[07.10.2014, Jaworzno, godz. 12.46]
Po moim błagalnym telefonie do Marzeny mogłam liczyć na jej obecność w domu Oskara.
- Proszę cie. Dam sobie rękę uciąć, że pewnie jest w Kędzierzynie i do wieczora pojawi się w domu. To nie jest w jego stylu, przecież go znasz...
- To dlaczego nie odbiera telefonu?! Dlaczego nie odpisuje?! Dlaczego nie napisał na stole głupiej kartki? Dlaczego spakował swoje rzeczy?!
- A pytałaś Kuby?
- Pytałam. Dzwoniłam do niego. Powiedział, że ostatni raz rozmawiał z Oskarem dwa dni temu.
-Wydaje mi się, że panikujesz. On by ci tego nie zrobił.
- Nie miał nic do stracenia.
- Miał. Ciebie. Prawie stracił cie na mistrzostwach. Myślisz, że dla dojrzałego faceta problemem będzie twoja przeszłość i załamanie, z którego wyszłaś? To wszystko minęło, tego już nie ma! Jesteś zdrowa, sprawna...
- Tak, jestem, ale może to on się boi, że to wróci?
- Jak już mówiłam, wydaje mi się, że to nie jest dla niego problemem.
- Wiem jedno. Teraz to ja się boję. Boje się, że go stracę.
- Spróbuj zadzwonić do niego jeszcze raz. Teraz. Przy mnie.
- Marzena, zrozum. Dzwonie do niego od rana. Ale niech ci będzie.
Ledwo wzięłam telefon do ręki, a zaświecił się ekran. Wiadomość. Oskar.
- Napisał. - stwierdziłam zdziwiona.
- I co?
- Jestem do jutra w Kędzierzynie u Sebastiana, zadzwonię po południu, nie ruszaj się z domu. - zacytowałam.
- Uspokojona?
- Nie wiem. Dobrze wiedział, co sobie mogłam pomyśleć.
- Nie mam do ciebie siły. Zrób mi lepiej herbatę.
Wykonałam polecenie Marzeny i zaparzyłam jej kubek gorącej herbaty z cytryną.
- Wiesz co? - zaczęłam ponownie. - Doszłam do wniosku, że większym moim problemem jest utrata tego mieszkania. Miejsce, cena... Wszystko mi odpowiadało. Wiem! Może ja tam po prostu pojadę i porozmawiam z gościem, dlaczego się rozmyślił, skoro brałam je na sto procent.
- Dobra. Zrobisz jak uważasz. A teraz uważnie mnie posłuchaj. - Marzena spochmurniała i zbladła.
- Stało się coś?
- Usiądź.
- Po co? Ty wiesz ile ja się już nasiedziałam? Daj mi trochę kości rozprostować...
- Jestem w ciąży z Kubą. - przerwała patrząc na mnie kamiennym wzrokiem. Z wrażenia rozsypałam cukier i oblałam się wrzątkiem, na szczęście ciecz wsiąknęły grube dresy.
- O kurwa mać. - skwitowałam jeszcze bardziej dosadnie niż przed momentem bałaganiąc dookoła. - Chyba nie mówisz poważnie.
- A czy wyglądam teraz jakbym kłamała?
Fakt. Marzena wyglądała poważnie, jak nigdy.
- Pewnie mnie teraz zamordujesz, ale ...
- Wie. - uprzedziła moje pytanie. - Dowiedział się pierwszy. Nie było sensu kłamać w nieskończoność, bo i tak by się wydało czyje to dziecko. Nie ruszyło go to. Powiedział, że będzie płacić alimenty i przyjeżdżać po nie jak będzie miał czas.
- Odpowiada ci taki układ?
- Jeżeli się nie rozmyśle, jego przyjazdy nie będą potrzebne.
- Chcesz usunąć?! - wykrzyczałam na całe gardło.
- Oszalałaś?! Chce oddać do adopcji.
- Marzena... To twoje dziecko.. Nie chcesz go wychować? Nie chcesz patrzeć jak rośnie?
- Postaw się w mojej sytuacji. U Kuby nie zmieni się nic. To mnie zostawi wszystkie obowiązki, będzie mógł ułożyć sobie życie rzucając jedynie czas od czasu na ubranka i pieluchy. To ja będę musiała zmieniać całe swoje życie. A wiesz co jest najgorsze? Że to ja będę musiała być i mamą i tatą w jednym. I co ja powiem temu dziecku jak zapyta, gdzie jest tatuś? Że tatuś robi karierę? Że jest tylko od dawania pieniędzy? Że tatuś to ten obcy człowiek, który przyjeżdża do niego i zabiera na plac zabaw raz w miesiącu? Będę z tym wszystkim sama! Nie chce wyżywać się na małej, niczemu niewinnej istocie. Nie chce przy niej płakać.
- Ja jestem z tobą. Nie zostawię cie. I przemówię Kubie, żeby wykazał się rozumem niekoniecznie w pracy.
- Przemyśle to, ale nie rozmawiaj z nim. Bez łaski. A i wracając do tematu... Przecież masz siedzieć w domu. Jesteś chora. W dodatku twój samochód od dobrych dwóch tygodni stoi pod moim blokiem.
- I co z tego? Zawieziesz mnie do Katowic i wtedy się nim zajmę. Wstawaj. Mamy mało czasu. Na czternastą miałam być w mieszkaniu.
- Ale...
- Nie gadaj tyle tylko zawieź mnie do tych Katowic i pomóż mi ruszyć dupsko z domu chociaż na parę godzin. Nic mi nie będzie!
- Ale nic nie powiesz Oskarowi?
- Słowo harcerza. Wezmę to na siebie.
- Masz szczęście, że byłam kiedyś małym skautem.
[07.10.2014, Jaworzno, godz. 13.30]
Po czterdziestu minutach dotarłyśmy pod blok, w którym mieszkała Marzena.
- Dasz sobie radę? - zapytałam.
- Jasne. Przecież ciąża w początkowych tygodniach to nie niepełnosprawność. W późniejszych zresztą też nie.
- Zadzwonię. - przytuliłam ją na pożegnanie. - Tylko nie rób głupich rzeczy.
- Jasne mamusiu. - odpowiedziała i zniknęła za drzwiami od klatki schodowej.
Okłamałam Marzenę. Tak naprawdę na spotkanie z właścicielem byłam umówiona dużo później. Moja wymówka była tylko pretekstem do spotkania się z Jakubem. Z porannej rozmowy wywnioskowałam, że jest w Katowicach, w swoim mieszkaniu. Zadzwoniłam więc kolejny raz, aby zszedł do kawiarenki znajdującej się na przeciw jego bloku, a właściwie apartamentowca. Wyraźnie zdziwiony pojawił się po dziesięciu minutach.
- Co ty tutaj robisz? Dobrze cię widzieć! - przywitał mnie buziakiem w policzek. - Dwie herbaty, proszę.
- Wiesz, dlaczego tutaj jestem, prawda?
- Wiem. Ale czy jest o czym rozmawiać? Sytuacja jest beznadziejna i tyle.
- Powiedz mi, co tobą kierowało, kiedy przespałeś się z Marzeną?
- Między nami od początku coś wisiało w powietrzu.
- A teraz nie wisi? Już ci przeszło?
- Ciągle nad tym myślę. To nie jest tak, że ja to wszystko totalnie olałem. Spotkaliśmy się w Warszawie. Zapytałem co tam, powiedziała, że jest w ciąży. Tak nagle. Z grubej rury. Byłem tak zszokowany, że plątał mi się język. Powiedziałem, że będę płacił.
- A teraz jak jest? Przemyślałeś coś?
- Oj Ida. Nie wiem. Naprawdę nie wiem już niczego. Marzena jest cudowna... Ale nie dla mnie.
- Właściwie to wpadłam na chwilę. Jadę do mieszkania, które miałam kupić. Tak na koniec... Jeżeli nie chcesz z nią być, to nikt cię do tego nie zmusi. Przerobiłam to kilkanaście dni temu, że tak po prostu się nie da. Ale nie zostawiaj jej z tym samej. Chociaż tyle dla niej zrób. Bo ona nie chce twoich pieniędzy. Ona chce ciebie. A jeżeli nie może cie mieć w całości, to daj jej swoją cząstkę dla dobra dziecka. Nasza rozmowa niech będzie tajemnicą. Marzena nie wie, że się z tobą widziałam. Ale gdybyś ty chciał kiedykolwiek ze mną pogadać to dzwoń. Pomogę jak będę mogła. - przytuliłam Jakuba i poklepałam go po plecach.
[07.10.2014, Jaworzno, godz. 14.23]
Rozpoczęłam więc swój maraton po Katowickich skrzyżowaniach. Dwa razy przejechałam na czerwonym świetle wymuszając pierwszeństwo. Piesi patrzyli na mnie jak na wariatkę za kierownicą, ale praktycznie byłam już spóźniona i szanse na zastanie właściciela zmalały. Z piskiem opon zaparkowałam na osiedlu nowo powstałych bloków. Przy wyjściu z auta mój nie do końca założony szalik zaczepił się na lusterku terenowej toyoty. Stop. Na przednim siedzeniu plakietki z mistrzostw świata, notes i okulary Oskara. Rozejrzałam się dookoła, ale po Kaczmarczyku nie było ani śladu.Wbiegłam po schodach na pierwsze piętro. Darowałam sobie pukanie do drzwi. Zamaszyście je pchnęłam u ujrzałam znajomą sylwetkę stojącą tyłem. Na dźwięk kroków tajemniczy osobnik został zdemaskowany w stu procentach. Rzuciłam się na niego z rękami.
- Dlaczego mi to zrobiłeś?! Dlaczego mnie zostawiłeś?! - krzyczałam łapiąc powietrze. - Dlaczego chciałeś zrobić to bez słowa?! Przecież ja cie kocham!
Nie mówił nic. Złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął razem ze swoimi dłońmi do klatki piersiowej. Upuściłam głowę w dół nadał łapiąc oddech jakbym przebiegła dziesięciokilometrowy maraton. W końcu rozluźnił uścisk przenosząc swoje dłonie na moje biodra i przyciągnął je do swojego ciała. Nie zmieniając położenia rąk oparł czoło o moją głowę.
- Po pierwsze to cię nie zostawiłem. Po drugie nigdzie nie uciekłem. To mieszkanie jest od dziś twoje i moje. Nasze. Tylko ja i ty. Tutaj. W tym miejscu. Popatrz na mnie. - pociągnął moją brodę swoim kciukiem zadzierając tym samym moją twarz w górę. - Kocham cie. - wyszeptał. - Kocham cię i chce z tobą być. Chce tylko ciebie od kiedy przyjechałaś do Spały mokra od deszczu i przedstawiłaś się zawodnikom.
- Ale jak ... Tak po prostu je kupiłeś? Chcesz się wyprowadzić?
- Nie ma w tym nic niezwykłego, Ida. To miała być niespodzianka. Miałem zacząć coś tutaj robić i zabrać cię tu dopiero jak będziesz zdrowa. A ty jak zwykle nieubrana, niezapięta i nieznośna pokrzyżowałaś mi wszystkie plany.
Odeszłam na chwilę od Oskara pozostawiając go w bezruchu i przeszłam się po mieszkaniu zatrzymując się przy oknie.
- Obiecasz, że nigdy mnie już nie zostawisz?
- Ida. Przecież ja zawsze byłem. Zawsze obok ciebie.
- Wiem. Chciałabym, żeby było tak już do końca.
- Będzie tak, jak będziesz chciała.
- A ty, jak byś chciał? - ponownie stanęłam obok Oskara wbijając w niego swoje niebieskie tęczówki.
- Wyjdź za mnie.
*
Krótko zwięźle i na temat. Bo taki był zamiar. Co zrobi Ida? Co zrobi Kuba? Co na to wszystko Marzena? Zobaczycie w ostatnim, najdłuższym rozdziale. Jeszcze trochę się wydarzy. Pod koniec przyszłego tygodnia powinien się pojawić. A teraz...Zainspirowana przez Femme postanowiłam zrobić coś, co mnie osobiście bardzo się przydaje, jeżeli chodzi i czytanie opowiadań. Ale nie będę zdradzać więcej. ADIJOS. BYLE DO OSTATNIEGO.
ps: jebłam się lekko w datach w poprzednim rozdziale, z października wróciłam do września. wybaczycie? obiecuję poprawę.
ps2: drugi blog z soundtrackiem w tle.
Krótko zwięźle i na temat. Bo taki był zamiar. Co zrobi Ida? Co zrobi Kuba? Co na to wszystko Marzena? Zobaczycie w ostatnim, najdłuższym rozdziale. Jeszcze trochę się wydarzy. Pod koniec przyszłego tygodnia powinien się pojawić. A teraz...Zainspirowana przez Femme postanowiłam zrobić coś, co mnie osobiście bardzo się przydaje, jeżeli chodzi i czytanie opowiadań. Ale nie będę zdradzać więcej. ADIJOS. BYLE DO OSTATNIEGO.
ps: jebłam się lekko w datach w poprzednim rozdziale, z października wróciłam do września. wybaczycie? obiecuję poprawę.
ps2: drugi blog z soundtrackiem w tle.
No Oskar, tak to możemy gadać. Brawo, umiesz jednak być mężczyzną!
OdpowiedzUsuńNo to się Marzenka wkopała, liczę ,że Kuba pokaże jaja. No bo sory. Jest dorosły, niech bierze odpowiedzialność na klatę i się wreszcie określi !
OdpowiedzUsuńA Oskar... Tak jak pisałam pod poprzednim rozdziałem... Kupił mieszkanie Idzie, poprostu zajefajnie. I ta propozycja ;33 zwyczajnie boje się co ciekawego ( a takie będzie na pewno <3) wymyślisz w (o ironio ;-; ) ostatnim rozdziale.
A teraz biegnę na inne Twoje blogi z niecierpliwością czekając na więcej ;)
PS. pozdrawiam z ciepłego łóżeczka, pełnego drobiazgów i chusteczek higienicznych ;-; oraz zapraszam na mojego nowego bloga ;D
TANIEC SZCZĘŚCIA, TANIEC SZCZĘŚCIA, TANIEC SZCZĘŚCIA JEJEJE! Oskar nosi spodnie! Jacie, ale się jaram asdfghjkl. Muszę się iść leczyć!
OdpowiedzUsuńA Kubie to zaraz zrobię wjazd na chatę i skończy się rumakowanie. Gościu, nawarzyłeś piwa to teraz je pij!