piątek, 30 stycznia 2015

Polska 3:1 Brazylia

Najgorętsze uczucia 
nie rodzą najlepszych wierszy
najlepszej muzyki
najwspanialszych obrazów
A jednak bez nich 
nie powstałoby nic 




[21.09.2014, godz. 7:14, Katowice]


Konar zrobił mi w głowie totalne spustoszenie i zmusił do jeszcze głębszych refleksji. Podjęłam więc decyzje. Najwyżej będę żałować, ale w tym przypadku i serce i rozum było niemalże zgodne. Przespałam w związku z tym tylko  kilka godzin. Moja noc była niespokojna.


-Odebrałem już od rana dziesięć telefonów z gratulacjami srebrnego medalu i prośbą o złoto. - powiedział głośno Karol, spacerując ze mną,  Andrzejem  i Marzeną pod hotelem, piętnaście minut przed śniadaniem.
- Polska oszalała. - stwierdziła Marzena przeglądając jego fanpejdż.
- Ja tam jestem pewna, że już dziś będziecie złoci. - odparłam cwaniacko.
- A widzieliście Stefana? Biedaczek! Wstał chyba o 4, bo spać nie mógł!
- Ej, a ty skąd to wiesz? - popatrzył na Marzenę Wrona.
- Bo też nie mogłam spać, ciołku!
- Ja też nie spałam, ale wiecie co? Będę tęsknić. - przystanęłam. - Za tym gwarem na śniadaniu, za dzikimi okrzykami, za biciem kapciami po głowie, za spaniem po cztery godziny, za kawą o dwunastej w nocy, za ojcowskimi radami Filipa i czarnym humorem Stefana, za monotonnymi zajęciami, za spędzaniem czasu z Oskarem i Kubą ... I będę dziś wyć jak głupia. Z tęsknoty, ze szczęścia...
- BOŻE IDA! Ty masz uczucia! - wrzasnął Kłos, wybudzając mnie z melancholii.
- Jestem człowiekiem. W dodatku kobietą. To chyba normalne.
- Nie. Nie w twoim przypadku. - popatrzyła z niedowierzaniem Marzena.
- W takim razie już wiecie, że ten dzień udziela się wszystkim.
- Kurwa. Nie mogę uwierzyć w to, że od złota dzieli nas jeden, malutki kroczek...
- Karol! Macie nie odpuszczać! Złapać tego Murillo i spółkę i nie zważać na Rezende! Niech krzyczy! My mamy Filipa, facet jest temperamentny, więc mu pokaże, gdzie może sobie wsadzić ręce, którymi tak macha!
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, choć w głowach każdego z nas ciągle kotłowały się myśli dotyczące dzisiejszego wieczoru.



[21.09.2014, godz. 7.39, Katowice]

Po śniadaniu Stefan poprosił sztab do siebie. W towarzystwie Kuby weszłam do środka. Antiga z założonymi rękoma chodził po pomieszczeniu, a Filip śmiał się z niego i uspokajał.
- Stefan, proszę cię, usiądź, wypij meliskę... Nerwy nic nie dadzą. Oni wiedzą, co mają robić. Może dajmy im wytchnienia, żeby przemyśleli sytuację i pobyli sami ze sobą. Fizycznie sa przygotowani.
- Po prostu za chwilę spotkajmy się wszyscy, jeszcze przed treningiem. Później masaże i zajęcia koordynacyjne, a po wszystkim dajmy im spokój. - odrzekł Kuba, a wszyscy pokiwali głową.
- Oskar, proszę cię, abyś zrobił mi to zestawienie, o które cie prosiłemÞ. Wystarczy ci godzina trzydzieści? - zapytal Stefan.
- Jasne, ale muszę kogoś ukraść, żeby poszło jeszcze sprawniej. Oczywiście nie licząc Roberta, który zostanie z tobą,
- Trenerze, ja pójdę. I tak będę im potrzebna dopiero po treningu.
- Dobra, to idźcie już. - wygonił nas skinieniem ręki, ale uśmiechem na ustach.

Oskar rzadko pytał o Rafała, ale kiedy usiedliśmy przed laptopem popatrzył na mnie, co wyraźnie wybiło go z rytmu.
- No co?
- Mogę cię o coś spytać?
- Pewnie.
- Idka, Skarbie, ty naprawdę jesteś w stu procentach przekonana co do Rafała? Bo moim zdaniem to ty się przed nim wzbraniasz.
- Oskar, to nie jest tak...
- A jak?
- Problem w naszej relacji polega na tym, że on coś do mnie czuje, a ja do niego chyba nic.
- Nic?
- Rozmawiałam wczoraj z Konarem. Kazał mi się dobrze zastanowić, czy chcę wycofać się z tego teraz, czy później, jeżeli wszystko zabrnie jeszcze dalej. Próbowałam się do niego przekonać. Próbowałam go całować, przytulać... Chwilowo poczułam się zazdrosna. Postępowałam tak, żeby go nie zranić, bo wiedziałam, że mnie kocha. Ale dłużej tak nie można. Jestem wredną suką.
- Po prostu nie potrafisz się zmusić do uczucia.
-Muszę się wycofać z tego bałaganu, prędzej czy później...Nie dzisiaj, ale po mistrzostwach prawdopodobnie mu powiem, że nic z tego. Rafał jest przystojny, dowcipny, ale chyba nie ma tego czegoś, takiej wewnętrznej iskry, która mi podpowie, że to ten. Zraniłam go. Już teraz to wiem. Ale tak po prostu musiało być. Z tym mieszkaniem popełniłam błąd. Niepotrzebnie się na coś godziłam.
- Zasługujesz na lepszego faceta.
- Na przykład na kogo?
- Nie wiem, ale ktoś by się znalazł. Jestem tego pewien. Nie ujmując Rafałowi...
- Racja. Jest w porządku.
- Ale nie dla ciebie.
- Bingo. Do wieczora tutaj siedzisz?
- Z przerwą na obiad. Muszę przerobić dwa mecze wstecz i spisać Stefanowi raport. Robert pewnie przyjdzie mi pomóc, ale i tak długo nam zejdzie. Co najmniej do piątej.
- Jak zwykle. - odrzekłam zrezygnowana, bo mu współczułam. Z całego sztabu, nie licząc trenerów, to on zarywał najwięcej nocy.
- Nie martw się Idka. Odeśpię po turnieju.
- Jaaaasne. Pójdziesz biegać o piątej rano i tyle będzie z twojego snu.
- Dlaczego ty jesteś taka wredna?
- A ty dlaczego jesteś takim pracoholikiem? - uśmiechnęłam się.
- Nieprawda. Ja tylko wykonuję swoją powinność!
- Dziś po mistrzostwach cie upije i wtedy porozmawiamy.
Oskar wstał i zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość gromiąc wzrokiem. Oparłam się o szafkę, ale udawałam cwaniaka i mimo wszystko stałam z założonymi rękoma.
- Co to, to nie. Nie dam ci wygrać.
- Taaak? To przekonajmy się!
- Okej. - usiadł znowu przy laptopie. - A teraz mam prośbę. Posegregujesz mi te karteczki?
- Jasne.



[21.09.2014, godz. 20:04, Katowice]

Czas do dwudziestej zleciał nieubłaganie. Wszyscy zebraliśmy się w szatni. Marzena kopała chłopaków na szczęście a ja sprawdzałam, czy na sto procent nic nikomu nie jest, Stefan miał racje, że nerwy im prędzej czy później dopadną każdego, nawet i stalową mnie.  Filip ogłosił szóstkę, jaka wyjdzie w pierwszym secie i patrzył po twarzach swoich podopiecznych, którzy uśmiechali się szeroko. W końcu to piękny dzień dla polskiej siatkówki. Wydarzenie historyczne. Skład zbudowany od nowa przez debiutującego Antigę zaszedł aż do finału i nie było w tym ani grama przypadku, ciągle rzucano mu pod nogi kłody w postaci kontuzji Winiarskiego, zatargu ze Spirydonovem i Brazylijczykami, a także niesprawiedliwego sędziego z Iranu. Chłopcy nie dopuszczali do siebie myśli, że przegrają. Pod względem psychologicznym było to najbardziej prawidłowe myślenie z możliwych. Wcześniejsze zwycięstwa z Brazylią pokazały wszystkim, że Canarinhos nie są niepokonani i jeżeli nie uda się ich dogonić w secie pierwszym, można to zrobić w drugim, a nawet trzecim i wygrać mecz. Umiejętności są. Liczy się psychika.


Katowicki Spodek  nie na darmo został nazwany świątynią polskiej siatkówki. Nigdy w życiu nie przeżyłam czegoś takiego, jak doping kibiców znajdujących się w hali. To było coś magicznego, czego ani ja, ani stojąca obok mnie Marzena nigdy nie widziałyśmy i nie słyszałyśmy. Ceremonia wejścia zawodników na parkiet i zaprezentowania się widzom nieco przypominała tą z Warszawy, choć mnie dzisiejsza podobała się bardziej. Spodek. Katowice. Mecz o złoto. Z wielką Brazylią. I to chyba wystarczające argumenty, dlaczego tak było. Na twarzach przeciwników malowało się skupienie, Jakub stwierdził, że widzi tam nawet lekkie zmieszanie. Razem z Oskarem, Marzeną, Kubą i Robertem usiedliśmy za ławką trenerską. Oskar z laptopem, ja z paznokciami w buzi, Marzena z dusznością, a Jakub z rękoma w kieszeni od dresów. Stefan nie oddzywał się do nikogo, zaś Filip z Wołkowyckim śmiali się z czegoś, ale wolałam nie wnikać, bo to już było normalne i nikogo nie dziwiło. Doktor Janek i Paweł zajęli zaszczytne miejsca obok trenera zaciskając mocno pięści. Kiedy rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego w moich oczach pojawiły się łzy. Prawą dłonią objęłam Oskara ściskając do tym samym za koszulkę. Popatrzył na mnie kątem oka i uśmiechnął się lekko. Kuba zaś obejmował ramieniem płaczącą gorzej ode mnie Marzenę. Zawodnicy niemalże zdarli gardła. Wszyscy śpiewali doniosłym głosem niczym dobry męski chór. Kwadrat rezerwowych cały dygotał, tak przynajmniej stwierdził Jakub, patrząc na to z psychologicznego punktu widzenia.


[21.09.2014, godz. 21.23, Katowice]

Pierwszy set nie poszedł, po naszej myśli, chociaż nie można powiedzieć, że był słaby. Mariusz rzucił ręcznikiem i butelką z wodą i zaczął wrzeszczeć. Nawet kwadrat rezerwowych przybiegł, a Igła klepał go po plecach mówiąc '' Dobrze gada, polać mu!''.
- Nie odpuszczę. Nie ma bata. Nie i tyle. Dzisiaj wychodzę stąd ze złotem. - stwierdził i w końcu dał do słowa dojść koledze, grającym z nim do niedawna w Skrze Bełchatów. Stefan spokojnym tonem pokazywał chłopakom, co mają poprawić. Na koniec pokrzyczał sobie jeszcze Kubi, co nie zdziwiło nikogo. Gra zaczęła układać się po naszej myśli. Mariusz grał jak na skrzydłach.
- Czy oni chcą, żebym ja za chwile znalazła się w szpitalu?! - zapytałam, a Stefan odwrócił się patrząc wymownie. Cóż. Wylądujemy na jednym oddziale. Z letargu związanego z oglądaniem akcji w drugim secie, wybudził nas Marek Magiera, podając informację, że zremisowaliśmy z Brazylią.
- Marzenka, spokojnie, oddychaj. Tylko spokój może cię uratować. - mówiła sama do siebie moja koleżanka.
- To jest mój piąty rok z reprezentacją, ale czegoś takiego nie przeżyłem. Mistrzostwa Europy to przy tym pikuś.
- Ale ty jesteś stary Kaczmarczyk.
- Odezwała się, Wiśniewska. Trzy lata różnicy to dla ciebie tak wiele?
- Dziś nie, ale kiedy ja zaczynałam studia, ty kończyłeś licencjat i byłeś staruuuuuuchem.
- A ty byłaś gówniarą. - wystawił mi język.
- Jak dzieci, no jak dzieci! - przerwał Kuba odrywając wzrok chwilowo od meczu, który na szczęście, szedł po naszej myśli i nim się obróciliśmy było już dwa do jednego.
Mariusz znowu krzyczał, że skoro przeszliśmy już taką drogę, jeden set z Brazylią to dla nas pestka. Z jeszcze bardziej bojowym nastawieniem szóstka, w nieco odmienionym składzie wyszła na boisko, a trener postanowił, za sprawą porannych namawiań Roberta i Oskara, zostawić na parkiecie Mateusza Mikę, mojego cudownego i zdolnego przyjaciela. Z Brazylią nie było jednak tak łatwo. Walka toczyła się niemal punkt za punkt. Jeden czas, za chwilę drugi, dziesiąty challenge, krzyczący Rezende i nie lepiej zachowujący się Filip. Wszyscy wstaliśmy z naszej vipowskiej ławeczki i wmieszaliśmy się w kwadrat rezerwowych. Rafał dygotał, Konar mało nie płakał, Igła wznosił oczy ku niebu. Ja stałam obok Marzeny i trzymałam ją za rękę. Nie zwróciłam nawet uwagi na to, że głowę o moje plecy opiera Oskar i Kuba, a zza moich ramion wystają im oczy. Serce stanęło mi przy stanie 24:22.

[21.09.2014, godz. 22.37, Katowice]

- Mariusz to skończy Stefan. Zobaczysz. On to skończy. - powiedziałam do trenera jednym tchem, w momencie, kiedy Brazylijczyk posłał być może ostatnią piłkę meczu w naszą stronę. Mika przyjął w punkt, a Paweł zrobił to, co ewidentnie do niego należało - wystawił do Mariusza, który spowodował, że w całej Polsce rozbrzmiały radosne okrzyki. Spodek oszalał. Ja rzuciłam się na Kubę i zaczęłam płakać. Marzena kucnęła. Wszyscy wbiegli na boisko. Dobiegłam do Mateusza i uwiesiłam mu się na szyi, ale w pewnym momencie straciłam grunt pod nogami i nosił mnie Konar z Rafałem, a kiedy mnie puścili, pobiegłam do Filipa. Kiedy zobaczył mnie spłakaną, jemu również polały się łzy.
- Dziękuję ci. Za wszystko. Za to, że dzięki tobie brałam udział w najpiękniejszym przedsięwzięciu mojego życia. Dziękuję, że mnie tu ściągnąłeś, że mi zaufałeś, że mogłam nabrać tyle doświadczenia.
Wzruszyłam się, a dzieje się tak rzadko. Byłam w tym momencie tak przepełniona emocjami, że nie potrafiłam niczego z siebie wydusić. Dziękowałam każdemu, kto pojawił się na mojej drodze, ale największe podziękowania i tak należały się Filipowi, Stefanowi, Doktorowi Sokalowi, Oskarowi, Kubie, Marzenie i Igle. I kiedy stanęłam koło Oskara, pomyślałam sobie, że to, co się stało jest niemożliwe. Wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, nie wspominając już o Marzenie. Przytuliłam się do Kaczmarczyka, nie mówiąc ani słowa. Dzisiejszego wieczoru, wszystkie emocje były dozwolone. A płakałam przede wszystkim z tęsknoty, bo więzi, jakie rodzą się w drużynie, zespalają każdego na dobre. Wystarczyło popatrzeć na Mariusza i Michała.

[21.09.2014, godz. 1:30, Katowice]

W niedalekim hotelu, rozpoczęła się impreza. Przyszłam na nią w asyście Rafała, jednak kiedy spostrzegłam, że moja ''ławeczkowa czwóreczka'' zajęła mi miejsce, przeprosiłam go i udałam się tam. W końcu miałam misję upić Kaczmarczyka, choć było to mało rozsądne. Marzena ochoczo rozprawiała nad czymś z Kubą.
- A ci czym się tak zajmują?
- Marzena robi Kubie wykład. Umawiają się na wakacje.
- O proszę.
- A ty?
- Co ja?
- Chciałabyś może wyskoczyć gdzieś po mistrzostwach?
- To zależy gdzie... - zawahałam się. Ale, że z nimi?
- Tak. Ja, ty i dwójka tych oszołomów. Możemy zapytać jeszcze paru zawodników i zebrać fajną ekipę.
- A kiedy wracasz do pracy?
- Nie pali się. - na jego twarzy zagościł uśmiech numer pięć, ale byłam bardzo zadowolona, bo wyjazd w tym towarzystwie zapamiętam na długo.
Nim się spostrzegłam Kubiak biegał z 0.7 i szukał chętnych do świętowania. Oczywiście nikt nie odmówił, ale czemu tu się dziwić? Powinniśmy świętować tydzień. Mimo to zmęczenie nie pozwalało pić i bawić się do białego rana. O czwartej udaliśmy się do pokoi. Z mojego upicia Kaczmarczyka nici.


[22.09.2014, godz. 4:03, Katowice]

Nieco wstawiona Marzena. Przy otwieraniu drzwi do pokoju szarpnęła moją dłoń.
- Oj Idka, ty dzikusie mały! - wrzasnęła, aż Mariusz wychylił głowę z pokoju.
- Cicho bądź, wszyscy śpią!
- A ty już jutro wieczorem, prosto z Warszawy, jedziesz do Rzeszowa. Do Rafałka. Do łóżeczka!
-  Jesteś zdrowo popierdolona. To będzie tylko parę dni.
- Czyli ty i Rafał ...
- Najwyżej mnie znienawidzi.
- Jesteś głupia. Rafała to ja bym brała w ciemno. To znaczy... Gdyby był w moim typie.
- A w moim chyba nie do końca jest, dlatego z niego zrezygnuję. - wstałam i rzuciłam swoją koszulkę w kąt udając się do łazienki.
- Bo Rafał nie jest Oskarem, prawda?
- Kobieto, jest czwarta rano, a ty mnie pytasz o takie rzeczy! Odpuść, że!

[22.09.2014. godz. 13.25, Warszawa]

W reprezentacyjnych strojach jedliśmy obiad razem z panią Premier. Nie ujmując hotelom, ale dawno nie jadłam czegoś tak dobrego. Kłosik to się nawet zakrztusił, a Marzena nie mogła powstrzymać swojego rozbawienia i kopała mnie w kolano. Filip patrzył zaciekawiony na moją minę a Wołkowycki szepnął do Gumy, aby zapytał mnie co się stało, bo on też chce się pośmiać.


[22.09.2014, godz. 18.46, Katowice]

Na szczęście po pamiątkowych zdjęciach, reprezentacyjny autokar odwiózł wszystkich do z powrotem do Katowic, gdzie większość pozostawiła swoje pojazdy.
- To co? Pakujemy się? Twoje rzeczy z mieszkania pojechały do mnie już wczoraj. - powiedział w moją stronę Rafał.
- Jasne, ale najpierw się pożegnajmy.
Mówiłam już wcześniej, że nienawidzę pożegnań? Jeżeli nie, to mówię teraz. Znowu poryczałam się jak dziecko. Przy okazji wymieniłam się ze wszystkimi numerem telefonu i za wieloma namowami w końcu potwierdziłam Stefanowi i Filipowi, że chcę dalej współpracować z reprezentacją. Nie miałam innego wyjścia. Dałam chłopakom całe serducho. Po wszystkim ruszyliśmy z Rafałem do Rzeszowa. Udało mi się przysnąć na moment, ale obudził mnie telefon, a właściwie wibracje od wiadomości.
''Jak tylko dojedziesz daj znać. Miłego odsypiania. Odezwij się czasem.'' Uśmiechnęłam się, co nie umknęło uwadze szczęśliwego, Złotego Buszka.
- Co tam ukrywasz?
- Skarby, Rafał, skarby.
- Pokażesz ?
- Tajne przed poufne, wybacz.

W tym klimacie  tajemniczości dojeżdżałam do stolicy podkarpacia.




*

niby, ferie, ale jednak nie. maturka nie wybiera, ubóstwo matematyczne też nie. ale coś jest. Idka jedzie do tego swojego Rafałka, zobaczymy, może czymś ją zaskoczy. 

piątek, 23 stycznia 2015

Polska 3:1 Niemcy

[19.09.2014, Katowice, godzina 09.54]

- Ida, wstawaj! Jesteśmy w Katowicach.
- Jakich kurcze Katowicach? - odpowiedziałam zaspana, a Wołkowycki wbił mi łokieć w żebra i po raz kolejny krzyknął, że powinnam się obudzić. Faktycznie, byliśmy już pod katowickim hotelem. Na samą myśl o tym, że pomieszkam sobie jeszcze trochę w moim ukochanym mieście uśmiechnęłam się pod nosem i wybaczyłam Wołkowi (pseudo od Igły) brutalne pobudki.  Marzena już zdążyła wygonić wszystkich chłopaków z autokaru i przegnać do recepcji po kluczyki do pokojów. Ja wlekłam się na samym końcu reprezentacyjnego orszaku z Filipem, który próbował ode mnie wyciągnąć, co w końcu zmieniło się pomiędzy mną a Buszkiem. Czułam się dziwnie bo naszą relację nadal ciężko było określić. A przynajmniej jeżeli chodzi o mnie bo najzwyczajniej w świecie się jej bałam. Przerażało mnie również jego podejście do sprawy. Niezwykle... Proste. Tak. To było dobre słowo. Podejrzewam, że gdybym dała mu jakieś zielone światło okazywałby mi strumień uczuć nie zważając na to, czy jest dziesięciu, dwóch, czy dwudziestu osobników w pobliżu. Był taki niewinny, miał tylko i wyłącznie dobre intencje. Jak zwykle nic szczególnego Filip się nie dowiedział, wręcz przeciwnie, powiedział, że jeszcze gorzej się w tym wszystkim pogubił.
- Nareszcie księżniczko. Cudowny pokój nr 2 czeka. Chciałam zrobić uroczyste przekazanie kluczy najlepszym kobietom reprezentacji, ale jak zwykle się spóźniłaś.
- Najlepszym i jedynym. Wybacz.
Pokój w Katowicach dzieliłam z Marzeną, z którą na samym początku stoczyłam bój o łóżko.
- Czy was już posrało?! - krzyknął Fabian
- To ona na mnie usiadła!
- Tak, ale to ty mnie złapałaś za nogę! Puszczaj!
- Dobra. - powiedział stanowczo Pit. - Zagracie w papier-kamień-nożyce i wszystko się wyjaśni.
Okazało się, że bitwę o łóżko pod oknem wygrała Marzena, ale udało mi się wynegocjować, że do końca pobytu w tym hotelu, to ja pierwsza zajmuje łazienkę i mogę jej używać bez limitu. To był ewidentny cios dla mojej współlokatorki, ale nie miała wyboru, a chłopcy zwątpili i kręcąc głowami poszli do siebie.
- Wiesz co? Mam pomysł. Jak chłopcy zdobędą złoto, a zdobędą...
- To pójdziemy na imprezę?
- Czytasz mi w myślach?
- Nie, po prostu słyszałam, jak Wołkowycki dzwonił do jakiegoś lokalu, żeby umówić naszą drużynę na jakiś bal po mistrzostwach. Szykuje się imprezka. Już nie mogę się doczekać, aż zobaczę tańczącego menadżera naszej reprezentacji.
- O, Kochana. Z jakim przystajesz, takim się stajesz. Obcujesz z nim, więc nie wykluczone, że pierwszy taniec będzie z tobą i zostaniesz królową wieczoru. 
- A idź, głupia. - Marzenia zdzieliła mnie poduszką i zniknęła za drzwiami łazienki. Ja zaś wyszłam na korytarz zobaczyć, jak się miewają moi podopieczni. Co ciekawe, a z perspektywy medyka przerażające, w pokoju obok również trwała bitwa o łóżko. Tym razem Rafała z Konarem.
- Stary, nie rozumiesz, że ja czuję po kościach, że na tamtym łóżku nie zasnę?
- Kurwa mać, Buszek, ja jestem od ciebie wyższy!
- Za to ja jestem od ciebie szerszy i lepiej umięśniony. Wypad!
- Dobra. Wygrałeś. Ale do końca mistrzostw zostajesz moim jeleniem.
- Chyba śnisz!
- Jeszcze się przekonamy.
Pokręciłam głową, ale nie wiedziałam co powiedzieć, bo propozycja związana z użytkowaniem łazienki u płci przeciwnej raczej by nie przeszła. Chłopcy spojrzeli na mnie z uśmiechem.
- To, że będziesz moim jeleniem, drogi Rafale, jest prawie tak bardzo prawdopodobne jak to, że ożenisz się z Idą.
- Dobrze, że prawie, a nie tak samo. Bo twoim jeleniem raczej nie będę.
- Ale Ida będzie twoją żoną?
- Nie ma innej opcji. - popatrzył na mnie i zacmokał, ale kiedy zobaczył, że nie zachowałam się w swoim stylu i milczałam, wstał z okupowanego łóżka i podszedł do mnie delikatnie całując moje czoło.
- Prawda, skarbie?
Znowu nie odezwałam się ani słowem, a Buszek jak gdyby nigdy nic oświadczył, że wychodzi do Mariusza i Winiara, aby pośmiać się z Kubiaka.
- No co się tak zamyśliłaś? Czasami bywa tak, że jesteśmy na kogoś po prostu skazani. Współczuję ci, gdybym był kobietą, kopnąłbym Buszka w dupę za samą twarz.
- Idę do siebie.
- Stój.
- No?
- Teraz tak na serio.  - zaczął. - Nie rób niczego, wbrew sobie. Jeżeli nie chcesz się do niego wprowadzać, po prostu tego nie rób. A jeżeli nie jesteś tego pewna, to też tego nie rób. Wiem z autopsji, że najlepsze działania podejmuje się wtedy, kiedy jest się czegoś pewnym i bardzo się tego chce. Inaczej to nie ma sensu. Nie mówię tutaj o spontaniczności, bo wspólne mieszkanie raczej nie może być spontaniczne. Nigdy. 
- To nie jest takie proste.
- Wasza miłość jest trudna.
- Co masz na myśli, mówiąc ''nasza miłość''?
- Rafał kocha ciebie, ty tez coś do niego czujesz. Bo to widać. Niestety. Długo się maskowałaś, ale wszyscy cie przejrzeli. Może go nie kochasz, ale na pewno ci na nim zależy. 
- W takim razie, dlaczego trudna?
- Bo widzisz... Ty nie będziesz potrafiła z nim żyć, ale nie będziesz też potrafiła żyć bez niego.
- Konar, mów jaśniej.
- Po prostu tak musi być. Zobaczysz. Wspomnisz moje słowa.



[19.09.2014, Katowice, godz. 10.21]

Nie dopytywałam, ale bardzo zdziwiły mnie słowa Dawida. Bo tak naprawdę nie wiedziałam o co w nich chodzi. Wyszło na to, że jestem ofiarą trudnej miłości, a na dodatek nie wiem, co to znaczy. Paranoja. Poszłam z tym problemem do Marzeny, która głowiła się, tak samo jak ja.
- Ty! A może on chce cię zniechęcić do Buszka, żeby się za ciebie wziąć?!
- Powaliło cię, przecież Konar ma narzeczoną, która na dodatek jest w Katowicach. To chyba nie o to chodzi.
- Ale ja bym tego nie wykluczała!
- A może on jest jakimś guru?
- To jaki problem? Przeszukajmy jego walizkę, może ma jakąś magiczną kulę i z niej wróży w nocy, pod łóżkiem?
- Tą kulą, to powinnaś sobie walnąć w głowę, Marzena.
- Ej, piękna, próbuję ci pomóc.
- Ja narazie to mi tylko szkodzisz.
- Będziesz jeszcze coś chciała. Idę do Wołka. Może on bardziej rozumie tak cudowne i niedocenione kobiety jak ja.
- Idź, idź.

[19.09.2014, Katowice, godz. 11.15]

Trening  był bardzo, bardzo nerwowy. Kubiak nakręcił się jeszcze bardziej, bo wyczytał kolejne bzdury wypowiedziane przez Spirydonowa. Wpadł na salę jak burza i ustawił do pionu nawet Ignaczaka, na co Mariusz zaczął bić mu brawo.
- Misiek, czasami warto być mądrzejszym i odpuścić. Wystarczy ci już konfliktów z innymi zawodnikami. 
- Ależ proszę bardzo, ja mogę kłócić się do woli! - oburzył się na słowa Pawła Zagumnego Kubiak.
- Guma ma rację. Nie ma po co dolewać oliwy do ognia. Pogada, pogada, zawieszą go i się uspokoi, a ty pilnuj swojego nosa, żeby nie zawiesili ciebie.
- Idę potrenować. - odburknął Kubiak a ja razem z Gumą i Marzeną poruszyliśmy ramionami w geście bezradności.
W tym momencie Stefan zaklaskał wołając tym samym zawodników do siebie. Ja zajęłam się pisaniem raportu, Marzena ostatnimi poprawkami związanymi z rozplanowaniem treningów jeszcze dziś i jutro, a Oskar przygotowywał dla Filipa statystykę przyjmujących, bo jak wiadomo to na tej pozycji było najwięcej niespodzianek.


[19.09.2014, Katowice, godz. 14.01]

Na obiad wleciałam głodna jak wilk. Z Marzeną pobiłyśmy się o miejsce przy oknie i tym razem rozdzielił nas Muratore, który i mnie i moją konkurentkę wziął pod pachy.
- Możdżon, puść! - krzyczałam. - Ja chcę zjeść!
-I tak już dobrze wyglądasz.
- Noszę mniejsze spodnie! 

- Kobiety... - pokręcił głową Stefan, a Marzena zaczerwieniła się. Ja na szczęście byłam już uodporniona na docinki trenera, ponieważ ja również nie szczędziłam żartów w jego stronę.
Po dwudziestu minutach i dokładce pomidorówki byłam już najedzona.
- Chyba musimy pogadać. - dorwał mnie na korytarzu Buszek.
- Przecież ciągle rozmawiamy.
- Wydaje mi się, że musimy ugadać szczegóły twojej przeprowadzki.

No i masz. Stanęłam jak wryta i przez dobre kilkanaście sekund patrzyłam w podłogę. Wszystko przez słowa Dawida, które najzwyczajniej w świecie namąciły mi w głowie. Przeraziłam się. Dopiero teraz dotarło do mnie, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Nie byłam jednak ani trochę asertywna.
- Zrobimy tak, żeby było dobrze. 
Uśmiechnęłam się i pogładziłam Rafała po dłoni zmierzając w stronę pokoju. Było mi dziwnie. Chyba to Marzena bardziej cieszyła się z mojej przeprowadzki do Rzeszowa niż ja sama.
- Kurcze, ale on z tobą szaleje! Ciekawe czy sprząta po sobie brudne skarpetki...
- Jak mam powiedzieć Buszkowi, że nie chcę... To znaczy nie chcę narazie..
.
- CO?! - przerwała mi. - Jak to nie chcesz?! Taki facet, takie obietnice...
- To wszystko za daleko zaszło, za dużo sobie powiedzieliśmy, za dużo czasu ze sobą spędziliśmy i ... Ja sama nie wiem, czego chcę.
- Właśnie widzę.
- Tyle lat mieszkałam sama...
- Jesteś nienormalna. Czego ty się kobieto boisz?
- Wszystkiego. Nie chcę go w żaden sposób zranić, to dobry facet.
- Niby dlaczego masz to zrobić?!
- Nie chcę, żeby był ze mną nieszczęśliwy, po prostu.
- Dziewczyno, ty poważnie zwariowałaś. Usiądź, weź głęboki wdech, a najlepiej się prześpij. 

Być może i zwariowałam, ale takie były właśnie realia. Wpakowałam się w coś, z czego bałam się wyjść, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała mi z tego rezygnować. Ujmując wszystko niezwykle dosadnie, byłam w dupie. Wszyscy pokątnie malowali przyszłość moją i Rafała. On sam widział ją w różowych kolorach. Jedyną osobą, która we wszystko wątpiła, byłam ja. I jak się okazało Dawid Konarski.


[19.09.2014, Katowice, godz. 14:44]

- Dawid, ja nie chcę z nim mieszkać. - oznajmiłam otwierając drzwi do łazienki myjącemu zęby po obiedzie Konarowi, wykorzystując chwilę, kiedy w jego pokoju nikogo nie było.
- Ha. Przejrzałem cię.
- Co ja mam robić? 

- W tej sytuacji, wszystko co zrobisz, wyjdzie na to samo. - powiedział z pianą w ustach.
- No teraz to mi już całkowicie wszystko zagmatwałeś!
- Oj Idka. No bo popatrz. Narobiłaś chłopu nadziei, więc jeżeli teraz się z tego wycofasz, zranisz go. Ale w momencie, gdy już chwilę z nim pomieszkasz i zrozumiesz, że nie jesteś szczęśliwa zranisz go jeszcze bardziej.
- Czyli mam się wycofać jak najszybciej.
- A wzięłaś pod uwagę to, że jeżeli z nim pomieszkasz, być może przekonasz się do bycia w związku?
- No nie.
- Właśnie. Więc teraz tylko od ciebie zależy. Wyobraź sobie, że na szali kładziesz to, czy chcesz skreślić wszystko już teraz, a ja znam Rafała i świadomie użyłem słowa ''wszystko'', bo on dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzi i mieć spokój, czy dać szansę temu uczuciu i poczuć coś wyjątkowego. To jest trudna decyzja, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo, prawda?
- mrugnął okiem, co akurat ani trochę mnie nie cieszyło.
- Dawid, mogę cię o coś spytać?
- Jasne.
- Dlaczego ty to dla mnie robisz? Dlaczego nie jest ci to obojętne, przecież masz swoją kobietę ...
- Bo Rafał jest moim przyjacielem i nie chcę, żeby ktoś go zranił, ale staram się też zrozumieć ciebie, że to wszystko przecież nie jest łatwe. Lubię cię, Ida. Naprawdę bardzo cię lubię i widzę, że coś cie przed nim blokuje. Jesteś dobrą dziewczyną i wiem, że niczego nie zrobisz celowo. Zależy mi na waszym szczęściu, a z Rafałem się nie dogadam, bo on zawsze wie wszystko najlepiej. Zostałaś mi tylko ty. Jesteś mózgiem tej relacji, niestety. Żebyś nie miała do siebie jeszcze większych pretensji, musisz się nad tym jeszcze raz porządnie zastanowić. 
W tym momencie musieliśmy zakończyć rozmowę, ponieważ do pokoju jak burza wleciał zdenerwowany Buszek.
- Ida, wszędzie cie szukam!  Słuchaj, mój kumpel obiecał, że przewiezie twoje rzeczy do Rzeszowa. Co do wynagrodzenia mamy się dogadać. 
- To ja zostawię was samych gołąbki. - odparł Konar i wyszedł.
- Rafał, nie uważasz, że to dzieje się za szybko? - wypaliłam.
- Spokojnie, niczego się nie bój. - pocałował mnie w policzek i przytulił do siebie z całej siły, choć trochę mnie do siebie przekonując. Jego reakcja bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że po prostu będzie milczał, wcześniej jedynie mnie pocieszając. Nie miałam już na to argumentu.


[20.09.2014, Katowice, godz. 20:22]

Jakub motywował każdego z osobna, a zadanie miał nadzwyczaj trudne, ponieważ niecodziennie reprezentacja Polski w obojętnie jakim sporcie walczy o grę w finale Mistrzostw Świata. Kibice w spodku szaleli, Stefan kiwał głową z uznaniem a Filipowi jak zwykle dygotały nogi. Istny cyrk. Nawet Oskar oderwał się od laptopa i wyszedł na płytę boiska zderzyć się klatkami piersiowymi z Kubiakiem. Cóż. Taki mieli rytuał. Poza tym Misiek był cwaniakiem, a Oskar totalnym wariatem, jednak z głową na karku. Marzena standardowo obczaiła od stóp do głów każdego zawodnika z niemieckiej drużyny, po czym nie krępując się Wołkowyckiego powiedziała mi, że nie tylko Niemki są brzydkie.


[20.09.2014, Katowice, godzina 22:02]
- Ostatni! - krzyczał Jakub zza płyty boiska swoim zdartym gardłem. Biedaczek.
Hala oszalała, kwadrat rezerwowych wybiegł na boisko. Stefan przytulił FIlipa, a ja Marzenę. Gramy o złoto. O złoty medal Mistrzostw Świata. Nasza radość była nie do opisania. Pit biegał po boisku i krzyczał, że finał odblokowany, na co obydwaj trenerzy wybuchnęli śmiechem.
- To się nie dzieje. To się po prostu nie dzieje. - mówił Stefan trzymając się za głowę. Chyba nie był świadomy tego, że już dziś dokonał rzeczy wielkiej.
- Pachnie mi tu złotem. - stwierdził Mariusz klepiąc Michała Winiarskiego po plecach.
- O tak! - wtrącił Igła. - I to tak pachnie, jak nigdy przez całą moją karierę!
- Chłopaki, a teraz spać! - krzyknął Stefan i wszyscy w bojowych nastrojach wrócili do pokoi, a spolszczony śpiew ''We are the prawie champions, my friend'' w wykonaniu Igły cały hotel słyszał jeszcze dobre dwadzieścia minut.


*


Przeżyłam studniówkę, przeżywałam makijaże, fryzury i wykroje sukienek, przeżyłam zdawanie zagrożenia z matematyki i oto jestem. Oddaję Wam takie oto coś, na przełamanie, żeby w końcu przejść do tego finału. Uprzedzam, że kolejny rozdział nie będzie ostatnim, więc finał nie zakończy tego opowiadania tak, jak chciałam. Z każdym rozdziałem mam niedosyt. Ida jeszcze trochę nabroi i napsuje krwi niejednej osobie. Z resztą... Nie ona jedna. Postaram się pisać częściej, bo ostatni rozdział był bodajże na sylwestra.