Może masz w głowie myśli bardziej szalone niż ja.
Może masz skrzydła, których by Tobie pozazdrościł ptak.
Może masz serce całe ze szlachetnego szkła.
Może masz kogoś, a może właśnie kogoś Ci brak?
[23.09.2014, Rzeszów, godz. 00:23]
- Co jest? - powiedział Rafał przekręcając wydawać by się mogło zamknięte drzwi od mieszkania. Zdenerwowany nacisnął klamkę a kiedy przekroczył próg mieszkania zdębiał.
- Co ty tu robisz?! - wrzasnął. - Miało cie tu nie być! Już nigdy!
- Rafał co to ma znaczyć? - zapytałam z ironia widząc kobietę wychodzącą z salonu.
- Ida to nie jest tak jak myślisz!
- Ja nie muszę myśleć. Ja wszystko widzę.
- Ola Grabarczyk. Do Mistrzostw Świata narzeczona Rafała. - podała mi dłoń.
- Ida Wiśniewska. Na Mistrzostwach Świata osteopata.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że kogoś masz? - zwróciła się w stronę Buszka. - Szybko się pocieszyłeś. Wykorzystałeś ją, żeby zapomnieć o mnie? Bo co ? Bo chciałam brać ślub i mieć rodzinę? A ja ci siedem lat poświeciłam. Uczelnie zmieniałam...
- Olka, przestań. Uzgadnialiśmy, że tego związku nie da rady uratować.
- Nie Rafał. To ty tak uzgodniłeś. I kazałeś mi się wynosić.
- Moment, dlaczego się nie da uratować? Po siedmiu latach? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Lepiej będzie, jak wrócę do siebie. - odpowiedziała Grabarczyk i wyszła z mieszkania ocierając łzy.
- To wszystko nie tak! Nie układało nam się, przez ostatni rok tylko męczyliśmy się ze sobą! Chciałem spróbować z kimś innym. I wtedy poznałem ciebie.
- Nie uważasz, że chyba słabo to rozstrzygnąłeś skoro ona ciągle chce do ciebie wrócić?
- Problem w tym, że ja jej nie chcę. Chcę zacząć wszystko od początku i nie myśleć o tym, co było.
- Łatwiej byłoby być samemu.
- Przyzwyczaiłem się przez te siedem lat do bycia z kimś, a nie w pojedynkę. Poza tym.. Ida...Ewidentnie coś poczułem. Stałaś się dla mnie ważna. Inaczej nie chciałbym z tobą mieszkać.
- Mogę się gdzieś położyć? - ucięłam rozmowę i zaniosłam walizki do pokoju. Po kąpieli wykorzystałam moment, kiedy Rafał spał zamknięty w swojej sypialni, narzuciłam na siebie gruby sweter i wyszłam na balkon. Nie miałam ochoty na papierosa, co było dziwne. Właściwie to było mi źle z tym, że prawdopodobnie stałam się lekiem na pustkę po byłej narzeczonej. Próbowałam zadzwonić więc do Marzeny, ale nie odebrała. Została mi jeszcze jedna osoba, do której mogłabym się zwrócić i choć przez chwilę nie myśleć o bagnie, w które się wpakowałam. Wybrałam numer statystyka reprezentacji.
- Halo?
- Myślałam, że biegasz.
- Ha ha ha. Bardzo zabawne. Dojechała cała i zdrowa?
- Dojechała. A ty?
- Bez problemu. Skąd wiedziałaś, że nie śpię?
- Bo o pierwszej w nocy przez miesiąc piłam z tobą kawę.
- A tak naprawdę?
- Czy ja muszę mieć powód, żeby do ciebie dzwonić?
- Jesteś wredna.
- A ty nie lepszy. Chciałam po prostu pogadać. Poza tym, prosiłeś, żebym się odezwała.
- A więc jednak o mnie pomyślałaś gówniarzu.
- Oskar, muszę kończyć. Odezwę się... Na dniach.
- Dobranoc.
- Do następnego!
Przerwałam rozmowę z Kaczmarczykiem, ponieważ usłyszałam, że drzwi od sypialni Rafała się otworzyły się. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów i udając, że wcale nic się nie stało oparłam się o barierkę. Ciekawski Buszek i tak zaczął dopytywać.
- Miałaś spać.
- Nie mogłam zasnąć.
- A z kim rozmawiałaś?
- Z Marzeną.
- Późno trochę na rozmowy z koleżankami.
- Ale o co ci, kurwa, chodzi?
- Po prostu uważam, że powinnaś wypocząć. Porządnie wypocząć.
- A ja uważam, że powinnam wypocząć tak, jak chcę.
- Dobra. Poddaje się. Wracam do siebie.
[23.09.2014, Rzeszów, godz. 11.04]
Po jedenastej w milczeniu zjedliśmy śniadanie. Kiedy upijałam ostatni łyk zielonej herbaty rozdzwonił się telefon.
- A witam panie Andrzeju.
- Cześć Idka, dziecko drogie. Słuchaj. Jutro w Katowicach o piętnastej. Respektujesz?
- Ale po co? - zapytałam zaciekawiona.
- Kilkunastominutowy wywiad z kilkoma osobami ze sztabu, w Spodku. Pomyślałem sobie, że fajnie by było zaangażować w to was, młodych.
- Kto miałby być tam ze mną?
- Marzena.
- To jadę!
- I Kuba z Oskarem. Wszyscy miejscowi.
- Długo mnie pan nie musiał przekonywać.
- Za chwilę podeślę ci w wiadomości dokładny adres, gdzie masz się stawić. Teraz wzywają obowiązki. Wybacz.
- W takim razie czekam!
- Wołkowycki? - odezwał się w końcu Buszek.
- Musze jechać na kilka dni do Katowic w celu udzielania wywiadów. Razem ze sztabem.
- Nie mogłaś odmówić?
- Nie mogłam. Zostałam oddelegowana przez samego Andrzeja. Pojadę dziś i wrócę w piątek albo w czwartek wieczorem.
- Bez sensu. Jestem ciekaw kiedy to wszystko się skończy!
- Nie przeżywaj. Jesteś mistrzem świata.
Nie. Wcale nie musiałam jechać dziś do Katowic i zostawać na kilka dni. Mogłam jechać jutro i jutro też wrócić. W tempie dwudziestu minut spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i biegiem ruszyłam na dworzec PKS. W myślach wyzywałam siebie od wariatów, ale nie miałam już siły na egzystencję z Rafałem pod jednym dachem, a przynajmniej nie ze świadomością, że nasza relacja to totalny niewypał. Było mi już wszystko jedno, gdzie będę - byle jak najdalej od Rzeszowa i od Buszka.
[23.09.2014, Katowice, godz. 17.22]
Gdyby nie jakiś niewątpliwie urokliwy chłopczyk z jasnoniebieskimi oczami, jak Michał Winiarski, zajechałabym pewnie na Pomorze. Na szczęście w porę mnie obudził.
- Kochanie, dlaczego obudziłeś tą panią? Najmocniej przepraszam za synka.
- Gdyby nie pani syn to bym zaspała. - uśmiechnęłam się.
Po chwili wyciągnęłam z kieszeni telefon. Ale STOP. Zrobię Marzenie niespodziankę, bo ona przecież nie pamięta, że dała mi przed finałem kartkę z adresem. Po trzydziestu minutach dotarłam pod kilkunastopiętrowy blok.
- Kurwa. - powiedziałam sama do siebie widząc windy, których szczerze nienawidziłam, ale nie chciało mi się gonić przez 81(?!) schodów. Na szczęście nic się nie zacięło, a jazdę do góry umilała mi starsza pani z małym yorkiem.
- Jest! - i oto znajdowałam się pod drzwiami mieszkania nr 54. Zapukałam najgłośniej jak potrafiłam, ale mimo to dopiero po dłuższej chwili ktoś raczył mi otworzyć drzwi.
- Idka? A co ty tu robisz?!
- Stęskniłam się za tobą i oto jestem szybciej!
- Mogłaś mi chociaż powiedzieć.
- Nie cieszysz się?
- Nie no jasne, że ciesze tylko ...
- KUBA?! -wykrzyczalam na całą klatkę schodową a z reki wypadła mi torba.
- Przejazdem byłem to wstąpiłem.
Widok był komiczny. Ja miałam otwartą paszczę, Marzena utkwiła wzrok w podłodze a Kuba nerwowo obracał na boki głowę.
- Czy wy... No wiecie... - zapytałam na wstępie.
- No chodź. - zawołała mnie do środka Marzena a Kuba podniósł z podłogi moją torbę.
- To dowiem się w końcu czegoś, czy nie?
- No bo ... zadzwoniła to przyjechałem.
- Kuba...
- Tak w ogóle to muszę lecieć do siebie. Odezwę się wieczorkiem. Musze iść do banku i tak dalej... Wiecie laski. Kupa spraw. To lecę. Paaa!
I tyle go widzieli.
- A ty przypadkiem nie masz mi czegoś do powiedzenia?
- Kochałam się z nim na mistrzostwach.
- Coooo?! - oplułam Marzeny kawą, do której już na wstępie się przyssałam, szklany stół.
- No nic. Przed meczem z Niemcami. Gdyby Stefan się dowiedział, to by nas wyrzucił na zbity pysk. Był tu dziś, bo chciał porozmawiać. Ida proszę cię! Nie mów nikomu, niech nikt się nie dowie!
- To zajebiście!
- No własnie nie. Bo Kuba nie traktuje tego poważnie. zachowuje się ... jak tchórz! Jakby się nic nie stało! Powiedział, że mam zapomnieć!
- Kobieto... A co powiesz na to? Uwaga. Wchodzę do Rafała do domu i kogo widzę? Ole Grabarczyk - jego narzeczoną do Mistrzostw Świata. Dziewczyna zrozpaczona wybiega z mieszkania po tym jak Buszek ją łagodnie mówiąc wyrzuca.
- No nie gadaj!
- A ja mam być lekiem na rozstanie i opcją zamienną.
- Skurwol. - wycedziła przez zęby. - I co dalej?
- No a co ma być? Do piątku zostaję w Katowicach. U ciebie.
- A lubisz szybkie akcje?
- Nie tak bardzo jak ty.
- Ha ha ha. Tośmy się pośmiali, och!
- Tak poważnie, to dlaczego pytasz?
- Znalazłam parę godnych uwagi ofert last minute, najnowszego Iphone'a i zajebisty laptop. I parę genialnych, firmowych jeansów.
- Chcesz przewalić całą wypłatę na przyjemności?
- Nie całą. Jedną piątą. I ty też tyle wydasz. Harowałaś jak wół ponad miesiąc! Jesteś kobietą, należy ci się coś od życia! W dodatku jesteś sama, niezależna od nikogo, jak cię Rafał wyrzuci z domu to wprowadzisz się do mnie. Mieszkanie od rodziców za magisterkę.
- Bogatych masz starszych.
- Ty też.
- Ta, ale moi zamiast mieszkania biorą rozwód.
- Dlatego właśnie po jutrzejszym wywiadzie zaproszę Oskara i Kubę na flaszkę.
- Ledwo do ciebie przyjeżdżam, a ty chcesz mnie już upijać.
- Pić to my dopiero zaczniemy, ale na jakiejś gorącej plaży, z gorącymi facetami. Już się nie mogę doczekać!
- Jedziemy na Kanary. Na Fuerteventurę. - odrzekłam zacierając ręce.
- Plaża, słońce, faceci, drinki, imprezy, zakupy i my. My dwie - samotne podróżniczki!
- Cztery tysiące dwa tygodnie. Czy to ciągle last minute? - spojrzałam wielkimi oczyma na trzy oferty wyświetlone na monitorze. - Ale...Jak się bawić to się bawić, drzwi wyjebać okna wstawić!
- Boże, gdzie ona się wcześniej podziewała?! - wzniosła ręce ku niebu Marzena i roześmiała się.
I znowu wariactwo. Wakacyjne.
[24.03.2014, Katowice, godz. 9:30]
- Jedz szybko, za chwilę Silesia. Jedziemy na zakupy!
- Ale po co?
- Jak to po co? Zarobiłaś sześćdziesiąt kafli i pytasz po co?
- No eeeee...
- Nie zgrywaj takiej poukładanej!
- Za tą kasę chciałam kupić coś innego.
- Nie trzymaj mnie w niepewności tylko chodź szybko w teren!
Udałyśmy się na największy komis samochodowy w Katowicach. Stanęłyśmy pod bramą wjazdową. W niewiedzy Marzeny dzwoniłam po chłopaków, ale jak się niestety okazało z Jaworzna może dotrzeć tylko Oskar, Kuba jest w Warszawie na jakimś wykładzie motywacyjnym. Poza tym, nie dziwiło mnie to, przecież rozkręcił swój biznes w oszałamiającym tempie i ma pod sobą z kilkaset osób. Kaczmarczyk również nie miał zbyt wiele czasu. Na co dzień był drugim trenerem Zaksy i to w Kędzierzynie spędzał czas. Na szczęście choć jeden facet z dwóch był w zasięgu.
- Po co tutaj stoimy?
- Bo Ida będzie kupować samochód. - odparł Oskar, który nagle pojawił się z naszymi plecami.
- No nieeee.
- Tak, Marzenko. - pokierowałam się w stronę bramy a dwójka zaskoczonych towarzyszy podążyła za mną.
- Więc czego szukamy? Za czym mam się rozglądać?
- Za pięciodrzwiowym, ale nie za dużym samochodem do dwudziestu pięciu.
- Hmm. Aż tak chcesz zaszaleć? Nie boisz się kupować na początek takiego drogiego samochodu?
- Oskar, jaki początek jak ja mam prawko dziesięć lat? Swoją poczciwą toyotę sprzedałam przed mistrzostwami.
- Dlaczego?
- A dlaczego nie?
- Dobra. Dwadzieścia pięć, pięciodrzwiowy... Jaki silnik? Spalanie? Rocznik? Benzyna, diesel? Z sekwencją?
- Wybierz mi coś.
- Ida, to ma być twoje auto...
Marzena ciągle nie wierzyła, że moje szaleństwo zakupowe dotyczy nawet i spraw motoryzacyjnych, a Oskar zaangażował się bardziej niż ja sama. Przez dwie godziny szukał w skupieniu odpowiedniego pojazdu. W końcu pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do trzech pojazdów.
- Taki by ci w zupełności wystarczył. Pięć tysięcy zostaje w kieszeni, a autko naprawdę fajne. Ekonomiczne, zadbane... Ogólnie porządne.
Po względnych, kobiecych oględzinach, za zgodą Marzeny stałam się posiadaczką czarnego opla. Oskar wykłócił się ze sprzedającym o jeszcze dodatkowy tysiąc upustu i jak sam powiedział - pozwolił sobie przetestować wóz. Całą drogę do mieszkania Marzeny dawał mi sto tysięcy wskazówek, które przy dziesiątym powtórzeniu tego samego zaczęły mnie denerwować. Walnęłam Kaczmarczyka w głowę na co roześmiał się i pogroził mi palcem.
- Jak stare małżeństwo! - dodała swoje pięć groszy Marzena, ale obydwoje zignorowaliśmy jej docinki. Dopiero na osiedlu umówiliśmy się co do jutrzejszych planów po wywiadzie. Przy okazji zadzwoniliśmy do zapracowanego Kubusia - biedaka, który obiecał, że jutro po wywiadzie będzie mógł zostać.
- Chodź na górę!
- Nie dam rady. Lecę pozałatwiać sprawy, muszę odebrać komputer z gwarancji. Dziesięć minut przed 15 pod Spodkiem. Tylko nie rozbijcie auta!
Wbiegłyśmy do mieszkania i jak głupie zaczęłyśmy się śmiać.
- Właśnie przewaliłaś 19 kafli.
- O nie kochana. Ja na to ciężko pracowałam!
- I właśnie żeby to uczcić napijmy się wina.
- Jak, skoro prowadzę?
- A no tak. Odbijemy sobie później. Tera soczek.
''Celebracja'' została rozpoczęta, bilety na lot na Wyspy Kanaryjskie zostały zamówione. Pozostało mi jeszcze zadzwonić do Rafała. Na wstępie poinformowałam go o moim nowym zakupie.
- Zwariowałaś, przecież to auto będzie stało! Masz w ogóle prawo jazdy?
No nie. Już nawet nie chciało mi się z nim kłócić i po trzydziestu sekundach zakończyłam rozmowę, krzycząc na cały pokój i uderzając głową o stół w geście bezradności.
- A tobie co?
- Jajco. Zdetronizuj Buszka.
- Najpierw wrócimy z wakacji, a później go usunę z powierzchni ziemi.
[24.09.2014, Katowice, godz. 14.55]
- Dojechałem! Boże... Ale mi się dłużyło! - wrzasnął Kuba, klepiąc Oskara po plecach.
- Nareszcie. Dziennikarze już na nas czekają. - pokiwała głową Marzena, przewracając oczami pełnymi wściekłości. Nie dziwne. Była wkurzona. I na dzisiejszą domówkę zaprosiła go zapewne tylko po to, żeby stworzyć pozory twardzielki. Ha! To ja powinnam być trenerem mentalnym.
- Ale wieczorem imprezka. - zmieniłam więc temat, na co wszyscy się uśmiechnęli.
Pytania redaktorów dotyczyły przede wszystkim tego, jak wyglądała praca w reprezentacji i jaki charakter miały nasze kompetencje. Najwięcej pytań w tym temacie dostał Jakub, bo trener mentalny to coś nowego i zapewne nie wielu ludzi wie, na czym polegał jego zawód. Po piętnastu minutach nadszedł czas na pytania z nieco innej beczki.
- Czy zaprzyjaźniliście się ze sobą? Chcecie utrzymywać kontakt poza sezonem reprezentacyjnym?
- Naturalnie. - odrzekł Oskar. - Dobra atmosfera w drużynie była również zasługą sztabu, który bardzo zżył się ze sobą, jak po każdych mistrzostwach, jednak te były szczególne. Na pewno będziemy w wolnym czasie kontaktować się ze sobą.
- W jednym z wywiadów w niedzielny wieczór, trener Blain powiedział, że od dwóch lat jesteś Ido dla niego jak córka.
- Tak, trener Blain jest wspaniałym człowiekiem. Będąc we Francji mogłam na niego liczyć. O mistrzostwach nie wspomnę. Rzeczywiście, nasze relacje można przyrównać do relacji ojca z córką.
- Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?
- Ja na pewno zajmę się prowadzeniem mojej firmy i wyjazdami na wykłady motywacyjne. Zamierzam jechać też na wakacje do Stanów. - zaczął Kuba.
- A wy? Marzeno?
- Być może nie wypocznę w Stanach, ale z pewnością zajmę się szukaniem zajęcia. Umowa z PZPS-em nie ogranicza mnie do pracy tylko i wyłącznie z reprezentacją, więc pewnie rozglądnę się za czymś w zawodzie.
- Ja tak jak moja przedmówczyni.
- A ja mam parę planów, ale nie chcę ich jeszcze zdradzać.
- I tym oto tajemniczym akcentem od Oskara kończymy dzisiejszy wywiad. Dziękujemy wam bardzo za rozmowę i życzymy owocnej pracy z reprezentacją w kolejnych sezonach!
[24.09.2014, Katowice, godz. 20.46]
Marzena była już pijana. Bardzo pijana. Siedziała na stole i śpiewała z Adamem Sztabą i jego zespołem oglądając powtórkę Tańca z Gwiazdami. Oskar z Kubą również nie byli trzeźwi, jednak mimo wszystko trzymali się lepiej od Marzeny. Poczułam swoją wyższość. Moja głowa do picia wódki była znacznie lepsza niż pozostałej trójki. Przyniosłam z lodówki trzecią butelkę i pokiwałam chłopakom, żeby przypadkiem nie polewali Marzenie. Oskar wymyślił, że zamiast tańca z gwiazdami włączy jej jakąś stację muzyczną. I tak oto w rytmach ''Jak nie my to kto?'' Marzena odtańczyła swój taniec. Ja zaś polałam kolejkę, po której zapaliłam papierosa. Ups. Chyba coś mnie bierze. Ale znowu byłam lepsza od Kuby, który dołączył do Marzeny. Na kanapie zostałam sama z Oskarem. Śmiało objęłam go prawą ręką i podzieliłam się swoim papierosem. Paliliśmy go wspólnie śmiejąc się z Marzeny i Kuby, który w przeciągu pięciu minut tańca polał sobie sam. Szkoda, że aż cztery kieliszki. W końcu tancerze usiedli na jednoosobowym fotelu we dwoje - najpierw Jakub a Marzena na jego kolanach. I w tym momencie powinnam schować alkohol, bo zaczęło źle się dziać. A przynajmniej w tej kwestii, w której jednym z elementów była krótka spódnica Marzeny i ręka Kuby jeżdżąca po jej udzie. No pięknie. Nie było sensu przerywać, bo w sumie ja z Oskarem również dobrze się bawiliśmy. Wyszliśmy na balkon i opowiadaliśmy sobie kawały. Znowu paliliśmy papierosa wspólnie (czwartego?) spoglądając czas od czasu na szepczących sobie coś do ucha mistrzów tańca. W końcu weszliśmy do środka. Marzena wstała i podeszła do mnie z miną co najmniej dziwną, ale z tego co zrozumiałam wybełkotała coś w stylu: '' Jest tak zajebiście dobry w łóżku, a tak zakazany,że nie wiem co począć!''. Oskar zakrztusił się colą a Kuba powiedział chyba ''vice versa'' i zaczął coś śpiewać. Spojrzałam porozumiewawczo na Kaczmarczyka i zamknęliśmy się w kuchni wypijając jeszcze po jednej ''setce'' na głowę. Po paru minutach już nikt nie kontrolował tego, co robi.
[25.09.2014, Katowice, godz. 10:50]
Otworzyłam oczy. W salonie nie było nikogo. Byłam w nim sama. Dziwne. Z ogromnym bólem głowy doczołgałam się do łazienki mijając śpiącego na przedpokoju Kaczmarczyka. Otworzyłam drzwi. W wannie spał Jakub, w prysznicu Marzena.
- Ja pierdole. - szepnęłam. Pozostało mi tylko czekać na moment, w którym pozostała trójka się obudzi.
*
całe ferie nie zrobiłam.kurwa.niczego.
matura stuka puka, a ja nic. no boże.
a dziś z okazji wczorajszych walentynek i jutrzejszych urodzin hot 18 Nance oddaję wam rozdział.
całe ferie nie zrobiłam.kurwa.niczego.
matura stuka puka, a ja nic. no boże.
a dziś z okazji wczorajszych walentynek i jutrzejszych urodzin hot 18 Nance oddaję wam rozdział.
Kurde, Rafał. Miałam cię za kogoś bardziej rozgarniętego.
OdpowiedzUsuńWeź Idka, kopnij go w tyłek. Bo ja tu widzę, że ciebie to chyba do kogoś innego ciągnie.
Kobieto ! Tyle czekałam ale było warto !
OdpowiedzUsuńRafał to zwykły skurwiel i egoista. Ida powinna być z Oskarem, to facet dla niej.
Jestem ciekawa co ciekawego wydarzy sie dalej :)
Pozdrawiam
OKOK, shippuję Idę i Oskara asdfghjkl. Daj jakiś sygnał czy ona będzie w końcu z Rafałem czy z Oskarem, czy jeszcze z kimś innym, bo jestem zagubiona. O matko, jak mnie Rafcio zdenerwował w tym rozdziale, trzymaj mnie.
OdpowiedzUsuń