, zawieszą go i się uspokoi, a ty pilnuj swojego nosa, żeby nie zawiesili ciebie.
- Idę potrenować. - odburknął Kubiak a ja razem z Gumą i Marzeną poruszyliśmy ramionami w geście bezradności.
W tym momencie Stefan zaklaskał wołając tym samym zawodników do siebie. Ja zajęłam się pisaniem raportu, Marzena ostatnimi poprawkami związanymi z rozplanowaniem treningów jeszcze dziś i jutro, a Oskar przygotowywał dla Filipa statystykę przyjmujących, bo jak wiadomo to na tej pozycji było najwięcej niespodzianek.


[19.09.2014, Katowice, godz. 14.01]

Na obiad wleciałam głodna jak wilk. Z Marzeną pobiłyśmy się o miejsce przy oknie i tym razem rozdzielił nas Muratore, który i mnie i moją konkurentkę wziął pod pachy.
- Możdżon, puść! - krzyczałam. - Ja chcę zjeść!
-I tak już dobrze wyglądasz.
- Noszę mniejsze spodnie! 

- Kobiety... - pokręcił głową Stefan, a Marzena zaczerwieniła się. Ja na szczęście byłam już uodporniona na docinki trenera, ponieważ ja również nie szczędziłam żartów w jego stronę.
Po dwudziestu minutach i dokładce pomidorówki byłam już najedzona.
- Chyba musimy pogadać. - dorwał mnie na korytarzu Buszek.
- Przecież ciągle rozmawiamy.
- Wydaje mi się, że musimy ugadać szczegóły twojej przeprowadzki.

No i masz. Stanęłam jak wryta i przez dobre kilkanaście sekund patrzyłam w podłogę. Wszystko przez słowa Dawida, które najzwyczajniej w świecie namąciły mi w głowie. Przeraziłam się. Dopiero teraz dotarło do mnie, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Nie byłam jednak ani trochę asertywna.
- Zrobimy tak, żeby było dobrze. 
Uśmiechnęłam się i pogładziłam Rafała po dłoni zmierzając w stronę pokoju. Było mi dziwnie. Chyba to Marzena bardziej cieszyła się z mojej przeprowadzki do Rzeszowa niż ja sama.
- Kurcze, ale on z tobą szaleje! Ciekawe czy sprząta po sobie brudne skarpetki...
- Jak mam powiedzieć Buszkowi, że nie chcę... To znaczy nie chcę narazie..
.
- CO?! - przerwała mi. - Jak to nie chcesz?! Taki facet, takie obietnice...
- To wszystko za daleko zaszło, za dużo sobie powiedzieliśmy, za dużo czasu ze sobą spędziliśmy i ... Ja sama nie wiem, czego chcę.
- Właśnie widzę.
- Tyle lat mieszkałam sama...
- Jesteś nienormalna. Czego ty się kobieto boisz?
- Wszystkiego. Nie chcę go w żaden sposób zranić, to dobry facet.
- Niby dlaczego masz to zrobić?!
- Nie chcę, żeby był ze mną nieszczęśliwy, po prostu.
- Dziewczyno, ty poważnie zwariowałaś. Usiądź, weź głęboki wdech, a najlepiej się prześpij. 

Być może i zwariowałam, ale takie były właśnie realia. Wpakowałam się w coś, z czego bałam się wyjść, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała mi z tego rezygnować. Ujmując wszystko niezwykle dosadnie, byłam w dupie. Wszyscy pokątnie malowali przyszłość moją i Rafała. On sam widział ją w różowych kolorach. Jedyną osobą, która we wszystko wątpiła, byłam ja. I jak się okazało Dawid Konarski.


[19.09.2014, Katowice, godz. 14:44]

- Dawid, ja nie chcę z nim mieszkać. - oznajmiłam otwierając drzwi do łazienki myjącemu zęby po obiedzie Konarowi, wykorzystując chwilę, kiedy w jego pokoju nikogo nie było.
- Ha. Przejrzałem cię.
- Co ja mam robić? 

- W tej sytuacji, wszystko co zrobisz, wyjdzie na to samo. - powiedział z pianą w ustach.
- No teraz to mi już całkowicie wszystko zagmatwałeś!
- Oj Idka. No bo popatrz. Narobiłaś chłopu nadziei, więc jeżeli teraz się z tego wycofasz, zranisz go. Ale w momencie, gdy już chwilę z nim pomieszkasz i zrozumiesz, że nie jesteś szczęśliwa zranisz go jeszcze bardziej.
- Czyli mam się wycofać jak najszybciej.
- A wzięłaś pod uwagę to, że jeżeli z nim pomieszkasz, być może przekonasz się do bycia w związku?
- No nie.
- Właśnie. Więc teraz tylko od ciebie zależy. Wyobraź sobie, że na szali kładziesz to, czy chcesz skreślić wszystko już teraz, a ja znam Rafała i świadomie użyłem słowa ''wszystko'', bo on dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzi i mieć spokój, czy dać szansę temu uczuciu i poczuć coś wyjątkowego. To jest trudna decyzja, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo, prawda?
- mrugnął okiem, co akurat ani trochę mnie nie cieszyło.
- Dawid, mogę cię o coś spytać?
- Jasne.
- Dlaczego ty to dla mnie robisz? Dlaczego nie jest ci to obojętne, przecież masz swoją kobietę ...
- Bo Rafał jest moim przyjacielem i nie chcę, żeby ktoś go zranił, ale staram się też zrozumieć ciebie, że to wszystko przecież nie jest łatwe. Lubię cię, Ida. Naprawdę bardzo cię lubię i widzę, że coś cie przed nim blokuje. Jesteś dobrą dziewczyną i wiem, że niczego nie zrobisz celowo. Zależy mi na waszym szczęściu, a z Rafałem się nie dogadam, bo on zawsze wie wszystko najlepiej. Zostałaś mi tylko ty. Jesteś mózgiem tej relacji, niestety. Żebyś nie miała do siebie jeszcze większych pretensji, musisz się nad tym jeszcze raz porządnie zastanowić. 
W tym momencie musieliśmy zakończyć rozmowę, ponieważ do pokoju jak burza wleciał zdenerwowany Buszek.
- Ida, wszędzie cie szukam!  Słuchaj, mój kumpel obiecał, że przewiezie twoje rzeczy do Rzeszowa. Co do wynagrodzenia mamy się dogadać. 
- To ja zostawię was samych gołąbki. - odparł Konar i wyszedł.
- Rafał, nie uważasz, że to dzieje się za szybko? - wypaliłam.
- Spokojnie, niczego się nie bój. - pocałował mnie w policzek i przytulił do siebie z całej siły, choć trochę mnie do siebie przekonując. Jego reakcja bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że po prostu będzie milczał, wcześniej jedynie mnie pocieszając. Nie miałam już na to argumentu.


[20.09.2014, Katowice, godz. 20:22]

Jakub motywował każdego z osobna, a zadanie miał nadzwyczaj trudne, ponieważ niecodziennie reprezentacja Polski w obojętnie jakim sporcie walczy o grę w finale Mistrzostw Świata. Kibice w spodku szaleli, Stefan kiwał głową z uznaniem a Filipowi jak zwykle dygotały nogi. Istny cyrk. Nawet Oskar oderwał się od laptopa i wyszedł na płytę boiska zderzyć się klatkami piersiowymi z Kubiakiem. Cóż. Taki mieli rytuał. Poza tym Misiek był cwaniakiem, a Oskar totalnym wariatem, jednak z głową na karku. Marzena standardowo obczaiła od stóp do głów każdego zawodnika z niemieckiej drużyny, po czym nie krępując się Wołkowyckiego powiedziała mi, że nie tylko Niemki są brzydkie.


[20.09.2014, Katowice, godzina 22:02]
- Ostatni! - krzyczał Jakub zza płyty boiska swoim zdartym gardłem. Biedaczek.
Hala oszalała, kwadrat rezerwowych wybiegł na boisko. Stefan przytulił FIlipa, a ja Marzenę. Gramy o złoto. O złoty medal Mistrzostw Świata. Nasza radość była nie do opisania. Pit biegał po boisku i krzyczał, że finał odblokowany, na co obydwaj trenerzy wybuchnęli śmiechem.
- To się nie dzieje. To się po prostu nie dzieje. - mówił Stefan trzymając się za głowę. Chyba nie był świadomy tego, że już dziś dokonał rzeczy wielkiej.
- Pachnie mi tu złotem. - stwierdził Mariusz klepiąc Michała Winiarskiego po plecach.
- O tak! - wtrącił Igła. - I to tak pachnie, jak nigdy przez całą moją karierę!
- Chłopaki, a teraz spać! - krzyknął Stefan i wszyscy w bojowych nastrojach wrócili do pokoi, a spolszczony śpiew ''We are the prawie champions, my friend'' w wykonaniu Igły cały hotel słyszał jeszcze dobre dwadzieścia minut.


*


Przeżyłam studniówkę, przeżywałam makijaże, fryzury i wykroje sukienek, przeżyłam zdawanie zagrożenia z matematyki i oto jestem. Oddaję Wam takie oto coś, na przełamanie, żeby w końcu przejść do tego finału. Uprzedzam, że kolejny rozdział nie będzie ostatnim, więc finał nie zakończy tego opowiadania tak, jak chciałam. Z każdym rozdziałem mam niedosyt. Ida jeszcze trochę nabroi i napsuje krwi niejednej osobie. Z resztą... Nie ona jedna. Postaram się pisać częściej, bo ostatni rozdział był bodajże na sylwestra. 

wtorek, 30 grudnia 2014

Polska 3:2 Rosja

[17.09.2014, Łódź, godz. 7:59]

- Wiesz co mnie wkurwia? - zaczepił mnie na korytarzu Kubiak, który swoją szeroką klatką piersiową uniemożliwił mi swobodne przejście na śniadanie.
- Michał, jestem głodna jak wilk.
- Ale wiesz co mnie wkurwia?!
- Zamieniam się w słuch.
- Wkurwia mnie to, że nikt w nas nie wierzy.
- Przecież z Kanarkami już wygraliście, Polska jest dumna.
- Ale nie wygraliśmy z Rosją.
- Ale dopiero dziś gracie. Wszystko przed wami. Ja w was wierze. Choleeernie mocno. - złapałam Dzika za ramiona - A teraz wybacz, bo mi Konar zje tą pyszną pastę z tuńczyka.
- Pasta?! Z tuńczyka?! Ida, zaczekaj!

Oczywiście nie obeszło się bez spóźnienia. Wszyscy już zaczęli jeść i tylko ja z Kubiakiem zastanawialiśmy się gdzie usiąść.
- Dzidka! Cho no tu! - zawołał mnie Igła, co spowodowało nagłą palpitacje serca. I nie, nie było to spowodowane radością z siedzenia z Ignaczakiem. Obok niego siedział Buszek. A po ostatniej rozmowie nie chciałam z nim rozmawiać. Wręcz go unikałam, a to było do mnie niepodobne. Kiedy żyliśmy w zgodzie siadałam tylko i wyłącznie obok niego, a kiedy się pokłóciliśmy robiłam dokładnie tak samo, co by się nie odzwyczaił od moich docinek, a ja od jego. Z uśmiechem na ustach odsunęłam krzesło  i ku uciesze Krzyśka wylądowałam tyłkiem na podłodze.
- To za wczoraj, Staruszko!
- Ha, ha, ha. Zabawne. Przez ciebie ubiłam sobie tyłek!
- Serio? A kto przewrócił się wczoraj na twoim bananie?
- Staruszku, ale to był przypadek! - uśmiechnęłam się najbardziej słodko jak potrafiłam, bo wszyscy wiedzieli, że skórka od banana czekała właśnie na Igłe.
- Rozejm? - wystawił w moją stronę dłoń.
- Dobra. Kawka przed meczem.
 - Kawka. Ploteczki?
- Jasne.

 Mistrzostwa dobiegały końca, w najlepszej sytuacji zostało nam do rozegrania spotkanie o brąz i złoto. Czy jestem marzycielką? Owszem. Wierzę w nich na tyle mocno, że jestem w stanie się z kimś założyć. Mimo to już dziś jestem w stanie stwierdzić, że zyskałam wielu fantastycznych kolegów, których mogę obdarzyć zaufaniem oraz jednego przyjaciela - właśnie Krzysztofa Ignaczaka. Jest dla mnie na ten moment tak samo ważny jak Mateusz. I to właśnie z nim plotkuje mi się najlepiej. Cóż. Muszę zastąpić Krzyśkiem najlepszą przyjaciółkę, która sypia z moim ojcem.


[17.09.2014, Łódź, godz. 8:24]
Wyszłam ze stołówki i skierowałam swoje kroki do pokoju sztabu szkoleniowego.
- Ida, stój.
Spokojny głos Rafała natychmiast spowodował, że moje plecy uległy niemalże całkowitemu zesztywnieniu.
- Rafał, śpieszę się.
- Unikasz mnie drugi dzień.
- Możemy tutaj nie rozmawiać? W pokoju sztabu jeszcze nikogo nie ma.
Błyskawicznie zmieniliśmy miejsce naszej rozmowy znikając za drzwiami pomieszczenia.
- Nie zamieniliśmy wczoraj ze sobą ani słowa. Rozmawiałaś z każdym tylko nie ze mną. Możesz mi powiedzieć jaki jest powód?
- To nie chodzi o to, że ja cie unikam.
- Tylko o co? Latam za tobą jak popierdolony, nie śpię przez ciebie. Jak cię widze to dostaje motywacji i takiego kopa do grania, że ciężko mnie zatrzymać. Uwielbiam z tobą rozmawiać, uwielbiam się z tobą kłócić, jesteś dla mnie najpiękniejszą kobietą jaką znam i masz najbardziej zajebisty śmiech na świecie. Ida! Ja zwariowałem na twoim punkcie! A ty mnie tak po prostu unikasz!
No i masz. Zatkało mnie.
- Rafał...
- Czy nie wierzysz w to, że możemy być szczęśliwi? Razem?
A teraz to już prawie się udusiłam.
- Chyba już dość sytuacji skomplikowaliśmy i w końcu możemy odpuścić sobie te gierki.
Tlenu.
- Wprowadzam się do ciebie po Mistrzostwach.
- Apsik!
- No kurwa cicho!
Co się okazało, nie byliśmy sami. Od początku całej rozmowie przysłuchiwał się Oskar i Kuba, którzy oglądali elementy poprzedniego meczu a śniadanie jedli przed laptopem. Buszek wyszedł niemalże rozanielony a ja zamknęłam za nim drzwi i usiadłam obok roześmianego Kaczmarczyka.
- Ani. Słowa. O tym. Co. Słyszeliście. Ani. Kurwa. Słowa.
- Jasne. - odpowiedzieli zgodnie i pozwolili mi w ciszy poczekać na Stefana.

[17.09.2014, Łódź, godz. 8:40]

- Jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie, wyjeżdżamy jutro po śniadaniu. O 7:55 zbiórka w autokarze. Do trzech godzin powinniśmy być w Katowicach. Kuba, mam prośbę. Konferencja z zawodnikami za pół godziny przed treningiem. Oskar zostaje ze mną i Filipem, a Ida i Paweł idą z Winiarskim i Kłosem na konsultację. I proszę o raporty w sprawie ich stanu zdrowia dostarczyć mi maksymalnie godzinę po treningu. Dziś ważny mecz, grafik jest dość napięty. Niby dwa sety, a jednak dużo.
- Trenerze, mam zastrzeżenie co do Mateusza. Narzeka na plecy.
- W takim razie niech dołączy do tej dwójki. A teraz rozchodzimy się i działamy. Miłego dnia i widzimy się na obiedzie.

Stefan był niezwykle konkretny, a im dalej wlazł tym więcej nerwów w sobie tłumił. W przeciwieństwie do Blaina o niczym nas nie informował. Bo Filip nie miał oporów gestykulować do szkoleniowców innych drużyn.


[17.09.2014, Łódź, godz. 10.46]

Postanowiłam, że jeszcze przed treningiem zaglądne do zawodniķów. Odwiedziłam pokój samozwańczych Dorodnych Samców i na widok rzucającego kurwiszczami i innymi przepięknymi, polskimi epitetami Kubiaka zamarłam.
- Ten skończony frajer będzie miał podbite oko po dzisiejszym spotkaniu.
- Albo złamany nos. - dopowiedział Buszek a ja zgromiłam go spojrzeniem.
- Możecie mi powiedzieć o co chodzi?
- Ten rosyjski komunista Spirydonov wyzywa nas od pszeków i zgniłych narodów.
- Ewidentnie trzeba obić mu ryj. - wzdrygnęłam się niedowierzając, że Marcin Możdżonek używa takich słów.
- Chłopcy powiem wam coś, co zawsze działa. Głupota ma to do siebie, że trzeba ją ignorować. Im bardziej będziecie się spinać, tym większa radocha Spirydonova. Zapłaci za te słowa i tak czy siak.
 - Wyłącz Igła ten komputer, niech nie widzę tego popaprańca.
- Kubi mam do ciebie prośbę. Nie zabij go przy powitaniu drużyn. Nawet na niego nie patrz. Proszę.
- Nie mogę ci tego obiecać, ale na pewno się postaram.
Zwróciłam się z tą prośbą tylko do Kubiaka, bo wszyscy wiedzieliśmy jaki był. A był narwany. Przynajmniej w tej kwestii.



[17.09.2014, Łódz, 14:00]

Chcąc poinformować sztab o całym zajściu zeszłam do trenerów, którzy chwilę później podczas obiadu zabrali głos. Poprosili o spokój i ignorowanie zaczepek ze strony Rosjan, a konkretnie Spirydonova. Przez jednego głupiego człowieka atmosfera  zrobiła się na tyle gęsta, że nikt się do siebie nie oddzywał. Zjadłam więc swój posiłek i wyszłam na zewnątrz zapalić.

[17.09.2014, Łódź, godz. 14.34]

Kilka metrów dalej stała Marzena i usilnie próbowała zapalić swojego papierosa. Niestety gazu z jej zapalniczki już nie było, a ja tknięta jakąś siłą wyższą podeszłam ze swoją i pomogłam jej się odprężyć właśnie poprzez zapalenie papierosa.
- Od kiedy palisz? - odezwała się.
- Od imprezy karnawałowej w pierwszej klasie liceum. Miałam wtedy 16 lat. Truję się już dwanaście.
- Ja tyle samo. Dzięki.
- Dziękujesz mi za to, że przybliżam cie do śmierci? - zapytałam w żartach.
- Proszę cie. Świat jest dziwny. Wszystko co jest fajne, ładne, smaczne, przyjemne i odpręża jest zakazane, za drogie albo tuczy.
- Albo prowadzi do przedwczesnej śmierci. Jesteśmy chyba z tej samej planety. - popatrzyłam na rozmówczynię z uśmiechem.
- Ja jestem z planety, gdzie przed mistrzostwami świata przedłuża się włosy.
- A ja z tej, gdzie przed mistrzostwami przedłuża się rzęsy.
- Wiedziałam, że na świecie jest jeszcze jedna osoba, która pali Black Devile.
- O smaku czekoladowym. - rozmarzyłam się.
-I tylko, kurwa mać, czekoladowym.

Czułam, że taki jest właśnie początek cudownej, kobiecej znajomości spod hali w Łodzi.


[17.09.2014, Łódz, godz. 14.35]

Stefan poprosił, aby po obiedzie wszyscy wykorzystali czas na sen, co najmniej do 17:30. Uwzględnił również sztab. W końcu kulisy naszej pracy są takie, że sprawy załatwiamy również w nocy i kiedy zawodnicy słodko śpią, Oskar pije trzecią kawę i przygotowuje dla Stefana statystyki zagrań i skuteczności w atakach czy blokach, ja budzę po cichu Winiara i zajmuję się jego kręgosłupem, a trenerzy ustalają taktykę. Tak naprawdę nie ma dla nas lepszej pory na spokojne przeanalizowanie planu działania jak noc. W porozumieniu ze sztabem doszliśmy do wniosku, że dzisiejszy mecz będzie pokazem silnej psychiki zaprezentowanym przez naszą drużynę z powodu nie tylko wagi spotkania ale i zaistniałego konfliktu.  I tak oto kiedy weszłam do swojego jak na złość nie zamkniętego przed obiadem pokoju, na łóżku słodko spał Rafał a na etażerce obok lampki nocnej leżała kartka z informacją o tym, że Kłos ma alergie, zatkany nos i chrapie i wszyscy już śpią, a on biedny nie może zasnąć. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam tuż obok. Buszek natychmiast otworzył oczy.
- Śpij. To tylko ja. - pocałowałam go w czoło i zostawiając po chwili znowu w błogim śnie wzięłam szybki prysznic.

Za kilkanaście minut wykorzystałam czas tak samo jak Rafał i położyłam się do łóżka uprzednio zamykając drzwi na klucz od środka. Czując mnie obok znowu się obudził, topiąc głowę w moim obojczyku.
- Pięknie pachniesz. - szepnął. - Nie wstawaj już. Proszę.
Zostałam. I po chwili sama znalazłam się w odległej krainie Morfeusza.


[17.09.2014, Łódź, godz. 19.52]

Zawodnicy wyszli na płytę boiska aby się rozgrzać. Ich spojrzenia uciekały w stronę znienawidzonego Spirydonova, który i mnie irytował jak nikt inny. No, może z tym, że nikt inny to przesadziłam, bo zawsze był jeszcze Rafał. Stefan ostatni raz porozmawiał z grupą tą najbardziej wybuchową i od tego momentu zaczął dygotać. Istny cyrk. Czas do rozpoczęcia meczu strzelił tak jakby na pstryknięcie palca.

[17.09.2014, Łódź, godz. 20.25]

Kibice odśpiewali hymn, zespoły wyszły na parkiet i o 20:29 rozppczęła się walka.
- Ale ten Spirytus obleśny. Jak świnia.
- Gdybyś nie powiedziała tego w tym miejscu wybuchnęłabym śmiechem.
- No przestań. Kubiak to go tu zaraz samym spojrzeniem wbije w parkiet.
Tak też było. Dziku o mało nie oślepł od patrzenia na zawodnika rosyjskiej drużyny.

[17.09.2014, Łódź,godz. 21:43]

Po dwóch setach stało się jasne, że Polska jedzie do Katowic i walczy o medale. Kibice szaleli, Stefan odetchnął z ulgą, a Kubiak postanowił przemówić.
- Ja tu jestem po to, aby wygrać mecz, a nie dwa sety i nie obchodzi mnie to, jak trudno będzie.
Nikt nie zabrał więcej głosu. Był tylko okrzyk.

[17.09.2014, Łódź, godz. 23.01]

Polacy wygrali mecz. Dotrwali do tie - breaka a co najważniejsze nie pozwolili na odebranie sobie wygranej. Wołkowycki skakał w górę i razem z Marzeną zajął się organizacją pobytu drużyny w świątyni siatkówki. Z przemyśleniami udałam się do swojego pokoju i nie wpuszczając nikogo przez dłuższą chwilę medytowałam nad wydarzeniami dnia dzisiejszego.

*

Szczęśliwego Nowego Roku! Oby był tak dobry jak ten. Bo ten naprawdę był wspaniały. Polski sport będzie go długo pamiętał. Ja też.