piątek, 21 listopada 2014

Polska 3:1 Włochy

Echo z dna serca, nieuchwytne,
Woła mi: "Schwyć mnie, nim przepadnę,
Nim zblednę, stanę się błękitne,
Srebrzyste, przezroczyste, żadne!''. 




[11.09.2014, Łódź, godz. 07:00]

Dźwięk budzika rozrywał pomieszczenie. Przytykając uszy, chcąc zadbać o moje bębenki wyłączyłam go i odburknęłam sama do siebie.
- Siódma?! Antiga, ja cię chyba zabije!
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że przecież nie ma co narzekać, skoro zawodnicy grają jeden mecz po drugim, a ktoś musi wstać i ich ogarnąć. Oczywiście wypadło na mnie, bo tylko ja po ludzku im wytłumaczę, że jedna porażka nie przekreśla medalu. No, może jeszcze trenerzy, ale oni i tak mają roboty po dziurki w nosie. Niechętnie postawiłam nogę na podłodze, przeciągnęłam się i ślamazarnym krokiem udałam się do łazienki. Szybki, zimny prysznic nieco mnie otrzeźwił. Zawinęłam się w ręcznik i wyszłam po swój reprezentacyjny dres. Standardowo nie dane mi było cieszyć się prywatnością. Moje łóżko oblegał Wrona, Nowakowski i Konarski.
- Co się tak patrzycie jak ciele w malowane wrota? I co wy tu właściwie robicie?
- Przyszliśmy cię obudzić, żebyś się nie spóźniła tak jak wczoraj.
- wyszczerzył się Nowakowski, a ja zgromiłam go spojrzeniem.
- No dziękuję bardzo, ale pozwólcie,że się ubiorę.
Zniknęłam za drzwiami łazienki, bo doskonale wiedziałam, że próżne byłyby moje prośby o wyjście chłopaków z pokoju. Związałam włosy w koński ogon i obkręciłam się przed nimi pytając, jak wyglądam.
- Jak jeden z nas.
- Dzięki Karolku, ty to potrafisz kobietę z samego rana pocieszyć.
- Do usług. A teraz zapraszamy na stołówkę. 



[11.09.2014, Łódź, godz. 07:43]

Razem  moją eskortą ruszyliśmy na śniadanie śmiejąc się z burczącego brzucha Konarskiego. Przed samymi drzwiami dopadł nas Rafał.
- Hoho, co to za obstawa.
- No wiesz, ciebie nie było, to musiałam sobie radzić. 

Zmierzwiłam mu włosy i w piątkę usiedliśmy przy jednym stole. Pomachałam do trenerów, którzy patrzyli na wszystkich, o dziwo wesołych zawodników. Brakowało tylko jednego, mianowicie Kubiaka?
- Gdzie Michał? - zwrócił się do wszystkich Stefan, a co każdy z osobna wzruszył ramionami. W tym momencie otworzyły się drzwi a do środka jak burza wleciał poszukiwany Kubiak.
- Buongiorno seniorita! Kawa zbożowa dla mistrzunia! - zwrócił się do pań przy okienku kuchennym, a cała sala ryknęła śmiechem.
- Nie no, ja z tym człowiekiem w reprezentacji grał nie będę, bo mi robi wstyd! - powiedział Wlazły, a Kubiak cmokał do niego mrugając zalotnie.
- No, no, no. Mam żonę!
- Ja też i co z tego?
- I dziecko!
- Ja też. 

I na tym zakończono tą jakże inteligentną rozmowę, bo Michał przyssał się do upragnionego kubka z kawą. Od tej pory śniadanie jedliśmy we względnej ciszy.



[11.09.2014, Łódź, godz. 11.34]

Siedziałam z Oskarem i po masażach i konsultacjach z zawodnikami, czekaliśmy na trening. W międzyczasie przeglądaliśmy galerię zdjęć od początku turnieju. W końcu podniosłam się i poinformowałam mojego towarzysza, że idę zobaczyć co się dzieje na górze, bo zostało dziesięć minut do treningu, a na hali nie ma żywej duszy. Pierwszym pokojem, do którego wparowałam, był pokój starych wyjadaczy, czyli Winiara i Włazłego. Kiedy mnie zobaczyli zerwali się na równe nogi i posłusznie zeszli do hali. Drugi nalot miałam zrobić u Gumy, Igły i Magneto, ale minęłam się z nimi w drzwiach. Zostały mi więc dwa pokoje naszych kadrowych księżniczek. Na pierwszy ogień wzięłam Kłosa, Buszka i Zatora, jednak zastałam tylko niezaścielone łóżka.
- No ładnie. - powiedziałam pod nosem i wtargnęłam do pokoju księżniczek numer dwa. Zaginiony Kłos razem z Buszkiem i Zatorem oraz Konar, Wronka, Cichy Pit i Mika stali na balkonie i ochoczo nad czymś rozprawiali. Wyglądali dość śmiesznie, więc niezauważona zrobiłam im zdjęcie, po czym udając zdenerwowaną powiedziałam donośnie:
- A Księżniczki przepraszam nie mają innych obowiązków niż ... - i tutaj zawahałam się, bo nie do końca wiedziałam, dlaczego wzrok zawodników ucieka w okolice pod balkonem. - O proszę! Panienki się ogląda, a mecz wygra się sam. Wychodzić! Jazda! 
Stałam pod pokojem i patrzyłam, aż wszyscy jak jeden mąż wychodzą do hali.
- Ale po tobie Mateusz to bym się nie spodziewała, bo te barany to już ewidentnie nie mają lepszych zajęć!
- Ida, ale ja tylko patrzyłem! Nic więcej nie robiłem! To Cichy wołał, że jest ciasteczkiem!
- Mogłeś mi tego oszczędzić
. - odpowiedziałam, co usłyszał Piotrek i pogroził mi palcem. W odzewie wystawiłam mu język.
- Ja też tam tylko stałem! - tłumaczył się Buszek.
- Jaaasne. A ja jestem święta!
- To akurat kiepskie porównanie. - uśmiechnął się w szelmowski sposób.
- Odezwał się ten najświętszy ze świętych. - walnęłam go w ramię i jeszcze raz dokładnie sprawdzając stan pokoi, wróciłam na ławkę, gdzie ciągle czekało na mnie miejsce pomiędzy Oskarem a Wołkowyckim.



[11.09.2014, Łódź, godz. 20:26]

Mecz rozpoczął się dla nas fatalnie. Miałam wrażenie, że wczorajsza porażka na dobre zadomowiła się w głowach zawodników. Ewidentnie nie radził sobie Pit, który popełniał dość proste błędy na siatce i zagrywce. Antiga stwarzał pozory spokojnego, ale ukradkiem zaciskał pięści ze zdenerwowania. Ze sztabu tylko Filip nie szczędził sobie okrzyków i chodził w jedną i drugą stronę bez przerwy przeklinając po francusku, co tylko ja byłam w stanie zrozumieć. Przegraliśmy pierwszą partię do 19. Mariusz był wściekły, gdyż pomimo dobrej gry nie zdołał podnieść zespołu. Kiedy tylko zaczęła się druga partia zdobył punkt swoją zagrywką. Od tego momentu gra Polaków zaczęła się układać. Koledzy pomagali zdeterminowanemu Wlazłemu, a widząc całą tą sytuację Filip w końcu usiadł obok mnie i nie przebierając nerwowo nogami w spokoju obserwował dalszy przebieg seta. Udało nam się doprowadzić do remisu i ograliśmy Włochów do 18. Trzeci set łudząco przypominał drugi. W czwartym secie obydwie drużyny walczyły punkt za punkt. Aż samej mi się udzieliło i razem z Filipem nie mogliśmy znaleźć sobie miejsca. Wstawaliśmy i siadaliśmy na przemian, a przy ostatniej akcji, przy stanie 25:24 staliśmy przy samej linii. W końcu udało nam sie wygrać cały mecz. Stefan klepał każdego z zawodników w dowód uznania po plecach, a ja razem z medykami i całym sprzętem wyszliśmy pierwsi z hali. Dogonił mnie Buszek z Nowakowskim.
- Czemu tak szybko uciekłaś? - zapytał Cichy i popatrzył przez ramię do kogo piszę smsa.
- Wcale nie. I nie patrz mi do telefonu, to prywatna korespondencja.
- Cichy wielbiciel?
- Tak Rafałku, mój starszy brat od kiedy pamiętam był moim wielbicielem.
- No tak, ja też byłem wielbicielem mojej młodszej siostry.
- Widzisz? Czyli się rozumiemy.
- odparłam i w towarzystwie dwóch siatkarzy oraz medyków przekroczyliśmy hotelowe progi. Przepełniona emocjami otworzyłam drzwi do swojego pokoju i zniknęłam za drzwiami łazienki śpiewając do butelki z szamponem ''W górę serca Polska wygrała mecz'', chociaż średnio mi się to kleiło. Co ta siatkówka robi z ludźmi?


[11.09.2014, Łódź, godz. 23.43]

Nie miałam ochoty na sen, więc wykorzystałam sytuację, w której moi podopieczni siedzieli w swoich pokojach, a być może i spali. W piżamie i z mokrymi włosami zeszłam do stołówki, gdzie nie świeciło się ani jedno światło i z podkulonymi nogami  usiadłam na krześle przy największym oknie w pomieszczeniu. W pewnym momencie ktoś cicho otworzył drzwi i po cichu zapytał.
- Jesteś? Wszędzie cię szukałem.
- Rafał? Skąd wiedziałeś, gdzie mnie znaleźć o tej porze?
- Skoro istnieje kobieca intuicja, to musi być coś takiego, jak męska intuicja, mam rację?
- Wątpię. Ale chociaż stworzę pozory, że się z tobą zgadzam.
- Wariatka. Co tutaj robisz?
- Myślę.
- Nad czym?
- Nad życiem, Rafałku, nad życiem.
- odpowiedziałam mimowolnie rozprostowując kolana, na których Buszek oparł swoje łokcie, a głowę podparł na dłoniach. Uniósł ją lekko w górę i świdrował mnie spojrzeniem, a przynajmniej tak się czułam.
- To powiesz mi w końcu nad czy tak dumasz, czy będę musiał użyć innych sposobów?
- Grozisz mi?
- Owszem.
- Oj Rafał.
- przejechałam dłońmi po jego policzkach zatrzymując prawą dłoń we włosach, a lewym kciukiem głaskając jego podbródek. Po moim ciele przechodził przyjemny, ciepły dreszcz co chyba wyczuł, bo delikatnie się uśmiechnął.
- Więc?
- Więc myślę sobie nad tym wszystkim co się dzieje. Nad meczami, nad tym, że zdobycie medalu jest bardzo, ale to bardzo realne. Myślę też nad tym, jak będzie wyglądać moja praca w kolejnych dniach. Myślę nawet o tym, ile razy jeszcze się pokłócimy na tych mistrzostwach. Bez sensu, prawda?
- Nie, dlaczego?
- Bo przy was nie można okazywać słabości. Trzeba być twardym.
- A to nie jest tak, że nawet największa kobieta-twardzielka czasami oddaje się takim rozmyślaniom?
- Jestem twardzielką?
- Jesteś bezwzględna, nerwowa, zadziorna, wredna ...
- Ani jednego pozytywu?
- zrobiłam minę smutnego dzieciaka, któremu mama odmówiła zakupu kolejnego opakowania klocków w zabawkowym sklepie.
- Coś bym znalazł. Od biedy...
- Spadaj! 

Wstałam i z założonymi rękoma upuściłam głowę w dół, oczekując na reakcję Buszka. Ten zaś uniósł mój podbródek i zbliżył się na niebezpieczną odległość. W tym momencie powinnam odskoczyć, wybiec z jadalni, zamknąć się w pokoju i udawać, że się nic nie stało, ale prawda była taka, że Rafał pociągał mnie jak nikt inny. A przynajmniej nikogo takiego nie znałam. Złapałam go za policzki i wspięłam się na palce łapiąc jego twarz w dłonie. Delikatnie musnęłam jego wargi, aby sprawdzić, czy spotkam się przyzwoleniem lub odrzuceniem. Buszek odwzajemnił czynność. Po kilkunastu sekundach, kiedy oparłam swoją głowę o jego klatkę piersiową zaczęłam zastanawiać się co ja najlepszego wyprawiam, bo przecież jestem w pracy i nie wypada mi robić takich rzeczy. Mimo wszystko nie czułam się ani trochę winna. I chyba właśnie to przerażało mnie najbardziej.

piątek, 14 listopada 2014

Polska 2:3 USA

[08.09.2014, Wrocław - Łódź, godz. 11.40]

Na szczęście uderzenie Rafała okazało się na tyle do zniesienia, że mój nos był jedynie ubity i z powodzeniem mogłam wrócić do pracy. Z resztą już po drodze do szpitala zapewniałam Filipa, że nawet z gipsem na twarzy będę zajmować się zawodnikami i nie dam się przekonać, żeby było inaczej. Po powrocie do reszty ekipy, która czekała na nas w autokarze, razem z Mariuszem włożyliśmy moje walizki do bagażnika. Za pomoc odwdzięczyłam się uśmiechem i zakomunikowałam wszystkim siedzącym głównie z tyłu, że żyję i jeszcze trochę ich pomęczę.
- No nieee... - wybuchnął Winiarski i wszyscy razem z trenerami zaczęli się śmiać, a ja popatrzyłam na Winiarskiego wymownie i  skierowałam w jego stronę dwa palce, w geście czegoś na kształt ''Mam cię na oku''. Włożyłam do uszu słuchawki i usiadłam samotnie w trzecim rzędzie, tuż za Wołkowyckim, który patrzył na mój nos i kiwał głową. Postanowiłam to zignorować i oparłam głowę o szybę, aby oddać się moim ulubionym utworom. Nagle jakiś nieznany osobnik wyciągnął mi słuchawkę z ucha i odchrząknął .
- Czego dusza pragnie? - otworzyłam oczy i nim do mojej wiadomości dotarło, że usiadł koło mnie Rafał. - O proszę. - uśmiechnęłam się nieznacznie, co najprawdopodobniej dodało mu otuchy. Wiadomo, mogłam go przecież zwyzywać i poprosić o coś mniej lub bardziej wulgarnego.
- Głupio wyszło.  Z tym wcześniej i z tym przedtem. Nie chciałem cie uderzyć.
- W porządku, Rafał. Sprawy nie było. Następnym razem postaram się rozglądać w każdą stronę.
- Naprawdę nie chciałem. Graliśmy z Zatorem i ...
- Nie musisz się tłumaczyć, ja naprawdę się nie gniewam. I również przepraszam. Mogłam ci o wszystkim powiedzieć, skoro obiecałam.
- Czyli rozejm? - zapytał niepewnie a ja wyciągnęłam dłoń.
- Nie mam pojęcia na ile dni lub godzin, ale w chwili obecnej chyba nie mamy innego wyjścia.
- Zgoda?
- Zgoda.
Buszek wstał i wrócił do wielce stęsknionego Konara, bo skoro nie byli razem w pokoju, musieli nadrobić zaległości w autobusie. Wychyliłam lekko głowę, aby zobaczyć co w trawie piszczy lub śpiewa. Fabian śmiał się jak głupi a Guma trzymał się za głowę. Nic dziwnego, Winiar śpiewał (oczywiście umownie mówiąc, bo śpiewaniem tego nie można nazwać), a Wlazły go nakręcał i podpuszczał, aby nie przestawał. Istne stado debili. I to każdy, bo nawet wydawać by się mogło najbardziej poważni z całej ekipy Możdżonek i Zagumny zaczęli oklaskiwać występ Michała. O zgrozo. Włączyłam mapę w telefonie, aby zobaczyć odległość z Wrocławia do Łodzi i wzdychnęłam cicho przewracając oczami, bo na samą myśl o dzikich okrzykach w autokarze miałam ochotę wyjść i zgodzić się nawet na dziesięciogodzinną podróż pociągiem. Owszem, mogłam słuchać muzyki głośniej, ale pewnie gdybym po jakimś czasie wyciągnęła słuchawki z uszu, nie słyszałabym niczego, a na to przecież nie mogłam pozwolić. Wzięłam trzy głębokie wdechy i zmusiłam się do zachowania spokoju .


[08.09.2014, Łódź, godz. 14.02]

- Dzidka, wstawaj! Jesteśmy na miejscu.
Obudziłam się poturbowana przez Igłę, który myślał, że jest choć trochę delikatny. Popatrzyłam w swoje odbicie w ekranie telefonu i zrobiłam wielkie oczy. Każdy włos na mojej głowie poszedł na spacer w inną stronę, a tusz do rzęs postanowił podbić mi oczy.
- No ładnie wyglądasz Wiśniewska, ładnie. - skwitowałam swój wygląd, ale pierwszy trener chyba nie usłyszał ironii w moim głosie.
-  Bo... Rozmazałaś się. - pokazał palcem na oczy, tak jakbym co najmniej o niczym nie wiedziała.
- Trenerze! - krzyknęłam. - No przecież wiem! Mężczyźni!
Stefan rozłożył ręce w geście ''Ja nic nie wiedziałem'' i wyszedł. Na domiar złego tuż obok mnie ni stąd ni z zowąd pojawił się Konar z Rafałem. Ten drugi jak zwykle mnie nie oszczędził.
- O Boże. - powiedział udając rozmarzonego. - Ślicznie jak nigdy.
- Buszek. Kurwa. Wyjdź. - odburknęłam i celowo rozłożyłam na trzy pojedyncze czynniki swoją złotą myśl. A on? Zachował się identycznie jak Stefan. Udał, że nic tu po nim i szybkim krokiem wyszedł z autobusu. Jedyną dobra duszą w towarzystwie okazał się Mariusz i tak samo jak, wtedy, gdy wsiadaliśmy, pomógł mi z bagażami. Nie skomentował mojego wyglądu. Zapytał tylko jak się spało i popędził do Stefana, po klucz do najlepszego pokoju. Cwaniak.


[08.09.2014, Łódź, godz. 19.03]

Rozpakowałam swoje rzeczy. Wszyscy mieli dziś wolne, aby wypocząć po podróży i zająć się sobą. Oklapłam na łóżko i na głos zaczęłam liczyć.
- Trzy, dwa, jeden.
W tym momencie drzwi otworzyły się a do pokoju wparował Fabian z Igłą na plecach, Winiar, Nowakowski, Kłos, Wrona i Konar. Ignaczak zajął miejsce po mojej prawicy, a Winiar, tłumacząc się tym, że jest najstarszy nie licząc Dinozaura ( bo tak mawiali na dziadka Krzysia) usadowił się po mojej lewej.  Reszta usiadła na ziemi, Zator znalazł swoje miejsce na parapecie. No i masz. Miałam cieszyć się ciszą, a jak zwykle mi przeszkodzili.
- A panowie nie mają swoich pokoi?
- Nie. - wyszczerzył się Igła, za co dałam mu pstryczka w nos.
- O, tutaj wszyscy jesteście!
- Witaj Guma, chcesz może zając miejsce na vipowskim łóżku? Dinozaur Krzystof I. na pewno się przesunie.
- Naturalnie! - odrzekł i takim oto sposobem na dwuosobowym łóżku leżała nas czwórka, a siedzący na parapecie Zatorski dziwnie na nas spoglądał.
- A znajdzie się jeszcze miejsce dla malutkiego Pawełka? - zapytał z błagalną miną.
- Taaak! - wykrzyczeli faceci.
- Niee!
Niestety, mój krzyk został prawie że niedosłyszany, a Paweł zagnieździł się między nogami Ignaczaka i Zagumnego, a nogi zwisały mu z przodu łóżka.
- Ostatni przyszedł, a najlepsze miejsce zajął!
- Nieprawda, bujaj się Cichy!
Do wesowej gromadki dołączył również Buszek i Wlazły, którzy nie wiedzieć skąd przynieśli sześć ogromnych pudełek z pizzą, a ich zapach zmusił naszą piątkę do zejścia z łóżka i usadowienia się na podłodze.
- A co tu się dzieje?
 - Trenerze, może kawałek? - zachęcił Stefana Wlazły, a co ten ku mojemu zaskoczeniu przystał.
- A chętnie. - odpowiedział tak, jak zapytał czyli po polsku, a ja z serem w ustach wyraziłam swoje uznanie.
- Postępy, panie Antiga, postępy widzę!
- Przy nich to nawet nauczyłem się po polsku przeklinać!
- Zaprezentuj! - krzyknął do swojego byłego klubowego kolegi Winiarski.
- Ku ...
- Nie kończ Stefciu, nie kończ! Bo moje uszy tego nie zniosą!
- Jasne Winiar. - odpowiedział ze spokojem Stefan. - Jestem ciekaw, kto dziś w autobusie krzyczał do Mariusza ''Kułwa twoja mać, weź mnie nie nakręcaj!''
Złapałam się za brzuch bo słysząc polskie przekleństwo z francuskim akcentem pozostało mi tylko się śmiać. Z resztą Stefan rozbawił nie tylko mnie. Wlazły włączył nagranie śpiewającego Winiara na dowód słów trenera, a ten strzelił buraka i zaczął gwizdać nie przyznając się ani trochę do siebie samego.
- To jakiś inny Winiarski. Może mój bliźniak, ale na pewno nie ja! Ja przecież ślicznie śpiewam!
- Wmawiaj sobie. - Buszek klepnął go po ramieniu a Stefan machnął ręką i z kawałkiem pizzy wyszedł z pomieszczenia mówiąc przy wejściu, że schodzi do Filipa na film. Po całym zajściu mój wesoły pokój jeszcze przez dobre piętnaście minut nie mógł się uspokoić.



[09.09.2014, Łódź,  godz. 7:45]

- Przepraszam, przepraszam, przepraszam za spóźnienie! - powiedziałam w progu łapiąc oddech. - No bo nie mogłam zasnąć i nie słyszałam budzika i usłyszałam dopiero huk jak Igła spadł ze schodów.
- Igła, spadłeś ze schodów? - zwrócił się Wołkowycki do leżącego piętnaście minut wcześniej na schodach Ignaczaka.
- Tak wyszło, bo ta świnia się pchała! - poszkodowany wskazał palcem na Fabiana, a ten gwizdał dokładnie w taki sposób jak Winiarski wczorajszego wieczoru. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Michał zapytał:
- A ktoś wczoraj gwizdał? Bo ja sobie nie przypominam? Któż to taki?
- Winiar, czy ciebie też coś ominęło?
Po słowach biednego, jak zwykle niezorientowanego Wołkowyckiego wszyscy położyli głowy na stole. Mariusz to chyba nawet zamoczył nos w płatkach owsianych, o które chwilę wcześniej poprosił. O te same poprosił też Buszek, ale patrząc na biednego menadżera reprezentacji nie wytrzymał i upuścił miskę mocząc białe skarpetki i klapki mlekiem.
- Dom wariatów! No dom wariatów! - głos doktora Sokala przypominał raczej prośbę o zabranie go gdzie indziej. W sumie się nie dziwiłam. Szło zwariować.


[09.09.2014. Łódź, godz. 23:23]

Ciche pukanie do pokoju raczej nie zwiastowało niczego dobrego, a przynajmniej nie wesołej rozmowy. Otworzyłam drzwi, a do środka wszedł Buszek. Był ewidentnie podłamany. Z resztą nic dziwnego, przecież było tak blisko do wygranej. Chciałam po meczu porozmawiać z chłopakami, ale Filip obiecał, że się tym zajmie, bo i tak od rana intensywnie pracowałam razem z lekarzami. Jak widać jeden z zawodników był spragniony rozmowy właśnie ze mną.
- Mogę usiąść?
-  Jasne, możesz się nawet położyć.
I tak zrobił.  Położył się jak długi na plecach i patrzył w sufit, po chwili zakrył twarz dłońmi.
- Rafał, to jest sport. Nie zawsze się wygrywa.
- Ale było tak blisko. Staraliśmy się i co? I gówno z tego. Goniliśmy ich całe cztery sety żeby piątego przegrać. To są mistrzostwa, być może to zwycięstwo będzie dla nich najważniejsze, a my wrócimy do domów.
Rafał był ewidentnie przytłoczony całą sytuacją. Mnie jako członkowi reprezentacji również nie było wesoło. Mimo wszystko zachowałam choć trochę pozorów. Niestety tylko na chwilę. Zrobiło mi się żal Buszka i położyłam się obok niego. Leżeliśmy w takiej samej pozycji dobre dziesięć minut, kiedy ten wypuścił powietrze z ust i zbliżył się do mojego brzucha kładąc na nim głowę. Zrobiło mi się przyjemnie ciepło, a rękę mimowolnie skierowałam w jego włosy i delikatnie głaskałam jego głowę. Czułam, że właśnie tego ode mnie oczekiwał. Chciał spokoju, chwilowego oddechu i zatrzymania się chociaż na kilka chwil.


*

taki zapiernicz, że ...

środa, 5 listopada 2014

Polska 3:0 Argentyna

[07.09.2014, Wrocław, godz. 17:15]

Myślałam, że do Wrocławia wrócę cała i zdrowa. Owszem, cała wróciłam, ale męczył mnie niemiłosierny katar. Zużyłam w trakcie jazdy trzy paczki chusteczek, a kiedy poprosiłam uroczą starszą panią o jedną sztukę popatrzyła na mnie z uśmiechem i wsunęła do kieszeni całe opakowanie mówiąc, że mam szybko gonić do łóżka i wygrzać paskudne choróbsko. Rzeczywiście, łóżko było jedyną rzeczą, o której marzyłam w tym momencie. Byłam przerażona, bo przecież muszę być gotowa na każdy mecz, a przede wszystkim przed nim, bo to, co kibice widzą na boisku to już tylko zrobiona obróbka dopracowana przez sztab lepiej lub gorzej. Na peronie czekał na mnie Piotrek. Łóżko ewidentnie straciło swoją pozycję. Właściwie to z pierwszej lokaty przeniosło się daleko, daleko w dół, bo myślałam tylko o tym aby po pierwsze - zapaść się pod ziemię, po drugie - nie wychodzić dopóki Nowakowski sobie nie pójdzie, po trzecie uciec z powrotem do Rzeszowa, po czwarte - znaleźć się na hali szybciej niż on i udawać, że wszystko gra. Nie chodziło o to, że go nie lubiłam. Wręcz przeciwnie - darzyłam do sympatią ze względu na poczucie humoru i życzliwość, która w pewnym momencie zamieniła się w wadę. Był wszędzie. W sms-ie, w rozmowie telefonicznej, w kolejce po kawę w restauracji, podczas pisania raportów, podczas wyjścia z łazienki w piżamie ze szczoteczką do zębów w ustach. Dobra, gdyby w jakiś sposób mnie pociągał to chciałabym, żeby kręcił się obok dwadzieścia cztery na dobę. Niestety tak nie było i moja reakcja na jego obecność wiązała się tylko i wyłącznie z koleżeńskim uśmiechem i poklepaniem po ramieniu.
- Skąd wiedziałeś, kiedy będę na miejscu?
- Mateusz. - odpowiedział, zabierając przy tym moją torbę.
- Gotowi na podbój Argentyńczyków?
- Ja tak. Jak zawsze z resztą. Ogólnie panuje dobra atmosfera. Facundo i Nicolas rozmawiają ze Skrzatami, a reszta im towarzyszy.
- Ach, Facundo... - wzdychnęłam, na co mój towarzysz uderzył się w głowę.
- No nie... Następna. Ten Facundo jest w Argentynie tak, jak u nas Wronka. Wszystkie go pragną.
- Nic na to nie poradzisz, Pit. - rozłożyłam bezwładnie i ponownie poklepałam zasmuconego dla żartu Pita.
- Chodź, wracamy.


[07.09.2014, Wrocław, godz. 17.30]

Radości trenerów nie było końca. Oskar wskoczył mi w ramiona, a chłopcy kiedy zobaczyli, że wróciłam ruszyli w moją stronę.
- Dziecko! Ty żyjesz! - krzyknął Możdżonek łapiąc mnie za ramiona.
-  Możdżon, co jest?
- Ja tu już nie wyrobię! Stado debili!
- Ma rację! - dopowiedział Guma, a Fabian ewidentnie się zbulwersował.
- Welcome to the jungle.. Ech...
Słowa Stefana rozbawiły mnie na tyle, że aż ucieszyłam się z faktu, iż wróciłam do reprezentacji. Posłałam chłopakom uśmiech i zostawiłam ich za plecami. Wszyscy bowiem udali się do swoich pokoi, aby w samotności nastroić się na mecz. Oczywiście samotność to pojęcie względne, bo kiedy i ja otwierałam swój hotelowy pokój usłyszałam jakieś dzikie odgłosy, żeby nie użyć słowa ''orgie'' i sumienie nie pozwalało mi ich zignorować. Owe odgłosy dobiegały z pokoju Andrzeja, Konara i Fabiana. Niczym strzała podbiegłam na miejsce zdarzenia i z impetem otworzyłam drzwi.
- Stary, wstań ze mnie, bo mnie nie widać.
- Dobra, zejdę, jeśli Igła nie będzie na mnie siedział.

Stado baranów robiło sobie selfie.  I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że telefon trzymał Konar, na którym zrobiono ''kanapkę''. Leżał na nim Kłos, na Kłosie Wrona, na Wrony pośladkach siedział Igła, który zachęcił mnie do wzięcia udziału w całej zabawie. No i wzięłam. Usiadłam na kolanach Ignaczaka i usłyszałam tylko cichy krzyk Dawida. Chyba miał już dość. Po serii zdjęć zeszliśmy z jego pleców.
- Dawid? - zapytałam niepewnie.
- Ida, pomasuj... -odpowiedział błagalnie, a ja wzruszyłam ramionami i pomogłam mu wstać.
- Tylko ani słowa trenerowi, że ktoś na tobie siedział.
- Wiesz co Igła? Właśnie, że wszystko powiem!
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać łącznie z obolałym Konarskim, który niespodziewanie zawołał do pokoju Buszka. Mój humor został automatycznie popsuty, bo Rafał zmroził mnie spojrzeniem i jak na złość nie chciał go ode mnie oderwać.
-Możemy? - pokierowałam się do wyjścia łapiąc Buszka za koszulkę i ciągnąc za sobą.
- Musimy.
Zamknęliśmy się w moim pokoju. Atmosfera od początku sprzyjała ewentualnemu strzeleniu sobie w głowę.
-Rafał, przepraszam. Cholernie cie przepraszam. Ja wiem że ...
- Własnie o to chodzi, że gówno wiesz.  Masz w dupie wszystkich dookoła.
- Przecież musiałam wyjechać, nic nie rozumiesz! Zrozum, że ja nawet nie miałam czasu, żeby ci powiedzieć o tym, co się stało!
- Ale jakoś Igła i Mateusz wiedział! Filip też!
- Mateusz jest dla mnie jak brat, a Filip jak ojciec. Przez cały pobyt we Francji miałam tylko ich.
- No a Krzysiek? Przecież jego poznałaś dopiero tutaj!
- Ale jest mi bliski...
- No tak, bliski. Mogłem się domyślić.
- O co ci kurwa chodzi? Przecież nie zrobiłam tego celowo. To wszystko działo się tak szybko... Przyjechał mój ojciec, okazało się, że zdradził moją mamę z żoną mojego brata. Pojechałam do Rzeszowa, żeby spotkać się z rodzeństwem i odwiedzić stare śmieci. Nie miałam sumienia tego tak zostawić. Obiecałam przecież, że powiem ci wszystko jak to ogarnę. Słów na wiatr nie rzucam.
- Dobra, nie krzycz.
- Spieprzaj, Buszek. Nie mam nastroju na rozmowę z tobą.
Trzasnął drzwiami i wyszedł. Znowu się pokłóciliśmy. Ale chyba nie potrafiliśmy inaczej.



[07.09.2014, Wrocław, godz. 22:49]

Zdenerwowana całym zajściem po meczu zeszłam w dół kiwając uprzednio do Krzyśka, aby usiadł na ławce pod składzikiem z piłkami. Zawodnicy wyszli, więc miałam praktycznie stuprocentową gwarancję, że nikt nie będzie mnie podsłuchiwał.
- Co jest staruszko? Jak w domu?
- Sama nie wiem staruszku. Wydaje mi się, że mama wykorzysta swoją mściwość i pokaże ojcu niezależność. A przynajmniej tak wnioskuję. W gorszym stanie jest chyba brat.
- Rozmawiałaś z nim?
- Tak. Chce wyjechać do Anglii do roboty. Jest wykształcony, na pewno coś znajdzie.
- W sumie to jest jakieś rozwiązanie. Powiedz mi jeszcze, dlaczego Rafał wyszedł tak wpieniony z twojego pokoju? Wychodziłem z toalety i się na niego natknąłem.
- Ja nie wiem o co mu chodzi, Igła. On się zachowuje jak dziecko. Wytłumaczyłam mu się to kazał mi nie krzyczeć. On chyba nie chce dać za wygraną i przyznać się do błędu, bo mu najzwyczajniej w świecie głupio.
- Tak jak ty.
- Co ja?
- Ty też nie chcesz przyznać się do błędu. Dobrze wiesz, że mogłaś z nim o tym pogadać, ale po prostu to zlałaś.
- Oj, Igła. Ja nie wiedziałam, że z tego zrobi się taka pompa.
- I dalej będziecie się na siebie boczyć? Wasz rozejm trwał jakieś trzy dni.
- Jak będzie trzeba, to tak. To on mnie obraził a nie ja jego.
-  A co z Pitem? Dalej się wokół ciebie kręci?
- Wydzwaniał do mnie dwadzieścia razy dziennie, wypisywał multum wiadomości. Jest wszędzie! Za niedługo zejdę na stołówkę i kiedy ją otworzę wyskoczy Piotr Nowakowski. Nie chcę mu robić nadziei. Lubię go, zdążyłam poznać, ale ...
- Nie pasujecie do siebie, po prostu.
- Właśnie.
- A z Rafałem? Te wszystkie niedomówienia, kłótnie i docinki mają swoje źródło.
- Krzysiek, mam prawie trzydziestkę na karku. Dobra, może nie tak na karku, bo przede mną jeszcze dwa i pół roku gorącej dwudziestki, ale wypadałoby się ogarnąć. W życiu się już tyle nabiegałam, że chce kogoś, przy kim będę mogła się zatrzymać i najzwyczajniej w świecie odpocząć. Nie nudzić, ale zacząć spokojnie oddychać. Naprawdę potrzebuję stabilizacji. Pod każdym względem. Wynajmuję mieszkanie w Katowicach, a przecież w każdej chwili mogę tam nie mieszkać. Na chwilę obecną tak naprawdę nie mam do czego wrócić, a przynajmniej nie tam, gdzie jest coś w stu procentach mojego. Facet ma mi umożliwić stworzenie takiej namiastki własnego świata, który będzie ze mną dzielił.  Moje koleżanki mają dzieci, moi bracia żony, a są młodsi. Ja nie mam nawet potencjalnego kandydata. I czekam na takiego, z którym będzie wszystko czyste i klarowne. Czekam na mężczyznę dojrzałego, który da mi nie tylko niezależność, swobodę pracy i robienia tego, co lubię, ale przede wszystkim dojrzałe uczucie.
- W takim razie jaki twoim zdaniem jest Buszek?
- Lubię go, ale jak już mówiłam potrzebuję stabilizacji i oddechu. Nie wiem, czy jest sens kolejny raz ubarwiać sobie życie. Chyba mnie to zmęczyło. Ciągle do czegoś gonię, ciągle o coś walczę. On o mnie nie zawalczy. Nie da mi stabilizacji. Będzie miał problem z oddaniem części siebie. Chcę kogoś, kto to zrobi i uważam, że mi się to od życia należy. Chociaż nie ukrywam, że w tym wszystkim jest też chęć posiadania kogoś w ogólnym tego słowa znaczeniu. 

- Przygoda?
- Na przykład. Ale największą przygodą i tak jest pobyt tutaj, z wami wszystkimi.
- Co dalej zamierzasz?
- Pewnie pogodzę się z tym pasożytem, a reszta niech się toczy swoim torem.
- Chodź staruszko, wracamy. 


[08.09.2014, Wrocław, godz. 10.00]


- Dzidka, uważaj!  - krzyknął Kłos.
W tym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami, a moje pośladki dotknęły podłogi. Kiedy odzyskałam widoczność popatrzyłam na dłonie pełne krwi. Dookoła stała cała zgraja łącznie z panem Janem, który trzymał w ręce worek z lodem.
- Ale cie urządził. Dobrze, że w piłkę nie trafił, bo nie było aż tak mocno. Wszystko okej?
- Tak, jest w porządku.
- Na wszelki wypadek położysz się na łóżku w moim pokoju, weź lód.
- Panie Janku, ale naprawdę nie trzeba.
- Ale naprawdę nalegam.
- Dobrze.
- uśmiechnęłam się do Sokala i wstałam z podłogi, co skończyło się mdłościami. - Który mnie tak załatwił?
- Ja.
Zamarłam. Tego bym się kompletnie nie spodziewała. Na hali było tyle miejsca, a akurat ja oberwałam piłką. Mój paskudny charakter nie pozwalał mi wierzyć w przypadki. A już na pewno nie w przypadkowe uderzenie piłką w nos przez skłóconego ze mną Buszka. Popatrzyłam na niego wymownie i wyciągnęłam rękę w stronę Nowakowskiego, który razem z Miką zaprowadził mnie do miejsca wskazanego przez doktora.
- Idź Mateusz. Ja chwilę zostanę. 
Piotrek usiadł obok mnie i nie mówił ani słowa.
- On to zrobił specjalnie, prawda? - zapytałam oczekując szczerej odpowiedzi.
- Nie wiem. Stał koło mnie wtedy, rozmawialiśmy, zagrał i po prostu ...
- Po prostu mi pierdolnął.
- nie szczędziłam słów, ale przemawiała przeze mnie nie złość, ale rozgoryczenie. Było mi przykro, bo rozumiałam naszą złość na siebie nawzajem, ale nawet jeżeli nie chciał mnie uderzyć, mógł przyjść. Po prostu przeprosić. Powiedzieć nawet najmniej grzeczne ''Sory''. Tak się niestety nie stało. Piotrek wrócił na trening rzucając za drzwiami do zmartwionego Konara i Wrony, że będę żyć.
- Ida? - uniosłam lekko głowę, a moim oczom ukazał się jak zawsze niezawodny i troskliwy Filip.
- Już po treningu?
- Tak. Mają chwilę oddechu. Jak nos?
- Boli.
- Biedactwo.
- pogłaskał mnie po głowie i podał szklankę wody z rozpuszczonym środkiem przeciwbólowym.
- Ale przejdzie. Zawsze przechodziło. 
- No tak, pamiętam jak we Francji potknęłaś się na schodach i skręciłaś kostkę. Krzywiłaś się z bólu, ale robiłaś wszystko. 
- O tak! Nie zwróciłam uwagi, że ktoś rozlał wodę. Do tej pory nie wiem kto. 
- Ja też nie, ale śmiałaś się z siebie i to było w tym wszystkim najfajniejsze. 
- Wiesz co, Filip? Grunt, to mieć do siebie dystans. 
- Racja. Uznaliśmy z Jankiem i Oskarem, że pojedziesz na prześwietlenie. Dla pewności. 
- Ale naprawdę nie trzeba. 
No i mam, czego nie chciałam.



*

nie wiem kiedy następny. oby był czas w długi weekend. 

piątek, 24 października 2014

Polska 3:1 Kamerun

[06.09.2014, Wrocław, 9:20]


Muszę przyznać, że praca była odskocznią od rodzinnych problemów, które niewątpliwie w wolnych chwilach zaprzątały mi głowę. Nie lubię niczego w sobie tłumić, a już tym bardziej nie w sztabie, gdzie kluczem do prawidłowego funkcjonowania zaplecza reprezentacyjnego jest między innymi dobra atmosfera. Dzień po wizycie taty porozmawiałam więc z Filipem, Stefanem i resztą sztabu o tym co mnie trapi. Spotkałam się ze zrozumieniem i wsparciem, a tego niewątpliwie potrzebowałam. Trenerzy zaproponowali mi, abym nie zważając na mecz z Kamerunem pojechała do Rzeszowa i odwiedziła mamę, a wrócić miałabym w dzień meczu z Argentyną, bo na więcej mi niestety pozwolić nie mogą. Początkowo miałam wątpliwości co do tego i odmówiłam, ale dzięki namowom Blain'a spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i czekałam na godzinę jedenastą, aby wyjechać ze stacji PKS do rodzinnego miasta. Czas, który pozostał, a było go niewiele, postanowiłam spożytkować na wykonanie serii ćwiczeń rozciągających, które przygotowałam razem z Pawłem i panem Janem. Co chwilę nerwowo spoglądałam na zegarek, a Oskar siedzący na ławce mówił, żebym była spokojna, bo kontroluje sytuację i pół godziny przed czasem zawoła mnie do siebie. Zawodnicy narzekali, że na takie ćwiczenia o tej porze jest za wcześnie i chwilami byli niestaranni w swoich poczynaniach. Nie obyło się więc bez tego, że do każdego z osobna podeszłam na mini prywatną konsultację. Igła z Kubiakiem i Gumą byli chyba najbardziej zaangażowani i nie przeszkadzała im ani pora ani nic innego, więc posłałam im lekki uśmiech wyrażający pochwałę.

[06.09.2014, Wrocław, 10:45]

Zniosłam swoje rzeczy pozostawiając je pod drzwiami hali. Miałam wyrzuty sumienia, że tylko Mateusza i Igłę poinformowałam o tym, co się wydarzyło. Zbyłam Rafała, a później Piotrka i Fabiana. Wiedziałam, że każdy chce mnie pocieszyć, ale mój profesjonalizm w pracy nie pozwalał na mieszanie życia zawodowego z prywatnym. Weszłam wgłąb pomieszczenia.
- Chłopaki, niestety muszę was opuścić na dwa dni, ale myślę, że zostajecie w dobrych rękach.
- Ale dlaczego? - dopytywał się Kubiak i Winiar.
- To nic poważnego. Mam do załatwienia sprawę. Macie dziś wygrać!
Odwróciłam się machając do wszystkich i razem z Oskarem pojechaliśmy na dworzec.
-Dasz sobie radę?
- Oskar, ja mieszkałam prawie dwa lata za granicą, poza tym mam dwadzieścia sześć lat, jestem już duża. - uśmiechnęłam się.
- No dobrze. Nie zatrzymuje.
Objęłam Kaczmarczyka i weszłam do autokaru zajmując miejsce prawie na samym końcu przy oknie. Założyłam na uszy słuchawki i wyruszyłam. Kurtka posłużyła mi jako poduszka, bo przede mną było jakieś sześć i pół godziny jazdy przy dobrych wiatrach, ale nastawiałam się na więcej.


[06.09.2014, Rzeszów, 17:21]

Centrum Rzeszowa jak zwykle przywitało mnie korkiem, tłumem ludzi zmierzających do największej galerii, na którą miałam bezpośrednio widok z okna swojego pokoju i dźwiękami dobiegającymi ze stacji PKP. No tak. Kiedyś była to moja codzienność, a teraz razem z rodzeństwem (bo w sumie to tylko jeden brat mieszka na obrzeżach), które rozjechało się po Polsce odwiedzaliśmy rodziców. Niestety, tym razem powrót na stare śmieci nie był tak przyjemny. W mieszkaniu został tylko jeden rodzic, w dodatku zraniony i załamany. Zmęczona podróżą nie byłam w stanie ułożyć sensownego pocieszenia dla mamy, a co dopiero sformułowania jakiejś rady, która mogłaby choć trochę pomóc jej się pozbierać. Droga z dworca autobusowego do domu była krótka, więc tak jak się spodziewałam weszłam do domu na żywioł, a właściwie zdenerwowana wleciałam tam przewracając obuwie znajdujące się w przedpokoju. Mile się zaskoczyłam, bo w pokoju gościnnym siedzieli wszyscy bracia - Jarek, Piotrek i Paweł, a między nimi ewidentnie zadręczona mama z podpuchniętymi oczami i niestarannie związanymi włosami. Na mój widok opadły im szczęki, bo jakby na to nie spojrzeć porzuciłam reprezentacje aby przejechać prawie pięćset kilometrów i dotrzeć do Rzeszowa.
- No co się tak patrzycie? Przecież to było oczywiste, że przyjadę.
- Wariatka.  - odpowiedziała mama w taki sposób, że zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Co, mamy jakiś plan działania? - zapytałam domowe zbiorowisko.
- Mama chce rozwieść się z ojcem, a ja z Agnieszką - wycedził przez zęby najstarszy brat.
Faktycznie, innego wyjścia z sytuacji nie było, choć w łatwiejszej sytuacji był właśnie Piotrek. Jego i Agnieszkę łączył tylko ślub cywilny i wynajęta sala na wesele po ślubie kościelnym. Z dwojga złego lepsza ta opcja, wiadomo.  Odetchnęłam i usiadłam na włochatym dywanie, a właściwie to się położyłam, bo kiedy obudziłam się gdzieś za Tarnowem z głową przyczepioną do szyby poczułam ból szyi, który niestety do tej pory nie ustąpił.  Byłam skłonna zasnąć nawet na tym cholernym dywanie, ale choć po części starałam się uczestniczyć w rozmowie. Patrząc na zmęczoną, ale mimo wszystko zdeterminowaną mamę, pełną zemsty, poczułam się nieco pewnie, bo co jak co, ale motywować umiałam doskonale, a w tym przypadku nie było to trudne. W końcu moja mamuśka, te same geny.


[06.09.2014, Rzeszów, 22:00]

Godzinę temu wysłaliśmy mamę spać, aby zamknąć się w pokoju Piotrka i przedyskutować pewne sprawy bez mamy. Była to kolejna ciężka rozmowa a raczej dyskusja, bo każdy był wściekły na ojca i na Agnieszkę. Ukradkiem spoglądałam na najstarszego brata, który przy każdym wspomnieniu jego byłej żony błądził wzrokiem po dywanie. Kiedy Jarek z Pawłem rozmawiali poprosiłam Piotrka o to, aby został w moim pokoju w momencie, kiedy bliźniaki pójdą już spać. I tak też się stało. Zostałam z najstarszym bratem sam na sam, aby po prostu go wysłuchać, bo ewidentnie wiedziałam, że potrzebuje się wyżalić. Na początku siedzieliśmy w milczeniu. Nie naciskałam, bo po co? Niepotrzebnie dolałabym tylko oliwy do ognia a znałam go doskonale i wiedziałam, że w środku jest jak tykająca bomba i niewiele trzeba do jej wybuchu. W końcu doczekałam się tego, czego chciałam i od razu pożałowałam. Piotrek zaczął płakać. Jak dziecko. Przytulił się do mnie i starał się coś mówić. Zszokował mnie, bo jak wiadomo najstarszy z rodzeństwa jest zawsze najtwardszy, a tu proszę. Najmłodszej przypadło wzięcie na barki cierpienia brata.
- Kochałem ją. Jak głupi. Byłem w stanie oddać jej wszystko. Kładłem się obok niej niemalże codziennie. A ona godzinę wcześniej leżała z moim ojcem. Ha! Leżała! Mało powiedziane!
- Był u mnie. We Wrocławiu.
- Po jaką cholerę?!
-  A myślisz, że skąd o wszystkim wiem?
- Fakt, mieliśmy ci powiedzieć dopiero po mistrzostwach, bo masz taką robotę, że nie wypada burzyć ci całego harmonogramu pracy tym, co dzieje się w domu.
- Piotr! Przestań tak mówić. Nie jestem jakimś pracoholikiem, poza tym jadę tam pojutrze na mecz z Argentyną. Muszę ich przygotowywać. Nie zginą.
- Wiesz, że widać po tobie zmęczenie?
- Widać, bo nie wysypiam się i ciągle coś robię, ale sama tego chciałam. Dobrze mi z nimi. Znam tą bandę niecałe trzy tygodnie, a traktuję ich jak drugą rodzinę. To jest strasznie miłe, że mam gdzie wrócić.
- Mówisz już tak, jakbyś nie miała po co wracać tutaj.
- Bo nie wiem, czy mam. Mama zapewne zamieszka z wujkiem i jego rodziną na obrzeżach po drugiej stronie miasta, Ewentualnie u ciebie, a Jarek i Paweł raczej nie przeprowadzą się z Warszawy do Rzeszowa. Tam ich wywiało i tam już zostaną. Wiadomo, będę was odwiedzać, ale to już nie będzie to samo, co było. Gdzieś tam będę czuć gorzki smak po tym wszystkim, co zaszło.
- Po mistrzostwach wrócisz do Katowic na stancję?
- Tak. Dobrze mi na Śląsku. Na pewno lepiej niż w Montpellier, chociaż nie miałam na co narzekać.
- Masz rację. Ale pamiętaj młoda, że musimy wspierać mamę, przynajmniej dopóki czas nie zagoi ran.
- Musze wspierać jeszcze jedną osobę, a mianowicie ciebie. Ja sobie dam radę z utratą tej przyjaźni. W życiu już nie raz traciłam ludzi. Uwierz, ja potrafię odnaleźć się tam, gdzie wszystko jest nowe bądź tam, gdzie się coś zmieniło. Piotr, musisz dać radę. Ja w ciebie wierzę. Wierzę, że ta suka nie złamała cię na tyle, żebyś nie mógł się podnieść. I w mamę też wierzę. Wszyscy w nią wierzymy. Pamiętaj, że najtrudniejsze już za tobą, a mianowicie zetknięcie się  z brutalną prawdą. Teraz konsekwentnie trzeba dokończyć tą sprawę,
- Ida?
- No?
- Pamiętaj, że jeżeli kiedykolwiek jakiś skurwysyn cię skrzywdzi, nie będzie miał życia, bo ja go skrzywdzę. Nie będzie mógł nawet na ciebie po wszystkim spojrzeć. Zapamiętaj to.


Z perspektywy Mateusza Miki,
[06.09.2014, Wrocław, 22:01]

- Kurwa, dlaczego ona wyjechała? Pewnie miała nas dość. Tylu chłopa i umieć rozmawiać z każdym z nas, to sztuka. A jak już nigdy nie wróci i tylko tak sobie powiedziała, że na mecz z Argentyną będzie z powrotem?
- Nie no, co ty Winiar. Ona po prostu miała do załatwienia sprawę. - odpowiedziałem uspokajając przyjmującego.
- No ale Mikuś, sam zobacz. - wtrącił Fabian. - To się klei. Może tak daliśmy jej w kość, że wyjechała z Wrocławia naładować baterię na trudniejsze mecze, które nieubłaganie się zbliżają.
- I tak wam nic nie powiem.
- To ty coś wiesz? O nie, Mateusz. Mów szybko. - zdenerwował się Wrona.
- Dobra. Ida jest w Rzeszowie. Pojechała do domu rodzinnego.
- Czyli nie kłamała, że pochodzi z Podkarpacia! Mamy ją. Ha! Resovia! - klasnęli w dłonie Fabian z Nowakowskim.
- Ale mieszka w Katowicach na stancji.
- Spokojnie, już niedługo. - zatarł ręce Pit.
- Ale ty jesteś głupi.
- A ty co Buchu, nie cieszysz się? Będziesz miał obiekt swoich westchnień w zasięgu ręki, jak ją sprowadzisz na ojczystą ziemię. - podszedł do Mariusz, a Guma zaśmiał się.
- Nie jest moim obiektem westchnień, poza tym nikogo nie będę sprowadzać. Skoro mieszka w Katowicach, to niech tam mieszka.
-Hoho, jaki nadęty.
- Nie nadęty, tylko mnie nie denerwujcie. - odpowiedział z wymuszonym spokojem Rafał, a jego zachowanie mnie zastanowiło. Obserwowałem go już od początku, a właściwie jego zachowanie wobec mojej przyjaciółki, które ewidentnie sugerowało coś więcej.
- Rafał, mam do ciebie sprawę. Zostaniesz na chwile i popatrzysz do mojego laptopa. Coś się z nim dzieje i sądzę, że powinieneś mi pomóc.
- Jasne, nie ma problemu.

Po dwudziestu minutach szalonych narad i pochwał nieobecnej Idy, bo przecież zdaniem chłopaków jest tak wspaniała, taka towarzyska, radosna i ogólnie najlepsza pod każdym względem, w końcu wygoniłem ich z pokoju i zostałem sam na sam z Rafałem, bo współlokatorzy poszli się kąpać, jak wcześniej zapowiedzieli.
- Stary, powiedz mi tak szczerze i z ręką na sercu. Podoba ci się?
- Ale kto?
- Jezu, nie udawaj.
- Ta. - odrzekł krótko.
- Tylko?
- Tylko nie mam szans. Nie widzisz, że Piotrek leci na nią jak głupi, ciągle rozmawiają i szczerzą się do siebie, Kubiak codziennie przychodzi i sprzedaje jej swoje żarty, o których później wspominają przez cały dzień, a Andrzej żeby tylko zwróciła na niego uwagę otwiera jej wszystkie drzwi, odsuwa krzesła i przynosi posiłki?
- Tylko z żadnym z nich nie umówiła się na obiad i z żadnym z nich nie kłóciła się o byle co, tak jak z tobą. Z nikim nie wychodziła na spacerki wokół hali i to zawsze obok ciebie siadała na stołówce. A! No i jeszcze niczego tak nie przeżywała od kiedy tu jest, jak kłótni z tobą.
- Robię sobie niepotrzebną nadzieję. Nawet desperacko dopiekałem jej, żeby tylko zwróciła na mnie uwagę. Dobrze, że mam jakieś resztki rozumu i jakoś to odkręciłem. Poza tym jestem na nią wściekły! Dlaczego powiedziała Igle, że wyjeżdża? Widziałem po jego zachowaniu, że coś wie, bo wyjątkowo się nie oddzywał. Bez sensu!
- Oj Buszek. Jak przyjedzie, to sama ci wszystko powie.
- Ale chodzi o nią? Coś się stało?
- Ojciec odwalił niezłą manianę. Ale poczekaj. Przed meczem z Argentyną będzie już z nami i wtedy z nią pogadasz.
- A jak nie będzie chciała?
- To jej przegadam do rozsądku, że tak się nie robi z osobą, której powinna się wygadać.

Pożegnałem Buszka w momencie, kiedy do pokoju wchodzili moi współlokatorzy. Konar i Możdżon wyśmiali minę Rafała, który był kompletnie zdezorientowany przez to, co przed chwilą mu powiedziałem i położyli się do swoich łóżek.


[07.09.2014, Rzeszów, 9:15]

Od piętnastu minut rozmawiam z Oskarem, który uspokaja mnie, że z chłopakami wszystko dobrze, ale bardzo przeżywają mój niespodziewany wyjazd. Zrobiło mi się miło, że kogoś coś obchodzę i że jestem potrzebna niekoniecznie jako masażystka, ale osoba - koleżanka, przyjaciółka. W między czasie sprawdziłam połączenie  i dzięki namowom braci postanowiłam wrócić pierwszym ekspresowym busem do Wrocławia. Nie przeraziła mnie nawet godzina odjazdu - czwarta czterdzieści pięć.  Poinformowałam rozmówcę również o tym, co zamierzam dziś zrobić, a mianowicie zabrać mamę i Piotrka do znajomego adwokata, na co odpowiedział: '' I dobrze.'' Pozdrów ich.''. W odwecie kazałam koniecznie pozdrowić szkoleniowców a w szczególności zmartwionego bardziej od zawodników Filipa, czyli mojego tatę numer dwa, a może i numer jeden?
Zapewniona i nieco uspokojona, że wszystko jest takie, jak być powinno i ze spokojem czeka na mój powrót rozłączyłam się i korzystałam z każdej wolnej minuty, aby pomóc rodzinie w trudnych  okresie, w jakim niewątpliwie się znajduje. Świadoma byłam również tego, że kiedy przyjadę, będę musiała porozmawiać z Piotrkiem a przede wszystkim z Buszkiem, wobec których zachowałam się trochę nie fair.

piątek, 17 października 2014

Polska 3:0 Wenezuela

[04.09.2014, Wrocław, 9:00]

Od rana wstałam w wyśmienitym humorze. Śmieszyło mnie dosłownie wszystko, Na nieszczęście, a może i szczęście to samo przytrafiło się Kubiakowi. Na śniadaniu co chwilę parskaliśmy gromkim śmiechem. Standardowo, Wołkowycki miał do wszystkich żal, że znowu coś się dzieje, a nikt nie chce mu powiedzieć co. Problem w tym, że tylko ja i Michał wiedzieliśmy, z czego się śmiejemy  i nikt poza tym. Wystarczyło spojrzenie, a on już wypuszczał nosem swoją herbatę. Andrzejowi i Karolowi również się udzieliło. Wyciągnęli telefony i zaczęli robić sobie zdjęcia, ale kiedy przed obiektywem stanął Fabian prężący muskuły śmiechem wybuchnął Stefan i przy wszystkich pokazał Drzyzdze swój biceps, na co ten prychnął i pogroził trenerowi palcem. W końcu wyszliśmy z felernej stołówki. Rozpoczął się trening, a ja razem z Winiarskim i fizjoterapeutą udałam się na masaż.
- Aż tak ze mną kiepsko, że zabieracie mnie z treningu?
- Michał, to nie o to chodzi. Wiesz przecież w jakim stanie są twoje plecy.
- Masz być gotowy na najważniejsze mecze. - dopowiedziałam do słów Pawła.
- Przecież nic mi nie jest.
- Musisz być tak oporny?  Poza tym nie narzekaj, bo idziesz z panem Janem tylko na zastrzyk. - wskazałam na lekarza a Winiarski pokręcił głową i popatrzył na mnie rozkładając ręce w geście bezradności. Zamknął za sobą drzwi a ja kontynuowałam rozmowę z Pawłem.
- Długo jeszcze pociągnie na tych zastrzykach? Nie wygląda to dobrze.
- Nie wiem, Ida. Z mojej strony robię wszystko, ty na pewno też się starasz, ale każdy kolejny trening jest znacznym obciążeniem dla jego pleców. A jak zdążyłaś zauważyć, Winiar nie może dopuścić do siebie wiadomości, że nie może grać tak, jak wszyscy.
- Ma zastępstwo. W dobrej formie.
- Nie odpuści. 

- Faceci ... - upuściłam głowę i klepiąc Pawła po ramieniu wróciłam do swojego pokoju. Poprawka. Nie wróciłam, bo przed samymi drzwiami usłyszałam wołanie Stefana.
- Idaaaaaaaaa!
- Co tam?
- zbiegłam w dół, bo krzyk był trochę przeraźliwy. Przeszło mi nawet przez myśl, że coś stało się z Winiarem, ale przecież był z Sokalem.
- Masz gościa. - odpowiedział z uśmiechem i wrócił na halę do chłopaków.
- Tato!
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Rozmawiałaś kiedyś z Jarkiem przez telefon i mówił, że podczas treningu masz chwilę czasu.
- Ale co ty tu robisz?! Gdzie reszta? Gdzie mama? 
- Myślę, że nie powinniśmy tutaj rozmawiać. 
Znałam tatę i czułam, że coś się stało. Zaczepiłam więc Filipa i usprawiedliwiłam się, że mam do wyjaśnienia sprawę i na chwilę zniknę z terenu hali. Pokiwał głową na znak zgody i przelotnie uśmiechnął się do mojego ojca.
- Chodźmy, w restauracji na przeciw jem z drużyną, mają dobre jedzenie, a pewnie jesteś głodny.
- Nie, nie musimy iść aż tam.
- Przecież to obok.
- Ida, naprawdę nie wiem od czego zacząć...

Wyszliśmy przed halę, bo w całym zamieszaniu zapomniałam zaproponować, abyśmy zatrzymali suę u mnie w hotelowyn pokoju.
- Najlepiej od początku. Mów co się stało.
- Nie wiem jak to się stało, naprawdę, ale coś we mnie pękło i stało się tak, jak się stało. Mam straszne wyrzuty sumienia, bo nie chciałem, żeby tak wyszło. Zraniłem i jestem tego świadomy. Kłóciliśmy się, bo ciągle mnie nie było w domu i dopiero po pół roku przyznałem się do wszystkiego twojej mamie. I tylko dlatego, że nie miałem już wyjścia.

- Tato, ale o czym ty mówisz, bo nie bardzo rozumiem?
- Od prawie roku mam kochankę. 
Zamurowało mnie. Tato był zawsze przykładnym mężem. Pasowali do siebie z mamą idealnie. Nie mieli ze sobą nawzajem większych problemów. Wszystko zawsze było w jak najlepszym porządku. Zgadzali się we wszystkich kwestiach. Wychowali czwórkę dzieci na zaradnych ludzi z perspektywami na przyszłość i wpoili wszystko to, co niezbędne. Uśmiechnęłam się ironicznie i uniosłam wzrok patrząc ojcu prosto w oczy.
- Jak mogłeś? - spytałam zaciskając pięści. - Jak mogłeś ją zdradzić? Byłeś dla niej wszystkim. Kim jest twoja nowa kobieta?
- Ida, to nie jest istotne.
- Ooo nie, mój drogi. To jest sprawa kluczowa.
- Żoną twojego najstarszego brata.

W tym momencie stałam jak słup soli. Słowa ojca rozbiły mnie kompletnie. Nie dowierzałam w to, co zrobił a tym bardziej w to, z kim. Agnieszka jest... Lub była moją najlepszą przyjaciółką od dzieciństwa, dodatkowo żoną mojego brata.
- Zniszczyłeś dwa małżeństwa! Zniszczyłeś swoje i swojego syna! Jak mogłeś? - wysyczałam.
- Ida, chcieliśmy przestać się spotykać, ale nie wyszło.
- Daruj sobie. Zrobiłeś takie świństwo, że nie mieści mi się to w głowie! Co teraz zamierzasz?
- Dwa dni temu wyprowadziłem się z domu.
- Chcesz przez to powiedzieć, że mama jest teraz sama, tak? Zostawiłeś ją samą?! Wiesz, że każdy z nas ma swoje życie i mieszka osobno i tak po prostu się spakowałeś?
- Wyrzuciła mnie.
- W jaki sposób mama z Piotrkiem dowiedzieli się o zdradzie?
- To było trzy dni temu, w biurze, byłem tam z Agnieszką i wtedy przyszedł Piotrek i zobaczył
... - przerwał.
- Gziłeś się z jego żoną na jego oczach, tak? Jesteś zerem! - wykrzyczałam i wróciłam na halę.


 Jak gdyby nigdy usiadłam obok Oskara i Filipa, a obok nas stał Stefan i krzyczał coś do chłopaków  w stylu ''jeszcze raz''. Nerwowo błądziłam wzrokiem po parkiecie. Nie słyszałam nawet, że ktoś cokolwiek do mnie mówił.
- Halo, ziemia do Wiśniewskiej! 
- Ida!
- Co? Gdzie?
- zerwałam się.
- Co ty taka rozdrażniona? Stało się coś?
- Spokojnie panie statystyku, wszystko pod kontrolą. 



[04.09.2014, Wrocław, 22:30]

Chwilę po meczu zawodnicy udzielali wywiadów, między innymi Rafał z Fabianem, a ja zebrałam swoje rzeczy i w towarzystwie Wołkowyckiego wróciłam do hotelu. W windzie złapał mnie zatroskany Igła, który od samego początku mojej egzystencji z reprezentacją Polski porusza ze mną wszystkie możliwe tematy i ani trochę mi to nie przeszkadza. Jest cudownym człowiekiem.
- Cały dzień chodzisz taka struta, że bałem się koło ciebie na obiedzie siedzieć.
- Krzysiu, ja nie wiem czy chcę o tym rozmawiać.
- Chcesz, widzę to w twoich oczach.7
- Zapraszam. 

Weszliśmy wspólnie do mojego pokoju i przy zaświeconej tylko i wyłącznie lampce opowiedziałam Igle o całym zajściu. Z każdym moim słowem jego oczy były coraz większe.
- No to się porobiło. Chyba się nie spodziewałaś, co?
- Nigdy w życiu. Szczerze mówiąc byłabym skłonna bardziej podejrzewać mojego brata niż jego żonę.
- Mogę ci jakoś pomóc? Oczywiście po powrocie do Rzeszowa jesteśmy w ciągłym kontakcie, pamiętaj. I walisz jak w dzwon. W nocy o północy. Chodzi mi teraz o to, czy na chwilę obecną potrzebujesz czegoś. 

- Nie, coś ty. Właściwie to i tak dużo mi pomogłeś, bo mogłam się wygadać. Dziękuję ci i postaram się odwdzięczyć.
- Przestań. Rozliczymy się w Rzeszowie. Pójdziemy na kawę do galerii. 

- Jasne! - pomachałam na pożegnanie libero i bezwładnie opadłam na łóżko.


[05.09.2014, Wrocław, 09:15]

Jak nie trening, to masaż. I tak w kółko. Co prawda nie lubię rutyny, ale sympatia do mojej pracy powodowała, że codzienne masaże i konsultacje z zawodnikami sprawiały mi przyjemność. Miałam ten komfort, że ze względu na poobiedni trening podzieliłam grupę na pół i cześć wysłałam do Janka i Pawła. Na pierwszy ogień standardowo poszedł Kubiak, który każdego ranka biegł jak szalony, aby pierwszy ustawić się w kolejce. Od razu zapytał mnie, dlaczego od rana wypiłam już dwie kawy skoro powszechnie wiadomo, że nie lubię tego napoju i dlaczego mam za sobą ciężką noc. W końcu stwierdził, że się przemęczam, bo robię tysiąc rzeczy od razu.
- Taka moja rola w tej drużynie. A teraz się kładź. - ucięłam i zabrałam się do pracy wybiegając w między czasie trzy razy do Filipa, na co Michał pokręcił tylko głową. Miał rację, ale nie chciałam pokazać ani zmęczenia ani zdołowania. Przecież przed reprezentacją najważniejsze mecze i nikt ze sztabu nie może zaniemóc a tym bardziej ktoś związany z przygotowaniem fizycznym każdego zawodnika z osobna. Wymasowałam jeszcze Andrzeja, Karola, Mariusza, Winiara i nie wiem dlaczego, ale samego trenera i złapana pod pokojem przez Buszka dałam się zaprosić na obiad.


[05.09.2014, Wrocław, 13:46]

- Ja zapraszam, ja płacę. I nie ma sprzeciwu. - powiedział Rafał już na wstępie.
- Skoro tak, niech będzie.
Mieliśmy dwie godziny czasu wolnego, więc spokojnie konsumowaliśmy nasz posiłek - ja rybę z frytkami, a Rafał filet z kurczaka.
- Może mi powiesz, co cię trapi? Hm?
- Nie teraz. Daj mi spokojnie zjeść, bo nie chcę wszystkiego zwrócić. 

Pokiwał głową i zawołał kelnerkę, aby poprosić jeszcze o przyniesienie  dwóch gorących czekolad z bitą śmietaną.
- Koniecznie chcesz, abym nawet i bez mówienia zwróciła mój obiad na stół?
- Narzekasz. Ja tak zawsze zamawiam.
- Powiedzmy, że ci ufam.

Po obiedzie faktycznie naszła mnie ochota na coś słodkiego i nie komentując już więcej zwyczaju Buszka zamoczyłam usta w gorącym napoju. On zaś położył głowę na dłoniach i bacznie obserwował każdy mój ruch a na jego usta wkradł się delikatny uśmiech.
- Coś nie tak? - zapytałam. - Źle wyglądam? 
- Wyglądasz bardzo dobrze, tylko jest jeden mały szczegół.
- Jaki? Rozmazałam tusz? 

Rafał nie odezwał się ani słowem tylko wyciągnął dłoń w stronę mojego nosa i pogładził go kciukiem, z którego za trzy minuty zlizał bitą śmietanę.
- Nie chciałem ci mówić, ale skoro zapytałaś... 
Uśmiechnęłam się i zrobiło mi się bardzo, bardzo miło. A byłoby jeszcze milej gdyby nie to, że całemu zajściu przyglądał się Fabian z Nowakowskim. Że też wcześniej ich nie widziałam!
- Fiu, fiu, noski, noski, co tu się wyprawia?
- Nie interesuj się Fabian
. - wystawiłam środkowemu język a Buszek pogroził mu palcem.

Postanowiliśmy, że wyjdziemy z restauracji aby przygotować się do treningu. Wspólne wejście z Buszkiem zwróciło uwagę Filipa, który zabawnie poruszył brwiami a ja pokręciłam głową.
- Stało się coś?
- Nic, nic. Wszystko okej.
- To dlaczego kręcisz głową?
- Wydaje ci się.
- zbyłam Buszka i zniknęłam w pokoju ubierając reprezentacyjne wdzianko.


[05.09.2014, Wrocław, 22:10]

Po Rafale zajmowałam się Nowakowskim, który tradycyjnie nie oszczędził mnie ani trochę.
- A co to za obiadki z Rafałkiem?
- Wyszliśmy po prostu coś zjeść. Nie zapraszałeś nigdy koleżanki na obiad?
- Zapraszałem tylko takie, które interesowały mnie nie tylko pod względem koleżeńskim.
- Jesteś głupi.
- A ty mogłabyś umówić się na obiad ze mną.
- Mogłabym, owszem, ale gdybyś nie powiedział tego, co wcześniej. Teraz niestety jest już po ptakach.
- Oj Ida.
- wstał i zamknął drzwi machając mi na pożegnanie. Po ogarnięciu się i ja w końcu skończyłam na dzisiaj swoją pracę.

piątek, 10 października 2014

Polska 3:0 Australia

[ 02.09.2014, Wrocław, 9:30]

Siedziałam z Oskarem - statystykiem i uważnie śledziłam treningowe poczynania naszych Orłów. W pewnym momencie mój towarzysz zaczepił mnie.
- No i co myślisz o naszych chłopakach? Ciekaw jestem jak to wygląda z kobiecego punktu widzenia. Miałaś styczność z tyloma facetami?
- Wiesz co? W domu była nas czwórka. Ja i trzech braci. Dwoje starszych ode mnie o 2 lata bliźniaków i jeden starszy o trzy. Uwierz, że od kiedy pamiętam musiałam użerać się z bandą facetów. Chociaż uważam, że ci z reprezentacji są i tak z innej planety. I ciężko ogarnąć, z której.
- Wow, trzech facetów i ty jedna?
- Dokładnie tak.
- Ja mam siostrę, ale zawsze zastanawiałem się, jak to jest mieć brata.
- Szczerze? Nie zamieniłabym mojego rodzeństwa na żadne inne.
- Najmłodsza!
- Jasne! - zaśmiałam się. - Są wspaniali! Na domiar złego tam, gdzie się wychowałam, na podwórko wychodzili zawsze sami chłopcy. Na dziesięcioosobową grupę byłam ja i jeszcze jedna dziewczyna. Nawiasem mówiąc, dziś jest żoną mojego najstarszego brata.
- A skąd jesteś?
- Z podkarpacia. Dokładnie z Rzeszowa.
- Ach, ta Resovia.
- Fakt, całe miasto żyje siatkówką, ale jakoś mi to nie przeszkadza. U mnie w domu zawsze miała ważne miejsce. Mama jest trenerką drużyny juniorek i nauczycielką wychowania fizycznego, a tato zapalonym kibicem. Bracia też coś tam pogrywali. Jeden nawet poszedł w ślady mamy i został nauczycielem wf-u.
- No proszę, sportowa rodzina. Zupełnie jak moja. U mnie w domu siatkówka też jest ponad inne sporty. I pewnie dlatego jestem teraz tutaj, gdzie jestem. Kurcze! Fajnie mieć w kadrze kobietę!
- Miło mi to słyszeć. Masz ochotę na herbatę? Ja bym się chętnie napiła.
- Pewnie!
- Zapytam jeszcze Stefana.
I tak oto w trójkę siedzieliśmy w pokoju sztabu szkoleniowego i piliśmy gorącą herbatę z cytryną. Do południa rozmawialiśmy o rzeczach kompletnie nie związanych z reprezentacją. Następie Stefan zawołał do siebie kilku zawodników na prywatne konsultacje a ja razem z Oskarem udaliśmy się do swoich obowiązków.


 [02.09.2014, Wrocław, 12:01]

- Kogo ja tu dziś nastawiam? No proszę.
Fabian, Pit, Winiar, Buszek i Kubiak siedzieli pod moim pokojem jak jeden mąż i czekali aż się nimi zajmę.
- Fiu, fiu. Od kiedy to się do pracy w leginsach chodzi?
- Kąśliwa uwaga, ale odpowiem.
-odrzekłam z satysfakcją. - Może dlatego, że są wygodne. 
- Nie zaskoczyłaś. Myślałem, że bardziej poszalejesz z ripostą. 
- Nie chciałam. A ty jak zwykle się o wszystko czepiasz. Najpierw tosty, później, że za słabo naciskam, a później, że cię łaskoczę. Jakoś nikt nie ma z tym problemów, tylko ty.
- Widocznie Buchu lubi mocniejsze doznania!
- odezwał się w drzwiach Kłos.
- Ha, ha, ha. To się uśmiałam. Barany jedne. Za śmianie się z waszej wybawczyni - zapraszam. Który pierwszy? 
- Ja! - wstał dumnie Fabian i położył się na specjalnym łóżku.
- Dzielny pacjent.  - przymknęłam drzwi i zajęłam się Drzyzgą.

- Wiesz, podobasz się chłopakom.
- Cooo?
- odchrząknęłam głośno, a zza drzwi słychać było tylko: ''Co tam się dzieje?!''
- To co słyszysz. Mówię poważnie!
- Oj Fabianku. Ja tutaj jestem po to, żeby pracować, a nie żeby się komuś podobać.
- Ale przyznasz, że wy, kobiety, lubicie podobać się facetom.
- Dobra. Lubimy. To jak już tak sypiesz kolegów, to powiedz komu najbardziej.
- Chodzi po prostu o to, że wszyscy jednoznacznie twierdzą, że jesteś ładna. Andrzej to nawet powiedział, że jesteś jedną z najładniejszych dziewczyn, jakie widział.

- Nie wierzę. - wybuchnęłam śmiechem, ale Fabiana wcale to nie śmieszyło.
- Przecież nie żartuję. Zajęci również twierdzą, że jesteś atrakcyjna! Że masz takie długie nogi i buzię ładną. I w ogóle.
- Fabian?
- No?
- Podobam ci się?
- stanęłam z założonymi rękoma i tupałam nogą żując gumę.
- Dobra, mnie też się podobasz, ale niestety moja kobieta podoba mi się najbardziej na świecie.
- Prawidłowo.
- Ale przyznaj, że cię Rafał onieśmiela! No przyznaj się !
- Fabian, co ty gadasz?! Nikt mnie nie onieśmiela, jesteście dla mnie bandą oszołomów.
- No dobra, już dobra. 

- Faceci... Zawołaj następnego. Skończone. - zmierzwiłam włosy rozgrywającego i pstryknęłam mu palcami w nos. Polubiłam go. Skubany.


[02.09.2014, Wrocław, 22:00]

Chłopaki bez problemu wygrali z Australią trzy do zera i zbijając sobie piątki weszli do szatni. My - sztab, również opuściliśmy halę i udaliśmy się do swoich pokoi. Było wcześnie, przynajmniej dla mnie, bo normalnie pewnie poszłabym spać o pierwszej, chyba, że tak jak na wykłady, musiałabym wstać o 7:30 przez co położyłabym się o jedenastej. Zegarek wskazywał dwudziestą drugą, a jutro dzień wolny i nie muszę iść na pierwszy trening, który zaczyna się o 9:30. Swobodnie mogłam do tej pory spać i o dziesiątej pojawić się gdzieś na hali.  Rzuciłam swoje rzeczy na łóżko i zniknęłam w łazience. Pogoda była całkiem ładna, więc otworzyłam drzwi balkonowe i rozczesywałam na zewnątrz mokre włosy. Kiedy usłyszałam znajomy głos, przypomniałam sobie, że mój balkon oddzielony jest od balkonu obok jedynie do połowy murem, a resztę ''granicy'' tworzy już barierka. Lokatorzy pomieszczenia siedzieli na balkonie i z zadowoleniem w głosie komplementowali swoje wzajemne umiejętności.
- Nie no, stary, ta krótka na ostatni punkt... To było zajebiste zagranie. Siadło ci.
- Ale gdyby nie twoje przyjęcie, tak łatwo by nie było.
- Albo ta obrona Zatora!
- Ta spod trybun? Wiadoma sprawa
.
Śmiałam się cicho z rozmów Buszka, Kłosa i Zatorskiego, co i tak czy siak usłyszeli.
- O proszę! Podsłuch! Tylko nie leć to trenerów!
- Ej, daruj sobie.
- I jeszcze obrażalska.

Zeszłam z balkonu trzaskając drzwiami. Rafał mnie denerwował. Może nawet i wkurwiał. Bardzo wkurwiał, bo szczerze mówiąc, to nie rozumiałam jego fenomenu. Wszyscy wypowiadali się o nim w samych superlatywach, a dla mnie był najzwyczajniej w świecie chamski. Jego zdaniem wszystko robiłam źle albo niepotrzebnie. Dziwne było też, że dla reszty było to normalne, czasem nawet zabawne. Zastanawiałam się już, czy ze mną wszystko w porządku. I doszłam do wniosku, że zamiast bronić się bronią Buszka, po prostu mu ulegam bądź odstępuję, czasem nawet ignoruję jego zaczepki. Kiedy nerwy choć trochę mi puściły, ubrałam swoją piżamę z żyrafą i usiadłam na łóżku. Nie dane mi było cieszyć się spokojem. Do mojego pokoju jak burza wleciał Zatorski, zaraz za nim Kłos a za Kłosem nie wiem skąd, ale Fabian. Wszyscy rozłożyli się na moim łóżku.
- Czego dusze pragną? - zapytałam.
- Ida, ty serio nie widzisz, że mu się podobasz?
- A dajcie wy mi spokój! Gdyby nie on, byłabym o wiele zdrowsza!
- Posłuchaj.
- zaczął Fabian. - Znam Rafała bardzo dobrze i wiem, że fajny z niego koleś.
- Nie wątpię w to, ale jeżeli przyszliście mi o tym powiedzieć, to możecie już wyjść, bo ja nie chce tego słuchać.
- Cicho! Chcę tylko powiedzieć, że najprawdopodobniej wpadłaś mu w oko.
- Fabian, bo jak ci zaraz pierdolnę...
- Taka prawda. - dopowiedział Zatorski.
- Rafał to jest typ ...
- Spod ciemnej gwiazdy. - burknęłam.
- Nie, nie. On to jest taki trochę facet zdobywca!
- Zdobywca, przepraszam, czego?
- zaśmiałam się ironicznie, bo faktycznie mnie to rozśmieszyło.
- On chyba myśli, że jak będzie się droczył i wymieniał ripostami, to zostanie zauważony. Może nie umie inaczej okazać zainteresowania?
- To niech się pocałuje w dupę. Mam go dość. Ciągle tylko, że za wolno, za szybko, za dokładnie, a za chwilę, że za mało się staram. Jestem tutaj już dwa tygodnie, a mam dosyć użerania się z jednym głupim Buszkiem, który myśli, że jest pępkiem świata. Bo co? Bo przystojny?!
- Ustępujesz mu dlatego, że nie masz serca go skarcić, bo ci się podoba.
- Fabian, przestań, proszę, z tym podobaniem się. Po prostu następnym razem dostanie w mordę. 

- Chcę to zobaczyć. Powiedz kiedy, to przyniosę popcorn!
- Karol, mnie nie jest do śmiechu.
- Ida, spróbuj go totalnie olewać. Nie mówić mu cześć, nie rozmawiać przy masażach, nie odpowiadać na zaczepki. Bądź jeszcze większą ignorantką, niż teraz.

- Dobra, sio chłopaki! Ciężki dzień. Zbyt wielu was jest i potraficie człowieka już rano zamęczyć.
- Ale za to nas kochasz.
- odpowiedzieli chórem i wyszli z pokoju pozostawiając na łóżku niezły bajzel.


[03.09.2014, Wrocław, 9:45]

Usiadłam obok Filipa, zaczepiając go na powitanie, oczywiście w języku angielskim, bo po polsku rozumiał  tylko ''dzień dobry'' i podałam raport z poprzednich dni.
- Winiarski nadal skarży się na plecy?
- Tak. Wygląda to na poważniejszy uraz i wiele ryzykujemy.
- Ale Winiar trzyma formę! W tym momencie jest najlepszy na swojej pozycji.
- Wiem, Filip, robimy wszystko, ale zgodnie stwierdziliśmy, że w każdej chwili objawy mogą się nasilić i wtedy może być ciężko. 

- Ciężka sprawa.
- Owszem, ale nie martw się, jest w dobrych rękach, jakoś go nastawimy
. - poklepalam Blaina po ramieniu i usiadłam obok Wołkowyckiego, który jak nikt inny tutaj potrafił poprawić mi humor, bo po wczoraj był dość kiepski.
- Hej, Księżniczko, głowa do góry! Jeszcze przed obiadem będziesz spoglądać na tors twojego najlepszego pacjenta!
- Cześć Igła. Przecież moja głowa jest ciągle w górze!
- Ale jesteś smutna. Widzę cię już czternasty dzień i znam mimikę twojej twarzy!
- Krzysiu, po prostu miałam kiepski dzień.
- Chodzi o faceta?
- I tak i nie.
- Pogadamy później. Lecę odbijać, bo mnie zaraz Stefan do roboty zagoni.
- Ja też to mogę zrobić! 



[03.09.2014, Wrocław, 18:42]

Na kolację standardowo przyszłam ostatnia. Niektórzy siatkarze kończyli już jeść. Zajęłam miejsce pomiędzy Możdżonem, Konarem, Gumą i Igłą.
- No nie! - krzyknął Guma, a wszyscy obecni od razu skierowali na niego wzrok.
- Paweł, co się stało? - zapytałam nieco przerażona.
- Posoliłem herbatę. Cholera! 
Igła wziął głęboki oddech i tak głośno wypuścił powietrze, że Guma zmierzył go miażdżącym wzrokiem.
- No co?
- Stary, tobie się takie rzeczy nie zdarzają.
- wtrącił Marcin, który miał minę taką samą jak Ignaczak.
Starałam się zachować spokój, ale zakryłam usta dłonią i tłumiłam w niej swój śmiech. Zagumny w końcu sam zmiękł i cały stolik ryknął na głos. Trenerzy popatrzyli po sobie, Wołkowycki narzekał, że jak zwykle go coś ominęło, a ja przed posłodzeniem herbaty dokładnie sprawdziłam zawartość drugiej cukierniczki.



[03.09.2014 Wrocław, 20:03]

Wyszłam na rynek. Muszę przyznać, że Wrocław od zawsze robił na mnie duże wrażenie. Ludzi było pełno, a podświetlone kolorowe kamienic tworzyły niesamowity klimat. Usiadłam przy stoliku jednej z kawiarenek. Miałam ochotę na ciastko. Zamówiłam dwie kremówki i czekoladę z bitą śmietaną. W oczekiwaniu na zamówienie oglądałam z ciekawości pozostałe propozycje ciast i deserów.
- Ekhem. - usłyszałam i uniosłam wzrok spod moich okularów w czarno-białych oprawkach patrząc na przybysza z wyrzutem.
- Śledzisz mnie?
- Można tak powiedzieć. Mogę?

Rozejrzałam się w lewo i w prawo, ale wszystkie stoliki były już niestety zajęte.
- Jeżeli to jedyne wolne krzesło tutaj, to siadaj.
- Halo, ziemia do Idy, może byś chociaż na mnie spojrzała?

Przewróciłam oczami i odłożyłam kartę na stolik. W tym momencie przyszło moje zamówienie.
- Proszę to samo. - wtrącił Buszek do kelnerki, która z uśmiechem na ustach wróciła do lokalu bo dwa kawałki ciasta. - Nie mówiłaś, że nosisz okulary. 
- Nie pytałeś.
- Będziemy tak ze sobą rozmawiać już do końca mistrzostw?
- Nie wykluczam.
- Szedłem za tobą aż tutaj tylko po to, żeby słyszeć z twoich ust ''Nie pytałeś'' i ''Nie wykluczam.''.
- A czy ja ci, kurwa mać, kazałam mnie śledzić? 

- Ciszej. Bo się wszyscy gapią.
- I dobrze, niech wiedzą, że jesteś idiotą. 

Nastała cisza. Rafał zaczął jeść swoje kremówki i nie odezwał się już ani słowem. Wyglądaliśmy jak małżeństwo, które pokłóciło się o największą głupotę świata. Niestety, dla mnie zachowanie Rafała było nie tyle głupie, co drażniące.
- Ida, ja nie chcę, żeby nasze stosunki tak wyglądały.
- Jak ''tak''?
- Chcę, żebyśmy rozmawiali normalnie, jak współpracujący ze sobą ludzie. Nie mówię, że mamy się uwielbiać, ale możemy się chociaż do siebie uśmiechać.
- Ale czy ja ci coś zrobiłam?
- Nic.
- No właśnie, więc to chyba ja powinnam zrobić ci wykład na temat tego, kto jak się do kogo odnosi, co?
- Odpuść już. Przecież wiem, że ci przejdzie.
- Wiesz co? Tobie się tylko wydaje, że wiesz
. - wstałam. - Bo tak naprawdę to nie wiesz nic.
- Gdzie się wybierasz?
- Do hotelu. Mam cię dosyć.
- Nie boisz się?
- Zwykły gwałt jest chyba bardziej przyjemny niż gwałt uszu, które muszą cię słuchać.
Rafała zatkało, a ja wzięłam torebkę i położyłam na stole pieniądze za zamówienie. 

- Żegnam. - rzuciłam na koniec i udałam się w stronę hotelu, od którego dzieliło mnie niecałe dziesięć minut.

[03.09.2014, Wrocław, 22:50]

Stałam na balkonie i rozmawiałam przez telefon. Drzwi otworzyły się, a kiedy zobaczyłam, że ktoś się do mnie oddzywa usprawiedliwiłam się bratu, że muszę kończyć i odezwę się jutro.
- Zostawiłaś bluzę.
- Dzięki. - gdyby nie była to moja ulubiona pewnie bym jej od niego nie wzięła
- Ida?
- Co?
- Przepraszam. Ja się tylko trochę droczyłem.
- wypuściłam z ust powietrze i spojrzałam na Buszka w oczekiwaniu na coś więcej - Zacznijmy gadać normalnie, bo pojedziesz do domu albo gdzieś tam indziej i powiesz, że jestem frajerem, idiotą, imbecylem, chamem i nie wiadomo czym jeszcze.
- Jesteś frajerem, idiotą, imbecylem, chamem i nie wiadomo czym jeszcze.
- Mam coś dla ciebie. -
ponownie wziął moją bluzę i wyciągnął z głębokiej kieszeni, bo takową posiadała, niewielką przytulankę. Pluszowego misia.
- Pluszak! -
popatrzyłam na zabawkę, która ewidentnie była słodka.
- Sobie postawisz gdzieś, tam, czy coś. To tak na zgodę.
- A co, jeśli nie przyjmę?
- A jakie lubisz kwiatki?
- Dobra, może być.
- Nooooo. U
f. - odsapnął i uśmiechnął się wychodząc z pokoju.

Co za dzień.




środa, 1 października 2014

Polska 3:0 Serbia

[20.08.2014 - Bełchatów]

- Jesteś pewien Philippe, że to dobry pomysł? Do tej pory osteopatą w naszej reprezentacji byli fizjoterapeuci. Takie dwa w jednym. Może do Pawła przydałoby się dobrać kogoś, kto siedzi w tym samym fachu. 
- Spokojnie, Andrzej - odezwał się do Wołkowyckiego drugi trener. - Ona wie, co robi. 
- Ufam ci. - odrzekł wzdychając i mijając się w drzwiach pokoju sztabu szkoleniowego młodą dziewczynę. Szatynka z długimi nogami i z soczystym, czerwonym jabłkiem w ręku uśmiechnęła się szeroko pomimo tego, że jej bluza zostawiała na podłodze mokre ślady. Wołkowycki popatrzył zza szybę szklanych drzwi wejściowych i powiedział:
- A parasolka gdzie? Młody organizm, a szkoda, żeby chorował. 
Dziewczyna odwróciła się i zamiast wejść do pokoju pośpieszyła z podaniem ręki. 
- Ida Wiśniewska. Będę osteopatą reprezentacji. A parasolkę właśnie złamałam. 
Wołkowycki zaprowadził ją do trenerów. 
- Philippe! - krzyknęła. 
- Ida! - odpowiedział całkiem znośną dla ucha polszczyzna. I wcale nie przerobił jej imienia na ''Ajdę'' czy jakąś inną ''Ajdi''.
- Pani ... - zawahał się Stephane - Ida? Witamy na pokładzie. 




*

Trzymałam się Filipa. Szłam z nim niemal ramię w ramię, jak córka. I tak właśnie po części było. Kroczyłam pewnie przed siebie i przed wejściem na salę wzięłam głęboki wdech, na co Stefan zaczął się śmiać. Stanęłam przed grupą mamutów, a w ich oczach na całe szczęście nie zobaczyłam ani szoku, ani zażenowania, spowodowanego tym, że w sztabie znajduje się kobieta. Spojrzenia wyrażały raczej zainteresowanie. W końcu facetów, którzy będą ubiegać się o mistrzostwo świata nie obchodzi kto będzie im pomagał, tylko sposób, w jaki będzie to robił oraz rezultat. Filip popatrzył na mnie  po czym zwrócił do podopiecznych.
And now I would ...
- To ja może ... - przerwałam Blainowi na co wszyscy zgromadzeni zaczęli się śmiać. - Nazywam się Ida Wiśniewska i będę wam służyć jako osteopata. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze wspólnie pracowało. Trochę was ponaprawiam, kiedy będzie trzeba.
- Opowiedz coś o sobie! - krzyknął Wrona, a reszta mu wtórowała.
- W poprzednim sezonie pracowałam razem z drużyną z Montpellier. Zdecydowałam się na powrót do kraju i od tego momentu trener Blain namawiał mnie do pracy z reprezentacją.
Na wszelki wypadek podratowałam swoją sytuację wzmianką o Filipie, który jak się dowiedziałam był niezwykle cenionym szkoleniowcem wśród polskiej reprezentacji i każda jego decyzja brana była na poważnie.
- Potwierdzam. Naprawia jak trzeba! - odezwał się mój przyjaciel Mateusz Mika, jeden z powołanych.
- A no tak! No przecież! - powiedział Ignaczak. - Ten też we Francji grał. Panowie, pewnie tak samo zdolna jak nasz Mateusz!
Zaczerwieniłam się, co nie umknęło niczyjej uwadze. Zawołana przez trenerów pomachałam do ekipy, która wydawała się całkiem sympatyczna i udałam się do pokoju trenerów, aby omówić szczegóły pracy. Stefan starał się mówić po polsku co powodowało, że nie mogłam na niczym się skupić. Najchętniej wybuchnęłabym śmiechem, ale przecież jestem nowa i trzeba od samego początku pokazać klasę, prawda? I tak oto dotrwałam do końca ''posiedzenia''.
- To jest klucz do twojego pokoju. Od teraz będziesz włóczyć się z nami i mieć własny pokój, w każdym miejscu. Zgoda?
- Jasne. - odrzekłam wyrażając zrozumienie. Wniosłam torby na górę i podekscytowana całym zajściem zabrałam się za przeglądanie kart każdego z zawodników. Po godzinie postanowiłam zrobić sobie przerwę. Niepostrzeżenie wyszłam z budynku i stanęłam na schodach. Wdychałam zapach spalskich lasów przeciągając się w tył.
- Tu jesteś!
Moje wieczorne medytacje przerwał nie kto inny jak Filip. Skąd się znaliśmy? Proste. W ostatnim roku studiów wyjechałam do Montpellier na staż. Zostałam ''wyhaczona'' przez Blaina i zaraz po po studiach podjęłam pracę w miejscowej drużynie. Od razu sie polubiliśmy. Parę razy mu się nawet zwierzyłam.
- Jak samopoczucie ? - zapytał z troską.
- Całkiem dobrze. Zrobiłam sobie przerwę od dokumentacji. Filip?
- Tak?
- Dziękuję za kredyt zaufania, jaki od ciebie dostałam. Mam nadzieję, że po mistrzostwach ty mi podziękujesz.
- Jestem tego pewien. Idziesz?
- Nie. Zostanę i powdycham to spalskie, świeże powietrze.
I zostałam, ale kolejny raz ktoś notorycznie mi przeszkadzał. Początkowo ignorowałam to, ale kiedy szepty stawały się coraz bardziej dokuczliwe, wstałam i zajrzałam za krzak. Na to, co zobaczyłam, wybuchnęłam śmiechem.
- A wy tu co?! Mateusz?! I ty z nimi?! Pogięło was?!
- To ich wina! - odezwał się Nowakowski wskazując palcem na Fabiana i Zatora.
- Nieprawda! To ty mówiłeś, że fajna dupa i taką byś chciał, bo nie masz laski!
Złapałam się pod boki i świdrującym wzrokiem patrzyłam na Pita.
- No co ty, Idka, on kłamie!
- Ale jej imię pamiętasz! - krzyknął Mika.
- On pamięta, ale ty nie. Nie przywitałeś się ze swoją najlepszą, jak to kiedyś mówiłeś... - zająknęłam się - naprawiaczką?
- No chodź tu!
Wtuliłam się w tors Mateusza, który od momentu w którym się poznaliśmy jest mi bardzo bliski. Pozornie nieśmiały, a tak naprawdę dusza towarzystwa! Przegadaliśmy wspólnie setki godzin. Poważnie, Setki. Śmiał się nawet, że jestem trochę jak jego starsza siostra, której nigdy nie miał. Chłopcy byli przekonani, że jesteśmy parą, ale kiedy obydwoje  to usłyszeliśmy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Seeeerio? Ja i ten mutant ? No nie wierze!
- Nie chciałbym takiego kurdupla.
- A idź. - prychnęłam i wsadziłam Mice łokieć w żebro, choć aby to uczynić musiałam stanąć na palcach. - A tak nawiasem mówiąc, to więcej was tu mama nie miała?
Wrona, Kłos, Nowakowski, Mika, Zator, Fabian i Kubi popatrzyli się po sobie, a jedynym dźwiękiem jaki z siebie wydali było ''eeee?''
- My tylko chcieliśmy...
- Dobra, dobra. Dajcie mi już spokój! Do łóżek! Bo już na samym początku zorganizuję wam tortury piekielne!
- Chodźmy chłopaki, bo ona nie żartuje. - powiedział Mateusz i razem z resztą bandy skierował się ku drzwiom.
- Ostra laska z niej, będzie ciekawie. - popatrzyłam na zacierającego ręce Nowakowskiego i ze złością w głosie krzyknęłam:
- Wszystko słyszałam, ty przerośnięty kosmito!
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale nawet pozostawienie mnie samej nie wyszło na dobre - z nieba lunął deszcz, który w przeciągu kilku sekund zmoczył mnie do suchej nitki! Cholera!


[29.08.2014 - Spała]

Pracowałam z chłopakami tylko kilka dni, ale już dali mi się we znaki. Fakt, Antiga mówił, że łatwo nie będzie, ale że Ignaczak z Winiarskim będą rzucać klapkiem Wlazłego to bym się nie spodziewała. Biedny Mariusz biegał między nimi próbując doskoczyć do latającego przedmiotu. Nie spodziewałabym się również tego, że wychodząc z pokoju dostanę nim w głowę, a kiedy odwrócę się w celu zidentyfikowania sprawcy zastanę całą trójkę odwróconą bokiem z głowami uniesionymi w górę i gwiżdżącą coś pod nosem.
- Który to?!
- To Cichy! - krzyknął Igła na Nowakowskiego, który dopiero co pojawił się na korytarzu.
- Ale co ja?! Ja nic nie zrobiłem!
- Igła? - popatrzyłam iście złowieszczym wzrokiem na libero.
- Dzida, to nie ja!
- A za tą dzidę - uniosłam klapka w górę - to ci oddam!
Zamachnęłam się a Krzysztof dostał prosto w czoło.
- Ty masz mnie leczyć, a nie bić! - powiedział udając obrażonego.
- Najpierw muszę żyć, żeby cokolwiek z wami zrobić, bo kto wie, czy jutro nie poleci cegłówka zamiast buta Mariusza.
Wszyscy zaczęli się śmiać łącznie ze mną, tylko Pit nie za bardzo wiedział, co się stało. Machnął ręką i wzdychnął głośno znikając w swoim pokoju.
- Oj udziela wam się chłopaki, po tym Memoriale, udziela.


Postanowiłam zejść na śniadanie. Właściwie to marzyłam o napiciu się gorącej herbaty, która może w mniejszym stopniu niż kawa, której nie cierpię, postawi mnie na nogi i choć trochę rozbudzi. Jedliśmy w pobliskiej restauracji, gdzie trener Antiga zadbał o śniadania, obiady i kolacje, za które zapłacił nie kto inny jak PZPS. Ustawiłam się w kolejce i grzecznie poprosiłam o dwa tosty z serem i gorzką herbatę z cytryną. Po chwili otrzymałam swój posiłek, stanęłam obok lady i nabierałam na talerz warzywa ze szwedzkiego stołu.
- Jak to już nie ma tostów?! Ani jednego?! - usłyszałam zza pleców głos
- Pani Ida wzięła dwa ostatnie.
- Ida! Gdzie są moje tosty?!
- O nie, nie Rafałku. Tosty są moje. Kto pierwszy ten lepszy!
- Ale to jest nie fair!
- Jest bardzo fair.
- Wy kobiety ... Nic dla nas nie ma, bo wszystko weźmiecie!
- O przepraszam panie Tost. - na te słowa reszta kadry popatrzyła na nasza dwójkę i przysłuchiwała się wymianie zdań.  - Po pierwsze to nic ci nie wzięłam. Po drugie to weź sobie te zasrane tosty!
- Pf, nie chcę już tych tostów. Są zimne.
-To pocałuj mnie w tyłek. - odpowiedziałam pomimo wszystko grzecznie i usiadłam przy stole z fizjoterapeutą Pawłem, trenerem przygotowania fizycznego Wojciechem oraz Antigą i Blainem. Cała czwórka śmiała się ze mnie, a właściwie z mojej miny, która podobno mówiła coś na kształt słów ''Moje, nie oddam!''. Wredny Buszek! Nie ma to jak zepsuć człowiekowi humor od samego rana.
- Idzia, skarbie - usłyszałam Wołkowyckiego - takie pierdoły, a ty tu nam zaraz wybuchniesz!
- Cisza! - zmroziłam go wzrokiem i zanurzyłam wzrok w pysznym toście z podwójnym serem.


[30.08.2014 - Stadion Narodowy w Warszawie]

- Jeeeeeeeeeeej! Ile ludu! - wykrzyczał Konarski stojąc przed wyjściem na boisko, gdzie kolejno wybiegali zawodnicy, których wyczytywano.
- Czy to aby Mistrzostwa Świata? I czy na pewno w Warszawie?
- Pozwól, że nie będę tego komentować. - uderzyłam się w czoło przymykając oczy.
- Przyzwyczaj się Dzidka, Kłos wiecznie coś wypali.
- Igła, bo jak ci zaraz pierdolnę za tą Dzidkę, to cie mamusia nie pozna!
- Pozna, pozna! Halo? Mamo? Jestem w telewizji! Patrz to ja, twój ukochany synek.
Poklepałam Stefana po ramieniu i powiedziałam tylko krótkie '' Współczuję '' co skwitował uśmiechem.
- Cisza! Wchodzi Pit!
- Żeby się potknął za tą ostrą laskę. - burknęłam pod nosem, ale Wołkowycki usłyszał wszystko co do słowa.
- Co?! - popatrzył zdziwiony.
- A nic, nic. Takie małe nasze... Drobiazgi? O! A tego to żeby pochłonął wielki, gigantyczny tost z serem!
- Koleżanko!
- Idź, idź Rafałku. - ponagliłam go skinieniem ręki i wystawiłam język.

[31.08.2014 - północ, Warszawa]

Po wygranym meczu z Serbią razem z innymi medykami reprezentacji konsultowaliśmy się z zawodnikami w sprawach zdrowotnych.
- Oj, oj! Jak mnie tu rwie! - żalił się wniebogłosy Możdżonek
- Spokojnie Muratore, nic ci nie będzie.
- Ale o tutaj, ojejku, ała! - popisywał się, co panowie towarzyszący mi w obchodzie po prostu zignorowali. Chyba go znali tak samo dobrze, jak jego żarty.
-A ty? - odwróciłam się w stronę Buszka, który jeszcze parę dni temu skarżył się na bóle w dolnej partii pleców.
- I tak ci się nie dam wymasować. Nie ma takiej opcji. Jeszcze mnie będziesz straszyć tostem.
Przemilczałam jego słowa, a kiedy medycy opuścili pomieszczenie wychyliłam zza futryny głowę i dopowiedziałam
- Już ci ostatnio powiedziałam w co mnie możesz pocałować.
- Mówiłem ci Buchu? Ostra jest!
Rzuciłam meczowym adidasem stojącym na korytarzu w głowę Cichego Pita.
- Skoro jesteś cichy, to żebyś już totalnie nic nie mówił, musisz być milczący. Do łóżek mutanty! Jutro o 10 trening!


*

chętne, żeby jeszcze raz przejść mistrzostwa?
będą dłuższe, ale i rzadsze.