sobota, 7 marca 2015

4. Jesteśmy Mistrzami Świata



[28.09.2015, godz. 12:15, Rzeszów]

- Pakuj się. Wracamy na Śląsk.- burknął.
Położyłam się tyłem do Oskara. Miałam go głęboko w poważaniu. Po co on tu w ogóle przyjechał?! Skąd wiedział, gdzie jestem?! - Dobrze. W takim razie cie wyręczę.
Spakował mnie. Po prostu nie do wiary. Bezczelny. Cóż. Nie mam wyboru. Wstaję i zmieniam pozycję na siedzącą. Jest postęp. Tylko moje zdrowie upadło z hukiem na ziemię.
- Jesteś chora?  - a teraz to już Kolumb, albo ten drugi, ale spokojnie Ida. Nie oddzywaj się.
- Tak. - wtrącił Igła. Od wczoraj ma ponad trzydzieści osiem stopni i nie chce spaść.
- No pięknie Wiśniewska. Dobra. Zbieramy się. Dzięki stary za telefon. W życiu bym nie pomyślał, że po Hiszpanii wyląduje w Rzeszowie.
Kaczmarczyk spakował moje bagaże do swojego auta i ponownie wrócił na górę, do pokoju, w którym obecnie egzystowałam.
- Ida, dobrze, jeżeli nie chcesz, to nie musimy rozmawiać. Ale proszę cię. Wstań i  jedź ze mną. Bo inaczej zaniosę cie do auta na rękach.
Wstałam. Kolejny postęp. Podeszłam do Iwony i Krzyśka i przytuliłam ich. Nie byłam zła. Przecież zadzwonili do Oskara dla mojego dobra. Im prędzej czy później musiałabym przecież się z nim skonfrontować. Z resztą, on i tak czy siak by mi nie odpuścił.  Narzuciłam kurtkę i sięgnęłam po torebkę. Następnie zeszłam w dół zostawiając za sobą całą trójkę.
- Jak myślisz, kiedy jej przejdzie? - usłyszałam za swoimi plecami.
- Nie wiem, stary, ale w końcu odpuści. Trzymaj się.
Więcej nie słyszałam. Zamknęłam się w terenowej toyocie Oskara a w lusterku zobaczyłam, że z miną obrażonego dziecka całkiem mi do twarzy i mogę tak siedzieć. Tym bardziej, że świeciło słońce i całą drogę mogłam jechać w pilotkach.
- Jak mogłaś tak o, bez niczego pojechać sobie do Rzeszowa?! Dlaczego nie powiedziałaś mi, że wracasz?! Miałem przecież przyjechać na lotnisko! W dodatku się rozchorowałaś, masz gorączkę! Jedziemy do  mojego mieszkania. Zadzwonię po znajomego lekarza. Przepisze ci leki i położysz się do łóżka. Na tydzień. Mam nadzieje, że nie ma sprzeciwu. Jakieś pytania? Prośby?
O mamo. Teraz to mi zaimponował, był stanowczy. W dodatku ma większy zarost, kolejny krok do wybaczenia mu jego win. Lubię zarosty. Ale jeszcze troszkę go potrzymam.
- Tak. jedną. Daj mi spokój.
- O widzisz! A jednak potrafisz mówić. Zrobiliśmy postęp. - jej. Oskar, to już trzeci mój postęp dziś, a jest dopiero dziesiąta! - Jeszcze parę godzin i odpowiesz mi na dwa, trzy pytania. Nawiasem mówiąc, jak jesteś taka nadąsana, wyglądasz uroczo.
Moje zdrowie całą drogę na Śląsk robiło sobie przerwę na sen. Wygodne te siedzenia.


[28.09.2015, godz. 17.03, Jaworzno]

- Wstawaj księżniczko. Jesteśmy w domu.
Od razu pokierowałam się w stronę łazienki, a w głowie miałam jedno hasło - prysznic. Gorący prysznic, który zajął mi dwadzieścia minut. W końcu łaskawie pojawiłam się w salonie i owinęłam w bluzę.
- Ida. Posłuchaj mnie. - Oskar przykucnął przede mną i położył dłonie na moich udach. - Hej. Spójrz na mnie.
Nareszcie! Chyba doczekam się w końcu jakiś wyjaśnień.
- Myślałem nad tym długo i doszedłem do wniosku, że po roku intensywnej pracy podjąłem dobrą decyzję. Zrezygnowałem z trenerki w Kędzierzynie. Sebastian znajdzie kogoś na zastępstwo. Naprawdę to przemyślałem i wiem, że ciężko być statystykiem i drugim trenerem jednego z zespołów Plusligi. Ledwo kończyłem tydzień wyjazdów z Zaksą, a już musiałem jechać i obserwować zawodników z Pomorza. Muszę poukładać swoje życie. Przepraszam cie za wczoraj. Nawaliłem na całej linii, ale to było ciężkie, Nie chciałem o tym rozmawiać.
- Dlaczego?! Dlaczego nie powiedziałeś mi przez telefon?! Uniknęlibyśmy kłótni! - wysapałam, bo moja klatka piersiowa nie ważyła już tonę, a co najmniej dwie.
- Byłem zdenerwowany tym, jak moją rezygnacje odbierze klub.
- A jakie sprawy chcesz uporządkować?
- Różne. Wszystkie. Trochę się tego nazbierało. Może w końcu trochę odpocznę? Zobaczę. Poza tym, ktoś musi pomóc ci pomalować mieszkanie i ułożyć płytki. Wybaczysz mi?
- Tak, ale ja  nadal nie rozumiem twojej decyzji. 
- Zrozumiesz. Zobaczysz. Na pewno już dobrze? - pokiwałam głową i uśmiechnęłam się lekko, co mój rozmówca natychmiast odwzajemnił. - Dobrze wiesz Słońce, że nie chce się z tobą kłócić.

Słońce.Słońce.Słońce. Powiedział słońce, jak na mistrzostwach, z resztą przez cały czas ich trwania mówiliśmy do siebie właśnie w taki sposób.
- Spodziewasz się kogoś?
- Tak. Lekarza. 



[28.09.2015, godz. 18:00, Jaworzno]

- Jest pani ofiarą gwałtownej zmiany klimatu. Ewidentne zapalenie oskrzeli. Pani klatka piersiowa gra jak orkiestra dęta na wiejskim weselu.
- To oznacza, że jestem uwięziona?
- Cóż. Czasami i osteopatów dopada coś, czego jako teoretycznie lekarze się nie pozbędą. A tak na marginesie to ile ma pani wzrostu?
- Metr siedemdziesiąt siedem.
- A ile pani waży?
- Nie wiem.
- Oskar, przynieś wagę.
- Dobra. - przerwałam - Pięćdziesiąt cztery.
- I to jest właśnie odpowiedź na to, że wystarczy pani jeden dzień na rozwinięcie się choroby. Organizm nie ma się czym bronić. Musi pani nabrać ciała. Dobre i trzy, cztery kilogramy. Ponadto jest pani blada. Proponuję zrobić badania. Być może dojdzie anemia i inne niedobory. Oskar, przypilnujesz jej?
- Jasne. Nie ma sprawy.
- Super. Z resztą nie muszę ci nic mówić
. - odparł doktor.
- Dzięki, że znalazłeś czas. 
- Na mnie zawsze możesz liczyć. Życzę powrotu do zdrowia!
- Idę do apteki. Przy okazji cie odprowadzę. 

No i pięknie. Teraz wyjdę z domu za pięćdziesiąt lat i będę wysłuchiwać, jakie ja to mam wątłe zdrowie. Musiałam się komuś wyżalić.
- Utknęłam. - stwierdziłam od razu po tym, jak usłyszałam głoś Marzeny w słuchawce.
- Kiepsko. Odczytałam twojego sms-a z rana i w sumie to nie dziwie się, że po ciebie przyjechał. Teraz będziesz jadła jego obiadki i będzie cie karmił lekarstwami...
- Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć, czy już mogę wysłać do ciebie terrorystę?
- Przecież wiesz, że to z miłości. Co ci tak właściwie jest?
- Zapalenie oskrzeli.
- A Oskar gdzie jest? W aptece?
- Bingo. A teraz usiądź.
- Nie mam gdzie. Wyszłam z psem mamy i spaceruje bo jakimś placu, za chwile pewnie będę musiała sprzątać jego kupę.
- To może powiem ci później, żebyś z wrażenia w nią nie wdepnęła.
- Jak już zaczęłaś, to mów. W razie czego oprę się o rynnę i znajdę jakąś ustronną, zroszoną trawę. Będę w stu procentach dyskretna.
- Oskar zrezygnował z trenerki w Kędzierzynie dla poukładania kilku spraw.
- O kurwa!
- Miałaś być dyskretna, a twoje kurwa usłyszał cały Marymont.
- Przecież on jest pracoholikiem!
- Obalił mity.
- Nie. Ja w to nie wierzę.
- To uwierz. Z resztą opowiem ci o tym, jak się spotkamy.
- Czyli za pół wieku?
- Jeżeli na to będzie się zbierać, to ucieknę.
- I pojedziemy na Kanary.
- A właśnie. Jak się trzymasz?
- Szczerze? Średnio. Koszykarz wrócił.
- American Fish?
- To nie jest zabawne. Ukrywam się. Jak widzę, że wchodzi do klatki swojego bloku, to wtedy ja wychodzę z domu. Inaczej się ukrywam. Poza tym, Kuba też jest w Warszawie. Spotkaliśmy się w Złotych Tarasach. Powiedziałam mu ''cześć'' i weszłam do przymierzalni.
- Ty to masz pecha. Wróć już do Katowic, bo z tej Warszawy nie wyjedziesz żywa.
- Wyjeżdżam pojutrze. Ale zanim rodzice i dziadkowie mnie wypuszczą z domu, pewnie stanie się to za tydzień. Ida! Musze kończyć! Rybiński na horyzoncie!
- Trzymaj się! I nie daj się!
- I nie wypierdol się, bo pies zaplątał mi smycz wokół kolan. Do usłyszenia!

Marzena jest kosmitką. Ale dzięki niej mój humor zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Zabrałam się więc za szperanie po stronach internetowych z ubraniami. Tak spokojnego wieczoru nie miałam od czasów przed mistrzostwami. Oskar wrócił z apteki nie tylko z lekami, ale również czekoladkami i biszkoptami, a do tego wszystkiego postawił obok mnie kubek gorącej herbaty z cytryną i miodem. Niedługo później wszystkie możliwe strony z ubraniami na zimę przejrzałam i postanowiłam, że mu trochę poprzeszkadzam. Wstałam i podeszłam do niego na palcach. Nawet się nie poruszył, tylko wstukiwał z prędkością światła kolejne litery w klawiaturę swojego laptopa.
- Samochody? Planujesz nowy zakup?
- Bo wiesz... Mam słabość do samochodów, siatkówki, nowinek elektronicznych i pięknych kobiet. A ty nie powinnaś leżeć w łóżku?
- A ty jesteś pewien swojej decyzji? 

- Słońce. Jestem. Widocznie nie należę do ludzi, którzy mogą trenować, zestawiać i wyjeżdżać po trzy razy w tygodniu. Musiałem z czegoś zrezygnować.
- Po prostu nie chcę, żebyś tego żałował. Taka szansa zdarza się raz na milion.
- Ja już dostałem swoją szansę. Jestem statystykiem mistrzów świata. O nic się nie martw. Sprawa jest zakończona.

- W takim razie... - powiedziałam z zastanowieniem. - Jest jeszcze jedna. Pojutrze muszę być w tym mieszkaniu, które planuje kupić.
- Chyba sobie żartujesz.
- Proszę. Jedź ze mną.
- Idka, pojedziesz w takim stanie?
- Słońce.
- Ha. Teraz moja kolej. - Ja nie umieram.
- Dobra, ale wychodzisz z samochodu tylko do tego bloku. Nigdzie indziej się nie zatrzymujemy. A teraz wracaj do łóżka.
- Nie. Bo tam są czekoladki, a jak zjem całe opakowanie to nie wstanę przez tydzień.
- A myślisz, że po co je kupiłem?
- Dobra. Zostawiam cie. Ale za chwilę i tak tu przyjdę. 

Ledwo się położyłam, a rozdzwonił się telefon. O mało go nie upuściłam, bo na ekranie pojawiło się zdjęcie i napis: ''Rafał''. 
- Tak? - odebrałam dość niepewnie, bo z Buszkiem jak zwykle nigdy nic nie wiadomo.
- Dobry. Masz chwilę.
- Jasne.
- Może to dziwnie zabrzmi, ale chciałem ci podziękować.
- Za co? - no proszę. tego bym się w najpiękniejszych snach nie spodziewała.
- Za twoją postawę. Za to, że uświadomiłaś mi, że mam klapki na oczach.
- Co cie tak naszło?
- Wróciłem od Oli. Zaczęliśmy rozmawiać.
- To super! Będzie coś z tego?
- Wszystko okaże się z czasem.
- Rafał? Ja też chciałabym ci podziękować. Za to, że zrozumiałeś moją decyzję. I że twoja reakcja byłą taka, jaka była, a nie inna. Naprawdę się cieszę, że wszystko zaczyna się układać.
- A.. I byłbym zapomniał! Masz pozdrowienia od chłopaków. Konar i Fabian są źli, że do nich nie dzwonisz!
- Nadrobię to na pewno. Pozdrów ich też i powiedz im, że wszystkich mistrzów świata kocham i o wszystkich pamiętam!
- Zapiszę i przekażę.
- roześmiał się. - W takim razie nie przeszkadzam ci już. Pozdrów Oskara i do usłyszenia!
- Eeeee... Dobranoc!

Ignaczak. Jak zwykle powiedział za dużo. Dlaczego nie wpadł na to, żeby nie rozgłaszać wszem i wobec faktu, iż jestem u Kaczmarczyka?! Tu już nie chodziło o to, że się wstydziłam, tylko chłopaki jak to chłopaki, zaczną zasypywać mnie masą pytań, na które jeszcze sama nie znam odpowiedzi. A pierwsze pytanie tuż po telefonie Rafała padło z ust Oskara i zapewne by z nim zwlekał, gdyby nie to, że ponownie przyszłam do salonu.
- Dzwonił Buszu? Co chciał?
- Tak. W zasadzie to nic takiego. Nawiązał kontakt ze swoją narzeczoną.
- To dobrze, prawda?
- Jak mu wierzy, że się zmieni? Czemu nie.
- A ty? Wierzysz?
- Szczerze mówiąc, to nie wiem. Bo wiesz. Są takie cechy w człowieku, których nie wiadomo jakby się chciało, nie da rady się pozbyć. Zawsze pozostanie chociaż ich namiastka. Poza tym, to nie ja będę z nim egzystować. Ale życzę mu, żeby przejrzał na oczy w stu procentach.
- Rafał to taki cwaniak trochę. Ciężko go ujarzmić i uspokoić. W reprezentacji, to obok Kubiego, Kurka i Bartmana czwarty fighter.
- Cwaniak cwaniakiem. Ale ty to dopiero jesteś samiec alfa.
- Ani trochę.
- odparł oburzony.
- No, no. Twoja męskość przemawia sama przez siebie.
- Czy bycie samcem alfa to komplement? - zastanowił się.
- Zależy z czyich ust się to słyszy.
- A z twoich?

Wstałam i lekko pochylając się pocałowałam Oskara w czoło.
- Lubię samców alfa. Chociaż czasami zrywają się jak majtki ze sznura przed burzą w lecie. Hasełko Marzeny. A teraz wybacz, ale idę do łóżka.
- Dlaczego?!
- Przecież kazałeś mi leżeć. A ty napisz coś na blogu, bo nie mam już czego czytać. -
uśmiechnęłam się zalotnie i wróciłam do sypialni, gdzie czekały na mnie niedokończone słodkości i niedopita herbata.


[28.09.2015, godz. 21.12, Jaworzno]

Po wieczornej toalecie wróciłam na okupywanie łóżko.
- A ty się przypadkiem nie zapomniałeś?
- Przyszedłem na telewizor.
- Ale tam też możesz oglądać. Tak w ogóle to co jest w telewizji?
- Jeszcze nie wiem.
- Gdybyś oglądał tylko telewizję i nie grał przy tym na komputerze, to pewnie byś wiedział.
-Czepiasz się.
- Ani trochę.
- wystawiłam język i położyłam się obok. - Twój tatuaż... - wskazałam na rękę. - Masz może plan na kolejny?
- Jasne. Nie zdradzę jaki dokładnie, ale zaplanowałem.
- Pamiętam jak po maturze bardzo chciałam mieć tatuaż. Wtedy ojciec powiedział, że dopóki sama nie zacznę się utrzymywać, nie zapłaci mi za to. Gniewałam się długo, a wypominałam chyba z cztery miesiące.
- I co? Zrobiłaś ten tatuaż w końcu?
- Tak. Zrobiłam. Jeden mały napis. Później chciałam drugi ale nie wypaliło.
Na ostatnie słowa skrzywiłam się i skierowałam wzrok w sufit. Temat zboczył na niebezpieczne tory. Oskar jak to Oskar, zaczął drążyć, przyjmując taką samą pozycję, jak moja.
- Dlaczego?

- Po prostu nie było mi to w głowie.
- Co takiego robiłaś, że byłaś tak zajęta?
- Oskar. To wiąże się z częścią mojego życia, do której nie chce wracać. Wszystko wydarzyło się dawno i jest już nieprawdą. Nie warto o tym mówić.
- Boisz się wspomnieć o swojej przeszłości?
- Tak. Boję się, że to wszystko wróci. Muszę?
- Ida, znam twoje spojrzenie na przyszłość, znam cię teraz, w tym czasie, ale nie znam twojej przeszłości. A chce ją znać. Bo chciałbym w końcu dowiedzieć się, co złożyło się na to, kim jesteś teraz.
- Oprócz tego, że przez trzy lata studiowałam fizjoterapie grałam w siatkówkę w drużynie akademickiej na miarę województwa. Taka kontynuacja kariery od czasów gimnazjum. Był plan, że dotrwam do pracy licencjackiej, a później poszukam czegoś bardziej ambitnego związanego ze siatkówką. Wcale nie chciało mi się uczyć. Studia były tylko ucieczką z domu, niczym więcej. W tym momencie zaczyna się historia, bardzo zbliżona do tej, której doświadczyła Marzena. Tylko u mnie miała większe skutki.
- Co się stało? 

- Siedem lat temu, w trakcie trwania drugiego roku licencjatu miałam wypadek, który uniemożliwił mi powrót do sportu. Przed Bożym Narodzeniem pokłóciłam się z rodzicami. Zdenerwowana wzięłam ojca auto. Wpadłam w poślizg, zjechałam na bok, dachowałam. Byłam przytomna i świadoma tego, co się dzieje. Nie czułam lewej ręki, bolały mnie plecy, kręciło mi się w głowie a ból w klatce piersiowej powodował, że każdy oddech przyprawiał mnie o płacz.
- Marzena była tam z tobą? Znałyście się wcześniej?
- Nie. Nic z tych rzeczy. Ona wyszła z wypadku w nieco lepszym stanie, po czterech miesiącach doszła do siebie. Pomimo tego,że była sama, szybciej się otrząsnęła.
- A ty? Dlaczego nie mogłaś wrócić do siatkówki?
- Miałam rekonstruowany lewy łokieć, połamane żebra, wstrząs mózgu i przekrzywiony kręgosłup. Lekarze podejrzewali, że nie odzyskam czucia w lewej ręce do końca życia. Rodzice stawali na głowie, wydawali masę pieniędzy, żebym nie była kaleką. Przywrócenie sprawności lewej ręki trwało półtora roku i kosztowało mnie tyle bólu po wyciąganych kilkukrotnie śrubach, że aż na samo wspomnienie przechodzą mnie dreszcze. W końcu znieczulenie przestawało działać...
- Próbowałaś wrócić do sportu?
- Nie dałam rady. Lekarz zabronił mi siatkówki, koszykówki, piłki ręcznej i ogólnie sportów, gdzie ręce są najbardziej potrzebne. Poza tym, co z tego, że jestem praworęczna, jak byłam rozgrywającą? W trakcie rehabilitacji przychodziłam na treningi. Z trybun obserwowałam zawodniczkę, która mnie zastąpiła i zżerała mnie zazdrość. Załamałam się. Zaczęłam obwiniać, że to przecież moja wina, że wzięłam to nieszczęsne auto i wyjechałam na ulice. Moja samoocena, choć zawsze była niska, teraz sięgnęła dna. Z dnia na dzień stałam się dla siebie nieatrakcyjna, stawałam przed lutrem i wyzywałam od kalek i niedorajd. Przestałam jeść. To była najgłupsza rzecz, która doprowadziła mnie do całkowitego upadku na dno, z którego sama nie byłam w stanie się podnieść.
- Miałaś anoreksje, prawda? 

Przymknęłam powieki, bo nie chciałam się rozpłakać. Leżeliśmy w bezruchu z rękami położonymi wzdłuż w tułowia, w takiej samej pozycji jak wcześniej. Patrzyliśmy w biały sufit i odbijające się od lutra światło, zostawiające na nim białą poświatę. Oskar złapał mnie za dłoń i mocno ścisnął. Dodał mi odwagi, abym mogła dalej mówić.
- Po kilku tygodniach głodówki znalazłam się w szpitalu. Nie wiem dokładnie po jakim czasie. Siedmiu? Ośmiu tygodni? Ważyłam przy swoim wzroście czterdzieści pięć kilo. Rodzice byli bezradni. Ludzie z uczelni polecili mi dobrego psychologa, przynosili notatki, skończyłam rok. Musiałam podjąć decyzje co dalej. Dostałam się na studia magisterskie, poszłam w kierunku osteopatii. Dopiero we Francji, kiedy spotkałam Filipa i Mateusza odżyłam. Nabrałam więcej wiary w siebie, zaczęłam znowu o siebie dbać, dobrze jeść, ćwiczyć, ruszać się pomimo bolącej ręki. Zapisałam się na zumbę, Odkryłam, że wszystko mogę naprawić albo zacząć od nowa. Moje życie towarzyskie znowu nabrało rozpędu, zaczęłam pojawiać się na imprezach. Wiesz co? Ktoś mądry kiedyś powiedział, że największe walki człowiek toczy sam ze sobą. Ja stoczyłam taką walkę i wygrałam. Dziś pracuję w reprezentacji, jestem wykształcona i w pełni sprawna, samodzielna, mam trzeźwe spojrzenie na świat. 
- Mówiłaś o tym Rafałowi?
- Nie. Tylko Marzenie, Filipowi, Mateuszowi i tobie. Rafał by tego nie udźwignął. Przy pierwszej lepszej kłótni zacząłby mi wypominać to, kim wtedy byłam. A właściwie to, że byłam nikim. Przejrzałam go. To by było dla niego zbyt wiele. Mam za dużo doświadczeń, żeby mógł mnie ogarnąć. Bo widzisz... Ja chcę, żeby ktoś wziął mnie na sto procent, ze wszystkim tym, co mam. Nie w połowie. Ze wszystkim. Z tym, kim byłam, kim jestem i kim chcę być. Rafał chciałby mnie tylko taką, jaka jestem teraz. 




Obudziłam się w takiej pozycji, w jakiej wczoraj leżałam z Oskarem. Sądząc po pościeli, on również zasnął w taki sam sposób. Wstałam i przeszłam się po całym mieszkaniu, jednak było puste. Wróciłam do pokoju i odebrałam telefon od właściciela lokum, które miałam kupić. Okazało się, że ktoś zdecydował się szybciej i przebił cenę, którą ja proponowałam. Kaczmarczyk nie odbierał telefonu. Zabrał ze sobą komputer i walizkę z ciuchami,wyłączył komórkę. To koniec. On też nie podołał.





*

bo mnie też ktoś kiedyś odebrał siatkarskie marzenia.
Zaskoczone? Już wiadomo, co blokowało Idę, do Rafała. Wreszcie coś więcej o niej wiadomo.
szkoda, że tak późno, bo zostały dwa rozdziały. Ha! Zła ja. Tyle czekałyście. W następnym wszystko się rozstrzygnie.
HALO, JESTEŚCIE TU JESZCZE?

4 komentarze:

  1. JAKIE DWA ROZDZIAŁY? DOBRZE TY SIĘ CZUJESZ?! nie kumam, że zostały dwa rozdziały, jak ty możesz to zrobić?
    Szkoda mi Idy, biedna dziewczyna, tyle musiała przejść,żeby znaleźć się w miejscu, w którym teraz jest. No w sumie wyszło jej to nawet na zdrowie, bo ludzie, kto by nie chciał pracować z siatkarzami, znać Mateusza Miki? Halo! No ja bym na przykład chciała, tylko może bez żadnych ciężkich wypadków po drodze. Ja tu jestem, głupio się nie pytaj XD

    OdpowiedzUsuń
  2. HALO BEZ ODBIORU
    Czo się głupio pytasz, Olka. Zawsze jestem, heloooł. Może by Kubi wpadł odwiedzić naszą Idę? (Dobra, wiem, że on jest w trakcie wpierdalania kebabów. Słyszysz ten trzask? To moje serce) Fajnie, że Ida zaufała Oskarowi. Fajnie, że Oskar mieszka w Jaworznie, tam gdzie ja się wychowałam, i to całkiem niedaleko mojego bloku. Wszystko fajnie. Tylko faceci są do dupy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja droga.... JAK KU*WA DWA ROZDZIAŁY?
    Cieszę sie ,że wreszcie więcej o Idzie, no ale Oskar gdudviddh, ej a może on podbił tą cenę, hmmn ? Takie, domysły me ;333
    Wypowiedź Idy apropo jej wypadku i tego wszystkiego była... Niesamowita ? Tak, chyba nie umiem dobrać lepszego słowa na ten temat.
    Czekam na kolejny rozdział xD
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie dwa? Jakie dwa? Nie zgadzam się!
    Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o Oskara. Przede wszystkim dlatego, że na sam koniec kiedy Idą się przed nim otworzyła i opowiedziała mu o swojej przeszłości on po prostu zniknął. I cholera chciałabym żeby to nie było tak jak wygląda. Żeby on nie uciekł od Idki, tylko już zawsze był dla Idki. Bo oni pasują do siebie jak nikt inny.

    OdpowiedzUsuń