- Wiesz co mnie wkurwia? - zaczepił mnie na korytarzu Kubiak, który swoją szeroką klatką piersiową uniemożliwił mi swobodne przejście na śniadanie.
- Michał, jestem głodna jak wilk.
- Ale wiesz co mnie wkurwia?!
- Zamieniam się w słuch.
- Wkurwia mnie to, że nikt w nas nie wierzy.
- Przecież z Kanarkami już wygraliście, Polska jest dumna.
- Ale nie wygraliśmy z Rosją.
- Ale dopiero dziś gracie. Wszystko przed wami. Ja w was wierze. Choleeernie mocno. - złapałam Dzika za ramiona - A teraz wybacz, bo mi Konar zje tą pyszną pastę z tuńczyka.
- Pasta?! Z tuńczyka?! Ida, zaczekaj!
Oczywiście nie obeszło się bez spóźnienia. Wszyscy już zaczęli jeść i tylko ja z Kubiakiem zastanawialiśmy się gdzie usiąść.
- Dzidka! Cho no tu! - zawołał mnie Igła, co spowodowało nagłą palpitacje serca. I nie, nie było to spowodowane radością z siedzenia z Ignaczakiem. Obok niego siedział Buszek. A po ostatniej rozmowie nie chciałam z nim rozmawiać. Wręcz go unikałam, a to było do mnie niepodobne. Kiedy żyliśmy w zgodzie siadałam tylko i wyłącznie obok niego, a kiedy się pokłóciliśmy robiłam dokładnie tak samo, co by się nie odzwyczaił od moich docinek, a ja od jego. Z uśmiechem na ustach odsunęłam krzesło i ku uciesze Krzyśka wylądowałam tyłkiem na podłodze.
- To za wczoraj, Staruszko!
- Ha, ha, ha. Zabawne. Przez ciebie ubiłam sobie tyłek!
- Serio? A kto przewrócił się wczoraj na twoim bananie?
- Staruszku, ale to był przypadek! - uśmiechnęłam się najbardziej słodko jak potrafiłam, bo wszyscy wiedzieli, że skórka od banana czekała właśnie na Igłe.
- Rozejm? - wystawił w moją stronę dłoń.
- Dobra. Kawka przed meczem.
- Kawka. Ploteczki?
- Jasne.
Mistrzostwa dobiegały końca, w najlepszej sytuacji zostało nam do rozegrania spotkanie o brąz i złoto. Czy jestem marzycielką? Owszem. Wierzę w nich na tyle mocno, że jestem w stanie się z kimś założyć. Mimo to już dziś jestem w stanie stwierdzić, że zyskałam wielu fantastycznych kolegów, których mogę obdarzyć zaufaniem oraz jednego przyjaciela - właśnie Krzysztofa Ignaczaka. Jest dla mnie na ten moment tak samo ważny jak Mateusz. I to właśnie z nim plotkuje mi się najlepiej. Cóż. Muszę zastąpić Krzyśkiem najlepszą przyjaciółkę, która sypia z moim ojcem.
[17.09.2014, Łódź, godz. 8:24]
Wyszłam ze stołówki i skierowałam swoje kroki do pokoju sztabu szkoleniowego.
- Ida, stój.
Spokojny głos Rafała natychmiast spowodował, że moje plecy uległy niemalże całkowitemu zesztywnieniu.
- Rafał, śpieszę się.
- Unikasz mnie drugi dzień.
- Możemy tutaj nie rozmawiać? W pokoju sztabu jeszcze nikogo nie ma.
Błyskawicznie zmieniliśmy miejsce naszej rozmowy znikając za drzwiami pomieszczenia.
- Nie zamieniliśmy wczoraj ze sobą ani słowa. Rozmawiałaś z każdym tylko nie ze mną. Możesz mi powiedzieć jaki jest powód?
- To nie chodzi o to, że ja cie unikam.
- Tylko o co? Latam za tobą jak popierdolony, nie śpię przez ciebie. Jak cię widze to dostaje motywacji i takiego kopa do grania, że ciężko mnie zatrzymać. Uwielbiam z tobą rozmawiać, uwielbiam się z tobą kłócić, jesteś dla mnie najpiękniejszą kobietą jaką znam i masz najbardziej zajebisty śmiech na świecie. Ida! Ja zwariowałem na twoim punkcie! A ty mnie tak po prostu unikasz!
No i masz. Zatkało mnie.
- Rafał...
- Czy nie wierzysz w to, że możemy być szczęśliwi? Razem?
A teraz to już prawie się udusiłam.
- Chyba już dość sytuacji skomplikowaliśmy i w końcu możemy odpuścić sobie te gierki.
Tlenu.
- Wprowadzam się do ciebie po Mistrzostwach.
- Apsik!
- No kurwa cicho!
Co się okazało, nie byliśmy sami. Od początku całej rozmowie przysłuchiwał się Oskar i Kuba, którzy oglądali elementy poprzedniego meczu a śniadanie jedli przed laptopem. Buszek wyszedł niemalże rozanielony a ja zamknęłam za nim drzwi i usiadłam obok roześmianego Kaczmarczyka.
- Ani. Słowa. O tym. Co. Słyszeliście. Ani. Kurwa. Słowa.
- Jasne. - odpowiedzieli zgodnie i pozwolili mi w ciszy poczekać na Stefana.
[17.09.2014, Łódź, godz. 8:40]
- Jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie, wyjeżdżamy jutro po śniadaniu. O 7:55 zbiórka w autokarze. Do trzech godzin powinniśmy być w Katowicach. Kuba, mam prośbę. Konferencja z zawodnikami za pół godziny przed treningiem. Oskar zostaje ze mną i Filipem, a Ida i Paweł idą z Winiarskim i Kłosem na konsultację. I proszę o raporty w sprawie ich stanu zdrowia dostarczyć mi maksymalnie godzinę po treningu. Dziś ważny mecz, grafik jest dość napięty. Niby dwa sety, a jednak dużo.
- Trenerze, mam zastrzeżenie co do Mateusza. Narzeka na plecy.
- W takim razie niech dołączy do tej dwójki. A teraz rozchodzimy się i działamy. Miłego dnia i widzimy się na obiedzie.
Stefan był niezwykle konkretny, a im dalej wlazł tym więcej nerwów w sobie tłumił. W przeciwieństwie do Blaina o niczym nas nie informował. Bo Filip nie miał oporów gestykulować do szkoleniowców innych drużyn.
[17.09.2014, Łódź, godz. 10.46]
Postanowiłam, że jeszcze przed treningiem zaglądne do zawodniķów. Odwiedziłam pokój samozwańczych Dorodnych Samców i na widok rzucającego kurwiszczami i innymi przepięknymi, polskimi epitetami Kubiaka zamarłam.
- Ten skończony frajer będzie miał podbite oko po dzisiejszym spotkaniu.
- Albo złamany nos. - dopowiedział Buszek a ja zgromiłam go spojrzeniem.
- Możecie mi powiedzieć o co chodzi?
- Ten rosyjski komunista Spirydonov wyzywa nas od pszeków i zgniłych narodów.
- Ewidentnie trzeba obić mu ryj. - wzdrygnęłam się niedowierzając, że Marcin Możdżonek używa takich słów.
- Chłopcy powiem wam coś, co zawsze działa. Głupota ma to do siebie, że trzeba ją ignorować. Im bardziej będziecie się spinać, tym większa radocha Spirydonova. Zapłaci za te słowa i tak czy siak.
- Wyłącz Igła ten komputer, niech nie widzę tego popaprańca.
- Kubi mam do ciebie prośbę. Nie zabij go przy powitaniu drużyn. Nawet na niego nie patrz. Proszę.
- Nie mogę ci tego obiecać, ale na pewno się postaram.
Zwróciłam się z tą prośbą tylko do Kubiaka, bo wszyscy wiedzieliśmy jaki był. A był narwany. Przynajmniej w tej kwestii.
[17.09.2014, Łódz, 14:00]
Chcąc poinformować sztab o całym zajściu zeszłam do trenerów, którzy chwilę później podczas obiadu zabrali głos. Poprosili o spokój i ignorowanie zaczepek ze strony Rosjan, a konkretnie Spirydonova. Przez jednego głupiego człowieka atmosfera zrobiła się na tyle gęsta, że nikt się do siebie nie oddzywał. Zjadłam więc swój posiłek i wyszłam na zewnątrz zapalić.
[17.09.2014, Łódź, godz. 14.34]
Kilka metrów dalej stała Marzena i usilnie próbowała zapalić swojego papierosa. Niestety gazu z jej zapalniczki już nie było, a ja tknięta jakąś siłą wyższą podeszłam ze swoją i pomogłam jej się odprężyć właśnie poprzez zapalenie papierosa.
- Od kiedy palisz? - odezwała się.
- Od imprezy karnawałowej w pierwszej klasie liceum. Miałam wtedy 16 lat. Truję się już dwanaście.
- Ja tyle samo. Dzięki.
- Dziękujesz mi za to, że przybliżam cie do śmierci? - zapytałam w żartach.
- Proszę cie. Świat jest dziwny. Wszystko co jest fajne, ładne, smaczne, przyjemne i odpręża jest zakazane, za drogie albo tuczy.
- Albo prowadzi do przedwczesnej śmierci. Jesteśmy chyba z tej samej planety. - popatrzyłam na rozmówczynię z uśmiechem.
- Ja jestem z planety, gdzie przed mistrzostwami świata przedłuża się włosy.
- A ja z tej, gdzie przed mistrzostwami przedłuża się rzęsy.
- Wiedziałam, że na świecie jest jeszcze jedna osoba, która pali Black Devile.
- O smaku czekoladowym. - rozmarzyłam się.
-I tylko, kurwa mać, czekoladowym.
Czułam, że taki jest właśnie początek cudownej, kobiecej znajomości spod hali w Łodzi.
[17.09.2014, Łódz, godz. 14.35]
Stefan poprosił, aby po obiedzie wszyscy wykorzystali czas na sen, co najmniej do 17:30. Uwzględnił również sztab. W końcu kulisy naszej pracy są takie, że sprawy załatwiamy również w nocy i kiedy zawodnicy słodko śpią, Oskar pije trzecią kawę i przygotowuje dla Stefana statystyki zagrań i skuteczności w atakach czy blokach, ja budzę po cichu Winiara i zajmuję się jego kręgosłupem, a trenerzy ustalają taktykę. Tak naprawdę nie ma dla nas lepszej pory na spokojne przeanalizowanie planu działania jak noc. W porozumieniu ze sztabem doszliśmy do wniosku, że dzisiejszy mecz będzie pokazem silnej psychiki zaprezentowanym przez naszą drużynę z powodu nie tylko wagi spotkania ale i zaistniałego konfliktu. I tak oto kiedy weszłam do swojego jak na złość nie zamkniętego przed obiadem pokoju, na łóżku słodko spał Rafał a na etażerce obok lampki nocnej leżała kartka z informacją o tym, że Kłos ma alergie, zatkany nos i chrapie i wszyscy już śpią, a on biedny nie może zasnąć. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam tuż obok. Buszek natychmiast otworzył oczy.
- Śpij. To tylko ja. - pocałowałam go w czoło i zostawiając po chwili znowu w błogim śnie wzięłam szybki prysznic.
Za kilkanaście minut wykorzystałam czas tak samo jak Rafał i położyłam się do łóżka uprzednio zamykając drzwi na klucz od środka. Czując mnie obok znowu się obudził, topiąc głowę w moim obojczyku.
- Pięknie pachniesz. - szepnął. - Nie wstawaj już. Proszę.
Zostałam. I po chwili sama znalazłam się w odległej krainie Morfeusza.
[17.09.2014, Łódź, godz. 19.52]
Zawodnicy wyszli na płytę boiska aby się rozgrzać. Ich spojrzenia uciekały w stronę znienawidzonego Spirydonova, który i mnie irytował jak nikt inny. No, może z tym, że nikt inny to przesadziłam, bo zawsze był jeszcze Rafał. Stefan ostatni raz porozmawiał z grupą tą najbardziej wybuchową i od tego momentu zaczął dygotać. Istny cyrk. Czas do rozpoczęcia meczu strzelił tak jakby na pstryknięcie palca.
[17.09.2014, Łódź, godz. 20.25]
Kibice odśpiewali hymn, zespoły wyszły na parkiet i o 20:29 rozppczęła się walka.
- Ale ten Spirytus obleśny. Jak świnia.
- Gdybyś nie powiedziała tego w tym miejscu wybuchnęłabym śmiechem.
- No przestań. Kubiak to go tu zaraz samym spojrzeniem wbije w parkiet.
Tak też było. Dziku o mało nie oślepł od patrzenia na zawodnika rosyjskiej drużyny.
[17.09.2014, Łódź,godz. 21:43]
Po dwóch setach stało się jasne, że Polska jedzie do Katowic i walczy o medale. Kibice szaleli, Stefan odetchnął z ulgą, a Kubiak postanowił przemówić.
- Ja tu jestem po to, aby wygrać mecz, a nie dwa sety i nie obchodzi mnie to, jak trudno będzie.
Nikt nie zabrał więcej głosu. Był tylko okrzyk.
[17.09.2014, Łódź, godz. 23.01]
Polacy wygrali mecz. Dotrwali do tie - breaka a co najważniejsze nie pozwolili na odebranie sobie wygranej. Wołkowycki skakał w górę i razem z Marzeną zajął się organizacją pobytu drużyny w świątyni siatkówki. Z przemyśleniami udałam się do swojego pokoju i nie wpuszczając nikogo przez dłuższą chwilę medytowałam nad wydarzeniami dnia dzisiejszego.
*
Szczęśliwego Nowego Roku! Oby był tak dobry jak ten. Bo ten naprawdę był wspaniały. Polski sport będzie go długo pamiętał. Ja też.