Echo z dna serca, nieuchwytne,
Woła mi: "Schwyć mnie, nim przepadnę,
Nim zblednę, stanę się błękitne,
Srebrzyste, przezroczyste, żadne!''.
[11.09.2014, Łódź, godz. 07:00]
Dźwięk budzika rozrywał pomieszczenie. Przytykając uszy, chcąc zadbać o moje bębenki wyłączyłam go i odburknęłam sama do siebie.
- Siódma?! Antiga, ja cię chyba zabije!
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że przecież nie ma co narzekać, skoro zawodnicy grają jeden mecz po drugim, a ktoś musi wstać i ich ogarnąć. Oczywiście wypadło na mnie, bo tylko ja po ludzku im wytłumaczę, że jedna porażka nie przekreśla medalu. No, może jeszcze trenerzy, ale oni i tak mają roboty po dziurki w nosie. Niechętnie postawiłam nogę na podłodze, przeciągnęłam się i ślamazarnym krokiem udałam się do łazienki. Szybki, zimny prysznic nieco mnie otrzeźwił. Zawinęłam się w ręcznik i wyszłam po swój reprezentacyjny dres. Standardowo nie dane mi było cieszyć się prywatnością. Moje łóżko oblegał Wrona, Nowakowski i Konarski.
- Co się tak patrzycie jak ciele w malowane wrota? I co wy tu właściwie robicie?
- Przyszliśmy cię obudzić, żebyś się nie spóźniła tak jak wczoraj. - wyszczerzył się Nowakowski, a ja zgromiłam go spojrzeniem.
- No dziękuję bardzo, ale pozwólcie,że się ubiorę.
Zniknęłam za drzwiami łazienki, bo doskonale wiedziałam, że próżne byłyby moje prośby o wyjście chłopaków z pokoju. Związałam włosy w koński ogon i obkręciłam się przed nimi pytając, jak wyglądam.
- Jak jeden z nas.
- Dzięki Karolku, ty to potrafisz kobietę z samego rana pocieszyć.
- Do usług. A teraz zapraszamy na stołówkę.
[11.09.2014, Łódź, godz. 07:43]
Razem moją eskortą ruszyliśmy na śniadanie śmiejąc się z burczącego brzucha Konarskiego. Przed samymi drzwiami dopadł nas Rafał.
- Hoho, co to za obstawa.
- No wiesz, ciebie nie było, to musiałam sobie radzić.
Zmierzwiłam mu włosy i w piątkę usiedliśmy przy jednym stole. Pomachałam do trenerów, którzy patrzyli na wszystkich, o dziwo wesołych zawodników. Brakowało tylko jednego, mianowicie Kubiaka?
- Gdzie Michał? - zwrócił się do wszystkich Stefan, a co każdy z osobna wzruszył ramionami. W tym momencie otworzyły się drzwi a do środka jak burza wleciał poszukiwany Kubiak.
- Buongiorno seniorita! Kawa zbożowa dla mistrzunia! - zwrócił się do pań przy okienku kuchennym, a cała sala ryknęła śmiechem.
- Nie no, ja z tym człowiekiem w reprezentacji grał nie będę, bo mi robi wstyd! - powiedział Wlazły, a Kubiak cmokał do niego mrugając zalotnie.
- No, no, no. Mam żonę!
- Ja też i co z tego?
- I dziecko!
- Ja też.
I na tym zakończono tą jakże inteligentną rozmowę, bo Michał przyssał się do upragnionego kubka z kawą. Od tej pory śniadanie jedliśmy we względnej ciszy.
[11.09.2014, Łódź, godz. 11.34]
Siedziałam z Oskarem i po masażach i konsultacjach z zawodnikami, czekaliśmy na trening. W międzyczasie przeglądaliśmy galerię zdjęć od początku turnieju. W końcu podniosłam się i poinformowałam mojego towarzysza, że idę zobaczyć co się dzieje na górze, bo zostało dziesięć minut do treningu, a na hali nie ma żywej duszy. Pierwszym pokojem, do którego wparowałam, był pokój starych wyjadaczy, czyli Winiara i Włazłego. Kiedy mnie zobaczyli zerwali się na równe nogi i posłusznie zeszli do hali. Drugi nalot miałam zrobić u Gumy, Igły i Magneto, ale minęłam się z nimi w drzwiach. Zostały mi więc dwa pokoje naszych kadrowych księżniczek. Na pierwszy ogień wzięłam Kłosa, Buszka i Zatora, jednak zastałam tylko niezaścielone łóżka.
- No ładnie. - powiedziałam pod nosem i wtargnęłam do pokoju księżniczek numer dwa. Zaginiony Kłos razem z Buszkiem i Zatorem oraz Konar, Wronka, Cichy Pit i Mika stali na balkonie i ochoczo nad czymś rozprawiali. Wyglądali dość śmiesznie, więc niezauważona zrobiłam im zdjęcie, po czym udając zdenerwowaną powiedziałam donośnie:
- A Księżniczki przepraszam nie mają innych obowiązków niż ... - i tutaj zawahałam się, bo nie do końca wiedziałam, dlaczego wzrok zawodników ucieka w okolice pod balkonem. - O proszę! Panienki się ogląda, a mecz wygra się sam. Wychodzić! Jazda!
Stałam pod pokojem i patrzyłam, aż wszyscy jak jeden mąż wychodzą do hali.
- Ale po tobie Mateusz to bym się nie spodziewała, bo te barany to już ewidentnie nie mają lepszych zajęć!
- Ida, ale ja tylko patrzyłem! Nic więcej nie robiłem! To Cichy wołał, że jest ciasteczkiem!
- Mogłeś mi tego oszczędzić. - odpowiedziałam, co usłyszał Piotrek i pogroził mi palcem. W odzewie wystawiłam mu język.
- Ja też tam tylko stałem! - tłumaczył się Buszek.
- Jaaasne. A ja jestem święta!
- To akurat kiepskie porównanie. - uśmiechnął się w szelmowski sposób.
- Odezwał się ten najświętszy ze świętych. - walnęłam go w ramię i jeszcze raz dokładnie sprawdzając stan pokoi, wróciłam na ławkę, gdzie ciągle czekało na mnie miejsce pomiędzy Oskarem a Wołkowyckim.
[11.09.2014, Łódź, godz. 20:26]
Mecz rozpoczął się dla nas fatalnie. Miałam wrażenie, że wczorajsza porażka na dobre zadomowiła się w głowach zawodników. Ewidentnie nie radził sobie Pit, który popełniał dość proste błędy na siatce i zagrywce. Antiga stwarzał pozory spokojnego, ale ukradkiem zaciskał pięści ze zdenerwowania. Ze sztabu tylko Filip nie szczędził sobie okrzyków i chodził w jedną i drugą stronę bez przerwy przeklinając po francusku, co tylko ja byłam w stanie zrozumieć. Przegraliśmy pierwszą partię do 19. Mariusz był wściekły, gdyż pomimo dobrej gry nie zdołał podnieść zespołu. Kiedy tylko zaczęła się druga partia zdobył punkt swoją zagrywką. Od tego momentu gra Polaków zaczęła się układać. Koledzy pomagali zdeterminowanemu Wlazłemu, a widząc całą tą sytuację Filip w końcu usiadł obok mnie i nie przebierając nerwowo nogami w spokoju obserwował dalszy przebieg seta. Udało nam się doprowadzić do remisu i ograliśmy Włochów do 18. Trzeci set łudząco przypominał drugi. W czwartym secie obydwie drużyny walczyły punkt za punkt. Aż samej mi się udzieliło i razem z Filipem nie mogliśmy znaleźć sobie miejsca. Wstawaliśmy i siadaliśmy na przemian, a przy ostatniej akcji, przy stanie 25:24 staliśmy przy samej linii. W końcu udało nam sie wygrać cały mecz. Stefan klepał każdego z zawodników w dowód uznania po plecach, a ja razem z medykami i całym sprzętem wyszliśmy pierwsi z hali. Dogonił mnie Buszek z Nowakowskim.
- Czemu tak szybko uciekłaś? - zapytał Cichy i popatrzył przez ramię do kogo piszę smsa.
- Wcale nie. I nie patrz mi do telefonu, to prywatna korespondencja.
- Cichy wielbiciel?
- Tak Rafałku, mój starszy brat od kiedy pamiętam był moim wielbicielem.
- No tak, ja też byłem wielbicielem mojej młodszej siostry.
- Widzisz? Czyli się rozumiemy. - odparłam i w towarzystwie dwóch siatkarzy oraz medyków przekroczyliśmy hotelowe progi. Przepełniona emocjami otworzyłam drzwi do swojego pokoju i zniknęłam za drzwiami łazienki śpiewając do butelki z szamponem ''W górę serca Polska wygrała mecz'', chociaż średnio mi się to kleiło. Co ta siatkówka robi z ludźmi?
[11.09.2014, Łódź, godz. 23.43]
Nie miałam ochoty na sen, więc wykorzystałam sytuację, w której moi podopieczni siedzieli w swoich pokojach, a być może i spali. W piżamie i z mokrymi włosami zeszłam do stołówki, gdzie nie świeciło się ani jedno światło i z podkulonymi nogami usiadłam na krześle przy największym oknie w pomieszczeniu. W pewnym momencie ktoś cicho otworzył drzwi i po cichu zapytał.
- Jesteś? Wszędzie cię szukałem.
- Rafał? Skąd wiedziałeś, gdzie mnie znaleźć o tej porze?
- Skoro istnieje kobieca intuicja, to musi być coś takiego, jak męska intuicja, mam rację?
- Wątpię. Ale chociaż stworzę pozory, że się z tobą zgadzam.
- Wariatka. Co tutaj robisz?
- Myślę.
- Nad czym?
- Nad życiem, Rafałku, nad życiem. - odpowiedziałam mimowolnie rozprostowując kolana, na których Buszek oparł swoje łokcie, a głowę podparł na dłoniach. Uniósł ją lekko w górę i świdrował mnie spojrzeniem, a przynajmniej tak się czułam.
- To powiesz mi w końcu nad czy tak dumasz, czy będę musiał użyć innych sposobów?
- Grozisz mi?
- Owszem.
- Oj Rafał. - przejechałam dłońmi po jego policzkach zatrzymując prawą dłoń we włosach, a lewym kciukiem głaskając jego podbródek. Po moim ciele przechodził przyjemny, ciepły dreszcz co chyba wyczuł, bo delikatnie się uśmiechnął.
- Więc?
- Więc myślę sobie nad tym wszystkim co się dzieje. Nad meczami, nad tym, że zdobycie medalu jest bardzo, ale to bardzo realne. Myślę też nad tym, jak będzie wyglądać moja praca w kolejnych dniach. Myślę nawet o tym, ile razy jeszcze się pokłócimy na tych mistrzostwach. Bez sensu, prawda?
- Nie, dlaczego?
- Bo przy was nie można okazywać słabości. Trzeba być twardym.
- A to nie jest tak, że nawet największa kobieta-twardzielka czasami oddaje się takim rozmyślaniom?
- Jestem twardzielką?
- Jesteś bezwzględna, nerwowa, zadziorna, wredna ...
- Ani jednego pozytywu? - zrobiłam minę smutnego dzieciaka, któremu mama odmówiła zakupu kolejnego opakowania klocków w zabawkowym sklepie.
- Coś bym znalazł. Od biedy...
- Spadaj!
Wstałam i z założonymi rękoma upuściłam głowę w dół, oczekując na reakcję Buszka. Ten zaś uniósł mój podbródek i zbliżył się na niebezpieczną odległość. W tym momencie powinnam odskoczyć, wybiec z jadalni, zamknąć się w pokoju i udawać, że się nic nie stało, ale prawda była taka, że Rafał pociągał mnie jak nikt inny. A przynajmniej nikogo takiego nie znałam. Złapałam go za policzki i wspięłam się na palce łapiąc jego twarz w dłonie. Delikatnie musnęłam jego wargi, aby sprawdzić, czy spotkam się przyzwoleniem lub odrzuceniem. Buszek odwzajemnił czynność. Po kilkunastu sekundach, kiedy oparłam swoją głowę o jego klatkę piersiową zaczęłam zastanawiać się co ja najlepszego wyprawiam, bo przecież jestem w pracy i nie wypada mi robić takich rzeczy. Mimo wszystko nie czułam się ani trochę winna. I chyba właśnie to przerażało mnie najbardziej.