- Jesteś pewien Philippe, że to dobry pomysł? Do tej pory osteopatą w naszej reprezentacji byli fizjoterapeuci. Takie dwa w jednym. Może do Pawła przydałoby się dobrać kogoś, kto siedzi w tym samym fachu.
- Spokojnie, Andrzej - odezwał się do Wołkowyckiego drugi trener. - Ona wie, co robi.
- Ufam ci. - odrzekł wzdychając i mijając się w drzwiach pokoju sztabu szkoleniowego młodą dziewczynę. Szatynka z długimi nogami i z soczystym, czerwonym jabłkiem w ręku uśmiechnęła się szeroko pomimo tego, że jej bluza zostawiała na podłodze mokre ślady. Wołkowycki popatrzył zza szybę szklanych drzwi wejściowych i powiedział:
- A parasolka gdzie? Młody organizm, a szkoda, żeby chorował.
Dziewczyna odwróciła się i zamiast wejść do pokoju pośpieszyła z podaniem ręki.
- Ida Wiśniewska. Będę osteopatą reprezentacji. A parasolkę właśnie złamałam.
Wołkowycki zaprowadził ją do trenerów.
- Philippe! - krzyknęła.
- Ida! - odpowiedział całkiem znośną dla ucha polszczyzna. I wcale nie przerobił jej imienia na ''Ajdę'' czy jakąś inną ''Ajdi''.
- Pani ... - zawahał się Stephane - Ida? Witamy na pokładzie.
*
Trzymałam się Filipa. Szłam z nim niemal ramię w ramię, jak córka. I tak właśnie po części było. Kroczyłam pewnie przed siebie i przed wejściem na salę wzięłam głęboki wdech, na co Stefan zaczął się śmiać. Stanęłam przed grupą mamutów, a w ich oczach na całe szczęście nie zobaczyłam ani szoku, ani zażenowania, spowodowanego tym, że w sztabie znajduje się kobieta. Spojrzenia wyrażały raczej zainteresowanie. W końcu facetów, którzy będą ubiegać się o mistrzostwo świata nie obchodzi kto będzie im pomagał, tylko sposób, w jaki będzie to robił oraz rezultat. Filip popatrzył na mnie po czym zwrócił do podopiecznych.
- And now I would ...
- To ja może ... - przerwałam Blainowi na co wszyscy zgromadzeni zaczęli się śmiać. - Nazywam się Ida Wiśniewska i będę wam służyć jako osteopata. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze wspólnie pracowało. Trochę was ponaprawiam, kiedy będzie trzeba.
- Opowiedz coś o sobie! - krzyknął Wrona, a reszta mu wtórowała.
- W poprzednim sezonie pracowałam razem z drużyną z Montpellier. Zdecydowałam się na powrót do kraju i od tego momentu trener Blain namawiał mnie do pracy z reprezentacją.
Na wszelki wypadek podratowałam swoją sytuację wzmianką o Filipie, który jak się dowiedziałam był niezwykle cenionym szkoleniowcem wśród polskiej reprezentacji i każda jego decyzja brana była na poważnie.
- Potwierdzam. Naprawia jak trzeba! - odezwał się mój przyjaciel Mateusz Mika, jeden z powołanych.
- A no tak! No przecież! - powiedział Ignaczak. - Ten też we Francji grał. Panowie, pewnie tak samo zdolna jak nasz Mateusz!
Zaczerwieniłam się, co nie umknęło niczyjej uwadze. Zawołana przez trenerów pomachałam do ekipy, która wydawała się całkiem sympatyczna i udałam się do pokoju trenerów, aby omówić szczegóły pracy. Stefan starał się mówić po polsku co powodowało, że nie mogłam na niczym się skupić. Najchętniej wybuchnęłabym śmiechem, ale przecież jestem nowa i trzeba od samego początku pokazać klasę, prawda? I tak oto dotrwałam do końca ''posiedzenia''.
- To jest klucz do twojego pokoju. Od teraz będziesz włóczyć się z nami i mieć własny pokój, w każdym miejscu. Zgoda?
- Jasne. - odrzekłam wyrażając zrozumienie. Wniosłam torby na górę i podekscytowana całym zajściem zabrałam się za przeglądanie kart każdego z zawodników. Po godzinie postanowiłam zrobić sobie przerwę. Niepostrzeżenie wyszłam z budynku i stanęłam na schodach. Wdychałam zapach spalskich lasów przeciągając się w tył.
- Tu jesteś!
Moje wieczorne medytacje przerwał nie kto inny jak Filip. Skąd się znaliśmy? Proste. W ostatnim roku studiów wyjechałam do Montpellier na staż. Zostałam ''wyhaczona'' przez Blaina i zaraz po po studiach podjęłam pracę w miejscowej drużynie. Od razu sie polubiliśmy. Parę razy mu się nawet zwierzyłam.
- Jak samopoczucie ? - zapytał z troską.
- Całkiem dobrze. Zrobiłam sobie przerwę od dokumentacji. Filip?
- Tak?
- Dziękuję za kredyt zaufania, jaki od ciebie dostałam. Mam nadzieję, że po mistrzostwach ty mi podziękujesz.
- Jestem tego pewien. Idziesz?
- Nie. Zostanę i powdycham to spalskie, świeże powietrze.
I zostałam, ale kolejny raz ktoś notorycznie mi przeszkadzał. Początkowo ignorowałam to, ale kiedy szepty stawały się coraz bardziej dokuczliwe, wstałam i zajrzałam za krzak. Na to, co zobaczyłam, wybuchnęłam śmiechem.
- A wy tu co?! Mateusz?! I ty z nimi?! Pogięło was?!
- To ich wina! - odezwał się Nowakowski wskazując palcem na Fabiana i Zatora.
- Nieprawda! To ty mówiłeś, że fajna dupa i taką byś chciał, bo nie masz laski!
Złapałam się pod boki i świdrującym wzrokiem patrzyłam na Pita.
- No co ty, Idka, on kłamie!
- Ale jej imię pamiętasz! - krzyknął Mika.
- On pamięta, ale ty nie. Nie przywitałeś się ze swoją najlepszą, jak to kiedyś mówiłeś... - zająknęłam się - naprawiaczką?
- No chodź tu!
Wtuliłam się w tors Mateusza, który od momentu w którym się poznaliśmy jest mi bardzo bliski. Pozornie nieśmiały, a tak naprawdę dusza towarzystwa! Przegadaliśmy wspólnie setki godzin. Poważnie, Setki. Śmiał się nawet, że jestem trochę jak jego starsza siostra, której nigdy nie miał. Chłopcy byli przekonani, że jesteśmy parą, ale kiedy obydwoje to usłyszeliśmy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Seeeerio? Ja i ten mutant ? No nie wierze!
- Nie chciałbym takiego kurdupla.
- A idź. - prychnęłam i wsadziłam Mice łokieć w żebro, choć aby to uczynić musiałam stanąć na palcach. - A tak nawiasem mówiąc, to więcej was tu mama nie miała?
Wrona, Kłos, Nowakowski, Mika, Zator, Fabian i Kubi popatrzyli się po sobie, a jedynym dźwiękiem jaki z siebie wydali było ''eeee?''
- My tylko chcieliśmy...
- Dobra, dobra. Dajcie mi już spokój! Do łóżek! Bo już na samym początku zorganizuję wam tortury piekielne!
- Chodźmy chłopaki, bo ona nie żartuje. - powiedział Mateusz i razem z resztą bandy skierował się ku drzwiom.
- Ostra laska z niej, będzie ciekawie. - popatrzyłam na zacierającego ręce Nowakowskiego i ze złością w głosie krzyknęłam:
- Wszystko słyszałam, ty przerośnięty kosmito!
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale nawet pozostawienie mnie samej nie wyszło na dobre - z nieba lunął deszcz, który w przeciągu kilku sekund zmoczył mnie do suchej nitki! Cholera!
[29.08.2014 - Spała]
Pracowałam z chłopakami tylko kilka dni, ale już dali mi się we znaki. Fakt, Antiga mówił, że łatwo nie będzie, ale że Ignaczak z Winiarskim będą rzucać klapkiem Wlazłego to bym się nie spodziewała. Biedny Mariusz biegał między nimi próbując doskoczyć do latającego przedmiotu. Nie spodziewałabym się również tego, że wychodząc z pokoju dostanę nim w głowę, a kiedy odwrócę się w celu zidentyfikowania sprawcy zastanę całą trójkę odwróconą bokiem z głowami uniesionymi w górę i gwiżdżącą coś pod nosem.
- Który to?!
- To Cichy! - krzyknął Igła na Nowakowskiego, który dopiero co pojawił się na korytarzu.
- Ale co ja?! Ja nic nie zrobiłem!
- Igła? - popatrzyłam iście złowieszczym wzrokiem na libero.
- Dzida, to nie ja!
- A za tą dzidę - uniosłam klapka w górę - to ci oddam!
Zamachnęłam się a Krzysztof dostał prosto w czoło.
- Ty masz mnie leczyć, a nie bić! - powiedział udając obrażonego.
- Najpierw muszę żyć, żeby cokolwiek z wami zrobić, bo kto wie, czy jutro nie poleci cegłówka zamiast buta Mariusza.
Wszyscy zaczęli się śmiać łącznie ze mną, tylko Pit nie za bardzo wiedział, co się stało. Machnął ręką i wzdychnął głośno znikając w swoim pokoju.
- Oj udziela wam się chłopaki, po tym Memoriale, udziela.
Postanowiłam zejść na śniadanie. Właściwie to marzyłam o napiciu się gorącej herbaty, która może w mniejszym stopniu niż kawa, której nie cierpię, postawi mnie na nogi i choć trochę rozbudzi. Jedliśmy w pobliskiej restauracji, gdzie trener Antiga zadbał o śniadania, obiady i kolacje, za które zapłacił nie kto inny jak PZPS. Ustawiłam się w kolejce i grzecznie poprosiłam o dwa tosty z serem i gorzką herbatę z cytryną. Po chwili otrzymałam swój posiłek, stanęłam obok lady i nabierałam na talerz warzywa ze szwedzkiego stołu.
- Jak to już nie ma tostów?! Ani jednego?! - usłyszałam zza pleców głos
- Pani Ida wzięła dwa ostatnie.
- Ida! Gdzie są moje tosty?!
- O nie, nie Rafałku. Tosty są moje. Kto pierwszy ten lepszy!
- Ale to jest nie fair!
- Jest bardzo fair.
- Wy kobiety ... Nic dla nas nie ma, bo wszystko weźmiecie!
- O przepraszam panie Tost. - na te słowa reszta kadry popatrzyła na nasza dwójkę i przysłuchiwała się wymianie zdań. - Po pierwsze to nic ci nie wzięłam. Po drugie to weź sobie te zasrane tosty!
- Pf, nie chcę już tych tostów. Są zimne.
-To pocałuj mnie w tyłek. - odpowiedziałam pomimo wszystko grzecznie i usiadłam przy stole z fizjoterapeutą Pawłem, trenerem przygotowania fizycznego Wojciechem oraz Antigą i Blainem. Cała czwórka śmiała się ze mnie, a właściwie z mojej miny, która podobno mówiła coś na kształt słów ''Moje, nie oddam!''. Wredny Buszek! Nie ma to jak zepsuć człowiekowi humor od samego rana.
- Idzia, skarbie - usłyszałam Wołkowyckiego - takie pierdoły, a ty tu nam zaraz wybuchniesz!
- Cisza! - zmroziłam go wzrokiem i zanurzyłam wzrok w pysznym toście z podwójnym serem.
[30.08.2014 - Stadion Narodowy w Warszawie]
- Jeeeeeeeeeeej! Ile ludu! - wykrzyczał Konarski stojąc przed wyjściem na boisko, gdzie kolejno wybiegali zawodnicy, których wyczytywano.
- Czy to aby Mistrzostwa Świata? I czy na pewno w Warszawie?
- Pozwól, że nie będę tego komentować. - uderzyłam się w czoło przymykając oczy.
- Przyzwyczaj się Dzidka, Kłos wiecznie coś wypali.
- Igła, bo jak ci zaraz pierdolnę za tą Dzidkę, to cie mamusia nie pozna!
- Pozna, pozna! Halo? Mamo? Jestem w telewizji! Patrz to ja, twój ukochany synek.
Poklepałam Stefana po ramieniu i powiedziałam tylko krótkie '' Współczuję '' co skwitował uśmiechem.
- Cisza! Wchodzi Pit!
- Żeby się potknął za tą ostrą laskę. - burknęłam pod nosem, ale Wołkowycki usłyszał wszystko co do słowa.
- Co?! - popatrzył zdziwiony.
- A nic, nic. Takie małe nasze... Drobiazgi? O! A tego to żeby pochłonął wielki, gigantyczny tost z serem!
- Koleżanko!
- Idź, idź Rafałku. - ponagliłam go skinieniem ręki i wystawiłam język.
[31.08.2014 - północ, Warszawa]
Po wygranym meczu z Serbią razem z innymi medykami reprezentacji konsultowaliśmy się z zawodnikami w sprawach zdrowotnych.
- Oj, oj! Jak mnie tu rwie! - żalił się wniebogłosy Możdżonek
- Spokojnie Muratore, nic ci nie będzie.
- Ale o tutaj, ojejku, ała! - popisywał się, co panowie towarzyszący mi w obchodzie po prostu zignorowali. Chyba go znali tak samo dobrze, jak jego żarty.
-A ty? - odwróciłam się w stronę Buszka, który jeszcze parę dni temu skarżył się na bóle w dolnej partii pleców.
- I tak ci się nie dam wymasować. Nie ma takiej opcji. Jeszcze mnie będziesz straszyć tostem.
Przemilczałam jego słowa, a kiedy medycy opuścili pomieszczenie wychyliłam zza futryny głowę i dopowiedziałam
- Już ci ostatnio powiedziałam w co mnie możesz pocałować.
- Mówiłem ci Buchu? Ostra jest!
Rzuciłam meczowym adidasem stojącym na korytarzu w głowę Cichego Pita.
- Skoro jesteś cichy, to żebyś już totalnie nic nie mówił, musisz być milczący. Do łóżek mutanty! Jutro o 10 trening!
*
chętne, żeby jeszcze raz przejść mistrzostwa?
będą dłuższe, ale i rzadsze.
chętne, żeby jeszcze raz przejść mistrzostwa?
będą dłuższe, ale i rzadsze.
Chętne jak najbardziej, miód na me serce. A to z nich gagatki! Tylko podrywanie i denerwowanie im w głowie. Zaraz im skończę taką zabawę :D
OdpowiedzUsuńA teraz ucz się, ucz, bądź dzielna. Trzymaj się Olciu :*
Pewnie, że chętne. Od Ciebie wszystko. :*
OdpowiedzUsuń