niedziela, 15 marca 2015

5.Jesteśmy Mistrzami świata







[07.10.2014, Jaworzno, godz. 12.46]

Po moim błagalnym telefonie do Marzeny mogłam liczyć na jej obecność w domu Oskara.
- Proszę cie. Dam sobie rękę uciąć, że pewnie jest w Kędzierzynie i do wieczora pojawi się w domu. To nie jest w jego stylu, przecież go znasz...
- To dlaczego nie odbiera telefonu?! Dlaczego nie odpisuje?! Dlaczego nie napisał na stole głupiej kartki? Dlaczego spakował swoje rzeczy?!
- A pytałaś Kuby?
- Pytałam. Dzwoniłam do niego. Powiedział, że ostatni raz rozmawiał z Oskarem dwa dni temu.
-Wydaje mi się, że panikujesz. On by ci tego nie zrobił.
- Nie miał nic do stracenia.
- Miał. Ciebie. Prawie stracił cie na mistrzostwach. Myślisz, że dla dojrzałego faceta problemem będzie twoja przeszłość i załamanie, z którego wyszłaś? To wszystko minęło, tego już nie ma! Jesteś zdrowa, sprawna...
- Tak, jestem, ale może to on się boi, że to wróci?
- Jak już mówiłam, wydaje mi się, że to nie jest dla niego problemem.
- Wiem jedno. Teraz to ja się boję. Boje się, że go stracę.
- Spróbuj zadzwonić do niego jeszcze raz. Teraz. Przy mnie.
- Marzena, zrozum. Dzwonie do niego od rana. Ale niech ci będzie.
Ledwo wzięłam telefon do ręki, a zaświecił się ekran. Wiadomość. Oskar.
- Napisał. - stwierdziłam zdziwiona.
- I co?
- Jestem  do jutra w Kędzierzynie u Sebastiana, zadzwonię po południu, nie ruszaj się z domu. - zacytowałam.
- Uspokojona?
- Nie wiem. Dobrze wiedział, co sobie mogłam pomyśleć.
- Nie mam do ciebie siły. Zrób mi lepiej herbatę.
Wykonałam polecenie Marzeny i zaparzyłam jej kubek gorącej herbaty z cytryną.
- Wiesz co? - zaczęłam ponownie. - Doszłam do wniosku, że większym moim problemem jest utrata tego mieszkania. Miejsce, cena... Wszystko mi odpowiadało. Wiem! Może ja tam po prostu pojadę i porozmawiam z gościem, dlaczego się rozmyślił, skoro brałam je na sto procent.
- Dobra. Zrobisz jak uważasz. A teraz uważnie mnie posłuchaj. - Marzena spochmurniała i zbladła.
- Stało się coś?
- Usiądź.
- Po co? Ty wiesz ile ja się już nasiedziałam? Daj mi trochę kości rozprostować...
- Jestem w ciąży z Kubą. - przerwała patrząc na mnie kamiennym wzrokiem. Z wrażenia rozsypałam cukier i oblałam się wrzątkiem, na szczęście ciecz wsiąknęły grube dresy.
- O kurwa mać. - skwitowałam jeszcze bardziej dosadnie niż przed momentem bałaganiąc dookoła. - Chyba nie mówisz poważnie.
- A czy wyglądam teraz jakbym kłamała?
Fakt. Marzena wyglądała  poważnie,  jak nigdy.
- Pewnie mnie teraz zamordujesz, ale ...
- Wie. - uprzedziła moje pytanie. - Dowiedział się pierwszy. Nie było sensu kłamać w nieskończoność, bo i tak by się wydało czyje to dziecko. Nie ruszyło go to. Powiedział, że będzie płacić alimenty i przyjeżdżać po nie jak będzie miał czas.
- Odpowiada ci taki układ?
- Jeżeli się nie rozmyśle, jego przyjazdy nie będą potrzebne.
- Chcesz usunąć?! - wykrzyczałam na całe gardło.
- Oszalałaś?! Chce oddać do adopcji.
- Marzena... To twoje dziecko.. Nie chcesz go wychować? Nie chcesz patrzeć jak rośnie?
- Postaw się w mojej sytuacji. U Kuby nie zmieni się nic. To mnie zostawi wszystkie obowiązki, będzie mógł ułożyć sobie życie rzucając jedynie czas od czasu na ubranka i pieluchy. To ja będę musiała zmieniać całe swoje życie. A wiesz co jest najgorsze? Że to ja będę musiała być i mamą i tatą w jednym. I co ja powiem temu dziecku jak zapyta, gdzie jest tatuś? Że tatuś robi karierę? Że jest tylko od dawania pieniędzy? Że tatuś to ten obcy człowiek, który przyjeżdża do niego i zabiera na plac zabaw raz w miesiącu? Będę z tym wszystkim sama! Nie chce wyżywać się na małej, niczemu niewinnej istocie. Nie chce przy niej płakać.
- Ja jestem z tobą. Nie zostawię cie. I przemówię Kubie, żeby wykazał się rozumem niekoniecznie w pracy.
- Przemyśle to, ale nie rozmawiaj z nim. Bez łaski. A i wracając do tematu... Przecież masz siedzieć w domu. Jesteś chora. W dodatku twój samochód od dobrych dwóch tygodni stoi pod moim blokiem.
- I co z tego? Zawieziesz mnie do Katowic i wtedy się nim zajmę. Wstawaj. Mamy mało czasu. Na czternastą miałam być w mieszkaniu.
- Ale...
- Nie gadaj tyle tylko zawieź mnie do tych Katowic i pomóż mi ruszyć dupsko z domu chociaż na parę godzin. Nic mi nie będzie!
- Ale nic nie powiesz Oskarowi?
- Słowo harcerza. Wezmę to na siebie.
- Masz szczęście, że byłam kiedyś małym skautem.



[07.10.2014, Jaworzno, godz. 13.30]

Po czterdziestu minutach dotarłyśmy pod blok, w którym mieszkała Marzena.
- Dasz sobie radę? - zapytałam.
- Jasne. Przecież ciąża w początkowych tygodniach to nie niepełnosprawność. W późniejszych zresztą też nie.
- Zadzwonię. - przytuliłam ją na pożegnanie. - Tylko nie rób głupich rzeczy.
- Jasne mamusiu. - odpowiedziała i zniknęła za drzwiami od klatki schodowej.
Okłamałam Marzenę. Tak naprawdę na spotkanie z właścicielem byłam umówiona dużo później. Moja wymówka była tylko pretekstem do spotkania się z Jakubem. Z porannej rozmowy wywnioskowałam, że jest w Katowicach, w swoim mieszkaniu. Zadzwoniłam więc kolejny raz, aby zszedł do kawiarenki znajdującej się na przeciw jego bloku, a właściwie apartamentowca. Wyraźnie zdziwiony pojawił się po dziesięciu minutach.
- Co ty tutaj robisz? Dobrze cię widzieć! - przywitał mnie buziakiem w policzek. - Dwie herbaty, proszę.
- Wiesz, dlaczego tutaj jestem, prawda?
- Wiem. Ale czy jest o czym rozmawiać? Sytuacja jest beznadziejna i tyle.
- Powiedz mi, co tobą kierowało, kiedy przespałeś się z Marzeną?
- Między nami od początku coś wisiało w powietrzu.
- A teraz nie wisi? Już ci przeszło?
- Ciągle nad tym myślę. To nie jest tak, że ja to wszystko totalnie olałem. Spotkaliśmy się w Warszawie. Zapytałem co tam, powiedziała, że jest w ciąży. Tak nagle. Z grubej rury. Byłem tak zszokowany, że plątał mi się język. Powiedziałem, że będę płacił.
- A teraz jak jest? Przemyślałeś coś? 

- Oj Ida. Nie wiem. Naprawdę nie wiem już niczego. Marzena jest cudowna... Ale nie dla mnie.
- Właściwie to wpadłam na chwilę. Jadę do mieszkania, które miałam kupić. Tak na koniec... Jeżeli nie chcesz z nią być, to nikt cię do tego nie zmusi. Przerobiłam to kilkanaście dni temu, że tak po prostu się nie da. Ale nie zostawiaj jej z tym samej. Chociaż tyle dla niej zrób. Bo ona nie chce twoich pieniędzy. Ona chce ciebie. A jeżeli nie może cie mieć w całości, to daj jej swoją cząstkę dla dobra dziecka. Nasza rozmowa niech będzie tajemnicą. Marzena nie wie, że się z tobą widziałam. Ale gdybyś ty chciał kiedykolwiek ze mną pogadać to dzwoń. Pomogę jak będę mogła.
- przytuliłam Jakuba i poklepałam go po plecach.


[07.10.2014, Jaworzno, godz. 14.23]

Rozpoczęłam więc swój maraton po Katowickich skrzyżowaniach. Dwa razy przejechałam na czerwonym świetle wymuszając pierwszeństwo. Piesi patrzyli na mnie jak na wariatkę za kierownicą, ale praktycznie byłam już spóźniona i szanse na zastanie właściciela zmalały. Z piskiem opon zaparkowałam na osiedlu nowo powstałych bloków. Przy wyjściu z auta mój nie do końca założony szalik zaczepił się na lusterku terenowej toyoty. Stop. Na przednim siedzeniu plakietki z mistrzostw świata, notes i okulary Oskara. Rozejrzałam się dookoła, ale po Kaczmarczyku nie było ani śladu.Wbiegłam po schodach na pierwsze piętro. Darowałam sobie pukanie do drzwi. Zamaszyście je pchnęłam u ujrzałam znajomą sylwetkę stojącą tyłem. Na dźwięk kroków tajemniczy osobnik został zdemaskowany w stu procentach. Rzuciłam się na niego z rękami.
- Dlaczego mi to zrobiłeś?! Dlaczego mnie zostawiłeś?! - krzyczałam łapiąc powietrze. - Dlaczego chciałeś zrobić to bez słowa?! Przecież ja cie kocham!
Nie mówił nic. Złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął razem ze swoimi dłońmi do klatki piersiowej. Upuściłam głowę w dół nadał łapiąc oddech jakbym przebiegła dziesięciokilometrowy maraton. W końcu rozluźnił uścisk przenosząc swoje dłonie na moje biodra i przyciągnął je do swojego ciała. Nie zmieniając położenia rąk oparł czoło o moją głowę.
- Po pierwsze to cię nie zostawiłem. Po drugie nigdzie nie uciekłem. To mieszkanie jest od dziś twoje i moje. Nasze. Tylko ja i ty. Tutaj. W tym miejscu. Popatrz na mnie. - pociągnął moją brodę swoim kciukiem zadzierając tym samym moją twarz w górę. - Kocham cie. - wyszeptał. - Kocham cię i chce z tobą być. Chce tylko ciebie od kiedy przyjechałaś do Spały mokra od deszczu i przedstawiłaś się zawodnikom.
- Ale jak ... Tak po prostu je kupiłeś? Chcesz się wyprowadzić?
- Nie ma w tym nic niezwykłego, Ida. To miała być niespodzianka. Miałem zacząć coś tutaj robić i zabrać cię tu dopiero jak będziesz zdrowa. A ty jak zwykle nieubrana, niezapięta i nieznośna pokrzyżowałaś mi wszystkie plany.
Odeszłam na chwilę od Oskara pozostawiając go w bezruchu i przeszłam się po mieszkaniu zatrzymując się przy oknie.
- Obiecasz, że nigdy mnie już nie zostawisz?
- Ida. Przecież ja zawsze byłem. Zawsze obok ciebie
.
- Wiem. Chciałabym, żeby było tak już do końca.
- Będzie tak, jak będziesz chciała.
- A ty, jak byś chciał? -
ponownie stanęłam obok Oskara wbijając w niego swoje niebieskie tęczówki.
- Wyjdź za mnie. 








Krótko zwięźle i na temat. Bo taki był zamiar. Co zrobi Ida? Co zrobi Kuba? Co na to wszystko Marzena? Zobaczycie w ostatnim, najdłuższym rozdziale. Jeszcze trochę się wydarzy. Pod koniec przyszłego tygodnia powinien się pojawić. A teraz...Zainspirowana przez Femme postanowiłam zrobić coś, co mnie osobiście bardzo się przydaje, jeżeli chodzi i czytanie opowiadań. Ale nie będę zdradzać więcej. ADIJOS. BYLE DO OSTATNIEGO.

ps: jebłam się lekko w datach w poprzednim rozdziale, z października wróciłam do września. wybaczycie? obiecuję poprawę.

ps2: drugi blog z soundtrackiem w tle. 

3 komentarze:

  1. No Oskar, tak to możemy gadać. Brawo, umiesz jednak być mężczyzną!

    OdpowiedzUsuń
  2. No to się Marzenka wkopała, liczę ,że Kuba pokaże jaja. No bo sory. Jest dorosły, niech bierze odpowiedzialność na klatę i się wreszcie określi !
    A Oskar... Tak jak pisałam pod poprzednim rozdziałem... Kupił mieszkanie Idzie, poprostu zajefajnie. I ta propozycja ;33 zwyczajnie boje się co ciekawego ( a takie będzie na pewno <3) wymyślisz w (o ironio ;-; ) ostatnim rozdziale.
    A teraz biegnę na inne Twoje blogi z niecierpliwością czekając na więcej ;)
    PS. pozdrawiam z ciepłego łóżeczka, pełnego drobiazgów i chusteczek higienicznych ;-; oraz zapraszam na mojego nowego bloga ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. TANIEC SZCZĘŚCIA, TANIEC SZCZĘŚCIA, TANIEC SZCZĘŚCIA JEJEJE! Oskar nosi spodnie! Jacie, ale się jaram asdfghjkl. Muszę się iść leczyć!
    A Kubie to zaraz zrobię wjazd na chatę i skończy się rumakowanie. Gościu, nawarzyłeś piwa to teraz je pij!

    OdpowiedzUsuń