wtorek, 30 grudnia 2014

Polska 3:2 Rosja

[17.09.2014, Łódź, godz. 7:59]

- Wiesz co mnie wkurwia? - zaczepił mnie na korytarzu Kubiak, który swoją szeroką klatką piersiową uniemożliwił mi swobodne przejście na śniadanie.
- Michał, jestem głodna jak wilk.
- Ale wiesz co mnie wkurwia?!
- Zamieniam się w słuch.
- Wkurwia mnie to, że nikt w nas nie wierzy.
- Przecież z Kanarkami już wygraliście, Polska jest dumna.
- Ale nie wygraliśmy z Rosją.
- Ale dopiero dziś gracie. Wszystko przed wami. Ja w was wierze. Choleeernie mocno. - złapałam Dzika za ramiona - A teraz wybacz, bo mi Konar zje tą pyszną pastę z tuńczyka.
- Pasta?! Z tuńczyka?! Ida, zaczekaj!

Oczywiście nie obeszło się bez spóźnienia. Wszyscy już zaczęli jeść i tylko ja z Kubiakiem zastanawialiśmy się gdzie usiąść.
- Dzidka! Cho no tu! - zawołał mnie Igła, co spowodowało nagłą palpitacje serca. I nie, nie było to spowodowane radością z siedzenia z Ignaczakiem. Obok niego siedział Buszek. A po ostatniej rozmowie nie chciałam z nim rozmawiać. Wręcz go unikałam, a to było do mnie niepodobne. Kiedy żyliśmy w zgodzie siadałam tylko i wyłącznie obok niego, a kiedy się pokłóciliśmy robiłam dokładnie tak samo, co by się nie odzwyczaił od moich docinek, a ja od jego. Z uśmiechem na ustach odsunęłam krzesło  i ku uciesze Krzyśka wylądowałam tyłkiem na podłodze.
- To za wczoraj, Staruszko!
- Ha, ha, ha. Zabawne. Przez ciebie ubiłam sobie tyłek!
- Serio? A kto przewrócił się wczoraj na twoim bananie?
- Staruszku, ale to był przypadek! - uśmiechnęłam się najbardziej słodko jak potrafiłam, bo wszyscy wiedzieli, że skórka od banana czekała właśnie na Igłe.
- Rozejm? - wystawił w moją stronę dłoń.
- Dobra. Kawka przed meczem.
 - Kawka. Ploteczki?
- Jasne.

 Mistrzostwa dobiegały końca, w najlepszej sytuacji zostało nam do rozegrania spotkanie o brąz i złoto. Czy jestem marzycielką? Owszem. Wierzę w nich na tyle mocno, że jestem w stanie się z kimś założyć. Mimo to już dziś jestem w stanie stwierdzić, że zyskałam wielu fantastycznych kolegów, których mogę obdarzyć zaufaniem oraz jednego przyjaciela - właśnie Krzysztofa Ignaczaka. Jest dla mnie na ten moment tak samo ważny jak Mateusz. I to właśnie z nim plotkuje mi się najlepiej. Cóż. Muszę zastąpić Krzyśkiem najlepszą przyjaciółkę, która sypia z moim ojcem.


[17.09.2014, Łódź, godz. 8:24]
Wyszłam ze stołówki i skierowałam swoje kroki do pokoju sztabu szkoleniowego.
- Ida, stój.
Spokojny głos Rafała natychmiast spowodował, że moje plecy uległy niemalże całkowitemu zesztywnieniu.
- Rafał, śpieszę się.
- Unikasz mnie drugi dzień.
- Możemy tutaj nie rozmawiać? W pokoju sztabu jeszcze nikogo nie ma.
Błyskawicznie zmieniliśmy miejsce naszej rozmowy znikając za drzwiami pomieszczenia.
- Nie zamieniliśmy wczoraj ze sobą ani słowa. Rozmawiałaś z każdym tylko nie ze mną. Możesz mi powiedzieć jaki jest powód?
- To nie chodzi o to, że ja cie unikam.
- Tylko o co? Latam za tobą jak popierdolony, nie śpię przez ciebie. Jak cię widze to dostaje motywacji i takiego kopa do grania, że ciężko mnie zatrzymać. Uwielbiam z tobą rozmawiać, uwielbiam się z tobą kłócić, jesteś dla mnie najpiękniejszą kobietą jaką znam i masz najbardziej zajebisty śmiech na świecie. Ida! Ja zwariowałem na twoim punkcie! A ty mnie tak po prostu unikasz!
No i masz. Zatkało mnie.
- Rafał...
- Czy nie wierzysz w to, że możemy być szczęśliwi? Razem?
A teraz to już prawie się udusiłam.
- Chyba już dość sytuacji skomplikowaliśmy i w końcu możemy odpuścić sobie te gierki.
Tlenu.
- Wprowadzam się do ciebie po Mistrzostwach.
- Apsik!
- No kurwa cicho!
Co się okazało, nie byliśmy sami. Od początku całej rozmowie przysłuchiwał się Oskar i Kuba, którzy oglądali elementy poprzedniego meczu a śniadanie jedli przed laptopem. Buszek wyszedł niemalże rozanielony a ja zamknęłam za nim drzwi i usiadłam obok roześmianego Kaczmarczyka.
- Ani. Słowa. O tym. Co. Słyszeliście. Ani. Kurwa. Słowa.
- Jasne. - odpowiedzieli zgodnie i pozwolili mi w ciszy poczekać na Stefana.

[17.09.2014, Łódź, godz. 8:40]

- Jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie, wyjeżdżamy jutro po śniadaniu. O 7:55 zbiórka w autokarze. Do trzech godzin powinniśmy być w Katowicach. Kuba, mam prośbę. Konferencja z zawodnikami za pół godziny przed treningiem. Oskar zostaje ze mną i Filipem, a Ida i Paweł idą z Winiarskim i Kłosem na konsultację. I proszę o raporty w sprawie ich stanu zdrowia dostarczyć mi maksymalnie godzinę po treningu. Dziś ważny mecz, grafik jest dość napięty. Niby dwa sety, a jednak dużo.
- Trenerze, mam zastrzeżenie co do Mateusza. Narzeka na plecy.
- W takim razie niech dołączy do tej dwójki. A teraz rozchodzimy się i działamy. Miłego dnia i widzimy się na obiedzie.

Stefan był niezwykle konkretny, a im dalej wlazł tym więcej nerwów w sobie tłumił. W przeciwieństwie do Blaina o niczym nas nie informował. Bo Filip nie miał oporów gestykulować do szkoleniowców innych drużyn.


[17.09.2014, Łódź, godz. 10.46]

Postanowiłam, że jeszcze przed treningiem zaglądne do zawodniķów. Odwiedziłam pokój samozwańczych Dorodnych Samców i na widok rzucającego kurwiszczami i innymi przepięknymi, polskimi epitetami Kubiaka zamarłam.
- Ten skończony frajer będzie miał podbite oko po dzisiejszym spotkaniu.
- Albo złamany nos. - dopowiedział Buszek a ja zgromiłam go spojrzeniem.
- Możecie mi powiedzieć o co chodzi?
- Ten rosyjski komunista Spirydonov wyzywa nas od pszeków i zgniłych narodów.
- Ewidentnie trzeba obić mu ryj. - wzdrygnęłam się niedowierzając, że Marcin Możdżonek używa takich słów.
- Chłopcy powiem wam coś, co zawsze działa. Głupota ma to do siebie, że trzeba ją ignorować. Im bardziej będziecie się spinać, tym większa radocha Spirydonova. Zapłaci za te słowa i tak czy siak.
 - Wyłącz Igła ten komputer, niech nie widzę tego popaprańca.
- Kubi mam do ciebie prośbę. Nie zabij go przy powitaniu drużyn. Nawet na niego nie patrz. Proszę.
- Nie mogę ci tego obiecać, ale na pewno się postaram.
Zwróciłam się z tą prośbą tylko do Kubiaka, bo wszyscy wiedzieliśmy jaki był. A był narwany. Przynajmniej w tej kwestii.



[17.09.2014, Łódz, 14:00]

Chcąc poinformować sztab o całym zajściu zeszłam do trenerów, którzy chwilę później podczas obiadu zabrali głos. Poprosili o spokój i ignorowanie zaczepek ze strony Rosjan, a konkretnie Spirydonova. Przez jednego głupiego człowieka atmosfera  zrobiła się na tyle gęsta, że nikt się do siebie nie oddzywał. Zjadłam więc swój posiłek i wyszłam na zewnątrz zapalić.

[17.09.2014, Łódź, godz. 14.34]

Kilka metrów dalej stała Marzena i usilnie próbowała zapalić swojego papierosa. Niestety gazu z jej zapalniczki już nie było, a ja tknięta jakąś siłą wyższą podeszłam ze swoją i pomogłam jej się odprężyć właśnie poprzez zapalenie papierosa.
- Od kiedy palisz? - odezwała się.
- Od imprezy karnawałowej w pierwszej klasie liceum. Miałam wtedy 16 lat. Truję się już dwanaście.
- Ja tyle samo. Dzięki.
- Dziękujesz mi za to, że przybliżam cie do śmierci? - zapytałam w żartach.
- Proszę cie. Świat jest dziwny. Wszystko co jest fajne, ładne, smaczne, przyjemne i odpręża jest zakazane, za drogie albo tuczy.
- Albo prowadzi do przedwczesnej śmierci. Jesteśmy chyba z tej samej planety. - popatrzyłam na rozmówczynię z uśmiechem.
- Ja jestem z planety, gdzie przed mistrzostwami świata przedłuża się włosy.
- A ja z tej, gdzie przed mistrzostwami przedłuża się rzęsy.
- Wiedziałam, że na świecie jest jeszcze jedna osoba, która pali Black Devile.
- O smaku czekoladowym. - rozmarzyłam się.
-I tylko, kurwa mać, czekoladowym.

Czułam, że taki jest właśnie początek cudownej, kobiecej znajomości spod hali w Łodzi.


[17.09.2014, Łódz, godz. 14.35]

Stefan poprosił, aby po obiedzie wszyscy wykorzystali czas na sen, co najmniej do 17:30. Uwzględnił również sztab. W końcu kulisy naszej pracy są takie, że sprawy załatwiamy również w nocy i kiedy zawodnicy słodko śpią, Oskar pije trzecią kawę i przygotowuje dla Stefana statystyki zagrań i skuteczności w atakach czy blokach, ja budzę po cichu Winiara i zajmuję się jego kręgosłupem, a trenerzy ustalają taktykę. Tak naprawdę nie ma dla nas lepszej pory na spokojne przeanalizowanie planu działania jak noc. W porozumieniu ze sztabem doszliśmy do wniosku, że dzisiejszy mecz będzie pokazem silnej psychiki zaprezentowanym przez naszą drużynę z powodu nie tylko wagi spotkania ale i zaistniałego konfliktu.  I tak oto kiedy weszłam do swojego jak na złość nie zamkniętego przed obiadem pokoju, na łóżku słodko spał Rafał a na etażerce obok lampki nocnej leżała kartka z informacją o tym, że Kłos ma alergie, zatkany nos i chrapie i wszyscy już śpią, a on biedny nie może zasnąć. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam tuż obok. Buszek natychmiast otworzył oczy.
- Śpij. To tylko ja. - pocałowałam go w czoło i zostawiając po chwili znowu w błogim śnie wzięłam szybki prysznic.

Za kilkanaście minut wykorzystałam czas tak samo jak Rafał i położyłam się do łóżka uprzednio zamykając drzwi na klucz od środka. Czując mnie obok znowu się obudził, topiąc głowę w moim obojczyku.
- Pięknie pachniesz. - szepnął. - Nie wstawaj już. Proszę.
Zostałam. I po chwili sama znalazłam się w odległej krainie Morfeusza.


[17.09.2014, Łódź, godz. 19.52]

Zawodnicy wyszli na płytę boiska aby się rozgrzać. Ich spojrzenia uciekały w stronę znienawidzonego Spirydonova, który i mnie irytował jak nikt inny. No, może z tym, że nikt inny to przesadziłam, bo zawsze był jeszcze Rafał. Stefan ostatni raz porozmawiał z grupą tą najbardziej wybuchową i od tego momentu zaczął dygotać. Istny cyrk. Czas do rozpoczęcia meczu strzelił tak jakby na pstryknięcie palca.

[17.09.2014, Łódź, godz. 20.25]

Kibice odśpiewali hymn, zespoły wyszły na parkiet i o 20:29 rozppczęła się walka.
- Ale ten Spirytus obleśny. Jak świnia.
- Gdybyś nie powiedziała tego w tym miejscu wybuchnęłabym śmiechem.
- No przestań. Kubiak to go tu zaraz samym spojrzeniem wbije w parkiet.
Tak też było. Dziku o mało nie oślepł od patrzenia na zawodnika rosyjskiej drużyny.

[17.09.2014, Łódź,godz. 21:43]

Po dwóch setach stało się jasne, że Polska jedzie do Katowic i walczy o medale. Kibice szaleli, Stefan odetchnął z ulgą, a Kubiak postanowił przemówić.
- Ja tu jestem po to, aby wygrać mecz, a nie dwa sety i nie obchodzi mnie to, jak trudno będzie.
Nikt nie zabrał więcej głosu. Był tylko okrzyk.

[17.09.2014, Łódź, godz. 23.01]

Polacy wygrali mecz. Dotrwali do tie - breaka a co najważniejsze nie pozwolili na odebranie sobie wygranej. Wołkowycki skakał w górę i razem z Marzeną zajął się organizacją pobytu drużyny w świątyni siatkówki. Z przemyśleniami udałam się do swojego pokoju i nie wpuszczając nikogo przez dłuższą chwilę medytowałam nad wydarzeniami dnia dzisiejszego.

*

Szczęśliwego Nowego Roku! Oby był tak dobry jak ten. Bo ten naprawdę był wspaniały. Polski sport będzie go długo pamiętał. Ja też. 


środa, 24 grudnia 2014

Polska 3:2 Brazylia

[15.09.2014, Łódź, godz. 7:21]

Dopiero po przebudzeniu uświadomiłam sobie, że mój wczorajszy pomysł na spławienie Marzeny był kiepski. Ubrałam reprezentacyjne wdzianko i chociaż nie byłam spóźniona, do stołówki weszłam ostatnia. A wolne miejsce było akurat obok Winiara i Mariusza. Rafał siedział gdzieś tam dalej, a Marzena ze sztabem.
- Czeeeść. - przywitałam się speszona, a moi towarzysze mieli dokładnie taką samą minę jak ja. Nic dziwnego. Całej naszej trójce było niezręcznie.Oczywiście nie umknęło to uwadze Igły i Kubiaka, bo od samego początku bacznie nas obserwowali.
- Podasz mi masło, Mariusz?
- Oczywiście.
- Dziękuję.
- Proszę.
- Nie no. Ja z wami zwariuje. Co się znowu stało?! - zbulwersował się Krzysiek.
- Nic. - odrzekł Winiar.
- Zupełnie nic. - dodał Wlazły.
- Nic a nic. - zabrałam głos i zajęłam się słodzeniem herbaty, czego zazwyczaj nie robię. I takim właśnie sposobem dosypałam sobie cztery łyżeczki cukru.
- No to słucham. Mówcie. Nic nie słychać, bo Wrona z Kłosem znowu się drą.
- Więc ja zacznę. - rozpoczął Winiarski i od razu skierował swoje słowa do mnie. - Nie mówiłaś, że ty i Rafał się no, ten tego, no...
- Właśnie, nic nie mówiliście! Dlaczego? Przecież to dobrze! - poparł przyjaciela Mariusz.
- Bo nic między nami nie ma.
- Jak to nie ma? A to całowanie pod pokojem? Takie gorrrące? - poruszył zalotnie brwiami Wlazły.
- Czekaj, czekaj, Wiśniewska. Całowałaś się z Buszkiem i nakryli cię oni, tak? - zapytał Igła.
- Coś w tym rodzaju. - odrzekłam od niechcenia, bo chciałam jak najszybciej wyjść ze stołówki i pozostawić wczorajszą akcję daleko, daleko za sobą.
- Oj Idka, Idka. - pogłaskał mnie po głowie Winiar i wszyscy już na szczęście rozluźnieni pałaszowaliśmy śniadanie. Kiedy pozostali zawodnicy już kończyli, z krzesła podniósł się trener Antiga i poinformował, że dzisiejszy plan nieco się zmienia i za piętnaście minut zawodnicy mają stawić się u mnie, u Pawła bądź u doktora Sokala na zabiegach. Cóż. Nie była to pocieszająca informacja, tym bardziej, że Rafał został przydzielony akurat do mojego stanowiska i zapewne nie oszczędzimy sobie słów. Przywykłam do tego. W końcu od kiedy tutaj jestem zdążyliśmy się poważnie pokłócić trzy bądź cztery razy, a posprzeczać ze sto, więc kolejna wymiana zdań jakiejś wielkiej różnicy mi nie robi.



[15.09.2014, Łódź, godz. 8:45]

Stałam przy swoim stanowisku w dość kiepskim humorze. A wszystko dzięki Marzenie, która od rana wchodzi do tyłka wszystkim ze sztabu. Najchętniej bym ją uderzyła, ale dla niepoznaki zachowuję resztki pozorów. Niestety, kiedy zobaczyłam moich cudownych chłopaków, czyli Kubę i Oskara, najzwyczajniej w świecie wybuchłam i zamknęłam na klucz pokój medyczny.
- Nie wytrzymam, kurwa mać! - wykrzyczałam tupiąc nogą.
- Co jest, Kotek?
- Ona mnie doprowadza do szału! Po co ona tutaj przyjechała?!
- Idka, co ona ci zrobiła? Pracuje dziewczyna, jest całkiem miła, w dodatku mówi, że jesteś bardzo w porządku. Nie rozumiem twoich frustracji.
- A ja rozumiem! - zabłysnął Jakub.
- Oświeć mnie.
- Ty po prostu jesteś zazdrosna o Buszka! Tak, to jest to! I nie wymiguj się, przecież wszyscy wiedzą, że macie się ku sobie. Od wczoraj cię trzyma ta zazdrość. Widzieliśmy jak wpadłaś na konferencję. Umalowana, elegancko uczesana. Chciałaś, żeby Rafał zauważył, że potrafisz być kobieca.
- Kubuś, skąd ty to wszystko wiesz?
- Kobieto, tyle lat studiowałem te wszystkie ludzkie humory i to, co nimi kieruje, że niektóre schematy zachowań znam na pamięć.
- To wszystko jest chore. Najchętniej bym go zamordowała. Poćwiartowała zwłoki i wrzuciła do jakiegoś stawu, żeby nie psuł mi humoru, ale jeżeli ona się do niego zbliży, to robię się wściekła i nie pozwalam jej się do niego zbliżyć.
- Ktoś tu się zakochał, sialalala!
- Przestańcie. W nikim się nie zakochałam. To chwilowe. Poza tym, szukam czegoś innego... Po mistrzostwach wszystko wróci do normy. Zdobędziemy medal, ja wrócę do Katowic, Rafał do Rzeszowa, parę razy spotkamy się na jakimś meczu i już. Po sprawie.
Kiedy skończyłam mówić rozległo się walenie do drzwi.
- Ida, otwieraj!
- Oho. Atakują. Lećcie do siebie, ja muszę zająć się bandą tych oszołomów, bo zaczęło się dobijanie w skromne progi moich umiejętności fizjoterapeutycznych.
- Pogadamy później, okej?
- Obiecuję. No już. Uciekajcie! - przegoniłam ich skinieniem ręki, a w drzwiach minęli się z Kubim.
- Ile można czekać?
- Ale do masażu jeszcze dziesięć minut, Michałku.
- Nie szkodzi. Im szybciej zaczniemy tym lepiej!
- A może masz rację?
I takim oto sposobem zostałam zmotywowana do pracy przez Michała W Gorącej Wodzie Kąpanego Kubiaka.


[15.09.2014, Łódź, godz. 10:15]

Po wizycie Andrzeja i Karola nadszedł czas spotkania z Rafałem. Poprosiłam go, aby położył się na plecach, co posłusznie uczynił zdejmując koszulkę. Moje działania były szybkie, ale dość mocne i dokładne. Byłam tak zamyślona, że nawet nie kontrolowałam swoich ruchów, przez co całą serię zabiegów zakończyłam piętnaście minut przed standardowym wypuszczeniem zawodnika z mojego gabinetu.
- Rafał. - zaczęłam. - Przepraszam cię za wczoraj, nie powinnam była cię całować, ani nic z tych rzeczy. Nigdy w takich okolicznościach.
- Dlaczego? Okoliczności były najlepsze z możliwych. Marzena chyba trochę się przejęła i zaprosiła mnie dziś po kolacji na kawę. Stara się dziewczyna!
- Na kawę? To... To wspaniale. - wycedziłam przez zęby i zabrałam się za sprzątanie mojego miejsca pracy.
- Ida?
- No?
- Jesteś o mnie zazdrosna, prawda? - zapytał ze spokojem. A spokój ten był nadzwyczajny i nie zakrawało się na kłótnie. Ani trochę.
- Nie jestem. - ręce zaczęły mi dygotać, a serce walić jak młot.
- To dlaczego tak się zachowujesz? Po co to wszystko? Po co te pocałunki, po co te godzinne rozmowy, po co ta wczorajsza akcja przy Marzenie, Michale i Mariuszu? Po co?
- Nie wiem.
Faktycznie. To była jedyna odpowiedź na jaką mogłam sobie w tej chwili pozwolić. Głupia ja. Bardzo głupia ja. I tak bardzo niezdecydowana. A może zdecydowana, ale bojąca się przyznać sama przed sobą, o co tak naprawdę mi chodzi.
- Wiesz co? Ja też nie wiem. Nie wiem już nic. Idę do pokoju, widzimy się później na obiedzie.
- Jasne.
- To ... To pa.

I wyszedł. Pozostawiając mnie w totalnej rozsypce.


[15.09.2014, Łódź, godz. 14:15]

Nie zła, ale raczej zasmucona rozmową z Rafałem razem z całą kadrą zasiadłam na stołówce. W pomieszczeniu unosił się zapach pierogów ruskich i zupy pomidorowej. Kubiak bił sztućcami stół, więc jako pierwszy dostał swoją porcję. Igła wykłócił się z Zatorem o ostatniego pieroga na półmisku. A ja nie mogłam w spokoju spożyć, bo od kiedy dostałam miskę z zupą, a minęło od tego momentu jakieś piętnaście, a może i dwadzieścia minut, właściciel mieszkania, które wynajmuję w Katowicach próbował nieustannie się do mnie dodzwonić nie reagując na to, że wszelakie połączenia odrzucam. W końcu zdenerwowałam się jeszcze bardziej niż wcześniej i przeprosiłam wszystkich zgromadzonych udając się na hotelowy korytarz.
- Wreszcie! Dzień dobry, pani Ido.
- Witam, przepraszam jadłam obiad i nie mogłam się wcześniej wyrwać. Coś się stało?
- W zasadzie to nie wiem od czego zacząć.
- Najlepiej od początku, słucham pana.
- Pani Ido, otóż... Będę musiał z pani zrezygnować.
- Nie bardzo rozumiem...
- Wracamy do kraju i niestety nie będzie już pani mogła użytkować mieszkania. Wiem, informuję w nieodpowiednim momencie, ale taka kolej rzeczy. Tak niestety wyszło. Przykro mi.
- Kiedy mam zabrać swoje rzeczy i zostawić klucze?
- Tutaj pojawia się problem. Czy jutro o dwunastej pani odpowiada? Ostatecznie się rozliczymy, oddam pani za remont łazienki i sprzęty, które pani kupiła.
- Dobrze, postaram się przyjechać.
- W takim razie do zobaczenia.

Nie zdążyłam się nawet pożegnać, bo natłok łez w moich oczach spowodował, że rozłączyłam się najszybciej jak mogłam. Wzięłam głęboki oddech i ponownie przekroczyłam próg stołówki. Na całe szczęście nikt z zawodników nie zwrócił na mnie większej uwagi.
- Stefan, Filip - mogę was prosić? To ważne.
- Oczywiście.
W trójkę udaliśmy się na miejsce, gdzie stałam rozmawiając z właścicielem mojego lokum. Antiga i Blain od razu wiedzieli, że coś się stało i to za sprawą telefonu, który przez cały obiad nie dawał mi spokoju.
- Trenerze, ja wiem, że jutro jest mecz. Ja to wszystko wiem. Ale stało się coś, co muszę załatwić osobiście. Właściciel mojego mieszkania w Katowicach wraca i prosił, abym jutro o dwunastej zabrała swoje rzeczy i wyprowadziła się z mieszkania.
- Jutro o dwunastej, hmmm... Nie ma sprawy. Jest Paweł i Jan, poza tym możesz poprowadzić poranne ćwiczenia i wtedy spokojnie jechać do Katowic, bo droga jest dobra i zajmie ci to dwie godziny. Przydałoby się, żebyś na osiemnastą była tutaj. Jesteśmy w stanie na to przystać, prawda Filip?
- Ida, dziecko... - Blain nie słuchał kolegi. Doskonale wiedział, że mieszkałam w tym miejscu nie licząc roku za granicą 7 lat. Nawet w przerwach w pracy nie wracałam do Rzeszowa tylko właśnie na Śląsk.
- Dziękuję wam. Powiem tylko bratu, że musi ze mną jutro pojechać i za dwie godziny pojawię się na treningu.
- Potrzebujesz czegoś?
- Do zobaczenia.

Nie odpowiedziałam na pytanie Stefana. Wyciągnęłam z kieszeni papierosy i bez względu na wiatr i dość nieciekawą pogodę usiadłam na balkonie. Nie swoim, ale Kuby i Oskara, u których wybuchłam zaraz po przekroczeniu progu pokoju. Wiedziałam, że już wiedzą. Stefan poinformował przed momentem cały sztab o mojej jutrzejszej, kilkugodzinnej nieobecności.
- Utrata tego mieszkania jest dla mnie ciosem. Ludzie wprowadzają się, wyprowadzają, budują, burzą, kupują i sprzedają swoje domy, ale ja byłam bardzo związana z tymi sześćdziesięcioma dwoma metrami kwadratowymi. Przeżyłam tam najpiękniejsze lata swojego życia w moim ulubionym miejscu w Polsce. Mieszkanie miało swój klimat. Było po prostu moje, a nabrałam na to nadziei w momencie, kiedy właściciel pozwolił meblować mi poszczególne pomieszczenia według własnego uznania. Zdecydowanie utraciłam część siebie. Utraciłam możliwość kontynuowania  tego iście studenckiego, zabałaganionego życia, które było niezwykle urokliwe. Część swoich przemyśleń i decyzji, które podejmowałam właśnie w tym miejscu. Możliwość dalszych radości, które towarzyszyły mi, kiedy w przerwach w pracy wracałam z Francji czy z innych miejsc. Nigdzie nie znajdę takich sąsiadów, Z tymi katowickimi zżyłam się lepiej, aniżeli ze swoją rodziną.  Mówiąc krótko, ta przeprowadzka spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. W dodatku jestem totalnie niepozbierana w sferze uczuciowej. W domu też nie za dobrze. Mam masę problemów, a w dodatku nie mam gdzie mieszkać. Dom rodzinny jest sprzedany, bracia mieszkają rozsypani po Polsce, a mama u wujka. A ja muszę to udźwignąć sama. Wiecie co? Idę się przejść.


[15.09.2014, Łódź, godz. 16:10]

Trening rozpoczął się dziesięć minut temu, a ja nawet nie zarejestrowałam momentu, kiedy zawodnicy pojawili się na sali. Z letargu wybudził mnie dopiero doktor Jan, który obiecał, że coś wymyśli specjalnie dla mnie. Pomimo chwilowego zamyślenia, dobry humor mnie nie opuszczał, a przynajmniej takie stwarzałam pozory. Było mi po prostu łatwiej udawać, że wszystko jest w porządku. Łatwiej wmówić samej sobie, że przecież nic się nie stało. Od swoich myśli uwolniłam się również dzięki obserwowaniu trenującego Winiara, który kontuzję ma daleko za sobą. Starałam się nie zwracać uwagi na Rafała i na Marzenę która rozprawiała o czymś z Wołkowyckim, tym bardziej, że w uszach brzmiały mi słowa Buszka o ich rzekomym pokolacyjnym spotkaniu. W pewnym momencie zmieniłam miejsce i usiadłam obok Oskara, aby trochę mu pomóc. Może do tego się chociaż nadam.


[15.09.2014, Łódź, godz. 19:00]

Na kolacji byłam już wykończona. Czułam się, jakby potrącił mnie - jak to mawia Jakub - czołg, bądź inny pojazd takiej wagi. Na domiar złego siedziałam przy jednym stoliku z Marzeną, która była ostatnią osobą, na którą chciałam w tym momencie patrzeć.
- Ja też jej nie lubię, żółwik. - powiedział mi konspiracyjne na ucho Zagumny, a ja szczerze się zaśmiałam, o co tego dnia było bardzo ciężko. Ja również przybiłam mu symbolicznego żółwika i z trudem przełknęłam kęs kanapki. A i tak jadałam małe porcje.
- Jeżeli tego nie zjesz, to przywiążę cię do krzesła i osobiście nakarmię. - pogroził mi Mika, któremu przed kolacją również się wygadałam.
- Chciałabym to zobaczyć. - zaklaskała Marzena a ja nie wytrzymałam i powiedziałam to, co w tym momencie akurat pomyślałam.
- Ja pierdole. Zamilcz.
Zrobiło się cicho, Kubiak się zakrztusił, a trenerzy popatrzyli po sobie, bo byli świadomi, że ja i Marzena raczej się nie polubiłyśmy i nie zanosi się na to, żeby było inaczej.
- Możecie iść do swoich pokoi. - nakazał Stefan, a Marzena zapytała czy będzie potrzebna.
- Nie będziesz. Możesz iść na kawę. - poklepałam ją po plecach, a ona mierząc mnie wzrokiem i informując Rafała, że za piętnaście minut będzie gotowa podążyła w ślad za zawodnikami.


[15.09.2014, Łódź, godz. 20:13]

Światła w jadalni zgasły. Siedziałam standardowo przy oknie, a myślami byłam gdzieś tam w Katowicach. Wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień. Jak będę się czuć i jak będę zachowywać się po tym wszystkim. W pewnym momencie rozdzwonił się telefon. Kolejny raz na ekranie pojawiło się nazwisko właściciela. Udając wesołą, odebrałam.
- Pani Ido, czy godzina dwunasta jest aktualna? Wyrobi się pani?
- Tak, przyjadę do Katowic razem z bratem.
- Wspaniale, czyli wszystko bez zmian?
- Bez zmian. Przepraszam, muszę kończyć.

I skończyłam. Do moich oczu napłynęły łzy, których nie potrafiłam już zatrzymać. Ewidentnie sobie nie radziłam. A cisza, która teraz miała miejsce, spotęgowała mój żal i sprzyjała upustowi emocji. Rozmazałam swój makijaż, którego bez motywacji w postaci Marzeny bym nie zrobiła i położyłam głowę na stole. Gdyby moja mama zobaczyła mnie w takim stanie zapewne płakałaby razem ze mną, ale poprosiłam Piotrka, aby nic jej nie mówił. Tak jest przecież lepiej. W stanie opłakanym, w dosłownym tego słowa znaczeniu, wróciłam do swojego pokoju. Nie zapaliłam światła. Stanęłam przy oknie i poczułam, że ktoś całuje moją głowę i łapie za dłoń.
- Czekam na ciebie dobre pół godziny.  Wszystko już wiem.
- Miałeś iść na kawę.
- Nie poszedłem. Słuchaj. Albo będziesz mieszkać ze mną albo z nikim innym. Rozumiesz?
- Co ?! Ty coś piłeś, prawda ?
- Nie. Ja ci tylko nie pozwolę mieszkać z kimś innym.
- Chyba sobie żartujesz. Popierdoliło cię już całkiem! Przychodzisz do mnie w momencie, kiedy jedyne czego potrzebuje to samotności i proponujesz mi nie wiadomo skąd wzięte banały, bo prośbami raczej tego nie nazwę.
- Niczego nie rozumiesz.
- Masz racje. Niczego nie rozumiem, Rafał, bo ja nie wiem, co do ciebie czuję. - wypowiedziałam jednym tchem.
- A może zrozumiesz wreszcie to, że przyszedłem zaproponować ci, abyś się do mnie wprowadziła?
- Chyba nie mówisz poważnie?
- W tym momencie jestem śmiertelnie poważny.
- Rafał, jak ty to sobie wyobrażasz?
- Normalnie. Spakujesz rzeczy, przywieziecie je z bratem tutaj, a później wrócimy z nimi do mnie. Czy musimy sobie całe życie wszystko komplikować? Czy musimy się wiecznie kłócić?
- Nie zrobię tego...
- Oj, nie pierdol głupot. Podświadomie już się zgodziłaś.
- Dobra, odbiegając od tematu... Dlaczego nie spotkałeś się z Marzeną?
- Bo wolałem spotkać się z tobą.
Kolejny raz cicho zatrzasnął za sobą drzwi pozostawiając mnie w pieprzonej bezradności. Co on sobie myślał?! Że jak gdyby nigdy nic u niego zamieszkam?! Nie pozostało mi nic innego jak iść do pokoju któregoś z moich chłopaków i po prostu się wygadać. Ale głupia ja. Zostałam u siebie, zastanawiając się nad swoim losem i prosząc siły wyższe o jak najdłuższe trwanie mistrzostw. Im więcej dni na przemyślenia- tym lepiej.


[16.09.2014, Łódź, godz. 17.54]

Szczęśliwie dotarłam do Łodzi. Piotrek popędził na kolację do pobliskiej restauracji, a ja do drużyny.
- O! A któż to, a któż to?!
- Też się cieszę, że cię widzę Magneto! - zmierzwiłam włosy środkowego i usiadłam przy stole ze sztabem.
- Co słychać?
- Leci, trenerze. Oddałam klucze, dostałam pieniądze za lodówkę i pralkę i zwrócili mi stolik, szafkę, wszystkie ozdóbki i inne moje rzeczy.
- Co dalej?
- Więc ... Wracam do Rzeszowa. Przynajmniej do czasu, kiedy niczego fajnego nie znajdę na Śląsku.
- Gotowa na dzisiejsze emocje?
- Już zacieram ręce. Nasze Orły są w dobrej dyspozycji, ale będzie ciężko. - wzdychnęłam.
- Hej! Ida! Jesteśmy w takiej formie, że możemy pokonać każdego. A przynajmniej ja w nich wierzę. -odpowiedział trener a ja uśmiechnęłam się.
- Stefan, ja też w nich wierzę. I wyobrażam sobie, co przechodzą. Przed meczem konferencja?
- Tak, będzie na niej tylko Kuba. Później spotkamy się już tylko w szatni.


[16.09.2014, Łódź, godz. 23.47]


- WSTAAAAŃ UNIEŚ GŁOWĘ, WSŁUUUCHAJ SIĘ W SŁOWA PIEEŚNI O MAŁYYYM RYCERZUUU!
- Igła moje uszy... Moje biedne uszy. - skrzywił się Zatorski.
- A gdzie Kubi? - zapytałam siedząc w pokoju Wlazłego i Winiara z całą drużyną, Oskarem i Kubą. Nawet Marzena przyszła i o dziwo mi nie przeszkadzała.
- Pewnie kłóci się z Rezende. Albo mu przywalił.
Na słowa Buszka wszyscy zaczęli się śmiać bo atmosfera na meczu i po nim była  gorąca a nasz Kubiaczek nakręcił się najbardziej jak to było możliwe.



Taka świąteczna niespodzianka. Kochane! Dużo zdrowia, wiary w siebie, dużo miłości bo miłość jest najważniejsza, spełnienia marzeń. Sobie samej życze cierpliwości, zdrowego serduszka i zdania wszelakich matematycznych egzaminów.

czwartek, 18 grudnia 2014

Polska 3:2 Francja

[14.09.2014, Łódź, godz. 9:46]

- Stefan? Wszystko okej? - złapałam zamyślonego trenera za łokieć, bo przez całe śniadanie nie odezwał się do nikogo ani słowem.
- Tak, skarbie, w porządku wszystko.
- Nie wierze ci.
- Chodź.
Skinął ręką wskazując na drzwi w hotelu. Wyszliśmy więc na zewnątrz, a za nami podążył Filip. Przysiedliśmy na betonowych schodach,
- Mogę zapalić?
- Pal. - obydwoje skinęli głową, a ja wyciągnęłam zapalniczkę. Po pierwszym zaciągnięciu się nikotyną wbiłam swoje tęczówki w Stefana .
- No co mam ci powiedzieć?
- Trenerze, a może to po prostu chodzi o dzisiejszy mecz. Bo dziś gramy z Francją.
- Dobra, rozgryzłaś mnie. Ciężko mi z tym. W końcu to drużyna mojego ojczystego kraju, w dodatku grałem w niej tyle lat...
- Wiem Stefan, Filip, potrzymaj mi cygara. - oddałam palącego się papierosa Filipowi i przytuliłam Stefana. - Wiem też, że zależy ci na wygranej. Żeby zaprezentować się z dobrej strony, ale przykro ci będzie , jeżeli Francja przegra.
- Dokładnie. Obydwie drużyny są mi bardzo bliskie.
- Mnie też.
- Oj, tatuś! - przytuliłam również Filipa - moją dobrą duszę  i popatrzyłam na obydwóch Francuzów. - Jesteśmy jak rodzina, musimy sobie pomagać. W sumie spędzimy ze sobą ponad miesiąc.
- I mam nadzieje, że jeszcze więcej. Chciałbym Ci zaproponować dalszą współpracę z reprezentacją. I tobie i Jakubowi. Oczywiście sztab się nie zmieni. Doktor Sokal chwali sobie współpracę z tobą. Mówi, że jesteś sumienna i nie dajesz sobie wychodzić na głowę. Poza tym, wiemy z pewnego źródła, że taka właśnie starałaś się być i chciałaś, żebyśmy to zauważyli.
- Boże... Nie wiem co powiedzieć!
- Nic nie mów, tylko się zgódź! - krzyknął Filip. Byłam pewna, że maczał w tym palce.
- Dziękuję!
- Podziękuj Rafałowi.  - odpowiedział Stefan na odchodne i wszedł do ośrodka klaskając w dłonie, aby siedzący na parkiecie zawodnicy wstali i zaczęli się rozgrzewać.
- Filip, masz chwilę?
- Chcesz pogadać?
-  Mam wątpliwości. - zaczęłam od razu.
- Z czym?
- Chodzi o przedłużenie umowy. Nie potrafię powiedzieć na sto procent...
- Ale jak to?! Przecież o to zabiegałaś! Chodzi o któregoś z zawodników, prawda?
- Filip, a musimy o tym rozmawiać?
- Nie naciskam.
- Wracamy?
I wróciliśmy.


[14.09.2014, Łódź, godz. 10:36]


Nie chciałam jeszcze mówić Filipowi o swoich obawach, a tym bardziej Stefanowi, który był niemalże przekonany, że jego propozycję rozpatrzę pozytywnie. Standardowo usiadłam między Jakubem a Oskarem i rozprawialiśmy nad nowym pracownikiem sztabu, a raczej pracownicą, która miała pojawić się lada chwila.
- A może będzie kosmitą? - zapytał Jakub wyraźnie zaciekawiony tym, kto za moment stanie przed jego oczami.
- A może będzie murzynką?
- A może nie ma czego się domyślać, tylko wystarczy poczekać? -
zdzierżyłam Oskara miażdżącym spojrzeniem.
- Wyliczając to z prawdopodobieństwa...
- Oskar, błagam. Nigdy nie błyszczałam z matmy.
- Dobra, może faktycznie za bardzo ją przeżywamy?
- Idzie! - wrzasnął Jakub i całym sztabem ustawiliśmy się w szeregu, nie wiadomo dlaczego, ale idealnie równo. Jakby swoją obecnością zaszczycił nas sam prezydent Barack Obama. Kiedy zobaczyłam drugą kobietę w kadrze oniemiałam. Elegancka dziewczyna, o długich blond włosach - na szczęście nie dłuższych niż moje, z długimi nogami, których również mi nie brakowało oraz wielkim, ale to naprawdę wielkim biustem. Choć i u mnie nie było z tym najgorzej, akurat pod tym względem zostałam znokautowana. Chłopcy zaglądali jak małpy w zoo a ja jako jedyna nie miałam oporów, aby rozbudzić zapatrzony w walory nowej pomocnicy menadżera Wołkowyckiego sztab szkoleniowy. Sam przełożony dziewczyny zrobił oczy wielkości pięciozłotówek.
- Witamy w drużynie. - wyciągnęłam rękę i lekko uśmiechnęłam się.
- Marzena Dąbrowska. To w kadrze jest kobieta? 
No nie. No po prostu nie uwierzyłam w to, co usłyszałam. Wredna krowa. Zmierzyła mnie wzrokiem z góry na dół, a mimika jej twarzy pozostawała niewzruszona. Dopiero teraz, kiedy widziałam ją, tak zadbaną, zrozumiałam, że wyglądam jak facet. Poza reprezentacją dbałam o siebie, starannie dobierałam garderobę, bawiłam się modą, makijażem, nawet doborem lakieru do paznokci. Jednak od kiedy ciężko pracowałam razem ze sztabem, nie przykładałam najmniejszej wagi do tego, jak wyglądam. I kiedy okazało się, że Marzena nie jest kosmitą, nie jest murzynką, ma normalne imię, jest ładna, a nawet bardzo, bardzo ładna, w dodatku jest blondynką i ma długie włosy, przeżywania chłopaków okazały się jak najbardziej słuszne nie dla nich, ale dla mnie. Bo to ja powinnam bać się konkurencji, którą ona niewątpliwie była. A już w chwili obecnej byłam w stanie stwierdzić, że w tym sztabie i w tej reprezentacji jest miejsce tylko dla jednej z nas, a przynajmniej tak podpowiadała mi moja intuicja. Ta kobieca, czy coś.
- To gdzie mój pokój?
- Może być ze mną.
- odparł oczarowany Piotrek, mój brat. A już myślałam, że jeżeli przechodząc zobaczył moją minę na widok Marzeny, oszczędzi sobie komentarzy.
- Pokój Marzeny to dwieście trzynaście. Może cie zaprowadzę? - zaproponowałam, a w głębi serca cieszyłam się z tego, że to nie ze mną będzie go dzielić.
- Jasne, byłabym ci bardzo wdzięczna. 
Ruszyłyśmy we dwie w stronę windy. Nie odezwałam się ani słowem. Chyba od początku się nie polubiłyśmy.
- Ćwiczysz coś? Masz idealne ciało. - zabrzmiało w moich uszach wyrywając z medytacji.
- Tak, chodzę na siłownię i na zajęcia zumby, oprócz tego biegam. - odparłam bez ani krzty pychy w głosie, bo daleko mi było do jakichkolwiek przechwałek. Towarzyszka uśmiechnęła się i kiwnęła głową z uznanie. Po niespełna kilku sekundach byłyśmy już pod jej pokojem.
- To ja uciekam do siebie. 
I faktycznie - można to było nazwać ucieczką. Marzena wzbudziła we mnie zazdrość, pomimo tego, że jako pierwsza zobaczyła, że moja figura jest godna uwagi i teoretycznie powinnam czuć się doceniona. Była kobieca. Nawet jak po kilkunastu minutach zeszła na dół w dresie reprezentacyjnym to koński ogon dodawał jej uroku. Każdy włos zaczesany był równo, ani jeden kosmyk nie wychodził z gumki. Zaś na mojej głowie panował istny chaos. Nie wspominając już o paznokciach, które miała równe, przycięte na krótko, ale mimo wszystko tak idealne, o jakich ja w chwili obecnej mogłabym tylko pomarzyć. Każdy jeden różnił się od drugiego długością, w dodatku lakier pozostał tylko na lewym kciuku. Porażka.


[14.09.2014, Łódź, godz. 17:22]

Dokończyłam masaż z Winiarskim i wymijając chłopaków w stołówce porwałam ze stolika dwie drożdżówki z wiklinowego koszyka oraz szklankę z gorącą herbatą i informując Filipa, że nie będę na kolacji, bo muszę zrobić coś ważnego zamknęłam się w swoim pokoju. Wyciągnęłam kosmetyki, lakiery do paznokci oraz pilnik i zmotywowana elegancką Marzeną postanowiłam zadziałać i po prostu stać się kobietą. Nawet, jeżeli przede mną tylko konferencja z zawodnikami przed meczem. Zawsze pozostawało samo spotkanie, na które miałam ochotę chociaż raz się odstrzelić. Tym bardziej, że od dzisiaj ławkę sztabu szkoleniowego zajmowałam jako jedna z dwóch kobiet. Pomalowałam się beżowym, lekko połyskującym cieniem, użyłam też podkładu, bronzera, aby wykonturować twarz, maskary i błyszczyka, rozpuściłam w końcu włosy, wyrównałam paznokcie i pomalowałam je bezbarwną odżywką nadając połysku.



[14.09.2014, Łódź, godz. 18:14]

 Popatrzyłam na zegarek i niestety byłam już spóźniona, za co Stefan najprawdopodobniej mnie zabije, bo już wczoraj ucięłam sobie drzemkę przed konferencją i zaspałam na nią ponad piętnaście minut. Wybiegłam z pokoju jak burza potykając się przy okazji i dywan na korytarzu i na salę konferencyjną weszłam zasapana z obolałym łokciem. No pięknie. W dodatku któryś z zawodników zagwizdał, a Stefan zrobił coś na kształt ''Hoho'' i już nawet nie skarcił mnie za spóźnienie. Rozglądnęłam się po wpatrzonych we mnie twarzach zawodników, a tęczówki utkwiłam w Marzenie, która ochoczo rozprawiała nad czymś z Buszkiem. I wcale nie była to rozmowa stricte służbowa. Bo gdyby takowa była, ona nie zakręcałaby na palec włosów, a on nie peszyłby się jak małe dziecko, kiedy coś przeskrobie. Fuknęłam nie kontrolując tego, a Stefan przerwał rysowanie taktycznych rozwiązań na wykonanie krótkiej.
- Stało się coś?
- Nie, no co ty? Gdzieżby.

Dopiero po tych słowach zostałam zauważona przez Rafała, który natychmiastowo oderwał wzrok od roześmianej Marzeny. Byłam wściekła, bo jak on mógł z nią gadać, w dodatku całkowicie mnie olewając?! Przesiedziałam całą konferencję naburmuszona jak najbardziej niezadowolony człowiek na świecie i ani razu nie zareagowałam na docinki Kuby, który razem z Oskarem jednoznacznie stwierdził, że trzeba mnie po meczu wziąć na piwo. I to koniecznie.




[14.09.2014, Łódź, godz. 23:00]


Mecz zakończył się dla nas pozytywnym wynikiem trzy do dwóch. Stefan klepał zawodników po plecach i niemalże fruwał z radości, choć po spotkaniu z grupką francuskich znajomych na chwilę posmutniał. Filip chyba był mniej wrażliwy. Cieszył się jeszcze bardziej niż Stefan i nawet nie zamienił słowa z ani jednym zawodnikiem drużyny przegranej. Zostawiłam trenerów i razem z Kubą i Oskarem usiedliśmy w stołówce nie przy piwie ani niczym z tych rzeczy, ale przy gorącej herbacie.
- No co się tak patrzycie?
- Wyglądasz inaczej.
- Jak to inaczej?
- No... Inaczej! Jesteś pomalowana!
- Aha, i co z tego? Jestem kobietą.
- No tak, ale wcześniej...
- Co wcześniej? Chcesz powiedzieć, że wcześniej nią nie byłam?
- Nie! Nie to miałem na myśli!
- Gdybyś mu nie przerwała, to by się wytłumaczył.
- zwrócił mi uwagę Jakub, na co pozostało mi tylko wzruszyć ramionami i przewrócić oczami. Dopiłam napój i stwierdziłam, że na mnie już pora i idę się położyć. Pożegnałam się krótkim: "Dobranoc'' i zniknęłam za drzwiami jadalni.


[14.09.2014, Łódź, godz. 23:17]


Na korytarzu świeciło się tylko jedno światło, więc względna ciemność powodowała u mnie wrażliwość na wszelakie szmery i skrzypiącą podłogę.
 - Ekhem.
- Zwariowałeś?! Jest późno, ciemno, a ty mnie straszysz. W dodatku jako twój osteopata nakazuję ci, abyś położył się spać.
- Nie spocznę, dopóki mi nie powiesz, co cię ugryzło.
- Hm, chyba nic. W tym okresie mało już pszczół. Chociaż nie! Są przecież komary. Fuj.
- Ida, nie mów do mnie jak do niedorozwiniętego dziecka. Zawsze tak mówisz, kiedy nie wiesz co odpowiedzieć. Zawsze się tak wykręcasz.
- Kurwa mać! Następny. Czy mnie się już nie można pomalować, uczesać i chociaż raz wyglądać kobieco?

- No wolno, ale ...
- Ale co?
- Zachowujesz się tak od momentu, w którym progi naszego hotelu przekroczyła Marzena.
- Ona to mnie akurat najmniej obchodzi.
- Nie wydaje mi się. Widziałem jak na nią patrzyłaś na konferencji. Jakbyś chciała ją zamordować.
- Niemożliwe, że zwróciłeś na mnie uwagę, skoro byłeś w nią tak wpatrzony.
- Jesteś zazdrosna.
- A ty jesteś głupi.
- skarciłam mojego rozmówcę wzrokiem, który za moment przeniosłam na schody, przy których stał nie kto inny jak Marzena.
- Rafał, mógłbyś zobaczyć, czy z moim telewizorem wszystko w porządku? Strasznie śnieży. 
- Suka. - powiedziałam sama do siebie, że tylko Buszek to usłyszał i popatrzył na mnie z otwartą buzią, którą postanowiłam mu zamknąć namiętnym pocałunkiem. Akcja była przekomiczna, bo zza pleców Marzeny wychylili się wracający z nocnej przechadzki po korytarzu Wlazły z Winiarem, a ona sama stała w krótkiech koszuli nocnej na szelkach.
- Dobranoc. - odpowiedziałam głośno odrywając się od Rafała i stanowczo zamknęłam drzwi opierając się o nie plecami i powtarzając sama do siebie, że głupszej od siebie nie znam.










jestem tu. i tu też jestem: http://www.photoblog.pl/olczaolcza

czwartek, 4 grudnia 2014

Polska 3:2 Iran

[12.09.2014, Łódź, godz. 10.54]


Dziś dzień wolny. Co prawda jutro mecz z Iranem, jednak oddech po takich emocjach jest wskazany. A moim oddechem miała być obecność  cudownego brata. Oczywiście cała trójka jest wspaniała, ale tylko ten najstarszy postanowił oderwać się od felernego ostatnio Rzeszowa. Zbiegłam w dół i zapiszczałam jak dziecko, kiedy przed drzwiami stanął Piotrek. Przewróciłam jego walizkę i rzuciłam mu się na szyję. Jak malutka dziewczynka. A on? Uśmiechnął się szeroko i pstryknął palcem w mój nos.
- Chodź do recepcji! Pokażę ci twój pokój!
Trzymałam go za rękę i ciągnęłam za sobą wzdłuż korytarza. Chłopcy powychylali głowy z pokoi nieco zdezorientowani, ale widząc to stanęłam na baczność i szarpnęłam Piotrka, aby zrobił to samo.
- Podobny? - kiwnęłam głową i wyszczerzyłam się do Nowakowskiego, który wyraźnie zainteresował się nowym przybyszem.
- Ładniejszy. - odparł stojący za nim Guma, a Piotrek zaśmiał się i poprawił teatralnie swoją grzywkę. No tak. Oni wszyscy są tacy sami.
- No wreszcie, witam Rzeszowiaka!
- Mikuś, ty gówniarzu!
Mój brat i Mateusz znali się jeszcze z czasów, kiedy mieszkałam we Francji. Piotrek parę razy gościł w Montpellier i na moje nieszczęście dogadał się z Miką. Podejrzewam, że z resztą też się dogada.
- Idę do Filipa. - odrzekł odstawiając walizkę. - A kiedy wrócę, pójdziemy na papierosa.
- Zgoda. - uśmiechnęłam się i wyszłam udając się do lokum Wlazłego i Winiarskiego. Poprosiłam Winiara o zejście do doktora Sokala, bo właśnie takie polecenie dostałam od mojego przełożonego i oklapłam na łóżku obok Mariusza.
- Kubiak i Cichy ciągle oglądają te laski z naprzeciwka.
- A ile one mają lat?
- Z tego co wiem, to są w gimnazjum
- A oni o tym wiedzą?
- Nie! Po co psuć zabawę?
Pokręciłam głową i na odchodne odwróciłam się jeszcze, mówiąc:
- Mario, odpocznij. I mówię to nie jako twój lekarz, ale jako osoba, która chce cię oglądać w takiej formie, jaką prezentujesz.
- Czyli nie pomasujemy się dzisiaj? Zostawiasz mnie Sokalowi czy Pawłowi? - zapytał trzepocząc rzęsami, a Konarski, który nie wiedzieć czemu pojawił się w pokoju postanowił włączyć się w dyskusję.
- Ona to się będzie masować, ale z Rafałkiem. - cmoknął w moją stronę a ja wróciłam do łóżka Mariusza i chwyciłam za poduszkę, którą zdzieliłam Dawida.
- I żebyś mi się na oczy nie pokazywał! A teraz wybaczcie, ale idę zapalić. - wystawiłam język i wyszłam z pokoju. Po drodze na dwór trafiłam oczywiście na Fabiana, Igłę, Zatora i Oskara. Z daleka machał mi również Możdżon tańczący w rytmach zapewne Empire Of The Sun, bo ostatnio pokazałam mu kilka piosenek.


[12.09.2014, Łódź, godz. 11:22]

Wyciągnęłam swoje Black Devil'e i wyszłam na pole, gdzie za chwilę dołączył do mnie brat.
- W końcu mam z kim palić. - uniosłam wzrok, tak jakbym miała krzyknąć ''Dzięki Ci, Boże!''
- No widzisz! A ogólnie to co słychać?
-W porządku. -odpowiedziałam z lekkim uśmiechem, który zagościł na moich ustach w momencie, kiedy zobaczyłam przechadzającego się po ośrodku Rafała.
- Ekhem. Halo! Ziemia do Idy!
- Wybacz, zapatrzyłam się.
- Hmm.
- No co? - wypuściłam z ust dym kompletnie nie zwracając uwagi na to, że Piotrek wpatruje się we mnie jak w obrazek.
- Ty nigdy nie umiałaś niczego ukryć.
- Ale czego ukryć? Po prostu się uśmiecham, Boże no!
- On... Podoba ci się, tak?
- Piotrek przestań mnie męczyć!
- Tak czy nie?
- Nie.
- Bardzo czy jeszcze znośnie?
- Dobra. W cholerę.
-  No to co ja tutaj jeszcze robię? Idę pogadać ze szwagrem!
- Piotrek, kurwa mać, czy ciebie już totalnie posrało? Piotrek stój!
Mój krzyk okazał się bezskuteczny bo Piotruś nim się spostrzegłam stał obok Buszka i bacznie mu się przyglądał, a kiedy zapytał go, czy to prawda że jest z okolic Rzeszowa i rozmowa zaczęła się kleić, stałam jakby mi ktoś włożył do ust tonę gruzu i kopara opadła tak nisko, jak nigdy.
- Znasz Idę?
- To moja siostra.
- Aaaaa. No tak. Wspominała, że masz przyjechać. Pewnie jesteś Piotrek.
- W rzeczy samej.
- Rafał. - wyciągnął rękę w stronę mojego brata. - No proszę, a gdzie reszta rodzeństwa?
- Jak będziesz ładnie przyjmował, to przyjadą na finały. Chyba, że Ida nie załatwi wejściówek.
- Zamilcz, głupcze. - syknęłam przez zęby, a Buszek permanentnie wykorzystał moją złość.
- Złościć się na starszego brata? Nieładnie.
Poczułam się co najmniej tak, jakbym była w jakiejś zmowie. Mój brat najwyraźniej zakumplował się z Buszkiem, który ewidentnie przypadł mu do gustu. Odłączyłam się od zagadanej dwójki i zawołana przez Nowakowskiego podeszłam do jego, jak się okazało nowej partnerki. Z mojego serca spadł kamień bo w końcu mam pewność, że mój prześladowca w końcu dał mi spokój. Poznałam również dziewczynę Drzyzgi, żonę Kubiaka, której o mało nie powiedziałam, że jej ukochany podgląda gimnazjalistki na boisku i partnerki Mariusza, Gumy i Winiara. Po meczu zawodnicy spotkają się z resztą bliskich. Wszyscy goście będą z nami aż do zakończenia mistrzostw, pod warunkiem, że zorganizują sobie nocleg, posiłki i transport. Zostawiłam podekscytowanych przyjezdnych i udałam się do sztabu, aby omówić znacząca kwestie, a mianowicie grę Michała w dzisiejszym meczu.
- Doktorze. - zwróciłam się do mojego szefa. - Jakieś wieści?
- A no takie, kochana Idko, że z naszym Michałem nie za dobrze.
- Panie Janku, przecież wczoraj ... - zacięłam się, bo zrobiło mi się przykro.
- Wczoraj może i tak. Ważne co jest dzisiaj.
- Co teraz?
- Michał właściwie rozkazał, abyśmy pozwolili mu na grę w dzisiejszym meczu bez względu na to, w jakim stanie znajdują się jego plecy.
- No tak, jest dorosłym facetem...
- Ale jeżeli dozna urazu to kto wie, czy nie wykluczy go to z mistrzostw już do końca. Wtedy będą łapać za szyje nie Winiarskiego, a nas. Sztab szkoleniowy i trenera.
- No więc co zamierza pan zrobić? - zapytał fizjoterapeuta Paweł a ja patrzyłam na doktora Sokala, wyczekując odpowiedzi.
- Zrobimy tak droga młodzieży...- zaczął. -Wpuszczamy Michała na pierwszy set, a później zadecydujemy kto wchodzi. Dostanie leki i zastrzyk. Porozmawiamy z Antigą, aby w miarę możliwości zmieniano go.
- A kto powie o tym Winiarskiemu? On nie będzie chciał słyszeć o żadnej taryfie ulgowej.
- Nie ma wyjścia. Albo godzi się na takie warunki, albo powiem Stefanowi, że dziś na przyjęcie za Michała wchodzi Buszek.


[13.09.2014, Łódź, godz. 21.22]

Mecz trwa w najlepsze. Doktor Sokal dwa sety przesiedział jak na szpilkach. Ja z Pawłem podobnie, ale w trzecim secie wszyscy odetchnęliśmy. Posłałam Stefanowi ciepły uśmiech, bo widziałam jego zdenerwowanie całą sytuacją. W końcu dzisiejsze spotkanie to nie przelewki. Chłopcy byli skupieni i o każdą piłkę walczyki jak lwy. Tak przynajmniej mówił Oskar, ale rzeczywiście - miał chłopak rację. Przy stanie 19:20 coś niedobrego zaczęło dziać się na boisku. Michał skrzywił się i upadł. Zamarłam. Popatrzyłam na miejsce, gdzie siedział doktor Sokal, ale niestety już go nie było. Kucał przy zwijającym się z bólu Winiarskim, który dzięki pomocy Mariusza i Gumy wstał z parkietu. Oparł się o ramie Jana i prosił o zejście z boiska. Po chwili na miejscu pojawiłam się ja i Paweł. Pomógł doktorowi utrzymać Michała w pionie i usadowić na krzesełkach dla rezerwowych.
- Właśnie o tym mówiłem. Kurwa mać! - wykrzyczał doktor, a ja i Paweł próbowaliśmy zlokalizować przyczynę bólu, a wszystko ewidentnie wskazywało na to, że kontuzja kręgosłupa Winiarskiego odnowiła się na dobre.
- Doktorze. - zaczęłam stanowczo - Jadę z nim do szpitala.
Mój szef pokiwał głową i razem z Pawłem ponownie pomógł znieść Winiarskiego. Tym razem do samochodu Filipa, który razem ze mną pojechał do szpitala na prześwietlenie.
- Ida, przepraszam.
- Michał, nie masz za co. Ryzykowaliśmy ze sztabem. Byłeś przygotowany...
- Ale to jest właśnie sport. Bez ryzyka nie ma gry. - urwał Filip, bo znał mnie na tyle, że wiedział, że za parę minut zacznę się obwiniać. I miał racje. Zaczynałam się czuć winna za to, co się wydarzyło, chociaż dyskutowaliśmy nad tym z całym zespołem.

[13.09.2014, Łódź, godz. 22.50]

Wróciliśmy do hotelu. Wszyscy zawodnicy siedzieli z Mariuszem w pokoju jego i Michała. Poszkodowany kiedy wszedł do środka uśmiechnął się szeroko, po czym zwrócił się w stronę medyków, czyli między innymi moją.
- Dziękuję wam, że tyle czasu robiliście wszystko, żeby kontuzja się nie wróciła. I dzięki wam jest szansa, że zagram jeszcze na tych mistrzostwach. To nie jest poważny uraz. Za cztery, pięć dni będę w stanie wrócić na boisko i walczyć od nowa. I gratuluję chłopaki, a szczególnie tobie Kubi, za godne mistrza świata zakończenie tak ważnego meczu.
- Oj no, Misiek, bo się rozkleimy. - dopowiedział Jakub, nasz człowiek od przygotowanie mentalnego, który najwyraźniej po słowach Winiarskiego nabrał nadziei w to, że jego dobra energia i motywacja do działania, którą przekazywał każdemu z osobna nie poszła na marne.
- Dobra. Spać młodzieży! - rozkazałam, na co Zagumny prychnął. -Paweł, przecież ty masz osiemnaście lat! A przynajmniej tak mi wczoraj mówiłeś, jak jedliśmy zapiekanki.
- A no tak, zapomniałem. - zaczął się śmiać i poklepał po plecach Ignaczaka. - A ty Krzysiu to masz nawet nieskończone osiemnaście!
- Pawełku, ja się czuję tak, jakbym miał piętnaście.
Wlazły uderzył się w czoło, a Igła wzdychnął głośno i powiedział Mariuszowi, że ten najzwyczajniej w świecie mu zazdrości. Tym akcentem zakończyło się posiedzenie w winiarowym pokoju. Przepełniona emocjami weszłam do swojego lokum, otwierając cicho drzwi, bo byłam pewna, że mój brat, który dziś wyjątkowo został u mnie na noc, już śpi. W pomieszczeniu jednak nikogo nie było. Postanowiłam wziąć prysznic. Oblałam ciało zimnym strumieniem wody i po piętnastu minutach wyszłam w przydługawej koszulce i krótkich spodenkach. Przy rozczesywaniu moich sięgających do pasa włosów przeklinałam na cały pokój, ale nie przeszkodziło mi to w usłyszeniu rozmowy, która toczyła się w stołówce, chociaż była ona na parterze a mój pokój na pierwszym piętrze. Doszłam do wniosku, że Buszek i jego rozmówca, którym jak się okazało po dłuższym zastanowieniu był Piotrek , bo kto inny gadałby przy otwartym na oścież oknie w stołówce, jak nie ten skończony palacz. No tak. I kto to mówi? Postanowiłam ubrać się w ciepłą bluzę i legginsy, aby podsłuchać o czym gaworzy ta dwójka.
- Stary, to jak to z tobą jest? - usłyszałam pytanie Piotrka skierowane do Buszka i zdałam sobie sprawię z tego, że trafiłam na niezły moment.
- W sumie to nie mam planów. - wzdychnął. - Jedyna pewna rzecz w jakiejś tam przyszłości, to data pierwszego w tym  sezonie treningu w klubie. Ja nie planuję zbytnio. Czasami, owszem, ale dziewięćdziesiąt procent mojego życia to momenty i zdarzenia spontaniczne  a nawet jeżeli przemyślanie, to wykonane szybko. Bo na co czekać? Taki mam charakter. Ja lubie ciągle gonić. Ciągle o coś zabiegać. Lubie zmieniać, poznawać, doświadczać. Lubie sobie wyznaczyć jakiś priorytet, cel. Nie chce zwolnic tempa. Po to jest życie, w dodatku jedno, aby doznać wszystkiego. Próbowałem się ustabilizować. Uspokoić. Ale doszedłem do wniosku, że moja stabilizacja wygląda własnie tak, że ja doskonale odnajduje się w chaosie, jaki mnie otacza. Że w tym wszystkim potrafię odpocząć. Że na wszystko znajduję czas. Tylko ruch, zamieszanie i to ze ciągle sie cos dzieje, sprawia, ze czuje się stabilnie. Chociaż to wszystko to paradoks ale tak własnie jest. Inaczej nie byłbym sobą. A nie chce tracić czasu na okłamywanie samego siebie. I właśnie to wszystko chciałbym z kimś podzielić.

I właśnie w tym momencie, oprócz tego, że mój brat i Rafał nadają na podobnych falach i już po kilkunastu godzinach znajomości sypią wzajemnie szczerością, uświadomiłam sobie, że ja przecież oczekuję już od życia czegoś innego, a  sfera uczuciowa, która choć w jednym procencie się rozpoczęła a nawet obudziła, upadła z hukiem.


*

nie wiem kiedy coś nowego. ale jest.