[04.09.2014, Wrocław, 9:00]
Od rana wstałam w wyśmienitym humorze. Śmieszyło mnie dosłownie wszystko, Na nieszczęście, a może i szczęście to samo przytrafiło się Kubiakowi. Na śniadaniu co chwilę parskaliśmy gromkim śmiechem. Standardowo, Wołkowycki miał do wszystkich żal, że znowu coś się dzieje, a nikt nie chce mu powiedzieć co. Problem w tym, że tylko ja i Michał wiedzieliśmy, z czego się śmiejemy i nikt poza tym. Wystarczyło spojrzenie, a on już wypuszczał nosem swoją herbatę. Andrzejowi i Karolowi również się udzieliło. Wyciągnęli telefony i zaczęli robić sobie zdjęcia, ale kiedy przed obiektywem stanął Fabian prężący muskuły śmiechem wybuchnął Stefan i przy wszystkich pokazał Drzyzdze swój biceps, na co ten prychnął i pogroził trenerowi palcem. W końcu wyszliśmy z felernej stołówki. Rozpoczął się trening, a ja razem z Winiarskim i fizjoterapeutą udałam się na masaż.
- Aż tak ze mną kiepsko, że zabieracie mnie z treningu?
- Michał, to nie o to chodzi. Wiesz przecież w jakim stanie są twoje plecy.
- Masz być gotowy na najważniejsze mecze. - dopowiedziałam do słów Pawła.
- Przecież nic mi nie jest.
- Musisz być tak oporny? Poza tym nie narzekaj, bo idziesz z panem Janem tylko na zastrzyk. - wskazałam na lekarza a Winiarski pokręcił głową i popatrzył na mnie rozkładając ręce w geście bezradności. Zamknął za sobą drzwi a ja kontynuowałam rozmowę z Pawłem.
- Długo jeszcze pociągnie na tych zastrzykach? Nie wygląda to dobrze.
- Nie wiem, Ida. Z mojej strony robię wszystko, ty na pewno też się starasz, ale każdy kolejny trening jest znacznym obciążeniem dla jego pleców. A jak zdążyłaś zauważyć, Winiar nie może dopuścić do siebie wiadomości, że nie może grać tak, jak wszyscy.
- Ma zastępstwo. W dobrej formie.
- Nie odpuści.
- Faceci ... - upuściłam głowę i klepiąc Pawła po ramieniu wróciłam do swojego pokoju. Poprawka. Nie wróciłam, bo przed samymi drzwiami usłyszałam wołanie Stefana.
- Idaaaaaaaaa!
- Co tam? - zbiegłam w dół, bo krzyk był trochę przeraźliwy. Przeszło mi nawet przez myśl, że coś stało się z Winiarem, ale przecież był z Sokalem.
- Masz gościa. - odpowiedział z uśmiechem i wrócił na halę do chłopaków.
- Tato!
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Rozmawiałaś kiedyś z Jarkiem przez telefon i mówił, że podczas treningu masz chwilę czasu.
- Ale co ty tu robisz?! Gdzie reszta? Gdzie mama?
- Myślę, że nie powinniśmy tutaj rozmawiać.
Znałam tatę i czułam, że coś się stało. Zaczepiłam więc Filipa i usprawiedliwiłam się, że mam do wyjaśnienia sprawę i na chwilę zniknę z terenu hali. Pokiwał głową na znak zgody i przelotnie uśmiechnął się do mojego ojca.
- Chodźmy, w restauracji na przeciw jem z drużyną, mają dobre jedzenie, a pewnie jesteś głodny.
- Nie, nie musimy iść aż tam.
- Przecież to obok.
- Ida, naprawdę nie wiem od czego zacząć...
Wyszliśmy przed halę, bo w całym zamieszaniu zapomniałam zaproponować, abyśmy zatrzymali suę u mnie w hotelowyn pokoju.
- Najlepiej od początku. Mów co się stało.
- Nie wiem jak to się stało, naprawdę, ale coś we mnie pękło i stało się tak, jak się stało. Mam straszne wyrzuty sumienia, bo nie chciałem, żeby tak wyszło. Zraniłem i jestem tego świadomy. Kłóciliśmy się, bo ciągle mnie nie było w domu i dopiero po pół roku przyznałem się do wszystkiego twojej mamie. I tylko dlatego, że nie miałem już wyjścia.
- Tato, ale o czym ty mówisz, bo nie bardzo rozumiem?
- Od prawie roku mam kochankę.
Zamurowało mnie. Tato był zawsze przykładnym mężem. Pasowali do siebie z mamą idealnie. Nie mieli ze sobą nawzajem większych problemów. Wszystko zawsze było w jak najlepszym porządku. Zgadzali się we wszystkich kwestiach. Wychowali czwórkę dzieci na zaradnych ludzi z perspektywami na przyszłość i wpoili wszystko to, co niezbędne. Uśmiechnęłam się ironicznie i uniosłam wzrok patrząc ojcu prosto w oczy.
- Jak mogłeś? - spytałam zaciskając pięści. - Jak mogłeś ją zdradzić? Byłeś dla niej wszystkim. Kim jest twoja nowa kobieta?
- Ida, to nie jest istotne.
- Ooo nie, mój drogi. To jest sprawa kluczowa.
- Żoną twojego najstarszego brata.
W tym momencie stałam jak słup soli. Słowa ojca rozbiły mnie kompletnie. Nie dowierzałam w to, co zrobił a tym bardziej w to, z kim. Agnieszka jest... Lub była moją najlepszą przyjaciółką od dzieciństwa, dodatkowo żoną mojego brata.
- Zniszczyłeś dwa małżeństwa! Zniszczyłeś swoje i swojego syna! Jak mogłeś? - wysyczałam.
- Ida, chcieliśmy przestać się spotykać, ale nie wyszło.
- Daruj sobie. Zrobiłeś takie świństwo, że nie mieści mi się to w głowie! Co teraz zamierzasz?
- Dwa dni temu wyprowadziłem się z domu.
- Chcesz przez to powiedzieć, że mama jest teraz sama, tak? Zostawiłeś ją samą?! Wiesz, że każdy z nas ma swoje życie i mieszka osobno i tak po prostu się spakowałeś?
- Wyrzuciła mnie.
- W jaki sposób mama z Piotrkiem dowiedzieli się o zdradzie?
- To było trzy dni temu, w biurze, byłem tam z Agnieszką i wtedy przyszedł Piotrek i zobaczył ... - przerwał.
- Gziłeś się z jego żoną na jego oczach, tak? Jesteś zerem! - wykrzyczałam i wróciłam na halę.
Jak gdyby nigdy usiadłam obok Oskara i Filipa, a obok nas stał Stefan i krzyczał coś do chłopaków w stylu ''jeszcze raz''. Nerwowo błądziłam wzrokiem po parkiecie. Nie słyszałam nawet, że ktoś cokolwiek do mnie mówił.
- Halo, ziemia do Wiśniewskiej!
- Ida!
- Co? Gdzie? - zerwałam się.
- Co ty taka rozdrażniona? Stało się coś?
- Spokojnie panie statystyku, wszystko pod kontrolą.
[04.09.2014, Wrocław, 22:30]
Chwilę po meczu zawodnicy udzielali wywiadów, między innymi Rafał z Fabianem, a ja zebrałam swoje rzeczy i w towarzystwie Wołkowyckiego wróciłam do hotelu. W windzie złapał mnie zatroskany Igła, który od samego początku mojej egzystencji z reprezentacją Polski porusza ze mną wszystkie możliwe tematy i ani trochę mi to nie przeszkadza. Jest cudownym człowiekiem.
- Cały dzień chodzisz taka struta, że bałem się koło ciebie na obiedzie siedzieć.
- Krzysiu, ja nie wiem czy chcę o tym rozmawiać.
- Chcesz, widzę to w twoich oczach.7
- Zapraszam.
Weszliśmy wspólnie do mojego pokoju i przy zaświeconej tylko i wyłącznie lampce opowiedziałam Igle o całym zajściu. Z każdym moim słowem jego oczy były coraz większe.
- No to się porobiło. Chyba się nie spodziewałaś, co?
- Nigdy w życiu. Szczerze mówiąc byłabym skłonna bardziej podejrzewać mojego brata niż jego żonę.
- Mogę ci jakoś pomóc? Oczywiście po powrocie do Rzeszowa jesteśmy w ciągłym kontakcie, pamiętaj. I walisz jak w dzwon. W nocy o północy. Chodzi mi teraz o to, czy na chwilę obecną potrzebujesz czegoś.
- Nie, coś ty. Właściwie to i tak dużo mi pomogłeś, bo mogłam się wygadać. Dziękuję ci i postaram się odwdzięczyć.
- Przestań. Rozliczymy się w Rzeszowie. Pójdziemy na kawę do galerii.
- Jasne! - pomachałam na pożegnanie libero i bezwładnie opadłam na łóżko.
[05.09.2014, Wrocław, 09:15]
Jak nie trening, to masaż. I tak w kółko. Co prawda nie lubię rutyny, ale sympatia do mojej pracy powodowała, że codzienne masaże i konsultacje z zawodnikami sprawiały mi przyjemność. Miałam ten komfort, że ze względu na poobiedni trening podzieliłam grupę na pół i cześć wysłałam do Janka i Pawła. Na pierwszy ogień standardowo poszedł Kubiak, który każdego ranka biegł jak szalony, aby pierwszy ustawić się w kolejce. Od razu zapytał mnie, dlaczego od rana wypiłam już dwie kawy skoro powszechnie wiadomo, że nie lubię tego napoju i dlaczego mam za sobą ciężką noc. W końcu stwierdził, że się przemęczam, bo robię tysiąc rzeczy od razu.
- Taka moja rola w tej drużynie. A teraz się kładź. - ucięłam i zabrałam się do pracy wybiegając w między czasie trzy razy do Filipa, na co Michał pokręcił tylko głową. Miał rację, ale nie chciałam pokazać ani zmęczenia ani zdołowania. Przecież przed reprezentacją najważniejsze mecze i nikt ze sztabu nie może zaniemóc a tym bardziej ktoś związany z przygotowaniem fizycznym każdego zawodnika z osobna. Wymasowałam jeszcze Andrzeja, Karola, Mariusza, Winiara i nie wiem dlaczego, ale samego trenera i złapana pod pokojem przez Buszka dałam się zaprosić na obiad.
[05.09.2014, Wrocław, 13:46]
- Ja zapraszam, ja płacę. I nie ma sprzeciwu. - powiedział Rafał już na wstępie.
- Skoro tak, niech będzie.
Mieliśmy dwie godziny czasu wolnego, więc spokojnie konsumowaliśmy nasz posiłek - ja rybę z frytkami, a Rafał filet z kurczaka.
- Może mi powiesz, co cię trapi? Hm?
- Nie teraz. Daj mi spokojnie zjeść, bo nie chcę wszystkiego zwrócić.
Pokiwał głową i zawołał kelnerkę, aby poprosić jeszcze o przyniesienie dwóch gorących czekolad z bitą śmietaną.
- Koniecznie chcesz, abym nawet i bez mówienia zwróciła mój obiad na stół?
- Narzekasz. Ja tak zawsze zamawiam.
- Powiedzmy, że ci ufam.
Po obiedzie faktycznie naszła mnie ochota na coś słodkiego i nie komentując już więcej zwyczaju Buszka zamoczyłam usta w gorącym napoju. On zaś położył głowę na dłoniach i bacznie obserwował każdy mój ruch a na jego usta wkradł się delikatny uśmiech.
- Coś nie tak? - zapytałam. - Źle wyglądam?
- Wyglądasz bardzo dobrze, tylko jest jeden mały szczegół.
- Jaki? Rozmazałam tusz?
Rafał nie odezwał się ani słowem tylko wyciągnął dłoń w stronę mojego nosa i pogładził go kciukiem, z którego za trzy minuty zlizał bitą śmietanę.
- Nie chciałem ci mówić, ale skoro zapytałaś...
Uśmiechnęłam się i zrobiło mi się bardzo, bardzo miło. A byłoby jeszcze milej gdyby nie to, że całemu zajściu przyglądał się Fabian z Nowakowskim. Że też wcześniej ich nie widziałam!
- Fiu, fiu, noski, noski, co tu się wyprawia?
- Nie interesuj się Fabian. - wystawiłam środkowemu język a Buszek pogroził mu palcem.
Postanowiliśmy, że wyjdziemy z restauracji aby przygotować się do treningu. Wspólne wejście z Buszkiem zwróciło uwagę Filipa, który zabawnie poruszył brwiami a ja pokręciłam głową.
- Stało się coś?
- Nic, nic. Wszystko okej.
- To dlaczego kręcisz głową?
- Wydaje ci się. - zbyłam Buszka i zniknęłam w pokoju ubierając reprezentacyjne wdzianko.
[05.09.2014, Wrocław, 22:10]
Po Rafale zajmowałam się Nowakowskim, który tradycyjnie nie oszczędził mnie ani trochę.
- A co to za obiadki z Rafałkiem?
- Wyszliśmy po prostu coś zjeść. Nie zapraszałeś nigdy koleżanki na obiad?
- Zapraszałem tylko takie, które interesowały mnie nie tylko pod względem koleżeńskim.
- Jesteś głupi.
- A ty mogłabyś umówić się na obiad ze mną.
- Mogłabym, owszem, ale gdybyś nie powiedział tego, co wcześniej. Teraz niestety jest już po ptakach.
- Oj Ida. - wstał i zamknął drzwi machając mi na pożegnanie. Po ogarnięciu się i ja w końcu skończyłam na dzisiaj swoją pracę.
ALE JA CIEBIE BARDZO KOCHAM <3
OdpowiedzUsuńBuszu jaki się miły i uroczy zrobił, no no :D Całkowita zmiana na plus. Duży plus. :)
OdpowiedzUsuńA Idzie bardzo współczuję, w końcu to nic fajnego dowiedzieć się, że ojciec zdradza matkę. I to z żoną swojego syna. Świństwo do potęgi n-tej.
NIECH SIĘ UMÓWI Z PITEM PLISKA XD Jestem zafascynowana obiadem z Rafałek i o boże, aby więcej takich rzeczy. A tego jej ojca to bym powiesiła na suchej gałęzi, ugh.
OdpowiedzUsuńJa wiem Olciu, że musisz się uczyć, matura takie sprawy, ale OMG tak kocham to opowiadanie, że mogłabym czytać jeden rozdział za drugim ♥