piątek, 24 października 2014

Polska 3:1 Kamerun

[06.09.2014, Wrocław, 9:20]


Muszę przyznać, że praca była odskocznią od rodzinnych problemów, które niewątpliwie w wolnych chwilach zaprzątały mi głowę. Nie lubię niczego w sobie tłumić, a już tym bardziej nie w sztabie, gdzie kluczem do prawidłowego funkcjonowania zaplecza reprezentacyjnego jest między innymi dobra atmosfera. Dzień po wizycie taty porozmawiałam więc z Filipem, Stefanem i resztą sztabu o tym co mnie trapi. Spotkałam się ze zrozumieniem i wsparciem, a tego niewątpliwie potrzebowałam. Trenerzy zaproponowali mi, abym nie zważając na mecz z Kamerunem pojechała do Rzeszowa i odwiedziła mamę, a wrócić miałabym w dzień meczu z Argentyną, bo na więcej mi niestety pozwolić nie mogą. Początkowo miałam wątpliwości co do tego i odmówiłam, ale dzięki namowom Blain'a spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i czekałam na godzinę jedenastą, aby wyjechać ze stacji PKS do rodzinnego miasta. Czas, który pozostał, a było go niewiele, postanowiłam spożytkować na wykonanie serii ćwiczeń rozciągających, które przygotowałam razem z Pawłem i panem Janem. Co chwilę nerwowo spoglądałam na zegarek, a Oskar siedzący na ławce mówił, żebym była spokojna, bo kontroluje sytuację i pół godziny przed czasem zawoła mnie do siebie. Zawodnicy narzekali, że na takie ćwiczenia o tej porze jest za wcześnie i chwilami byli niestaranni w swoich poczynaniach. Nie obyło się więc bez tego, że do każdego z osobna podeszłam na mini prywatną konsultację. Igła z Kubiakiem i Gumą byli chyba najbardziej zaangażowani i nie przeszkadzała im ani pora ani nic innego, więc posłałam im lekki uśmiech wyrażający pochwałę.

[06.09.2014, Wrocław, 10:45]

Zniosłam swoje rzeczy pozostawiając je pod drzwiami hali. Miałam wyrzuty sumienia, że tylko Mateusza i Igłę poinformowałam o tym, co się wydarzyło. Zbyłam Rafała, a później Piotrka i Fabiana. Wiedziałam, że każdy chce mnie pocieszyć, ale mój profesjonalizm w pracy nie pozwalał na mieszanie życia zawodowego z prywatnym. Weszłam wgłąb pomieszczenia.
- Chłopaki, niestety muszę was opuścić na dwa dni, ale myślę, że zostajecie w dobrych rękach.
- Ale dlaczego? - dopytywał się Kubiak i Winiar.
- To nic poważnego. Mam do załatwienia sprawę. Macie dziś wygrać!
Odwróciłam się machając do wszystkich i razem z Oskarem pojechaliśmy na dworzec.
-Dasz sobie radę?
- Oskar, ja mieszkałam prawie dwa lata za granicą, poza tym mam dwadzieścia sześć lat, jestem już duża. - uśmiechnęłam się.
- No dobrze. Nie zatrzymuje.
Objęłam Kaczmarczyka i weszłam do autokaru zajmując miejsce prawie na samym końcu przy oknie. Założyłam na uszy słuchawki i wyruszyłam. Kurtka posłużyła mi jako poduszka, bo przede mną było jakieś sześć i pół godziny jazdy przy dobrych wiatrach, ale nastawiałam się na więcej.


[06.09.2014, Rzeszów, 17:21]

Centrum Rzeszowa jak zwykle przywitało mnie korkiem, tłumem ludzi zmierzających do największej galerii, na którą miałam bezpośrednio widok z okna swojego pokoju i dźwiękami dobiegającymi ze stacji PKP. No tak. Kiedyś była to moja codzienność, a teraz razem z rodzeństwem (bo w sumie to tylko jeden brat mieszka na obrzeżach), które rozjechało się po Polsce odwiedzaliśmy rodziców. Niestety, tym razem powrót na stare śmieci nie był tak przyjemny. W mieszkaniu został tylko jeden rodzic, w dodatku zraniony i załamany. Zmęczona podróżą nie byłam w stanie ułożyć sensownego pocieszenia dla mamy, a co dopiero sformułowania jakiejś rady, która mogłaby choć trochę pomóc jej się pozbierać. Droga z dworca autobusowego do domu była krótka, więc tak jak się spodziewałam weszłam do domu na żywioł, a właściwie zdenerwowana wleciałam tam przewracając obuwie znajdujące się w przedpokoju. Mile się zaskoczyłam, bo w pokoju gościnnym siedzieli wszyscy bracia - Jarek, Piotrek i Paweł, a między nimi ewidentnie zadręczona mama z podpuchniętymi oczami i niestarannie związanymi włosami. Na mój widok opadły im szczęki, bo jakby na to nie spojrzeć porzuciłam reprezentacje aby przejechać prawie pięćset kilometrów i dotrzeć do Rzeszowa.
- No co się tak patrzycie? Przecież to było oczywiste, że przyjadę.
- Wariatka.  - odpowiedziała mama w taki sposób, że zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Co, mamy jakiś plan działania? - zapytałam domowe zbiorowisko.
- Mama chce rozwieść się z ojcem, a ja z Agnieszką - wycedził przez zęby najstarszy brat.
Faktycznie, innego wyjścia z sytuacji nie było, choć w łatwiejszej sytuacji był właśnie Piotrek. Jego i Agnieszkę łączył tylko ślub cywilny i wynajęta sala na wesele po ślubie kościelnym. Z dwojga złego lepsza ta opcja, wiadomo.  Odetchnęłam i usiadłam na włochatym dywanie, a właściwie to się położyłam, bo kiedy obudziłam się gdzieś za Tarnowem z głową przyczepioną do szyby poczułam ból szyi, który niestety do tej pory nie ustąpił.  Byłam skłonna zasnąć nawet na tym cholernym dywanie, ale choć po części starałam się uczestniczyć w rozmowie. Patrząc na zmęczoną, ale mimo wszystko zdeterminowaną mamę, pełną zemsty, poczułam się nieco pewnie, bo co jak co, ale motywować umiałam doskonale, a w tym przypadku nie było to trudne. W końcu moja mamuśka, te same geny.


[06.09.2014, Rzeszów, 22:00]

Godzinę temu wysłaliśmy mamę spać, aby zamknąć się w pokoju Piotrka i przedyskutować pewne sprawy bez mamy. Była to kolejna ciężka rozmowa a raczej dyskusja, bo każdy był wściekły na ojca i na Agnieszkę. Ukradkiem spoglądałam na najstarszego brata, który przy każdym wspomnieniu jego byłej żony błądził wzrokiem po dywanie. Kiedy Jarek z Pawłem rozmawiali poprosiłam Piotrka o to, aby został w moim pokoju w momencie, kiedy bliźniaki pójdą już spać. I tak też się stało. Zostałam z najstarszym bratem sam na sam, aby po prostu go wysłuchać, bo ewidentnie wiedziałam, że potrzebuje się wyżalić. Na początku siedzieliśmy w milczeniu. Nie naciskałam, bo po co? Niepotrzebnie dolałabym tylko oliwy do ognia a znałam go doskonale i wiedziałam, że w środku jest jak tykająca bomba i niewiele trzeba do jej wybuchu. W końcu doczekałam się tego, czego chciałam i od razu pożałowałam. Piotrek zaczął płakać. Jak dziecko. Przytulił się do mnie i starał się coś mówić. Zszokował mnie, bo jak wiadomo najstarszy z rodzeństwa jest zawsze najtwardszy, a tu proszę. Najmłodszej przypadło wzięcie na barki cierpienia brata.
- Kochałem ją. Jak głupi. Byłem w stanie oddać jej wszystko. Kładłem się obok niej niemalże codziennie. A ona godzinę wcześniej leżała z moim ojcem. Ha! Leżała! Mało powiedziane!
- Był u mnie. We Wrocławiu.
- Po jaką cholerę?!
-  A myślisz, że skąd o wszystkim wiem?
- Fakt, mieliśmy ci powiedzieć dopiero po mistrzostwach, bo masz taką robotę, że nie wypada burzyć ci całego harmonogramu pracy tym, co dzieje się w domu.
- Piotr! Przestań tak mówić. Nie jestem jakimś pracoholikiem, poza tym jadę tam pojutrze na mecz z Argentyną. Muszę ich przygotowywać. Nie zginą.
- Wiesz, że widać po tobie zmęczenie?
- Widać, bo nie wysypiam się i ciągle coś robię, ale sama tego chciałam. Dobrze mi z nimi. Znam tą bandę niecałe trzy tygodnie, a traktuję ich jak drugą rodzinę. To jest strasznie miłe, że mam gdzie wrócić.
- Mówisz już tak, jakbyś nie miała po co wracać tutaj.
- Bo nie wiem, czy mam. Mama zapewne zamieszka z wujkiem i jego rodziną na obrzeżach po drugiej stronie miasta, Ewentualnie u ciebie, a Jarek i Paweł raczej nie przeprowadzą się z Warszawy do Rzeszowa. Tam ich wywiało i tam już zostaną. Wiadomo, będę was odwiedzać, ale to już nie będzie to samo, co było. Gdzieś tam będę czuć gorzki smak po tym wszystkim, co zaszło.
- Po mistrzostwach wrócisz do Katowic na stancję?
- Tak. Dobrze mi na Śląsku. Na pewno lepiej niż w Montpellier, chociaż nie miałam na co narzekać.
- Masz rację. Ale pamiętaj młoda, że musimy wspierać mamę, przynajmniej dopóki czas nie zagoi ran.
- Musze wspierać jeszcze jedną osobę, a mianowicie ciebie. Ja sobie dam radę z utratą tej przyjaźni. W życiu już nie raz traciłam ludzi. Uwierz, ja potrafię odnaleźć się tam, gdzie wszystko jest nowe bądź tam, gdzie się coś zmieniło. Piotr, musisz dać radę. Ja w ciebie wierzę. Wierzę, że ta suka nie złamała cię na tyle, żebyś nie mógł się podnieść. I w mamę też wierzę. Wszyscy w nią wierzymy. Pamiętaj, że najtrudniejsze już za tobą, a mianowicie zetknięcie się  z brutalną prawdą. Teraz konsekwentnie trzeba dokończyć tą sprawę,
- Ida?
- No?
- Pamiętaj, że jeżeli kiedykolwiek jakiś skurwysyn cię skrzywdzi, nie będzie miał życia, bo ja go skrzywdzę. Nie będzie mógł nawet na ciebie po wszystkim spojrzeć. Zapamiętaj to.


Z perspektywy Mateusza Miki,
[06.09.2014, Wrocław, 22:01]

- Kurwa, dlaczego ona wyjechała? Pewnie miała nas dość. Tylu chłopa i umieć rozmawiać z każdym z nas, to sztuka. A jak już nigdy nie wróci i tylko tak sobie powiedziała, że na mecz z Argentyną będzie z powrotem?
- Nie no, co ty Winiar. Ona po prostu miała do załatwienia sprawę. - odpowiedziałem uspokajając przyjmującego.
- No ale Mikuś, sam zobacz. - wtrącił Fabian. - To się klei. Może tak daliśmy jej w kość, że wyjechała z Wrocławia naładować baterię na trudniejsze mecze, które nieubłaganie się zbliżają.
- I tak wam nic nie powiem.
- To ty coś wiesz? O nie, Mateusz. Mów szybko. - zdenerwował się Wrona.
- Dobra. Ida jest w Rzeszowie. Pojechała do domu rodzinnego.
- Czyli nie kłamała, że pochodzi z Podkarpacia! Mamy ją. Ha! Resovia! - klasnęli w dłonie Fabian z Nowakowskim.
- Ale mieszka w Katowicach na stancji.
- Spokojnie, już niedługo. - zatarł ręce Pit.
- Ale ty jesteś głupi.
- A ty co Buchu, nie cieszysz się? Będziesz miał obiekt swoich westchnień w zasięgu ręki, jak ją sprowadzisz na ojczystą ziemię. - podszedł do Mariusz, a Guma zaśmiał się.
- Nie jest moim obiektem westchnień, poza tym nikogo nie będę sprowadzać. Skoro mieszka w Katowicach, to niech tam mieszka.
-Hoho, jaki nadęty.
- Nie nadęty, tylko mnie nie denerwujcie. - odpowiedział z wymuszonym spokojem Rafał, a jego zachowanie mnie zastanowiło. Obserwowałem go już od początku, a właściwie jego zachowanie wobec mojej przyjaciółki, które ewidentnie sugerowało coś więcej.
- Rafał, mam do ciebie sprawę. Zostaniesz na chwile i popatrzysz do mojego laptopa. Coś się z nim dzieje i sądzę, że powinieneś mi pomóc.
- Jasne, nie ma problemu.

Po dwudziestu minutach szalonych narad i pochwał nieobecnej Idy, bo przecież zdaniem chłopaków jest tak wspaniała, taka towarzyska, radosna i ogólnie najlepsza pod każdym względem, w końcu wygoniłem ich z pokoju i zostałem sam na sam z Rafałem, bo współlokatorzy poszli się kąpać, jak wcześniej zapowiedzieli.
- Stary, powiedz mi tak szczerze i z ręką na sercu. Podoba ci się?
- Ale kto?
- Jezu, nie udawaj.
- Ta. - odrzekł krótko.
- Tylko?
- Tylko nie mam szans. Nie widzisz, że Piotrek leci na nią jak głupi, ciągle rozmawiają i szczerzą się do siebie, Kubiak codziennie przychodzi i sprzedaje jej swoje żarty, o których później wspominają przez cały dzień, a Andrzej żeby tylko zwróciła na niego uwagę otwiera jej wszystkie drzwi, odsuwa krzesła i przynosi posiłki?
- Tylko z żadnym z nich nie umówiła się na obiad i z żadnym z nich nie kłóciła się o byle co, tak jak z tobą. Z nikim nie wychodziła na spacerki wokół hali i to zawsze obok ciebie siadała na stołówce. A! No i jeszcze niczego tak nie przeżywała od kiedy tu jest, jak kłótni z tobą.
- Robię sobie niepotrzebną nadzieję. Nawet desperacko dopiekałem jej, żeby tylko zwróciła na mnie uwagę. Dobrze, że mam jakieś resztki rozumu i jakoś to odkręciłem. Poza tym jestem na nią wściekły! Dlaczego powiedziała Igle, że wyjeżdża? Widziałem po jego zachowaniu, że coś wie, bo wyjątkowo się nie oddzywał. Bez sensu!
- Oj Buszek. Jak przyjedzie, to sama ci wszystko powie.
- Ale chodzi o nią? Coś się stało?
- Ojciec odwalił niezłą manianę. Ale poczekaj. Przed meczem z Argentyną będzie już z nami i wtedy z nią pogadasz.
- A jak nie będzie chciała?
- To jej przegadam do rozsądku, że tak się nie robi z osobą, której powinna się wygadać.

Pożegnałem Buszka w momencie, kiedy do pokoju wchodzili moi współlokatorzy. Konar i Możdżon wyśmiali minę Rafała, który był kompletnie zdezorientowany przez to, co przed chwilą mu powiedziałem i położyli się do swoich łóżek.


[07.09.2014, Rzeszów, 9:15]

Od piętnastu minut rozmawiam z Oskarem, który uspokaja mnie, że z chłopakami wszystko dobrze, ale bardzo przeżywają mój niespodziewany wyjazd. Zrobiło mi się miło, że kogoś coś obchodzę i że jestem potrzebna niekoniecznie jako masażystka, ale osoba - koleżanka, przyjaciółka. W między czasie sprawdziłam połączenie  i dzięki namowom braci postanowiłam wrócić pierwszym ekspresowym busem do Wrocławia. Nie przeraziła mnie nawet godzina odjazdu - czwarta czterdzieści pięć.  Poinformowałam rozmówcę również o tym, co zamierzam dziś zrobić, a mianowicie zabrać mamę i Piotrka do znajomego adwokata, na co odpowiedział: '' I dobrze.'' Pozdrów ich.''. W odwecie kazałam koniecznie pozdrowić szkoleniowców a w szczególności zmartwionego bardziej od zawodników Filipa, czyli mojego tatę numer dwa, a może i numer jeden?
Zapewniona i nieco uspokojona, że wszystko jest takie, jak być powinno i ze spokojem czeka na mój powrót rozłączyłam się i korzystałam z każdej wolnej minuty, aby pomóc rodzinie w trudnych  okresie, w jakim niewątpliwie się znajduje. Świadoma byłam również tego, że kiedy przyjadę, będę musiała porozmawiać z Piotrkiem a przede wszystkim z Buszkiem, wobec których zachowałam się trochę nie fair.

2 komentarze:

  1. Cieszę się, że zarówno mama jak i brat bohaterki chcą skończyć całą tę farsę ze swoimi "życiowymi partnerami". I ogromnie im współczuję, bo pogodzić się z takim czymś nie jest łatwo, cholernie nie jest. Jeśli chodzi o samą Idę, mam nadzieję, że wszystko chłopakom wyjaśni. W końcu się z nią zżyli i należą im się wyjaśnienia, mimo że cała ta sprawa nie jest czymś o czym chciało by się komukolwiek opowiadać.
    A, zapomniałabym. Ida, wybierz Busza :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dajcie mi takiego brata, pls. Strasznie mi szkoda jej matki i brata. Niczym nie zasłużyli sobie na takie potraktowanie przez ukochane osoby. Teraz niech grzecznie wspierają mamę ;)
    O Buszu asdfghjkl. Jeszcze kilka razy o nim poczytam to się rozpuszczę chyba *.* Ja na miejscu Idy chyba bym zwariowała. Tyle przystojnych ludzi wokół mnie. Oczopląs jak nic. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń