piątek, 30 stycznia 2015

Polska 3:1 Brazylia

Najgorętsze uczucia 
nie rodzą najlepszych wierszy
najlepszej muzyki
najwspanialszych obrazów
A jednak bez nich 
nie powstałoby nic 




[21.09.2014, godz. 7:14, Katowice]


Konar zrobił mi w głowie totalne spustoszenie i zmusił do jeszcze głębszych refleksji. Podjęłam więc decyzje. Najwyżej będę żałować, ale w tym przypadku i serce i rozum było niemalże zgodne. Przespałam w związku z tym tylko  kilka godzin. Moja noc była niespokojna.


-Odebrałem już od rana dziesięć telefonów z gratulacjami srebrnego medalu i prośbą o złoto. - powiedział głośno Karol, spacerując ze mną,  Andrzejem  i Marzeną pod hotelem, piętnaście minut przed śniadaniem.
- Polska oszalała. - stwierdziła Marzena przeglądając jego fanpejdż.
- Ja tam jestem pewna, że już dziś będziecie złoci. - odparłam cwaniacko.
- A widzieliście Stefana? Biedaczek! Wstał chyba o 4, bo spać nie mógł!
- Ej, a ty skąd to wiesz? - popatrzył na Marzenę Wrona.
- Bo też nie mogłam spać, ciołku!
- Ja też nie spałam, ale wiecie co? Będę tęsknić. - przystanęłam. - Za tym gwarem na śniadaniu, za dzikimi okrzykami, za biciem kapciami po głowie, za spaniem po cztery godziny, za kawą o dwunastej w nocy, za ojcowskimi radami Filipa i czarnym humorem Stefana, za monotonnymi zajęciami, za spędzaniem czasu z Oskarem i Kubą ... I będę dziś wyć jak głupia. Z tęsknoty, ze szczęścia...
- BOŻE IDA! Ty masz uczucia! - wrzasnął Kłos, wybudzając mnie z melancholii.
- Jestem człowiekiem. W dodatku kobietą. To chyba normalne.
- Nie. Nie w twoim przypadku. - popatrzyła z niedowierzaniem Marzena.
- W takim razie już wiecie, że ten dzień udziela się wszystkim.
- Kurwa. Nie mogę uwierzyć w to, że od złota dzieli nas jeden, malutki kroczek...
- Karol! Macie nie odpuszczać! Złapać tego Murillo i spółkę i nie zważać na Rezende! Niech krzyczy! My mamy Filipa, facet jest temperamentny, więc mu pokaże, gdzie może sobie wsadzić ręce, którymi tak macha!
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, choć w głowach każdego z nas ciągle kotłowały się myśli dotyczące dzisiejszego wieczoru.



[21.09.2014, godz. 7.39, Katowice]

Po śniadaniu Stefan poprosił sztab do siebie. W towarzystwie Kuby weszłam do środka. Antiga z założonymi rękoma chodził po pomieszczeniu, a Filip śmiał się z niego i uspokajał.
- Stefan, proszę cię, usiądź, wypij meliskę... Nerwy nic nie dadzą. Oni wiedzą, co mają robić. Może dajmy im wytchnienia, żeby przemyśleli sytuację i pobyli sami ze sobą. Fizycznie sa przygotowani.
- Po prostu za chwilę spotkajmy się wszyscy, jeszcze przed treningiem. Później masaże i zajęcia koordynacyjne, a po wszystkim dajmy im spokój. - odrzekł Kuba, a wszyscy pokiwali głową.
- Oskar, proszę cię, abyś zrobił mi to zestawienie, o które cie prosiłemÞ. Wystarczy ci godzina trzydzieści? - zapytal Stefan.
- Jasne, ale muszę kogoś ukraść, żeby poszło jeszcze sprawniej. Oczywiście nie licząc Roberta, który zostanie z tobą,
- Trenerze, ja pójdę. I tak będę im potrzebna dopiero po treningu.
- Dobra, to idźcie już. - wygonił nas skinieniem ręki, ale uśmiechem na ustach.

Oskar rzadko pytał o Rafała, ale kiedy usiedliśmy przed laptopem popatrzył na mnie, co wyraźnie wybiło go z rytmu.
- No co?
- Mogę cię o coś spytać?
- Pewnie.
- Idka, Skarbie, ty naprawdę jesteś w stu procentach przekonana co do Rafała? Bo moim zdaniem to ty się przed nim wzbraniasz.
- Oskar, to nie jest tak...
- A jak?
- Problem w naszej relacji polega na tym, że on coś do mnie czuje, a ja do niego chyba nic.
- Nic?
- Rozmawiałam wczoraj z Konarem. Kazał mi się dobrze zastanowić, czy chcę wycofać się z tego teraz, czy później, jeżeli wszystko zabrnie jeszcze dalej. Próbowałam się do niego przekonać. Próbowałam go całować, przytulać... Chwilowo poczułam się zazdrosna. Postępowałam tak, żeby go nie zranić, bo wiedziałam, że mnie kocha. Ale dłużej tak nie można. Jestem wredną suką.
- Po prostu nie potrafisz się zmusić do uczucia.
-Muszę się wycofać z tego bałaganu, prędzej czy później...Nie dzisiaj, ale po mistrzostwach prawdopodobnie mu powiem, że nic z tego. Rafał jest przystojny, dowcipny, ale chyba nie ma tego czegoś, takiej wewnętrznej iskry, która mi podpowie, że to ten. Zraniłam go. Już teraz to wiem. Ale tak po prostu musiało być. Z tym mieszkaniem popełniłam błąd. Niepotrzebnie się na coś godziłam.
- Zasługujesz na lepszego faceta.
- Na przykład na kogo?
- Nie wiem, ale ktoś by się znalazł. Jestem tego pewien. Nie ujmując Rafałowi...
- Racja. Jest w porządku.
- Ale nie dla ciebie.
- Bingo. Do wieczora tutaj siedzisz?
- Z przerwą na obiad. Muszę przerobić dwa mecze wstecz i spisać Stefanowi raport. Robert pewnie przyjdzie mi pomóc, ale i tak długo nam zejdzie. Co najmniej do piątej.
- Jak zwykle. - odrzekłam zrezygnowana, bo mu współczułam. Z całego sztabu, nie licząc trenerów, to on zarywał najwięcej nocy.
- Nie martw się Idka. Odeśpię po turnieju.
- Jaaaasne. Pójdziesz biegać o piątej rano i tyle będzie z twojego snu.
- Dlaczego ty jesteś taka wredna?
- A ty dlaczego jesteś takim pracoholikiem? - uśmiechnęłam się.
- Nieprawda. Ja tylko wykonuję swoją powinność!
- Dziś po mistrzostwach cie upije i wtedy porozmawiamy.
Oskar wstał i zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość gromiąc wzrokiem. Oparłam się o szafkę, ale udawałam cwaniaka i mimo wszystko stałam z założonymi rękoma.
- Co to, to nie. Nie dam ci wygrać.
- Taaak? To przekonajmy się!
- Okej. - usiadł znowu przy laptopie. - A teraz mam prośbę. Posegregujesz mi te karteczki?
- Jasne.



[21.09.2014, godz. 20:04, Katowice]

Czas do dwudziestej zleciał nieubłaganie. Wszyscy zebraliśmy się w szatni. Marzena kopała chłopaków na szczęście a ja sprawdzałam, czy na sto procent nic nikomu nie jest, Stefan miał racje, że nerwy im prędzej czy później dopadną każdego, nawet i stalową mnie.  Filip ogłosił szóstkę, jaka wyjdzie w pierwszym secie i patrzył po twarzach swoich podopiecznych, którzy uśmiechali się szeroko. W końcu to piękny dzień dla polskiej siatkówki. Wydarzenie historyczne. Skład zbudowany od nowa przez debiutującego Antigę zaszedł aż do finału i nie było w tym ani grama przypadku, ciągle rzucano mu pod nogi kłody w postaci kontuzji Winiarskiego, zatargu ze Spirydonovem i Brazylijczykami, a także niesprawiedliwego sędziego z Iranu. Chłopcy nie dopuszczali do siebie myśli, że przegrają. Pod względem psychologicznym było to najbardziej prawidłowe myślenie z możliwych. Wcześniejsze zwycięstwa z Brazylią pokazały wszystkim, że Canarinhos nie są niepokonani i jeżeli nie uda się ich dogonić w secie pierwszym, można to zrobić w drugim, a nawet trzecim i wygrać mecz. Umiejętności są. Liczy się psychika.


Katowicki Spodek  nie na darmo został nazwany świątynią polskiej siatkówki. Nigdy w życiu nie przeżyłam czegoś takiego, jak doping kibiców znajdujących się w hali. To było coś magicznego, czego ani ja, ani stojąca obok mnie Marzena nigdy nie widziałyśmy i nie słyszałyśmy. Ceremonia wejścia zawodników na parkiet i zaprezentowania się widzom nieco przypominała tą z Warszawy, choć mnie dzisiejsza podobała się bardziej. Spodek. Katowice. Mecz o złoto. Z wielką Brazylią. I to chyba wystarczające argumenty, dlaczego tak było. Na twarzach przeciwników malowało się skupienie, Jakub stwierdził, że widzi tam nawet lekkie zmieszanie. Razem z Oskarem, Marzeną, Kubą i Robertem usiedliśmy za ławką trenerską. Oskar z laptopem, ja z paznokciami w buzi, Marzena z dusznością, a Jakub z rękoma w kieszeni od dresów. Stefan nie oddzywał się do nikogo, zaś Filip z Wołkowyckim śmiali się z czegoś, ale wolałam nie wnikać, bo to już było normalne i nikogo nie dziwiło. Doktor Janek i Paweł zajęli zaszczytne miejsca obok trenera zaciskając mocno pięści. Kiedy rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego w moich oczach pojawiły się łzy. Prawą dłonią objęłam Oskara ściskając do tym samym za koszulkę. Popatrzył na mnie kątem oka i uśmiechnął się lekko. Kuba zaś obejmował ramieniem płaczącą gorzej ode mnie Marzenę. Zawodnicy niemalże zdarli gardła. Wszyscy śpiewali doniosłym głosem niczym dobry męski chór. Kwadrat rezerwowych cały dygotał, tak przynajmniej stwierdził Jakub, patrząc na to z psychologicznego punktu widzenia.


[21.09.2014, godz. 21.23, Katowice]

Pierwszy set nie poszedł, po naszej myśli, chociaż nie można powiedzieć, że był słaby. Mariusz rzucił ręcznikiem i butelką z wodą i zaczął wrzeszczeć. Nawet kwadrat rezerwowych przybiegł, a Igła klepał go po plecach mówiąc '' Dobrze gada, polać mu!''.
- Nie odpuszczę. Nie ma bata. Nie i tyle. Dzisiaj wychodzę stąd ze złotem. - stwierdził i w końcu dał do słowa dojść koledze, grającym z nim do niedawna w Skrze Bełchatów. Stefan spokojnym tonem pokazywał chłopakom, co mają poprawić. Na koniec pokrzyczał sobie jeszcze Kubi, co nie zdziwiło nikogo. Gra zaczęła układać się po naszej myśli. Mariusz grał jak na skrzydłach.
- Czy oni chcą, żebym ja za chwile znalazła się w szpitalu?! - zapytałam, a Stefan odwrócił się patrząc wymownie. Cóż. Wylądujemy na jednym oddziale. Z letargu związanego z oglądaniem akcji w drugim secie, wybudził nas Marek Magiera, podając informację, że zremisowaliśmy z Brazylią.
- Marzenka, spokojnie, oddychaj. Tylko spokój może cię uratować. - mówiła sama do siebie moja koleżanka.
- To jest mój piąty rok z reprezentacją, ale czegoś takiego nie przeżyłem. Mistrzostwa Europy to przy tym pikuś.
- Ale ty jesteś stary Kaczmarczyk.
- Odezwała się, Wiśniewska. Trzy lata różnicy to dla ciebie tak wiele?
- Dziś nie, ale kiedy ja zaczynałam studia, ty kończyłeś licencjat i byłeś staruuuuuuchem.
- A ty byłaś gówniarą. - wystawił mi język.
- Jak dzieci, no jak dzieci! - przerwał Kuba odrywając wzrok chwilowo od meczu, który na szczęście, szedł po naszej myśli i nim się obróciliśmy było już dwa do jednego.
Mariusz znowu krzyczał, że skoro przeszliśmy już taką drogę, jeden set z Brazylią to dla nas pestka. Z jeszcze bardziej bojowym nastawieniem szóstka, w nieco odmienionym składzie wyszła na boisko, a trener postanowił, za sprawą porannych namawiań Roberta i Oskara, zostawić na parkiecie Mateusza Mikę, mojego cudownego i zdolnego przyjaciela. Z Brazylią nie było jednak tak łatwo. Walka toczyła się niemal punkt za punkt. Jeden czas, za chwilę drugi, dziesiąty challenge, krzyczący Rezende i nie lepiej zachowujący się Filip. Wszyscy wstaliśmy z naszej vipowskiej ławeczki i wmieszaliśmy się w kwadrat rezerwowych. Rafał dygotał, Konar mało nie płakał, Igła wznosił oczy ku niebu. Ja stałam obok Marzeny i trzymałam ją za rękę. Nie zwróciłam nawet uwagi na to, że głowę o moje plecy opiera Oskar i Kuba, a zza moich ramion wystają im oczy. Serce stanęło mi przy stanie 24:22.

[21.09.2014, godz. 22.37, Katowice]

- Mariusz to skończy Stefan. Zobaczysz. On to skończy. - powiedziałam do trenera jednym tchem, w momencie, kiedy Brazylijczyk posłał być może ostatnią piłkę meczu w naszą stronę. Mika przyjął w punkt, a Paweł zrobił to, co ewidentnie do niego należało - wystawił do Mariusza, który spowodował, że w całej Polsce rozbrzmiały radosne okrzyki. Spodek oszalał. Ja rzuciłam się na Kubę i zaczęłam płakać. Marzena kucnęła. Wszyscy wbiegli na boisko. Dobiegłam do Mateusza i uwiesiłam mu się na szyi, ale w pewnym momencie straciłam grunt pod nogami i nosił mnie Konar z Rafałem, a kiedy mnie puścili, pobiegłam do Filipa. Kiedy zobaczył mnie spłakaną, jemu również polały się łzy.
- Dziękuję ci. Za wszystko. Za to, że dzięki tobie brałam udział w najpiękniejszym przedsięwzięciu mojego życia. Dziękuję, że mnie tu ściągnąłeś, że mi zaufałeś, że mogłam nabrać tyle doświadczenia.
Wzruszyłam się, a dzieje się tak rzadko. Byłam w tym momencie tak przepełniona emocjami, że nie potrafiłam niczego z siebie wydusić. Dziękowałam każdemu, kto pojawił się na mojej drodze, ale największe podziękowania i tak należały się Filipowi, Stefanowi, Doktorowi Sokalowi, Oskarowi, Kubie, Marzenie i Igle. I kiedy stanęłam koło Oskara, pomyślałam sobie, że to, co się stało jest niemożliwe. Wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, nie wspominając już o Marzenie. Przytuliłam się do Kaczmarczyka, nie mówiąc ani słowa. Dzisiejszego wieczoru, wszystkie emocje były dozwolone. A płakałam przede wszystkim z tęsknoty, bo więzi, jakie rodzą się w drużynie, zespalają każdego na dobre. Wystarczyło popatrzeć na Mariusza i Michała.

[21.09.2014, godz. 1:30, Katowice]

W niedalekim hotelu, rozpoczęła się impreza. Przyszłam na nią w asyście Rafała, jednak kiedy spostrzegłam, że moja ''ławeczkowa czwóreczka'' zajęła mi miejsce, przeprosiłam go i udałam się tam. W końcu miałam misję upić Kaczmarczyka, choć było to mało rozsądne. Marzena ochoczo rozprawiała nad czymś z Kubą.
- A ci czym się tak zajmują?
- Marzena robi Kubie wykład. Umawiają się na wakacje.
- O proszę.
- A ty?
- Co ja?
- Chciałabyś może wyskoczyć gdzieś po mistrzostwach?
- To zależy gdzie... - zawahałam się. Ale, że z nimi?
- Tak. Ja, ty i dwójka tych oszołomów. Możemy zapytać jeszcze paru zawodników i zebrać fajną ekipę.
- A kiedy wracasz do pracy?
- Nie pali się. - na jego twarzy zagościł uśmiech numer pięć, ale byłam bardzo zadowolona, bo wyjazd w tym towarzystwie zapamiętam na długo.
Nim się spostrzegłam Kubiak biegał z 0.7 i szukał chętnych do świętowania. Oczywiście nikt nie odmówił, ale czemu tu się dziwić? Powinniśmy świętować tydzień. Mimo to zmęczenie nie pozwalało pić i bawić się do białego rana. O czwartej udaliśmy się do pokoi. Z mojego upicia Kaczmarczyka nici.


[22.09.2014, godz. 4:03, Katowice]

Nieco wstawiona Marzena. Przy otwieraniu drzwi do pokoju szarpnęła moją dłoń.
- Oj Idka, ty dzikusie mały! - wrzasnęła, aż Mariusz wychylił głowę z pokoju.
- Cicho bądź, wszyscy śpią!
- A ty już jutro wieczorem, prosto z Warszawy, jedziesz do Rzeszowa. Do Rafałka. Do łóżeczka!
-  Jesteś zdrowo popierdolona. To będzie tylko parę dni.
- Czyli ty i Rafał ...
- Najwyżej mnie znienawidzi.
- Jesteś głupia. Rafała to ja bym brała w ciemno. To znaczy... Gdyby był w moim typie.
- A w moim chyba nie do końca jest, dlatego z niego zrezygnuję. - wstałam i rzuciłam swoją koszulkę w kąt udając się do łazienki.
- Bo Rafał nie jest Oskarem, prawda?
- Kobieto, jest czwarta rano, a ty mnie pytasz o takie rzeczy! Odpuść, że!

[22.09.2014. godz. 13.25, Warszawa]

W reprezentacyjnych strojach jedliśmy obiad razem z panią Premier. Nie ujmując hotelom, ale dawno nie jadłam czegoś tak dobrego. Kłosik to się nawet zakrztusił, a Marzena nie mogła powstrzymać swojego rozbawienia i kopała mnie w kolano. Filip patrzył zaciekawiony na moją minę a Wołkowycki szepnął do Gumy, aby zapytał mnie co się stało, bo on też chce się pośmiać.


[22.09.2014, godz. 18.46, Katowice]

Na szczęście po pamiątkowych zdjęciach, reprezentacyjny autokar odwiózł wszystkich do z powrotem do Katowic, gdzie większość pozostawiła swoje pojazdy.
- To co? Pakujemy się? Twoje rzeczy z mieszkania pojechały do mnie już wczoraj. - powiedział w moją stronę Rafał.
- Jasne, ale najpierw się pożegnajmy.
Mówiłam już wcześniej, że nienawidzę pożegnań? Jeżeli nie, to mówię teraz. Znowu poryczałam się jak dziecko. Przy okazji wymieniłam się ze wszystkimi numerem telefonu i za wieloma namowami w końcu potwierdziłam Stefanowi i Filipowi, że chcę dalej współpracować z reprezentacją. Nie miałam innego wyjścia. Dałam chłopakom całe serducho. Po wszystkim ruszyliśmy z Rafałem do Rzeszowa. Udało mi się przysnąć na moment, ale obudził mnie telefon, a właściwie wibracje od wiadomości.
''Jak tylko dojedziesz daj znać. Miłego odsypiania. Odezwij się czasem.'' Uśmiechnęłam się, co nie umknęło uwadze szczęśliwego, Złotego Buszka.
- Co tam ukrywasz?
- Skarby, Rafał, skarby.
- Pokażesz ?
- Tajne przed poufne, wybacz.

W tym klimacie  tajemniczości dojeżdżałam do stolicy podkarpacia.




*

niby, ferie, ale jednak nie. maturka nie wybiera, ubóstwo matematyczne też nie. ale coś jest. Idka jedzie do tego swojego Rafałka, zobaczymy, może czymś ją zaskoczy. 

6 komentarzy:

  1. Też mam ferie, buahahaha :D
    Idka, nie zepsuj Rafałka, bo wpierdol. Daleko nie mam!

    OdpowiedzUsuń
  2. I, w ogóle, JESTEŚMY MISTRZAMI ŚWIATA!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy Ida dobrze robi, ale to się okaże.
    Ale ja i tak uwielbiam ten rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie jest poprzypominać sobie to wszystko jeszcze bardziej wyraźnie w perspektywnie pisania kiedyś odległej, drugiej czy trzeciej części storczyka. Jesteśmy Mistrzami Świata, jesteśmy najlepsi, jesteśmy drużyną.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie piszę komentarz, czy ty też jesteś szczęśliwa jak ja? ;)
    Matko boska częstochowska, co tutaj się dzieje?
    Co z tym Oskarem? Co ty tu robisz? Jak ta Marzena to palnęła tak od czapy to uff, bo weź no, jak? Zaraz sobie wygoogluję ile on ma lat XD
    Może Rafał jednak nie jest zły? Ja wiem, że ona na razie tego nie czuje itp., ale kobieto! tyle facetów do wyboru, do koloru, może jednak ten Rafałek?
    Albo nie, możesz mieszać w tych ich relacjach i tak wiem, że to zrobisz.
    Matko, ale żem się spłakała jak czytałam o tym finale, dobre robota. Buziaaczki :*

    OdpowiedzUsuń