[14.09.2014, Łódź, godz. 9:46]
- Stefan? Wszystko okej? - złapałam zamyślonego trenera za łokieć, bo przez całe śniadanie nie odezwał się do nikogo ani słowem.
- Tak, skarbie, w porządku wszystko.
- Nie wierze ci.
- Chodź.
Skinął ręką wskazując na drzwi w hotelu. Wyszliśmy więc na zewnątrz, a za nami podążył Filip. Przysiedliśmy na betonowych schodach,
- Mogę zapalić?
- Pal. - obydwoje skinęli głową, a ja wyciągnęłam zapalniczkę. Po pierwszym zaciągnięciu się nikotyną wbiłam swoje tęczówki w Stefana .
- No co mam ci powiedzieć?
- Trenerze, a może to po prostu chodzi o dzisiejszy mecz. Bo dziś gramy z Francją.
- Dobra, rozgryzłaś mnie. Ciężko mi z tym. W końcu to drużyna mojego ojczystego kraju, w dodatku grałem w niej tyle lat...
- Wiem Stefan, Filip, potrzymaj mi cygara. - oddałam palącego się papierosa Filipowi i przytuliłam Stefana. - Wiem też, że zależy ci na wygranej. Żeby zaprezentować się z dobrej strony, ale przykro ci będzie , jeżeli Francja przegra.
- Dokładnie. Obydwie drużyny są mi bardzo bliskie.
- Mnie też.
- Oj, tatuś! - przytuliłam również Filipa - moją dobrą duszę i popatrzyłam na obydwóch Francuzów. - Jesteśmy jak rodzina, musimy sobie pomagać. W sumie spędzimy ze sobą ponad miesiąc.
- I mam nadzieje, że jeszcze więcej. Chciałbym Ci zaproponować dalszą współpracę z reprezentacją. I tobie i Jakubowi. Oczywiście sztab się nie zmieni. Doktor Sokal chwali sobie współpracę z tobą. Mówi, że jesteś sumienna i nie dajesz sobie wychodzić na głowę. Poza tym, wiemy z pewnego źródła, że taka właśnie starałaś się być i chciałaś, żebyśmy to zauważyli.
- Boże... Nie wiem co powiedzieć!
- Nic nie mów, tylko się zgódź! - krzyknął Filip. Byłam pewna, że maczał w tym palce.
- Dziękuję!
- Podziękuj Rafałowi. - odpowiedział Stefan na odchodne i wszedł do ośrodka klaskając w dłonie, aby siedzący na parkiecie zawodnicy wstali i zaczęli się rozgrzewać.
- Filip, masz chwilę?
- Chcesz pogadać?
- Mam wątpliwości. - zaczęłam od razu.
- Z czym?
- Chodzi o przedłużenie umowy. Nie potrafię powiedzieć na sto procent...
- Ale jak to?! Przecież o to zabiegałaś! Chodzi o któregoś z zawodników, prawda?
- Filip, a musimy o tym rozmawiać?
- Nie naciskam.
- Wracamy?
I wróciliśmy.
[14.09.2014, Łódź, godz. 10:36]
Nie chciałam jeszcze mówić Filipowi o swoich obawach, a tym bardziej Stefanowi, który był niemalże przekonany, że jego propozycję rozpatrzę pozytywnie. Standardowo usiadłam między Jakubem a Oskarem i rozprawialiśmy nad nowym pracownikiem sztabu, a raczej pracownicą, która miała pojawić się lada chwila.
- A może będzie kosmitą? - zapytał Jakub wyraźnie zaciekawiony tym, kto za moment stanie przed jego oczami.
- A może będzie murzynką?
- A może nie ma czego się domyślać, tylko wystarczy poczekać? - zdzierżyłam Oskara miażdżącym spojrzeniem.
- Wyliczając to z prawdopodobieństwa...
- Oskar, błagam. Nigdy nie błyszczałam z matmy.
- Dobra, może faktycznie za bardzo ją przeżywamy?
- Idzie! - wrzasnął Jakub i całym sztabem ustawiliśmy się w szeregu, nie wiadomo dlaczego, ale idealnie równo. Jakby swoją obecnością zaszczycił nas sam prezydent Barack Obama. Kiedy zobaczyłam drugą kobietę w kadrze oniemiałam. Elegancka dziewczyna, o długich blond włosach - na szczęście nie dłuższych niż moje, z długimi nogami, których również mi nie brakowało oraz wielkim, ale to naprawdę wielkim biustem. Choć i u mnie nie było z tym najgorzej, akurat pod tym względem zostałam znokautowana. Chłopcy zaglądali jak małpy w zoo a ja jako jedyna nie miałam oporów, aby rozbudzić zapatrzony w walory nowej pomocnicy menadżera Wołkowyckiego sztab szkoleniowy. Sam przełożony dziewczyny zrobił oczy wielkości pięciozłotówek.
- Witamy w drużynie. - wyciągnęłam rękę i lekko uśmiechnęłam się.
- Marzena Dąbrowska. To w kadrze jest kobieta?
No nie. No po prostu nie uwierzyłam w to, co usłyszałam. Wredna krowa. Zmierzyła mnie wzrokiem z góry na dół, a mimika jej twarzy pozostawała niewzruszona. Dopiero teraz, kiedy widziałam ją, tak zadbaną, zrozumiałam, że wyglądam jak facet. Poza reprezentacją dbałam o siebie, starannie dobierałam garderobę, bawiłam się modą, makijażem, nawet doborem lakieru do paznokci. Jednak od kiedy ciężko pracowałam razem ze sztabem, nie przykładałam najmniejszej wagi do tego, jak wyglądam. I kiedy okazało się, że Marzena nie jest kosmitą, nie jest murzynką, ma normalne imię, jest ładna, a nawet bardzo, bardzo ładna, w dodatku jest blondynką i ma długie włosy, przeżywania chłopaków okazały się jak najbardziej słuszne nie dla nich, ale dla mnie. Bo to ja powinnam bać się konkurencji, którą ona niewątpliwie była. A już w chwili obecnej byłam w stanie stwierdzić, że w tym sztabie i w tej reprezentacji jest miejsce tylko dla jednej z nas, a przynajmniej tak podpowiadała mi moja intuicja. Ta kobieca, czy coś.
- To gdzie mój pokój?
- Może być ze mną. - odparł oczarowany Piotrek, mój brat. A już myślałam, że jeżeli przechodząc zobaczył moją minę na widok Marzeny, oszczędzi sobie komentarzy.
- Pokój Marzeny to dwieście trzynaście. Może cie zaprowadzę? - zaproponowałam, a w głębi serca cieszyłam się z tego, że to nie ze mną będzie go dzielić.
- Jasne, byłabym ci bardzo wdzięczna.
Ruszyłyśmy we dwie w stronę windy. Nie odezwałam się ani słowem. Chyba od początku się nie polubiłyśmy.
- Ćwiczysz coś? Masz idealne ciało. - zabrzmiało w moich uszach wyrywając z medytacji.
- Tak, chodzę na siłownię i na zajęcia zumby, oprócz tego biegam. - odparłam bez ani krzty pychy w głosie, bo daleko mi było do jakichkolwiek przechwałek. Towarzyszka uśmiechnęła się i kiwnęła głową z uznanie. Po niespełna kilku sekundach byłyśmy już pod jej pokojem.
- To ja uciekam do siebie.
I faktycznie - można to było nazwać ucieczką. Marzena wzbudziła we mnie zazdrość, pomimo tego, że jako pierwsza zobaczyła, że moja figura jest godna uwagi i teoretycznie powinnam czuć się doceniona. Była kobieca. Nawet jak po kilkunastu minutach zeszła na dół w dresie reprezentacyjnym to koński ogon dodawał jej uroku. Każdy włos zaczesany był równo, ani jeden kosmyk nie wychodził z gumki. Zaś na mojej głowie panował istny chaos. Nie wspominając już o paznokciach, które miała równe, przycięte na krótko, ale mimo wszystko tak idealne, o jakich ja w chwili obecnej mogłabym tylko pomarzyć. Każdy jeden różnił się od drugiego długością, w dodatku lakier pozostał tylko na lewym kciuku. Porażka.
[14.09.2014, Łódź, godz. 17:22]
Dokończyłam masaż z Winiarskim i wymijając chłopaków w stołówce porwałam ze stolika dwie drożdżówki z wiklinowego koszyka oraz szklankę z gorącą herbatą i informując Filipa, że nie będę na kolacji, bo muszę zrobić coś ważnego zamknęłam się w swoim pokoju. Wyciągnęłam kosmetyki, lakiery do paznokci oraz pilnik i zmotywowana elegancką Marzeną postanowiłam zadziałać i po prostu stać się kobietą. Nawet, jeżeli przede mną tylko konferencja z zawodnikami przed meczem. Zawsze pozostawało samo spotkanie, na które miałam ochotę chociaż raz się odstrzelić. Tym bardziej, że od dzisiaj ławkę sztabu szkoleniowego zajmowałam jako jedna z dwóch kobiet. Pomalowałam się beżowym, lekko połyskującym cieniem, użyłam też podkładu, bronzera, aby wykonturować twarz, maskary i błyszczyka, rozpuściłam w końcu włosy, wyrównałam paznokcie i pomalowałam je bezbarwną odżywką nadając połysku.
[14.09.2014, Łódź, godz. 18:14]
Popatrzyłam na zegarek i niestety byłam już spóźniona, za co Stefan najprawdopodobniej mnie zabije, bo już wczoraj ucięłam sobie drzemkę przed konferencją i zaspałam na nią ponad piętnaście minut. Wybiegłam z pokoju jak burza potykając się przy okazji i dywan na korytarzu i na salę konferencyjną weszłam zasapana z obolałym łokciem. No pięknie. W dodatku któryś z zawodników zagwizdał, a Stefan zrobił coś na kształt ''Hoho'' i już nawet nie skarcił mnie za spóźnienie. Rozglądnęłam się po wpatrzonych we mnie twarzach zawodników, a tęczówki utkwiłam w Marzenie, która ochoczo rozprawiała nad czymś z Buszkiem. I wcale nie była to rozmowa stricte służbowa. Bo gdyby takowa była, ona nie zakręcałaby na palec włosów, a on nie peszyłby się jak małe dziecko, kiedy coś przeskrobie. Fuknęłam nie kontrolując tego, a Stefan przerwał rysowanie taktycznych rozwiązań na wykonanie krótkiej.
- Stało się coś?
- Nie, no co ty? Gdzieżby.
Dopiero po tych słowach zostałam zauważona przez Rafała, który natychmiastowo oderwał wzrok od roześmianej Marzeny. Byłam wściekła, bo jak on mógł z nią gadać, w dodatku całkowicie mnie olewając?! Przesiedziałam całą konferencję naburmuszona jak najbardziej niezadowolony człowiek na świecie i ani razu nie zareagowałam na docinki Kuby, który razem z Oskarem jednoznacznie stwierdził, że trzeba mnie po meczu wziąć na piwo. I to koniecznie.
[14.09.2014, Łódź, godz. 23:00]
Mecz zakończył się dla nas pozytywnym wynikiem trzy do dwóch. Stefan klepał zawodników po plecach i niemalże fruwał z radości, choć po spotkaniu z grupką francuskich znajomych na chwilę posmutniał. Filip chyba był mniej wrażliwy. Cieszył się jeszcze bardziej niż Stefan i nawet nie zamienił słowa z ani jednym zawodnikiem drużyny przegranej. Zostawiłam trenerów i razem z Kubą i Oskarem usiedliśmy w stołówce nie przy piwie ani niczym z tych rzeczy, ale przy gorącej herbacie.
- No co się tak patrzycie?
- Wyglądasz inaczej.
- Jak to inaczej?
- No... Inaczej! Jesteś pomalowana!
- Aha, i co z tego? Jestem kobietą.
- No tak, ale wcześniej...
- Co wcześniej? Chcesz powiedzieć, że wcześniej nią nie byłam?
- Nie! Nie to miałem na myśli!
- Gdybyś mu nie przerwała, to by się wytłumaczył. - zwrócił mi uwagę Jakub, na co pozostało mi tylko wzruszyć ramionami i przewrócić oczami. Dopiłam napój i stwierdziłam, że na mnie już pora i idę się położyć. Pożegnałam się krótkim: "Dobranoc'' i zniknęłam za drzwiami jadalni.
[14.09.2014, Łódź, godz. 23:17]
Na korytarzu świeciło się tylko jedno światło, więc względna ciemność powodowała u mnie wrażliwość na wszelakie szmery i skrzypiącą podłogę.
- Ekhem.
- Zwariowałeś?! Jest późno, ciemno, a ty mnie straszysz. W dodatku jako twój osteopata nakazuję ci, abyś położył się spać.
- Nie spocznę, dopóki mi nie powiesz, co cię ugryzło.
- Hm, chyba nic. W tym okresie mało już pszczół. Chociaż nie! Są przecież komary. Fuj.
- Ida, nie mów do mnie jak do niedorozwiniętego dziecka. Zawsze tak mówisz, kiedy nie wiesz co odpowiedzieć. Zawsze się tak wykręcasz.
- Kurwa mać! Następny. Czy mnie się już nie można pomalować, uczesać i chociaż raz wyglądać kobieco?
- No wolno, ale ...
- Ale co?
- Zachowujesz się tak od momentu, w którym progi naszego hotelu przekroczyła Marzena.
- Ona to mnie akurat najmniej obchodzi.
- Nie wydaje mi się. Widziałem jak na nią patrzyłaś na konferencji. Jakbyś chciała ją zamordować.
- Niemożliwe, że zwróciłeś na mnie uwagę, skoro byłeś w nią tak wpatrzony.
- Jesteś zazdrosna.
- A ty jesteś głupi. - skarciłam mojego rozmówcę wzrokiem, który za moment przeniosłam na schody, przy których stał nie kto inny jak Marzena.
- Rafał, mógłbyś zobaczyć, czy z moim telewizorem wszystko w porządku? Strasznie śnieży.
- Suka. - powiedziałam sama do siebie, że tylko Buszek to usłyszał i popatrzył na mnie z otwartą buzią, którą postanowiłam mu zamknąć namiętnym pocałunkiem. Akcja była przekomiczna, bo zza pleców Marzeny wychylili się wracający z nocnej przechadzki po korytarzu Wlazły z Winiarem, a ona sama stała w krótkiech koszuli nocnej na szelkach.
- Dobranoc. - odpowiedziałam głośno odrywając się od Rafała i stanowczo zamknęłam drzwi opierając się o nie plecami i powtarzając sama do siebie, że głupszej od siebie nie znam.
jestem tu. i tu też jestem: http://www.photoblog.pl/olczaolcza
Ida-JestemWrednaINiePodskakujcie-WkrótceBuszek mnie rozwala, hahha
OdpowiedzUsuń(A Kubi? Gdzie Kubi?)
Prima sort bella xD Moja mama też ma na imię Marzena, ehh, dziwnie tak :D No brawo Ida, to nie było lepszej odpowiedzi na zaczepkę Busza? Narobiłaś sobie kłopotów niestety. Co ty masz do tej Marzenki? A może to fajna dziewczyna? Tylko byś narzekała. Buźka :*
OdpowiedzUsuńMarzenie już dziękujemy, Buszu jest zajęty. Tylko może jeszcze o tym nie wie.
OdpowiedzUsuń