wtorek, 30 grudnia 2014

Polska 3:2 Rosja

[17.09.2014, Łódź, godz. 7:59]

- Wiesz co mnie wkurwia? - zaczepił mnie na korytarzu Kubiak, który swoją szeroką klatką piersiową uniemożliwił mi swobodne przejście na śniadanie.
- Michał, jestem głodna jak wilk.
- Ale wiesz co mnie wkurwia?!
- Zamieniam się w słuch.
- Wkurwia mnie to, że nikt w nas nie wierzy.
- Przecież z Kanarkami już wygraliście, Polska jest dumna.
- Ale nie wygraliśmy z Rosją.
- Ale dopiero dziś gracie. Wszystko przed wami. Ja w was wierze. Choleeernie mocno. - złapałam Dzika za ramiona - A teraz wybacz, bo mi Konar zje tą pyszną pastę z tuńczyka.
- Pasta?! Z tuńczyka?! Ida, zaczekaj!

Oczywiście nie obeszło się bez spóźnienia. Wszyscy już zaczęli jeść i tylko ja z Kubiakiem zastanawialiśmy się gdzie usiąść.
- Dzidka! Cho no tu! - zawołał mnie Igła, co spowodowało nagłą palpitacje serca. I nie, nie było to spowodowane radością z siedzenia z Ignaczakiem. Obok niego siedział Buszek. A po ostatniej rozmowie nie chciałam z nim rozmawiać. Wręcz go unikałam, a to było do mnie niepodobne. Kiedy żyliśmy w zgodzie siadałam tylko i wyłącznie obok niego, a kiedy się pokłóciliśmy robiłam dokładnie tak samo, co by się nie odzwyczaił od moich docinek, a ja od jego. Z uśmiechem na ustach odsunęłam krzesło  i ku uciesze Krzyśka wylądowałam tyłkiem na podłodze.
- To za wczoraj, Staruszko!
- Ha, ha, ha. Zabawne. Przez ciebie ubiłam sobie tyłek!
- Serio? A kto przewrócił się wczoraj na twoim bananie?
- Staruszku, ale to był przypadek! - uśmiechnęłam się najbardziej słodko jak potrafiłam, bo wszyscy wiedzieli, że skórka od banana czekała właśnie na Igłe.
- Rozejm? - wystawił w moją stronę dłoń.
- Dobra. Kawka przed meczem.
 - Kawka. Ploteczki?
- Jasne.

 Mistrzostwa dobiegały końca, w najlepszej sytuacji zostało nam do rozegrania spotkanie o brąz i złoto. Czy jestem marzycielką? Owszem. Wierzę w nich na tyle mocno, że jestem w stanie się z kimś założyć. Mimo to już dziś jestem w stanie stwierdzić, że zyskałam wielu fantastycznych kolegów, których mogę obdarzyć zaufaniem oraz jednego przyjaciela - właśnie Krzysztofa Ignaczaka. Jest dla mnie na ten moment tak samo ważny jak Mateusz. I to właśnie z nim plotkuje mi się najlepiej. Cóż. Muszę zastąpić Krzyśkiem najlepszą przyjaciółkę, która sypia z moim ojcem.


[17.09.2014, Łódź, godz. 8:24]
Wyszłam ze stołówki i skierowałam swoje kroki do pokoju sztabu szkoleniowego.
- Ida, stój.
Spokojny głos Rafała natychmiast spowodował, że moje plecy uległy niemalże całkowitemu zesztywnieniu.
- Rafał, śpieszę się.
- Unikasz mnie drugi dzień.
- Możemy tutaj nie rozmawiać? W pokoju sztabu jeszcze nikogo nie ma.
Błyskawicznie zmieniliśmy miejsce naszej rozmowy znikając za drzwiami pomieszczenia.
- Nie zamieniliśmy wczoraj ze sobą ani słowa. Rozmawiałaś z każdym tylko nie ze mną. Możesz mi powiedzieć jaki jest powód?
- To nie chodzi o to, że ja cie unikam.
- Tylko o co? Latam za tobą jak popierdolony, nie śpię przez ciebie. Jak cię widze to dostaje motywacji i takiego kopa do grania, że ciężko mnie zatrzymać. Uwielbiam z tobą rozmawiać, uwielbiam się z tobą kłócić, jesteś dla mnie najpiękniejszą kobietą jaką znam i masz najbardziej zajebisty śmiech na świecie. Ida! Ja zwariowałem na twoim punkcie! A ty mnie tak po prostu unikasz!
No i masz. Zatkało mnie.
- Rafał...
- Czy nie wierzysz w to, że możemy być szczęśliwi? Razem?
A teraz to już prawie się udusiłam.
- Chyba już dość sytuacji skomplikowaliśmy i w końcu możemy odpuścić sobie te gierki.
Tlenu.
- Wprowadzam się do ciebie po Mistrzostwach.
- Apsik!
- No kurwa cicho!
Co się okazało, nie byliśmy sami. Od początku całej rozmowie przysłuchiwał się Oskar i Kuba, którzy oglądali elementy poprzedniego meczu a śniadanie jedli przed laptopem. Buszek wyszedł niemalże rozanielony a ja zamknęłam za nim drzwi i usiadłam obok roześmianego Kaczmarczyka.
- Ani. Słowa. O tym. Co. Słyszeliście. Ani. Kurwa. Słowa.
- Jasne. - odpowiedzieli zgodnie i pozwolili mi w ciszy poczekać na Stefana.

[17.09.2014, Łódź, godz. 8:40]

- Jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie, wyjeżdżamy jutro po śniadaniu. O 7:55 zbiórka w autokarze. Do trzech godzin powinniśmy być w Katowicach. Kuba, mam prośbę. Konferencja z zawodnikami za pół godziny przed treningiem. Oskar zostaje ze mną i Filipem, a Ida i Paweł idą z Winiarskim i Kłosem na konsultację. I proszę o raporty w sprawie ich stanu zdrowia dostarczyć mi maksymalnie godzinę po treningu. Dziś ważny mecz, grafik jest dość napięty. Niby dwa sety, a jednak dużo.
- Trenerze, mam zastrzeżenie co do Mateusza. Narzeka na plecy.
- W takim razie niech dołączy do tej dwójki. A teraz rozchodzimy się i działamy. Miłego dnia i widzimy się na obiedzie.

Stefan był niezwykle konkretny, a im dalej wlazł tym więcej nerwów w sobie tłumił. W przeciwieństwie do Blaina o niczym nas nie informował. Bo Filip nie miał oporów gestykulować do szkoleniowców innych drużyn.


[17.09.2014, Łódź, godz. 10.46]

Postanowiłam, że jeszcze przed treningiem zaglądne do zawodniķów. Odwiedziłam pokój samozwańczych Dorodnych Samców i na widok rzucającego kurwiszczami i innymi przepięknymi, polskimi epitetami Kubiaka zamarłam.
- Ten skończony frajer będzie miał podbite oko po dzisiejszym spotkaniu.
- Albo złamany nos. - dopowiedział Buszek a ja zgromiłam go spojrzeniem.
- Możecie mi powiedzieć o co chodzi?
- Ten rosyjski komunista Spirydonov wyzywa nas od pszeków i zgniłych narodów.
- Ewidentnie trzeba obić mu ryj. - wzdrygnęłam się niedowierzając, że Marcin Możdżonek używa takich słów.
- Chłopcy powiem wam coś, co zawsze działa. Głupota ma to do siebie, że trzeba ją ignorować. Im bardziej będziecie się spinać, tym większa radocha Spirydonova. Zapłaci za te słowa i tak czy siak.
 - Wyłącz Igła ten komputer, niech nie widzę tego popaprańca.
- Kubi mam do ciebie prośbę. Nie zabij go przy powitaniu drużyn. Nawet na niego nie patrz. Proszę.
- Nie mogę ci tego obiecać, ale na pewno się postaram.
Zwróciłam się z tą prośbą tylko do Kubiaka, bo wszyscy wiedzieliśmy jaki był. A był narwany. Przynajmniej w tej kwestii.



[17.09.2014, Łódz, 14:00]

Chcąc poinformować sztab o całym zajściu zeszłam do trenerów, którzy chwilę później podczas obiadu zabrali głos. Poprosili o spokój i ignorowanie zaczepek ze strony Rosjan, a konkretnie Spirydonova. Przez jednego głupiego człowieka atmosfera  zrobiła się na tyle gęsta, że nikt się do siebie nie oddzywał. Zjadłam więc swój posiłek i wyszłam na zewnątrz zapalić.

[17.09.2014, Łódź, godz. 14.34]

Kilka metrów dalej stała Marzena i usilnie próbowała zapalić swojego papierosa. Niestety gazu z jej zapalniczki już nie było, a ja tknięta jakąś siłą wyższą podeszłam ze swoją i pomogłam jej się odprężyć właśnie poprzez zapalenie papierosa.
- Od kiedy palisz? - odezwała się.
- Od imprezy karnawałowej w pierwszej klasie liceum. Miałam wtedy 16 lat. Truję się już dwanaście.
- Ja tyle samo. Dzięki.
- Dziękujesz mi za to, że przybliżam cie do śmierci? - zapytałam w żartach.
- Proszę cie. Świat jest dziwny. Wszystko co jest fajne, ładne, smaczne, przyjemne i odpręża jest zakazane, za drogie albo tuczy.
- Albo prowadzi do przedwczesnej śmierci. Jesteśmy chyba z tej samej planety. - popatrzyłam na rozmówczynię z uśmiechem.
- Ja jestem z planety, gdzie przed mistrzostwami świata przedłuża się włosy.
- A ja z tej, gdzie przed mistrzostwami przedłuża się rzęsy.
- Wiedziałam, że na świecie jest jeszcze jedna osoba, która pali Black Devile.
- O smaku czekoladowym. - rozmarzyłam się.
-I tylko, kurwa mać, czekoladowym.

Czułam, że taki jest właśnie początek cudownej, kobiecej znajomości spod hali w Łodzi.


[17.09.2014, Łódz, godz. 14.35]

Stefan poprosił, aby po obiedzie wszyscy wykorzystali czas na sen, co najmniej do 17:30. Uwzględnił również sztab. W końcu kulisy naszej pracy są takie, że sprawy załatwiamy również w nocy i kiedy zawodnicy słodko śpią, Oskar pije trzecią kawę i przygotowuje dla Stefana statystyki zagrań i skuteczności w atakach czy blokach, ja budzę po cichu Winiara i zajmuję się jego kręgosłupem, a trenerzy ustalają taktykę. Tak naprawdę nie ma dla nas lepszej pory na spokojne przeanalizowanie planu działania jak noc. W porozumieniu ze sztabem doszliśmy do wniosku, że dzisiejszy mecz będzie pokazem silnej psychiki zaprezentowanym przez naszą drużynę z powodu nie tylko wagi spotkania ale i zaistniałego konfliktu.  I tak oto kiedy weszłam do swojego jak na złość nie zamkniętego przed obiadem pokoju, na łóżku słodko spał Rafał a na etażerce obok lampki nocnej leżała kartka z informacją o tym, że Kłos ma alergie, zatkany nos i chrapie i wszyscy już śpią, a on biedny nie może zasnąć. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam tuż obok. Buszek natychmiast otworzył oczy.
- Śpij. To tylko ja. - pocałowałam go w czoło i zostawiając po chwili znowu w błogim śnie wzięłam szybki prysznic.

Za kilkanaście minut wykorzystałam czas tak samo jak Rafał i położyłam się do łóżka uprzednio zamykając drzwi na klucz od środka. Czując mnie obok znowu się obudził, topiąc głowę w moim obojczyku.
- Pięknie pachniesz. - szepnął. - Nie wstawaj już. Proszę.
Zostałam. I po chwili sama znalazłam się w odległej krainie Morfeusza.


[17.09.2014, Łódź, godz. 19.52]

Zawodnicy wyszli na płytę boiska aby się rozgrzać. Ich spojrzenia uciekały w stronę znienawidzonego Spirydonova, który i mnie irytował jak nikt inny. No, może z tym, że nikt inny to przesadziłam, bo zawsze był jeszcze Rafał. Stefan ostatni raz porozmawiał z grupą tą najbardziej wybuchową i od tego momentu zaczął dygotać. Istny cyrk. Czas do rozpoczęcia meczu strzelił tak jakby na pstryknięcie palca.

[17.09.2014, Łódź, godz. 20.25]

Kibice odśpiewali hymn, zespoły wyszły na parkiet i o 20:29 rozppczęła się walka.
- Ale ten Spirytus obleśny. Jak świnia.
- Gdybyś nie powiedziała tego w tym miejscu wybuchnęłabym śmiechem.
- No przestań. Kubiak to go tu zaraz samym spojrzeniem wbije w parkiet.
Tak też było. Dziku o mało nie oślepł od patrzenia na zawodnika rosyjskiej drużyny.

[17.09.2014, Łódź,godz. 21:43]

Po dwóch setach stało się jasne, że Polska jedzie do Katowic i walczy o medale. Kibice szaleli, Stefan odetchnął z ulgą, a Kubiak postanowił przemówić.
- Ja tu jestem po to, aby wygrać mecz, a nie dwa sety i nie obchodzi mnie to, jak trudno będzie.
Nikt nie zabrał więcej głosu. Był tylko okrzyk.

[17.09.2014, Łódź, godz. 23.01]

Polacy wygrali mecz. Dotrwali do tie - breaka a co najważniejsze nie pozwolili na odebranie sobie wygranej. Wołkowycki skakał w górę i razem z Marzeną zajął się organizacją pobytu drużyny w świątyni siatkówki. Z przemyśleniami udałam się do swojego pokoju i nie wpuszczając nikogo przez dłuższą chwilę medytowałam nad wydarzeniami dnia dzisiejszego.

*

Szczęśliwego Nowego Roku! Oby był tak dobry jak ten. Bo ten naprawdę był wspaniały. Polski sport będzie go długo pamiętał. Ja też. 


2 komentarze:

  1. Ojej, ten rozdział jest cudny! I Ida i Buszu są tacy...ach! <3
    Szczęśliwego Nowego. Oby był dobry. Albo i lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dostałam palpitacji! HALO POGOTOWIE?! No nareszcie coś u tych kretynów ruszyło, nareszcie XD Niech teraz tego nie zaprzepaszczą, bo pozabijam na miejscu.
    Ale nam tu przyjaźń kwitnie, wohoho! Marzenka jednak nie taka zła jak ją na początku malowali.
    Szczęśliwego Nowego Roku Olcia, żebyś kulturalnie do domu wróciła jutro i żebyś zdała maturę z maty, TO TWÓJ PRIORYTET, KONIEC OSIEMNASTEK! ♥

    OdpowiedzUsuń