[04.09.2014, Wrocław, 9:00]
Od rana wstałam w wyśmienitym humorze. Śmieszyło mnie dosłownie wszystko, Na nieszczęście, a może i szczęście to samo przytrafiło się Kubiakowi. Na śniadaniu co chwilę parskaliśmy gromkim śmiechem. Standardowo, Wołkowycki miał do wszystkich żal, że znowu coś się dzieje, a nikt nie chce mu powiedzieć co. Problem w tym, że tylko ja i Michał wiedzieliśmy, z czego się śmiejemy i nikt poza tym. Wystarczyło spojrzenie, a on już wypuszczał nosem swoją herbatę. Andrzejowi i Karolowi również się udzieliło. Wyciągnęli telefony i zaczęli robić sobie zdjęcia, ale kiedy przed obiektywem stanął Fabian prężący muskuły śmiechem wybuchnął Stefan i przy wszystkich pokazał Drzyzdze swój biceps, na co ten prychnął i pogroził trenerowi palcem. W końcu wyszliśmy z felernej stołówki. Rozpoczął się trening, a ja razem z Winiarskim i fizjoterapeutą udałam się na masaż.
- Aż tak ze mną kiepsko, że zabieracie mnie z treningu?
- Michał, to nie o to chodzi. Wiesz przecież w jakim stanie są twoje plecy.
- Masz być gotowy na najważniejsze mecze. - dopowiedziałam do słów Pawła.
- Przecież nic mi nie jest.
- Musisz być tak oporny? Poza tym nie narzekaj, bo idziesz z panem Janem tylko na zastrzyk. - wskazałam na lekarza a Winiarski pokręcił głową i popatrzył na mnie rozkładając ręce w geście bezradności. Zamknął za sobą drzwi a ja kontynuowałam rozmowę z Pawłem.
- Długo jeszcze pociągnie na tych zastrzykach? Nie wygląda to dobrze.
- Nie wiem, Ida. Z mojej strony robię wszystko, ty na pewno też się starasz, ale każdy kolejny trening jest znacznym obciążeniem dla jego pleców. A jak zdążyłaś zauważyć, Winiar nie może dopuścić do siebie wiadomości, że nie może grać tak, jak wszyscy.
- Ma zastępstwo. W dobrej formie.
- Nie odpuści.
- Faceci ... - upuściłam głowę i klepiąc Pawła po ramieniu wróciłam do swojego pokoju. Poprawka. Nie wróciłam, bo przed samymi drzwiami usłyszałam wołanie Stefana.
- Idaaaaaaaaa!
- Co tam? - zbiegłam w dół, bo krzyk był trochę przeraźliwy. Przeszło mi nawet przez myśl, że coś stało się z Winiarem, ale przecież był z Sokalem.
- Masz gościa. - odpowiedział z uśmiechem i wrócił na halę do chłopaków.
- Tato!
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Rozmawiałaś kiedyś z Jarkiem przez telefon i mówił, że podczas treningu masz chwilę czasu.
- Ale co ty tu robisz?! Gdzie reszta? Gdzie mama?
- Myślę, że nie powinniśmy tutaj rozmawiać.
Znałam tatę i czułam, że coś się stało. Zaczepiłam więc Filipa i usprawiedliwiłam się, że mam do wyjaśnienia sprawę i na chwilę zniknę z terenu hali. Pokiwał głową na znak zgody i przelotnie uśmiechnął się do mojego ojca.
- Chodźmy, w restauracji na przeciw jem z drużyną, mają dobre jedzenie, a pewnie jesteś głodny.
- Nie, nie musimy iść aż tam.
- Przecież to obok.
- Ida, naprawdę nie wiem od czego zacząć...
Wyszliśmy przed halę, bo w całym zamieszaniu zapomniałam zaproponować, abyśmy zatrzymali suę u mnie w hotelowyn pokoju.
- Najlepiej od początku. Mów co się stało.
- Nie wiem jak to się stało, naprawdę, ale coś we mnie pękło i stało się tak, jak się stało. Mam straszne wyrzuty sumienia, bo nie chciałem, żeby tak wyszło. Zraniłem i jestem tego świadomy. Kłóciliśmy się, bo ciągle mnie nie było w domu i dopiero po pół roku przyznałem się do wszystkiego twojej mamie. I tylko dlatego, że nie miałem już wyjścia.
- Tato, ale o czym ty mówisz, bo nie bardzo rozumiem?
- Od prawie roku mam kochankę.
Zamurowało mnie. Tato był zawsze przykładnym mężem. Pasowali do siebie z mamą idealnie. Nie mieli ze sobą nawzajem większych problemów. Wszystko zawsze było w jak najlepszym porządku. Zgadzali się we wszystkich kwestiach. Wychowali czwórkę dzieci na zaradnych ludzi z perspektywami na przyszłość i wpoili wszystko to, co niezbędne. Uśmiechnęłam się ironicznie i uniosłam wzrok patrząc ojcu prosto w oczy.
- Jak mogłeś? - spytałam zaciskając pięści. - Jak mogłeś ją zdradzić? Byłeś dla niej wszystkim. Kim jest twoja nowa kobieta?
- Ida, to nie jest istotne.
- Ooo nie, mój drogi. To jest sprawa kluczowa.
- Żoną twojego najstarszego brata.
W tym momencie stałam jak słup soli. Słowa ojca rozbiły mnie kompletnie. Nie dowierzałam w to, co zrobił a tym bardziej w to, z kim. Agnieszka jest... Lub była moją najlepszą przyjaciółką od dzieciństwa, dodatkowo żoną mojego brata.
- Zniszczyłeś dwa małżeństwa! Zniszczyłeś swoje i swojego syna! Jak mogłeś? - wysyczałam.
- Ida, chcieliśmy przestać się spotykać, ale nie wyszło.
- Daruj sobie. Zrobiłeś takie świństwo, że nie mieści mi się to w głowie! Co teraz zamierzasz?
- Dwa dni temu wyprowadziłem się z domu.
- Chcesz przez to powiedzieć, że mama jest teraz sama, tak? Zostawiłeś ją samą?! Wiesz, że każdy z nas ma swoje życie i mieszka osobno i tak po prostu się spakowałeś?
- Wyrzuciła mnie.
- W jaki sposób mama z Piotrkiem dowiedzieli się o zdradzie?
- To było trzy dni temu, w biurze, byłem tam z Agnieszką i wtedy przyszedł Piotrek i zobaczył ... - przerwał.
- Gziłeś się z jego żoną na jego oczach, tak? Jesteś zerem! - wykrzyczałam i wróciłam na halę.
Jak gdyby nigdy usiadłam obok Oskara i Filipa, a obok nas stał Stefan i krzyczał coś do chłopaków w stylu ''jeszcze raz''. Nerwowo błądziłam wzrokiem po parkiecie. Nie słyszałam nawet, że ktoś cokolwiek do mnie mówił.
- Halo, ziemia do Wiśniewskiej!
- Ida!
- Co? Gdzie? - zerwałam się.
- Co ty taka rozdrażniona? Stało się coś?
- Spokojnie panie statystyku, wszystko pod kontrolą.
[04.09.2014, Wrocław, 22:30]
Chwilę po meczu zawodnicy udzielali wywiadów, między innymi Rafał z Fabianem, a ja zebrałam swoje rzeczy i w towarzystwie Wołkowyckiego wróciłam do hotelu. W windzie złapał mnie zatroskany Igła, który od samego początku mojej egzystencji z reprezentacją Polski porusza ze mną wszystkie możliwe tematy i ani trochę mi to nie przeszkadza. Jest cudownym człowiekiem.
- Cały dzień chodzisz taka struta, że bałem się koło ciebie na obiedzie siedzieć.
- Krzysiu, ja nie wiem czy chcę o tym rozmawiać.
- Chcesz, widzę to w twoich oczach.7
- Zapraszam.
Weszliśmy wspólnie do mojego pokoju i przy zaświeconej tylko i wyłącznie lampce opowiedziałam Igle o całym zajściu. Z każdym moim słowem jego oczy były coraz większe.
- No to się porobiło. Chyba się nie spodziewałaś, co?
- Nigdy w życiu. Szczerze mówiąc byłabym skłonna bardziej podejrzewać mojego brata niż jego żonę.
- Mogę ci jakoś pomóc? Oczywiście po powrocie do Rzeszowa jesteśmy w ciągłym kontakcie, pamiętaj. I walisz jak w dzwon. W nocy o północy. Chodzi mi teraz o to, czy na chwilę obecną potrzebujesz czegoś.
- Nie, coś ty. Właściwie to i tak dużo mi pomogłeś, bo mogłam się wygadać. Dziękuję ci i postaram się odwdzięczyć.
- Przestań. Rozliczymy się w Rzeszowie. Pójdziemy na kawę do galerii.
- Jasne! - pomachałam na pożegnanie libero i bezwładnie opadłam na łóżko.
[05.09.2014, Wrocław, 09:15]
Jak nie trening, to masaż. I tak w kółko. Co prawda nie lubię rutyny, ale sympatia do mojej pracy powodowała, że codzienne masaże i konsultacje z zawodnikami sprawiały mi przyjemność. Miałam ten komfort, że ze względu na poobiedni trening podzieliłam grupę na pół i cześć wysłałam do Janka i Pawła. Na pierwszy ogień standardowo poszedł Kubiak, który każdego ranka biegł jak szalony, aby pierwszy ustawić się w kolejce. Od razu zapytał mnie, dlaczego od rana wypiłam już dwie kawy skoro powszechnie wiadomo, że nie lubię tego napoju i dlaczego mam za sobą ciężką noc. W końcu stwierdził, że się przemęczam, bo robię tysiąc rzeczy od razu.
- Taka moja rola w tej drużynie. A teraz się kładź. - ucięłam i zabrałam się do pracy wybiegając w między czasie trzy razy do Filipa, na co Michał pokręcił tylko głową. Miał rację, ale nie chciałam pokazać ani zmęczenia ani zdołowania. Przecież przed reprezentacją najważniejsze mecze i nikt ze sztabu nie może zaniemóc a tym bardziej ktoś związany z przygotowaniem fizycznym każdego zawodnika z osobna. Wymasowałam jeszcze Andrzeja, Karola, Mariusza, Winiara i nie wiem dlaczego, ale samego trenera i złapana pod pokojem przez Buszka dałam się zaprosić na obiad.
[05.09.2014, Wrocław, 13:46]
- Ja zapraszam, ja płacę. I nie ma sprzeciwu. - powiedział Rafał już na wstępie.
- Skoro tak, niech będzie.
Mieliśmy dwie godziny czasu wolnego, więc spokojnie konsumowaliśmy nasz posiłek - ja rybę z frytkami, a Rafał filet z kurczaka.
- Może mi powiesz, co cię trapi? Hm?
- Nie teraz. Daj mi spokojnie zjeść, bo nie chcę wszystkiego zwrócić.
Pokiwał głową i zawołał kelnerkę, aby poprosić jeszcze o przyniesienie dwóch gorących czekolad z bitą śmietaną.
- Koniecznie chcesz, abym nawet i bez mówienia zwróciła mój obiad na stół?
- Narzekasz. Ja tak zawsze zamawiam.
- Powiedzmy, że ci ufam.
Po obiedzie faktycznie naszła mnie ochota na coś słodkiego i nie komentując już więcej zwyczaju Buszka zamoczyłam usta w gorącym napoju. On zaś położył głowę na dłoniach i bacznie obserwował każdy mój ruch a na jego usta wkradł się delikatny uśmiech.
- Coś nie tak? - zapytałam. - Źle wyglądam?
- Wyglądasz bardzo dobrze, tylko jest jeden mały szczegół.
- Jaki? Rozmazałam tusz?
Rafał nie odezwał się ani słowem tylko wyciągnął dłoń w stronę mojego nosa i pogładził go kciukiem, z którego za trzy minuty zlizał bitą śmietanę.
- Nie chciałem ci mówić, ale skoro zapytałaś...
Uśmiechnęłam się i zrobiło mi się bardzo, bardzo miło. A byłoby jeszcze milej gdyby nie to, że całemu zajściu przyglądał się Fabian z Nowakowskim. Że też wcześniej ich nie widziałam!
- Fiu, fiu, noski, noski, co tu się wyprawia?
- Nie interesuj się Fabian. - wystawiłam środkowemu język a Buszek pogroził mu palcem.
Postanowiliśmy, że wyjdziemy z restauracji aby przygotować się do treningu. Wspólne wejście z Buszkiem zwróciło uwagę Filipa, który zabawnie poruszył brwiami a ja pokręciłam głową.
- Stało się coś?
- Nic, nic. Wszystko okej.
- To dlaczego kręcisz głową?
- Wydaje ci się. - zbyłam Buszka i zniknęłam w pokoju ubierając reprezentacyjne wdzianko.
[05.09.2014, Wrocław, 22:10]
Po Rafale zajmowałam się Nowakowskim, który tradycyjnie nie oszczędził mnie ani trochę.
- A co to za obiadki z Rafałkiem?
- Wyszliśmy po prostu coś zjeść. Nie zapraszałeś nigdy koleżanki na obiad?
- Zapraszałem tylko takie, które interesowały mnie nie tylko pod względem koleżeńskim.
- Jesteś głupi.
- A ty mogłabyś umówić się na obiad ze mną.
- Mogłabym, owszem, ale gdybyś nie powiedział tego, co wcześniej. Teraz niestety jest już po ptakach.
- Oj Ida. - wstał i zamknął drzwi machając mi na pożegnanie. Po ogarnięciu się i ja w końcu skończyłam na dzisiaj swoją pracę.
piątek, 17 października 2014
piątek, 10 października 2014
Polska 3:0 Australia
[ 02.09.2014, Wrocław, 9:30]
Siedziałam z Oskarem - statystykiem i uważnie śledziłam treningowe poczynania naszych Orłów. W pewnym momencie mój towarzysz zaczepił mnie.
- No i co myślisz o naszych chłopakach? Ciekaw jestem jak to wygląda z kobiecego punktu widzenia. Miałaś styczność z tyloma facetami?
- Wiesz co? W domu była nas czwórka. Ja i trzech braci. Dwoje starszych ode mnie o 2 lata bliźniaków i jeden starszy o trzy. Uwierz, że od kiedy pamiętam musiałam użerać się z bandą facetów. Chociaż uważam, że ci z reprezentacji są i tak z innej planety. I ciężko ogarnąć, z której.
- Wow, trzech facetów i ty jedna?
- Dokładnie tak.
- Ja mam siostrę, ale zawsze zastanawiałem się, jak to jest mieć brata.
- Szczerze? Nie zamieniłabym mojego rodzeństwa na żadne inne.
- Najmłodsza!
- Jasne! - zaśmiałam się. - Są wspaniali! Na domiar złego tam, gdzie się wychowałam, na podwórko wychodzili zawsze sami chłopcy. Na dziesięcioosobową grupę byłam ja i jeszcze jedna dziewczyna. Nawiasem mówiąc, dziś jest żoną mojego najstarszego brata.
- A skąd jesteś?
- Z podkarpacia. Dokładnie z Rzeszowa.
- Ach, ta Resovia.
- Fakt, całe miasto żyje siatkówką, ale jakoś mi to nie przeszkadza. U mnie w domu zawsze miała ważne miejsce. Mama jest trenerką drużyny juniorek i nauczycielką wychowania fizycznego, a tato zapalonym kibicem. Bracia też coś tam pogrywali. Jeden nawet poszedł w ślady mamy i został nauczycielem wf-u.
- No proszę, sportowa rodzina. Zupełnie jak moja. U mnie w domu siatkówka też jest ponad inne sporty. I pewnie dlatego jestem teraz tutaj, gdzie jestem. Kurcze! Fajnie mieć w kadrze kobietę!
- Miło mi to słyszeć. Masz ochotę na herbatę? Ja bym się chętnie napiła.
- Pewnie!
- Zapytam jeszcze Stefana.
I tak oto w trójkę siedzieliśmy w pokoju sztabu szkoleniowego i piliśmy gorącą herbatę z cytryną. Do południa rozmawialiśmy o rzeczach kompletnie nie związanych z reprezentacją. Następie Stefan zawołał do siebie kilku zawodników na prywatne konsultacje a ja razem z Oskarem udaliśmy się do swoich obowiązków.
[02.09.2014, Wrocław, 12:01]
- Kogo ja tu dziś nastawiam? No proszę.
Fabian, Pit, Winiar, Buszek i Kubiak siedzieli pod moim pokojem jak jeden mąż i czekali aż się nimi zajmę.
- Fiu, fiu. Od kiedy to się do pracy w leginsach chodzi?
- Kąśliwa uwaga, ale odpowiem. -odrzekłam z satysfakcją. - Może dlatego, że są wygodne.
- Nie zaskoczyłaś. Myślałem, że bardziej poszalejesz z ripostą.
- Nie chciałam. A ty jak zwykle się o wszystko czepiasz. Najpierw tosty, później, że za słabo naciskam, a później, że cię łaskoczę. Jakoś nikt nie ma z tym problemów, tylko ty.
- Widocznie Buchu lubi mocniejsze doznania! - odezwał się w drzwiach Kłos.
- Ha, ha, ha. To się uśmiałam. Barany jedne. Za śmianie się z waszej wybawczyni - zapraszam. Który pierwszy?
- Ja! - wstał dumnie Fabian i położył się na specjalnym łóżku.
- Dzielny pacjent. - przymknęłam drzwi i zajęłam się Drzyzgą.
- Wiesz, podobasz się chłopakom.
- Cooo? - odchrząknęłam głośno, a zza drzwi słychać było tylko: ''Co tam się dzieje?!''
- To co słyszysz. Mówię poważnie!
- Oj Fabianku. Ja tutaj jestem po to, żeby pracować, a nie żeby się komuś podobać.
- Ale przyznasz, że wy, kobiety, lubicie podobać się facetom.
- Dobra. Lubimy. To jak już tak sypiesz kolegów, to powiedz komu najbardziej.
- Chodzi po prostu o to, że wszyscy jednoznacznie twierdzą, że jesteś ładna. Andrzej to nawet powiedział, że jesteś jedną z najładniejszych dziewczyn, jakie widział.
- Nie wierzę. - wybuchnęłam śmiechem, ale Fabiana wcale to nie śmieszyło.
- Przecież nie żartuję. Zajęci również twierdzą, że jesteś atrakcyjna! Że masz takie długie nogi i buzię ładną. I w ogóle.
- Fabian?
- No?
- Podobam ci się? - stanęłam z założonymi rękoma i tupałam nogą żując gumę.
- Dobra, mnie też się podobasz, ale niestety moja kobieta podoba mi się najbardziej na świecie.
- Prawidłowo.
- Ale przyznaj, że cię Rafał onieśmiela! No przyznaj się !
- Fabian, co ty gadasz?! Nikt mnie nie onieśmiela, jesteście dla mnie bandą oszołomów.
- No dobra, już dobra.
- Faceci... Zawołaj następnego. Skończone. - zmierzwiłam włosy rozgrywającego i pstryknęłam mu palcami w nos. Polubiłam go. Skubany.
[02.09.2014, Wrocław, 22:00]
Chłopaki bez problemu wygrali z Australią trzy do zera i zbijając sobie piątki weszli do szatni. My - sztab, również opuściliśmy halę i udaliśmy się do swoich pokoi. Było wcześnie, przynajmniej dla mnie, bo normalnie pewnie poszłabym spać o pierwszej, chyba, że tak jak na wykłady, musiałabym wstać o 7:30 przez co położyłabym się o jedenastej. Zegarek wskazywał dwudziestą drugą, a jutro dzień wolny i nie muszę iść na pierwszy trening, który zaczyna się o 9:30. Swobodnie mogłam do tej pory spać i o dziesiątej pojawić się gdzieś na hali. Rzuciłam swoje rzeczy na łóżko i zniknęłam w łazience. Pogoda była całkiem ładna, więc otworzyłam drzwi balkonowe i rozczesywałam na zewnątrz mokre włosy. Kiedy usłyszałam znajomy głos, przypomniałam sobie, że mój balkon oddzielony jest od balkonu obok jedynie do połowy murem, a resztę ''granicy'' tworzy już barierka. Lokatorzy pomieszczenia siedzieli na balkonie i z zadowoleniem w głosie komplementowali swoje wzajemne umiejętności.
- Nie no, stary, ta krótka na ostatni punkt... To było zajebiste zagranie. Siadło ci.
- Ale gdyby nie twoje przyjęcie, tak łatwo by nie było.
- Albo ta obrona Zatora!
- Ta spod trybun? Wiadoma sprawa.
Śmiałam się cicho z rozmów Buszka, Kłosa i Zatorskiego, co i tak czy siak usłyszeli.
- O proszę! Podsłuch! Tylko nie leć to trenerów!
- Ej, daruj sobie.
- I jeszcze obrażalska.
Zeszłam z balkonu trzaskając drzwiami. Rafał mnie denerwował. Może nawet i wkurwiał. Bardzo wkurwiał, bo szczerze mówiąc, to nie rozumiałam jego fenomenu. Wszyscy wypowiadali się o nim w samych superlatywach, a dla mnie był najzwyczajniej w świecie chamski. Jego zdaniem wszystko robiłam źle albo niepotrzebnie. Dziwne było też, że dla reszty było to normalne, czasem nawet zabawne. Zastanawiałam się już, czy ze mną wszystko w porządku. I doszłam do wniosku, że zamiast bronić się bronią Buszka, po prostu mu ulegam bądź odstępuję, czasem nawet ignoruję jego zaczepki. Kiedy nerwy choć trochę mi puściły, ubrałam swoją piżamę z żyrafą i usiadłam na łóżku. Nie dane mi było cieszyć się spokojem. Do mojego pokoju jak burza wleciał Zatorski, zaraz za nim Kłos a za Kłosem nie wiem skąd, ale Fabian. Wszyscy rozłożyli się na moim łóżku.
- Czego dusze pragną? - zapytałam.
- Ida, ty serio nie widzisz, że mu się podobasz?
- A dajcie wy mi spokój! Gdyby nie on, byłabym o wiele zdrowsza!
- Posłuchaj. - zaczął Fabian. - Znam Rafała bardzo dobrze i wiem, że fajny z niego koleś.
- Nie wątpię w to, ale jeżeli przyszliście mi o tym powiedzieć, to możecie już wyjść, bo ja nie chce tego słuchać.
- Cicho! Chcę tylko powiedzieć, że najprawdopodobniej wpadłaś mu w oko.
- Fabian, bo jak ci zaraz pierdolnę...
- Taka prawda. - dopowiedział Zatorski. - Rafał to jest typ ...
- Spod ciemnej gwiazdy. - burknęłam.
- Nie, nie. On to jest taki trochę facet zdobywca!
- Zdobywca, przepraszam, czego? - zaśmiałam się ironicznie, bo faktycznie mnie to rozśmieszyło.
- On chyba myśli, że jak będzie się droczył i wymieniał ripostami, to zostanie zauważony. Może nie umie inaczej okazać zainteresowania?
- To niech się pocałuje w dupę. Mam go dość. Ciągle tylko, że za wolno, za szybko, za dokładnie, a za chwilę, że za mało się staram. Jestem tutaj już dwa tygodnie, a mam dosyć użerania się z jednym głupim Buszkiem, który myśli, że jest pępkiem świata. Bo co? Bo przystojny?!
- Ustępujesz mu dlatego, że nie masz serca go skarcić, bo ci się podoba.
- Fabian, przestań, proszę, z tym podobaniem się. Po prostu następnym razem dostanie w mordę.
- Chcę to zobaczyć. Powiedz kiedy, to przyniosę popcorn!
- Karol, mnie nie jest do śmiechu.
- Ida, spróbuj go totalnie olewać. Nie mówić mu cześć, nie rozmawiać przy masażach, nie odpowiadać na zaczepki. Bądź jeszcze większą ignorantką, niż teraz.
- Dobra, sio chłopaki! Ciężki dzień. Zbyt wielu was jest i potraficie człowieka już rano zamęczyć.
- Ale za to nas kochasz. - odpowiedzieli chórem i wyszli z pokoju pozostawiając na łóżku niezły bajzel.
[03.09.2014, Wrocław, 9:45]
Usiadłam obok Filipa, zaczepiając go na powitanie, oczywiście w języku angielskim, bo po polsku rozumiał tylko ''dzień dobry'' i podałam raport z poprzednich dni.
- Winiarski nadal skarży się na plecy?
- Tak. Wygląda to na poważniejszy uraz i wiele ryzykujemy.
- Ale Winiar trzyma formę! W tym momencie jest najlepszy na swojej pozycji.
- Wiem, Filip, robimy wszystko, ale zgodnie stwierdziliśmy, że w każdej chwili objawy mogą się nasilić i wtedy może być ciężko.
- Ciężka sprawa.
- Owszem, ale nie martw się, jest w dobrych rękach, jakoś go nastawimy. - poklepalam Blaina po ramieniu i usiadłam obok Wołkowyckiego, który jak nikt inny tutaj potrafił poprawić mi humor, bo po wczoraj był dość kiepski.
- Hej, Księżniczko, głowa do góry! Jeszcze przed obiadem będziesz spoglądać na tors twojego najlepszego pacjenta!
- Cześć Igła. Przecież moja głowa jest ciągle w górze!
- Ale jesteś smutna. Widzę cię już czternasty dzień i znam mimikę twojej twarzy!
- Krzysiu, po prostu miałam kiepski dzień.
- Chodzi o faceta?
- I tak i nie.
- Pogadamy później. Lecę odbijać, bo mnie zaraz Stefan do roboty zagoni.
- Ja też to mogę zrobić!
[03.09.2014, Wrocław, 18:42]
Na kolację standardowo przyszłam ostatnia. Niektórzy siatkarze kończyli już jeść. Zajęłam miejsce pomiędzy Możdżonem, Konarem, Gumą i Igłą.
- No nie! - krzyknął Guma, a wszyscy obecni od razu skierowali na niego wzrok.
- Paweł, co się stało? - zapytałam nieco przerażona.
- Posoliłem herbatę. Cholera!
Igła wziął głęboki oddech i tak głośno wypuścił powietrze, że Guma zmierzył go miażdżącym wzrokiem.
- No co?
- Stary, tobie się takie rzeczy nie zdarzają. - wtrącił Marcin, który miał minę taką samą jak Ignaczak.
Starałam się zachować spokój, ale zakryłam usta dłonią i tłumiłam w niej swój śmiech. Zagumny w końcu sam zmiękł i cały stolik ryknął na głos. Trenerzy popatrzyli po sobie, Wołkowycki narzekał, że jak zwykle go coś ominęło, a ja przed posłodzeniem herbaty dokładnie sprawdziłam zawartość drugiej cukierniczki.
[03.09.2014 Wrocław, 20:03]
Wyszłam na rynek. Muszę przyznać, że Wrocław od zawsze robił na mnie duże wrażenie. Ludzi było pełno, a podświetlone kolorowe kamienic tworzyły niesamowity klimat. Usiadłam przy stoliku jednej z kawiarenek. Miałam ochotę na ciastko. Zamówiłam dwie kremówki i czekoladę z bitą śmietaną. W oczekiwaniu na zamówienie oglądałam z ciekawości pozostałe propozycje ciast i deserów.
- Ekhem. - usłyszałam i uniosłam wzrok spod moich okularów w czarno-białych oprawkach patrząc na przybysza z wyrzutem.
- Śledzisz mnie?
- Można tak powiedzieć. Mogę?
Rozejrzałam się w lewo i w prawo, ale wszystkie stoliki były już niestety zajęte.
- Jeżeli to jedyne wolne krzesło tutaj, to siadaj.
- Halo, ziemia do Idy, może byś chociaż na mnie spojrzała?
Przewróciłam oczami i odłożyłam kartę na stolik. W tym momencie przyszło moje zamówienie.
- Proszę to samo. - wtrącił Buszek do kelnerki, która z uśmiechem na ustach wróciła do lokalu bo dwa kawałki ciasta. - Nie mówiłaś, że nosisz okulary.
- Nie pytałeś.
- Będziemy tak ze sobą rozmawiać już do końca mistrzostw?
- Nie wykluczam.
- Szedłem za tobą aż tutaj tylko po to, żeby słyszeć z twoich ust ''Nie pytałeś'' i ''Nie wykluczam.''.
- A czy ja ci, kurwa mać, kazałam mnie śledzić?
- Ciszej. Bo się wszyscy gapią.
- I dobrze, niech wiedzą, że jesteś idiotą.
Nastała cisza. Rafał zaczął jeść swoje kremówki i nie odezwał się już ani słowem. Wyglądaliśmy jak małżeństwo, które pokłóciło się o największą głupotę świata. Niestety, dla mnie zachowanie Rafała było nie tyle głupie, co drażniące.
- Ida, ja nie chcę, żeby nasze stosunki tak wyglądały.
- Jak ''tak''?
- Chcę, żebyśmy rozmawiali normalnie, jak współpracujący ze sobą ludzie. Nie mówię, że mamy się uwielbiać, ale możemy się chociaż do siebie uśmiechać.
- Ale czy ja ci coś zrobiłam?
- Nic.
- No właśnie, więc to chyba ja powinnam zrobić ci wykład na temat tego, kto jak się do kogo odnosi, co?
- Odpuść już. Przecież wiem, że ci przejdzie.
- Wiesz co? Tobie się tylko wydaje, że wiesz. - wstałam. - Bo tak naprawdę to nie wiesz nic.
- Gdzie się wybierasz?
- Do hotelu. Mam cię dosyć.
- Nie boisz się?
- Zwykły gwałt jest chyba bardziej przyjemny niż gwałt uszu, które muszą cię słuchać.
Rafała zatkało, a ja wzięłam torebkę i położyłam na stole pieniądze za zamówienie.
- Żegnam. - rzuciłam na koniec i udałam się w stronę hotelu, od którego dzieliło mnie niecałe dziesięć minut.
[03.09.2014, Wrocław, 22:50]
Stałam na balkonie i rozmawiałam przez telefon. Drzwi otworzyły się, a kiedy zobaczyłam, że ktoś się do mnie oddzywa usprawiedliwiłam się bratu, że muszę kończyć i odezwę się jutro.
- Zostawiłaś bluzę.
- Dzięki. - gdyby nie była to moja ulubiona pewnie bym jej od niego nie wzięła
- Ida?
- Co?
- Przepraszam. Ja się tylko trochę droczyłem. - wypuściłam z ust powietrze i spojrzałam na Buszka w oczekiwaniu na coś więcej - Zacznijmy gadać normalnie, bo pojedziesz do domu albo gdzieś tam indziej i powiesz, że jestem frajerem, idiotą, imbecylem, chamem i nie wiadomo czym jeszcze.
- Jesteś frajerem, idiotą, imbecylem, chamem i nie wiadomo czym jeszcze.
- Mam coś dla ciebie. - ponownie wziął moją bluzę i wyciągnął z głębokiej kieszeni, bo takową posiadała, niewielką przytulankę. Pluszowego misia.
- Pluszak! - popatrzyłam na zabawkę, która ewidentnie była słodka.
- Sobie postawisz gdzieś, tam, czy coś. To tak na zgodę.
- A co, jeśli nie przyjmę?
- A jakie lubisz kwiatki?
- Dobra, może być.
- Nooooo. Uf. - odsapnął i uśmiechnął się wychodząc z pokoju.
Co za dzień.
Siedziałam z Oskarem - statystykiem i uważnie śledziłam treningowe poczynania naszych Orłów. W pewnym momencie mój towarzysz zaczepił mnie.
- No i co myślisz o naszych chłopakach? Ciekaw jestem jak to wygląda z kobiecego punktu widzenia. Miałaś styczność z tyloma facetami?
- Wiesz co? W domu była nas czwórka. Ja i trzech braci. Dwoje starszych ode mnie o 2 lata bliźniaków i jeden starszy o trzy. Uwierz, że od kiedy pamiętam musiałam użerać się z bandą facetów. Chociaż uważam, że ci z reprezentacji są i tak z innej planety. I ciężko ogarnąć, z której.
- Wow, trzech facetów i ty jedna?
- Dokładnie tak.
- Ja mam siostrę, ale zawsze zastanawiałem się, jak to jest mieć brata.
- Szczerze? Nie zamieniłabym mojego rodzeństwa na żadne inne.
- Najmłodsza!
- Jasne! - zaśmiałam się. - Są wspaniali! Na domiar złego tam, gdzie się wychowałam, na podwórko wychodzili zawsze sami chłopcy. Na dziesięcioosobową grupę byłam ja i jeszcze jedna dziewczyna. Nawiasem mówiąc, dziś jest żoną mojego najstarszego brata.
- A skąd jesteś?
- Z podkarpacia. Dokładnie z Rzeszowa.
- Ach, ta Resovia.
- Fakt, całe miasto żyje siatkówką, ale jakoś mi to nie przeszkadza. U mnie w domu zawsze miała ważne miejsce. Mama jest trenerką drużyny juniorek i nauczycielką wychowania fizycznego, a tato zapalonym kibicem. Bracia też coś tam pogrywali. Jeden nawet poszedł w ślady mamy i został nauczycielem wf-u.
- No proszę, sportowa rodzina. Zupełnie jak moja. U mnie w domu siatkówka też jest ponad inne sporty. I pewnie dlatego jestem teraz tutaj, gdzie jestem. Kurcze! Fajnie mieć w kadrze kobietę!
- Miło mi to słyszeć. Masz ochotę na herbatę? Ja bym się chętnie napiła.
- Pewnie!
- Zapytam jeszcze Stefana.
I tak oto w trójkę siedzieliśmy w pokoju sztabu szkoleniowego i piliśmy gorącą herbatę z cytryną. Do południa rozmawialiśmy o rzeczach kompletnie nie związanych z reprezentacją. Następie Stefan zawołał do siebie kilku zawodników na prywatne konsultacje a ja razem z Oskarem udaliśmy się do swoich obowiązków.
[02.09.2014, Wrocław, 12:01]
- Kogo ja tu dziś nastawiam? No proszę.
Fabian, Pit, Winiar, Buszek i Kubiak siedzieli pod moim pokojem jak jeden mąż i czekali aż się nimi zajmę.
- Fiu, fiu. Od kiedy to się do pracy w leginsach chodzi?
- Kąśliwa uwaga, ale odpowiem. -odrzekłam z satysfakcją. - Może dlatego, że są wygodne.
- Nie zaskoczyłaś. Myślałem, że bardziej poszalejesz z ripostą.
- Nie chciałam. A ty jak zwykle się o wszystko czepiasz. Najpierw tosty, później, że za słabo naciskam, a później, że cię łaskoczę. Jakoś nikt nie ma z tym problemów, tylko ty.
- Widocznie Buchu lubi mocniejsze doznania! - odezwał się w drzwiach Kłos.
- Ha, ha, ha. To się uśmiałam. Barany jedne. Za śmianie się z waszej wybawczyni - zapraszam. Który pierwszy?
- Ja! - wstał dumnie Fabian i położył się na specjalnym łóżku.
- Dzielny pacjent. - przymknęłam drzwi i zajęłam się Drzyzgą.
- Wiesz, podobasz się chłopakom.
- Cooo? - odchrząknęłam głośno, a zza drzwi słychać było tylko: ''Co tam się dzieje?!''
- To co słyszysz. Mówię poważnie!
- Oj Fabianku. Ja tutaj jestem po to, żeby pracować, a nie żeby się komuś podobać.
- Ale przyznasz, że wy, kobiety, lubicie podobać się facetom.
- Dobra. Lubimy. To jak już tak sypiesz kolegów, to powiedz komu najbardziej.
- Chodzi po prostu o to, że wszyscy jednoznacznie twierdzą, że jesteś ładna. Andrzej to nawet powiedział, że jesteś jedną z najładniejszych dziewczyn, jakie widział.
- Nie wierzę. - wybuchnęłam śmiechem, ale Fabiana wcale to nie śmieszyło.
- Przecież nie żartuję. Zajęci również twierdzą, że jesteś atrakcyjna! Że masz takie długie nogi i buzię ładną. I w ogóle.
- Fabian?
- No?
- Podobam ci się? - stanęłam z założonymi rękoma i tupałam nogą żując gumę.
- Dobra, mnie też się podobasz, ale niestety moja kobieta podoba mi się najbardziej na świecie.
- Prawidłowo.
- Ale przyznaj, że cię Rafał onieśmiela! No przyznaj się !
- Fabian, co ty gadasz?! Nikt mnie nie onieśmiela, jesteście dla mnie bandą oszołomów.
- No dobra, już dobra.
- Faceci... Zawołaj następnego. Skończone. - zmierzwiłam włosy rozgrywającego i pstryknęłam mu palcami w nos. Polubiłam go. Skubany.
[02.09.2014, Wrocław, 22:00]
Chłopaki bez problemu wygrali z Australią trzy do zera i zbijając sobie piątki weszli do szatni. My - sztab, również opuściliśmy halę i udaliśmy się do swoich pokoi. Było wcześnie, przynajmniej dla mnie, bo normalnie pewnie poszłabym spać o pierwszej, chyba, że tak jak na wykłady, musiałabym wstać o 7:30 przez co położyłabym się o jedenastej. Zegarek wskazywał dwudziestą drugą, a jutro dzień wolny i nie muszę iść na pierwszy trening, który zaczyna się o 9:30. Swobodnie mogłam do tej pory spać i o dziesiątej pojawić się gdzieś na hali. Rzuciłam swoje rzeczy na łóżko i zniknęłam w łazience. Pogoda była całkiem ładna, więc otworzyłam drzwi balkonowe i rozczesywałam na zewnątrz mokre włosy. Kiedy usłyszałam znajomy głos, przypomniałam sobie, że mój balkon oddzielony jest od balkonu obok jedynie do połowy murem, a resztę ''granicy'' tworzy już barierka. Lokatorzy pomieszczenia siedzieli na balkonie i z zadowoleniem w głosie komplementowali swoje wzajemne umiejętności.
- Nie no, stary, ta krótka na ostatni punkt... To było zajebiste zagranie. Siadło ci.
- Ale gdyby nie twoje przyjęcie, tak łatwo by nie było.
- Albo ta obrona Zatora!
- Ta spod trybun? Wiadoma sprawa.
Śmiałam się cicho z rozmów Buszka, Kłosa i Zatorskiego, co i tak czy siak usłyszeli.
- O proszę! Podsłuch! Tylko nie leć to trenerów!
- Ej, daruj sobie.
- I jeszcze obrażalska.
Zeszłam z balkonu trzaskając drzwiami. Rafał mnie denerwował. Może nawet i wkurwiał. Bardzo wkurwiał, bo szczerze mówiąc, to nie rozumiałam jego fenomenu. Wszyscy wypowiadali się o nim w samych superlatywach, a dla mnie był najzwyczajniej w świecie chamski. Jego zdaniem wszystko robiłam źle albo niepotrzebnie. Dziwne było też, że dla reszty było to normalne, czasem nawet zabawne. Zastanawiałam się już, czy ze mną wszystko w porządku. I doszłam do wniosku, że zamiast bronić się bronią Buszka, po prostu mu ulegam bądź odstępuję, czasem nawet ignoruję jego zaczepki. Kiedy nerwy choć trochę mi puściły, ubrałam swoją piżamę z żyrafą i usiadłam na łóżku. Nie dane mi było cieszyć się spokojem. Do mojego pokoju jak burza wleciał Zatorski, zaraz za nim Kłos a za Kłosem nie wiem skąd, ale Fabian. Wszyscy rozłożyli się na moim łóżku.
- Czego dusze pragną? - zapytałam.
- Ida, ty serio nie widzisz, że mu się podobasz?
- A dajcie wy mi spokój! Gdyby nie on, byłabym o wiele zdrowsza!
- Posłuchaj. - zaczął Fabian. - Znam Rafała bardzo dobrze i wiem, że fajny z niego koleś.
- Nie wątpię w to, ale jeżeli przyszliście mi o tym powiedzieć, to możecie już wyjść, bo ja nie chce tego słuchać.
- Cicho! Chcę tylko powiedzieć, że najprawdopodobniej wpadłaś mu w oko.
- Fabian, bo jak ci zaraz pierdolnę...
- Taka prawda. - dopowiedział Zatorski. - Rafał to jest typ ...
- Spod ciemnej gwiazdy. - burknęłam.
- Nie, nie. On to jest taki trochę facet zdobywca!
- Zdobywca, przepraszam, czego? - zaśmiałam się ironicznie, bo faktycznie mnie to rozśmieszyło.
- On chyba myśli, że jak będzie się droczył i wymieniał ripostami, to zostanie zauważony. Może nie umie inaczej okazać zainteresowania?
- To niech się pocałuje w dupę. Mam go dość. Ciągle tylko, że za wolno, za szybko, za dokładnie, a za chwilę, że za mało się staram. Jestem tutaj już dwa tygodnie, a mam dosyć użerania się z jednym głupim Buszkiem, który myśli, że jest pępkiem świata. Bo co? Bo przystojny?!
- Ustępujesz mu dlatego, że nie masz serca go skarcić, bo ci się podoba.
- Fabian, przestań, proszę, z tym podobaniem się. Po prostu następnym razem dostanie w mordę.
- Chcę to zobaczyć. Powiedz kiedy, to przyniosę popcorn!
- Karol, mnie nie jest do śmiechu.
- Ida, spróbuj go totalnie olewać. Nie mówić mu cześć, nie rozmawiać przy masażach, nie odpowiadać na zaczepki. Bądź jeszcze większą ignorantką, niż teraz.
- Dobra, sio chłopaki! Ciężki dzień. Zbyt wielu was jest i potraficie człowieka już rano zamęczyć.
- Ale za to nas kochasz. - odpowiedzieli chórem i wyszli z pokoju pozostawiając na łóżku niezły bajzel.
[03.09.2014, Wrocław, 9:45]
Usiadłam obok Filipa, zaczepiając go na powitanie, oczywiście w języku angielskim, bo po polsku rozumiał tylko ''dzień dobry'' i podałam raport z poprzednich dni.
- Winiarski nadal skarży się na plecy?
- Tak. Wygląda to na poważniejszy uraz i wiele ryzykujemy.
- Ale Winiar trzyma formę! W tym momencie jest najlepszy na swojej pozycji.
- Wiem, Filip, robimy wszystko, ale zgodnie stwierdziliśmy, że w każdej chwili objawy mogą się nasilić i wtedy może być ciężko.
- Ciężka sprawa.
- Owszem, ale nie martw się, jest w dobrych rękach, jakoś go nastawimy. - poklepalam Blaina po ramieniu i usiadłam obok Wołkowyckiego, który jak nikt inny tutaj potrafił poprawić mi humor, bo po wczoraj był dość kiepski.
- Hej, Księżniczko, głowa do góry! Jeszcze przed obiadem będziesz spoglądać na tors twojego najlepszego pacjenta!
- Cześć Igła. Przecież moja głowa jest ciągle w górze!
- Ale jesteś smutna. Widzę cię już czternasty dzień i znam mimikę twojej twarzy!
- Krzysiu, po prostu miałam kiepski dzień.
- Chodzi o faceta?
- I tak i nie.
- Pogadamy później. Lecę odbijać, bo mnie zaraz Stefan do roboty zagoni.
- Ja też to mogę zrobić!
[03.09.2014, Wrocław, 18:42]
Na kolację standardowo przyszłam ostatnia. Niektórzy siatkarze kończyli już jeść. Zajęłam miejsce pomiędzy Możdżonem, Konarem, Gumą i Igłą.
- No nie! - krzyknął Guma, a wszyscy obecni od razu skierowali na niego wzrok.
- Paweł, co się stało? - zapytałam nieco przerażona.
- Posoliłem herbatę. Cholera!
Igła wziął głęboki oddech i tak głośno wypuścił powietrze, że Guma zmierzył go miażdżącym wzrokiem.
- No co?
- Stary, tobie się takie rzeczy nie zdarzają. - wtrącił Marcin, który miał minę taką samą jak Ignaczak.
Starałam się zachować spokój, ale zakryłam usta dłonią i tłumiłam w niej swój śmiech. Zagumny w końcu sam zmiękł i cały stolik ryknął na głos. Trenerzy popatrzyli po sobie, Wołkowycki narzekał, że jak zwykle go coś ominęło, a ja przed posłodzeniem herbaty dokładnie sprawdziłam zawartość drugiej cukierniczki.
[03.09.2014 Wrocław, 20:03]
Wyszłam na rynek. Muszę przyznać, że Wrocław od zawsze robił na mnie duże wrażenie. Ludzi było pełno, a podświetlone kolorowe kamienic tworzyły niesamowity klimat. Usiadłam przy stoliku jednej z kawiarenek. Miałam ochotę na ciastko. Zamówiłam dwie kremówki i czekoladę z bitą śmietaną. W oczekiwaniu na zamówienie oglądałam z ciekawości pozostałe propozycje ciast i deserów.
- Ekhem. - usłyszałam i uniosłam wzrok spod moich okularów w czarno-białych oprawkach patrząc na przybysza z wyrzutem.
- Śledzisz mnie?
- Można tak powiedzieć. Mogę?
Rozejrzałam się w lewo i w prawo, ale wszystkie stoliki były już niestety zajęte.
- Jeżeli to jedyne wolne krzesło tutaj, to siadaj.
- Halo, ziemia do Idy, może byś chociaż na mnie spojrzała?
Przewróciłam oczami i odłożyłam kartę na stolik. W tym momencie przyszło moje zamówienie.
- Proszę to samo. - wtrącił Buszek do kelnerki, która z uśmiechem na ustach wróciła do lokalu bo dwa kawałki ciasta. - Nie mówiłaś, że nosisz okulary.
- Nie pytałeś.
- Będziemy tak ze sobą rozmawiać już do końca mistrzostw?
- Nie wykluczam.
- Szedłem za tobą aż tutaj tylko po to, żeby słyszeć z twoich ust ''Nie pytałeś'' i ''Nie wykluczam.''.
- A czy ja ci, kurwa mać, kazałam mnie śledzić?
- Ciszej. Bo się wszyscy gapią.
- I dobrze, niech wiedzą, że jesteś idiotą.
Nastała cisza. Rafał zaczął jeść swoje kremówki i nie odezwał się już ani słowem. Wyglądaliśmy jak małżeństwo, które pokłóciło się o największą głupotę świata. Niestety, dla mnie zachowanie Rafała było nie tyle głupie, co drażniące.
- Ida, ja nie chcę, żeby nasze stosunki tak wyglądały.
- Jak ''tak''?
- Chcę, żebyśmy rozmawiali normalnie, jak współpracujący ze sobą ludzie. Nie mówię, że mamy się uwielbiać, ale możemy się chociaż do siebie uśmiechać.
- Ale czy ja ci coś zrobiłam?
- Nic.
- No właśnie, więc to chyba ja powinnam zrobić ci wykład na temat tego, kto jak się do kogo odnosi, co?
- Odpuść już. Przecież wiem, że ci przejdzie.
- Wiesz co? Tobie się tylko wydaje, że wiesz. - wstałam. - Bo tak naprawdę to nie wiesz nic.
- Gdzie się wybierasz?
- Do hotelu. Mam cię dosyć.
- Nie boisz się?
- Zwykły gwałt jest chyba bardziej przyjemny niż gwałt uszu, które muszą cię słuchać.
Rafała zatkało, a ja wzięłam torebkę i położyłam na stole pieniądze za zamówienie.
- Żegnam. - rzuciłam na koniec i udałam się w stronę hotelu, od którego dzieliło mnie niecałe dziesięć minut.
[03.09.2014, Wrocław, 22:50]
Stałam na balkonie i rozmawiałam przez telefon. Drzwi otworzyły się, a kiedy zobaczyłam, że ktoś się do mnie oddzywa usprawiedliwiłam się bratu, że muszę kończyć i odezwę się jutro.
- Zostawiłaś bluzę.
- Dzięki. - gdyby nie była to moja ulubiona pewnie bym jej od niego nie wzięła
- Ida?
- Co?
- Przepraszam. Ja się tylko trochę droczyłem. - wypuściłam z ust powietrze i spojrzałam na Buszka w oczekiwaniu na coś więcej - Zacznijmy gadać normalnie, bo pojedziesz do domu albo gdzieś tam indziej i powiesz, że jestem frajerem, idiotą, imbecylem, chamem i nie wiadomo czym jeszcze.
- Jesteś frajerem, idiotą, imbecylem, chamem i nie wiadomo czym jeszcze.
- Mam coś dla ciebie. - ponownie wziął moją bluzę i wyciągnął z głębokiej kieszeni, bo takową posiadała, niewielką przytulankę. Pluszowego misia.
- Pluszak! - popatrzyłam na zabawkę, która ewidentnie była słodka.
- Sobie postawisz gdzieś, tam, czy coś. To tak na zgodę.
- A co, jeśli nie przyjmę?
- A jakie lubisz kwiatki?
- Dobra, może być.
- Nooooo. Uf. - odsapnął i uśmiechnął się wychodząc z pokoju.
Co za dzień.
środa, 1 października 2014
Polska 3:0 Serbia
[20.08.2014 - Bełchatów]
Trzymałam się Filipa. Szłam z nim niemal ramię w ramię, jak córka. I tak właśnie po części było. Kroczyłam pewnie przed siebie i przed wejściem na salę wzięłam głęboki wdech, na co Stefan zaczął się śmiać. Stanęłam przed grupą mamutów, a w ich oczach na całe szczęście nie zobaczyłam ani szoku, ani zażenowania, spowodowanego tym, że w sztabie znajduje się kobieta. Spojrzenia wyrażały raczej zainteresowanie. W końcu facetów, którzy będą ubiegać się o mistrzostwo świata nie obchodzi kto będzie im pomagał, tylko sposób, w jaki będzie to robił oraz rezultat. Filip popatrzył na mnie po czym zwrócił do podopiecznych.
- And now I would ...
- To ja może ... - przerwałam Blainowi na co wszyscy zgromadzeni zaczęli się śmiać. - Nazywam się Ida Wiśniewska i będę wam służyć jako osteopata. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze wspólnie pracowało. Trochę was ponaprawiam, kiedy będzie trzeba.
- Opowiedz coś o sobie! - krzyknął Wrona, a reszta mu wtórowała.
- W poprzednim sezonie pracowałam razem z drużyną z Montpellier. Zdecydowałam się na powrót do kraju i od tego momentu trener Blain namawiał mnie do pracy z reprezentacją.
Na wszelki wypadek podratowałam swoją sytuację wzmianką o Filipie, który jak się dowiedziałam był niezwykle cenionym szkoleniowcem wśród polskiej reprezentacji i każda jego decyzja brana była na poważnie.
- Potwierdzam. Naprawia jak trzeba! - odezwał się mój przyjaciel Mateusz Mika, jeden z powołanych.
- A no tak! No przecież! - powiedział Ignaczak. - Ten też we Francji grał. Panowie, pewnie tak samo zdolna jak nasz Mateusz!
Zaczerwieniłam się, co nie umknęło niczyjej uwadze. Zawołana przez trenerów pomachałam do ekipy, która wydawała się całkiem sympatyczna i udałam się do pokoju trenerów, aby omówić szczegóły pracy. Stefan starał się mówić po polsku co powodowało, że nie mogłam na niczym się skupić. Najchętniej wybuchnęłabym śmiechem, ale przecież jestem nowa i trzeba od samego początku pokazać klasę, prawda? I tak oto dotrwałam do końca ''posiedzenia''.
- To jest klucz do twojego pokoju. Od teraz będziesz włóczyć się z nami i mieć własny pokój, w każdym miejscu. Zgoda?
- Jasne. - odrzekłam wyrażając zrozumienie. Wniosłam torby na górę i podekscytowana całym zajściem zabrałam się za przeglądanie kart każdego z zawodników. Po godzinie postanowiłam zrobić sobie przerwę. Niepostrzeżenie wyszłam z budynku i stanęłam na schodach. Wdychałam zapach spalskich lasów przeciągając się w tył.
- Tu jesteś!
Moje wieczorne medytacje przerwał nie kto inny jak Filip. Skąd się znaliśmy? Proste. W ostatnim roku studiów wyjechałam do Montpellier na staż. Zostałam ''wyhaczona'' przez Blaina i zaraz po po studiach podjęłam pracę w miejscowej drużynie. Od razu sie polubiliśmy. Parę razy mu się nawet zwierzyłam.
- Jak samopoczucie ? - zapytał z troską.
- Całkiem dobrze. Zrobiłam sobie przerwę od dokumentacji. Filip?
- Tak?
- Dziękuję za kredyt zaufania, jaki od ciebie dostałam. Mam nadzieję, że po mistrzostwach ty mi podziękujesz.
- Jestem tego pewien. Idziesz?
- Nie. Zostanę i powdycham to spalskie, świeże powietrze.
I zostałam, ale kolejny raz ktoś notorycznie mi przeszkadzał. Początkowo ignorowałam to, ale kiedy szepty stawały się coraz bardziej dokuczliwe, wstałam i zajrzałam za krzak. Na to, co zobaczyłam, wybuchnęłam śmiechem.
- A wy tu co?! Mateusz?! I ty z nimi?! Pogięło was?!
- To ich wina! - odezwał się Nowakowski wskazując palcem na Fabiana i Zatora.
- Nieprawda! To ty mówiłeś, że fajna dupa i taką byś chciał, bo nie masz laski!
Złapałam się pod boki i świdrującym wzrokiem patrzyłam na Pita.
- No co ty, Idka, on kłamie!
- Ale jej imię pamiętasz! - krzyknął Mika.
- On pamięta, ale ty nie. Nie przywitałeś się ze swoją najlepszą, jak to kiedyś mówiłeś... - zająknęłam się - naprawiaczką?
- No chodź tu!
Wtuliłam się w tors Mateusza, który od momentu w którym się poznaliśmy jest mi bardzo bliski. Pozornie nieśmiały, a tak naprawdę dusza towarzystwa! Przegadaliśmy wspólnie setki godzin. Poważnie, Setki. Śmiał się nawet, że jestem trochę jak jego starsza siostra, której nigdy nie miał. Chłopcy byli przekonani, że jesteśmy parą, ale kiedy obydwoje to usłyszeliśmy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Seeeerio? Ja i ten mutant ? No nie wierze!
- Nie chciałbym takiego kurdupla.
- A idź. - prychnęłam i wsadziłam Mice łokieć w żebro, choć aby to uczynić musiałam stanąć na palcach. - A tak nawiasem mówiąc, to więcej was tu mama nie miała?
Wrona, Kłos, Nowakowski, Mika, Zator, Fabian i Kubi popatrzyli się po sobie, a jedynym dźwiękiem jaki z siebie wydali było ''eeee?''
- My tylko chcieliśmy...
- Dobra, dobra. Dajcie mi już spokój! Do łóżek! Bo już na samym początku zorganizuję wam tortury piekielne!
- Chodźmy chłopaki, bo ona nie żartuje. - powiedział Mateusz i razem z resztą bandy skierował się ku drzwiom.
- Ostra laska z niej, będzie ciekawie. - popatrzyłam na zacierającego ręce Nowakowskiego i ze złością w głosie krzyknęłam:
- Wszystko słyszałam, ty przerośnięty kosmito!
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale nawet pozostawienie mnie samej nie wyszło na dobre - z nieba lunął deszcz, który w przeciągu kilku sekund zmoczył mnie do suchej nitki! Cholera!
[29.08.2014 - Spała]
Pracowałam z chłopakami tylko kilka dni, ale już dali mi się we znaki. Fakt, Antiga mówił, że łatwo nie będzie, ale że Ignaczak z Winiarskim będą rzucać klapkiem Wlazłego to bym się nie spodziewała. Biedny Mariusz biegał między nimi próbując doskoczyć do latającego przedmiotu. Nie spodziewałabym się również tego, że wychodząc z pokoju dostanę nim w głowę, a kiedy odwrócę się w celu zidentyfikowania sprawcy zastanę całą trójkę odwróconą bokiem z głowami uniesionymi w górę i gwiżdżącą coś pod nosem.
- Który to?!
- To Cichy! - krzyknął Igła na Nowakowskiego, który dopiero co pojawił się na korytarzu.
- Ale co ja?! Ja nic nie zrobiłem!
- Igła? - popatrzyłam iście złowieszczym wzrokiem na libero.
- Dzida, to nie ja!
- A za tą dzidę - uniosłam klapka w górę - to ci oddam!
Zamachnęłam się a Krzysztof dostał prosto w czoło.
- Ty masz mnie leczyć, a nie bić! - powiedział udając obrażonego.
- Najpierw muszę żyć, żeby cokolwiek z wami zrobić, bo kto wie, czy jutro nie poleci cegłówka zamiast buta Mariusza.
Wszyscy zaczęli się śmiać łącznie ze mną, tylko Pit nie za bardzo wiedział, co się stało. Machnął ręką i wzdychnął głośno znikając w swoim pokoju.
- Oj udziela wam się chłopaki, po tym Memoriale, udziela.
Postanowiłam zejść na śniadanie. Właściwie to marzyłam o napiciu się gorącej herbaty, która może w mniejszym stopniu niż kawa, której nie cierpię, postawi mnie na nogi i choć trochę rozbudzi. Jedliśmy w pobliskiej restauracji, gdzie trener Antiga zadbał o śniadania, obiady i kolacje, za które zapłacił nie kto inny jak PZPS. Ustawiłam się w kolejce i grzecznie poprosiłam o dwa tosty z serem i gorzką herbatę z cytryną. Po chwili otrzymałam swój posiłek, stanęłam obok lady i nabierałam na talerz warzywa ze szwedzkiego stołu.
- Jak to już nie ma tostów?! Ani jednego?! - usłyszałam zza pleców głos
- Pani Ida wzięła dwa ostatnie.
- Ida! Gdzie są moje tosty?!
- O nie, nie Rafałku. Tosty są moje. Kto pierwszy ten lepszy!
- Ale to jest nie fair!
- Jest bardzo fair.
- Wy kobiety ... Nic dla nas nie ma, bo wszystko weźmiecie!
- O przepraszam panie Tost. - na te słowa reszta kadry popatrzyła na nasza dwójkę i przysłuchiwała się wymianie zdań. - Po pierwsze to nic ci nie wzięłam. Po drugie to weź sobie te zasrane tosty!
- Pf, nie chcę już tych tostów. Są zimne.
-To pocałuj mnie w tyłek. - odpowiedziałam pomimo wszystko grzecznie i usiadłam przy stole z fizjoterapeutą Pawłem, trenerem przygotowania fizycznego Wojciechem oraz Antigą i Blainem. Cała czwórka śmiała się ze mnie, a właściwie z mojej miny, która podobno mówiła coś na kształt słów ''Moje, nie oddam!''. Wredny Buszek! Nie ma to jak zepsuć człowiekowi humor od samego rana.
- Idzia, skarbie - usłyszałam Wołkowyckiego - takie pierdoły, a ty tu nam zaraz wybuchniesz!
- Cisza! - zmroziłam go wzrokiem i zanurzyłam wzrok w pysznym toście z podwójnym serem.
[30.08.2014 - Stadion Narodowy w Warszawie]
- Jeeeeeeeeeeej! Ile ludu! - wykrzyczał Konarski stojąc przed wyjściem na boisko, gdzie kolejno wybiegali zawodnicy, których wyczytywano.
- Czy to aby Mistrzostwa Świata? I czy na pewno w Warszawie?
- Pozwól, że nie będę tego komentować. - uderzyłam się w czoło przymykając oczy.
- Przyzwyczaj się Dzidka, Kłos wiecznie coś wypali.
- Igła, bo jak ci zaraz pierdolnę za tą Dzidkę, to cie mamusia nie pozna!
- Pozna, pozna! Halo? Mamo? Jestem w telewizji! Patrz to ja, twój ukochany synek.
Poklepałam Stefana po ramieniu i powiedziałam tylko krótkie '' Współczuję '' co skwitował uśmiechem.
- Cisza! Wchodzi Pit!
- Żeby się potknął za tą ostrą laskę. - burknęłam pod nosem, ale Wołkowycki usłyszał wszystko co do słowa.
- Co?! - popatrzył zdziwiony.
- A nic, nic. Takie małe nasze... Drobiazgi? O! A tego to żeby pochłonął wielki, gigantyczny tost z serem!
- Koleżanko!
- Idź, idź Rafałku. - ponagliłam go skinieniem ręki i wystawiłam język.
[31.08.2014 - północ, Warszawa]
Po wygranym meczu z Serbią razem z innymi medykami reprezentacji konsultowaliśmy się z zawodnikami w sprawach zdrowotnych.
- Oj, oj! Jak mnie tu rwie! - żalił się wniebogłosy Możdżonek
- Spokojnie Muratore, nic ci nie będzie.
- Ale o tutaj, ojejku, ała! - popisywał się, co panowie towarzyszący mi w obchodzie po prostu zignorowali. Chyba go znali tak samo dobrze, jak jego żarty.
-A ty? - odwróciłam się w stronę Buszka, który jeszcze parę dni temu skarżył się na bóle w dolnej partii pleców.
- I tak ci się nie dam wymasować. Nie ma takiej opcji. Jeszcze mnie będziesz straszyć tostem.
Przemilczałam jego słowa, a kiedy medycy opuścili pomieszczenie wychyliłam zza futryny głowę i dopowiedziałam
- Już ci ostatnio powiedziałam w co mnie możesz pocałować.
- Mówiłem ci Buchu? Ostra jest!
Rzuciłam meczowym adidasem stojącym na korytarzu w głowę Cichego Pita.
- Skoro jesteś cichy, to żebyś już totalnie nic nie mówił, musisz być milczący. Do łóżek mutanty! Jutro o 10 trening!
- Jesteś pewien Philippe, że to dobry pomysł? Do tej pory osteopatą w naszej reprezentacji byli fizjoterapeuci. Takie dwa w jednym. Może do Pawła przydałoby się dobrać kogoś, kto siedzi w tym samym fachu.
- Spokojnie, Andrzej - odezwał się do Wołkowyckiego drugi trener. - Ona wie, co robi.
- Ufam ci. - odrzekł wzdychając i mijając się w drzwiach pokoju sztabu szkoleniowego młodą dziewczynę. Szatynka z długimi nogami i z soczystym, czerwonym jabłkiem w ręku uśmiechnęła się szeroko pomimo tego, że jej bluza zostawiała na podłodze mokre ślady. Wołkowycki popatrzył zza szybę szklanych drzwi wejściowych i powiedział:
- A parasolka gdzie? Młody organizm, a szkoda, żeby chorował.
Dziewczyna odwróciła się i zamiast wejść do pokoju pośpieszyła z podaniem ręki.
- Ida Wiśniewska. Będę osteopatą reprezentacji. A parasolkę właśnie złamałam.
Wołkowycki zaprowadził ją do trenerów.
- Philippe! - krzyknęła.
- Ida! - odpowiedział całkiem znośną dla ucha polszczyzna. I wcale nie przerobił jej imienia na ''Ajdę'' czy jakąś inną ''Ajdi''.
- Pani ... - zawahał się Stephane - Ida? Witamy na pokładzie.
*
Trzymałam się Filipa. Szłam z nim niemal ramię w ramię, jak córka. I tak właśnie po części było. Kroczyłam pewnie przed siebie i przed wejściem na salę wzięłam głęboki wdech, na co Stefan zaczął się śmiać. Stanęłam przed grupą mamutów, a w ich oczach na całe szczęście nie zobaczyłam ani szoku, ani zażenowania, spowodowanego tym, że w sztabie znajduje się kobieta. Spojrzenia wyrażały raczej zainteresowanie. W końcu facetów, którzy będą ubiegać się o mistrzostwo świata nie obchodzi kto będzie im pomagał, tylko sposób, w jaki będzie to robił oraz rezultat. Filip popatrzył na mnie po czym zwrócił do podopiecznych.
- And now I would ...
- To ja może ... - przerwałam Blainowi na co wszyscy zgromadzeni zaczęli się śmiać. - Nazywam się Ida Wiśniewska i będę wam służyć jako osteopata. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze wspólnie pracowało. Trochę was ponaprawiam, kiedy będzie trzeba.
- Opowiedz coś o sobie! - krzyknął Wrona, a reszta mu wtórowała.
- W poprzednim sezonie pracowałam razem z drużyną z Montpellier. Zdecydowałam się na powrót do kraju i od tego momentu trener Blain namawiał mnie do pracy z reprezentacją.
Na wszelki wypadek podratowałam swoją sytuację wzmianką o Filipie, który jak się dowiedziałam był niezwykle cenionym szkoleniowcem wśród polskiej reprezentacji i każda jego decyzja brana była na poważnie.
- Potwierdzam. Naprawia jak trzeba! - odezwał się mój przyjaciel Mateusz Mika, jeden z powołanych.
- A no tak! No przecież! - powiedział Ignaczak. - Ten też we Francji grał. Panowie, pewnie tak samo zdolna jak nasz Mateusz!
Zaczerwieniłam się, co nie umknęło niczyjej uwadze. Zawołana przez trenerów pomachałam do ekipy, która wydawała się całkiem sympatyczna i udałam się do pokoju trenerów, aby omówić szczegóły pracy. Stefan starał się mówić po polsku co powodowało, że nie mogłam na niczym się skupić. Najchętniej wybuchnęłabym śmiechem, ale przecież jestem nowa i trzeba od samego początku pokazać klasę, prawda? I tak oto dotrwałam do końca ''posiedzenia''.
- To jest klucz do twojego pokoju. Od teraz będziesz włóczyć się z nami i mieć własny pokój, w każdym miejscu. Zgoda?
- Jasne. - odrzekłam wyrażając zrozumienie. Wniosłam torby na górę i podekscytowana całym zajściem zabrałam się za przeglądanie kart każdego z zawodników. Po godzinie postanowiłam zrobić sobie przerwę. Niepostrzeżenie wyszłam z budynku i stanęłam na schodach. Wdychałam zapach spalskich lasów przeciągając się w tył.
- Tu jesteś!
Moje wieczorne medytacje przerwał nie kto inny jak Filip. Skąd się znaliśmy? Proste. W ostatnim roku studiów wyjechałam do Montpellier na staż. Zostałam ''wyhaczona'' przez Blaina i zaraz po po studiach podjęłam pracę w miejscowej drużynie. Od razu sie polubiliśmy. Parę razy mu się nawet zwierzyłam.
- Jak samopoczucie ? - zapytał z troską.
- Całkiem dobrze. Zrobiłam sobie przerwę od dokumentacji. Filip?
- Tak?
- Dziękuję za kredyt zaufania, jaki od ciebie dostałam. Mam nadzieję, że po mistrzostwach ty mi podziękujesz.
- Jestem tego pewien. Idziesz?
- Nie. Zostanę i powdycham to spalskie, świeże powietrze.
I zostałam, ale kolejny raz ktoś notorycznie mi przeszkadzał. Początkowo ignorowałam to, ale kiedy szepty stawały się coraz bardziej dokuczliwe, wstałam i zajrzałam za krzak. Na to, co zobaczyłam, wybuchnęłam śmiechem.
- A wy tu co?! Mateusz?! I ty z nimi?! Pogięło was?!
- To ich wina! - odezwał się Nowakowski wskazując palcem na Fabiana i Zatora.
- Nieprawda! To ty mówiłeś, że fajna dupa i taką byś chciał, bo nie masz laski!
Złapałam się pod boki i świdrującym wzrokiem patrzyłam na Pita.
- No co ty, Idka, on kłamie!
- Ale jej imię pamiętasz! - krzyknął Mika.
- On pamięta, ale ty nie. Nie przywitałeś się ze swoją najlepszą, jak to kiedyś mówiłeś... - zająknęłam się - naprawiaczką?
- No chodź tu!
Wtuliłam się w tors Mateusza, który od momentu w którym się poznaliśmy jest mi bardzo bliski. Pozornie nieśmiały, a tak naprawdę dusza towarzystwa! Przegadaliśmy wspólnie setki godzin. Poważnie, Setki. Śmiał się nawet, że jestem trochę jak jego starsza siostra, której nigdy nie miał. Chłopcy byli przekonani, że jesteśmy parą, ale kiedy obydwoje to usłyszeliśmy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Seeeerio? Ja i ten mutant ? No nie wierze!
- Nie chciałbym takiego kurdupla.
- A idź. - prychnęłam i wsadziłam Mice łokieć w żebro, choć aby to uczynić musiałam stanąć na palcach. - A tak nawiasem mówiąc, to więcej was tu mama nie miała?
Wrona, Kłos, Nowakowski, Mika, Zator, Fabian i Kubi popatrzyli się po sobie, a jedynym dźwiękiem jaki z siebie wydali było ''eeee?''
- My tylko chcieliśmy...
- Dobra, dobra. Dajcie mi już spokój! Do łóżek! Bo już na samym początku zorganizuję wam tortury piekielne!
- Chodźmy chłopaki, bo ona nie żartuje. - powiedział Mateusz i razem z resztą bandy skierował się ku drzwiom.
- Ostra laska z niej, będzie ciekawie. - popatrzyłam na zacierającego ręce Nowakowskiego i ze złością w głosie krzyknęłam:
- Wszystko słyszałam, ty przerośnięty kosmito!
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale nawet pozostawienie mnie samej nie wyszło na dobre - z nieba lunął deszcz, który w przeciągu kilku sekund zmoczył mnie do suchej nitki! Cholera!
[29.08.2014 - Spała]
Pracowałam z chłopakami tylko kilka dni, ale już dali mi się we znaki. Fakt, Antiga mówił, że łatwo nie będzie, ale że Ignaczak z Winiarskim będą rzucać klapkiem Wlazłego to bym się nie spodziewała. Biedny Mariusz biegał między nimi próbując doskoczyć do latającego przedmiotu. Nie spodziewałabym się również tego, że wychodząc z pokoju dostanę nim w głowę, a kiedy odwrócę się w celu zidentyfikowania sprawcy zastanę całą trójkę odwróconą bokiem z głowami uniesionymi w górę i gwiżdżącą coś pod nosem.
- Który to?!
- To Cichy! - krzyknął Igła na Nowakowskiego, który dopiero co pojawił się na korytarzu.
- Ale co ja?! Ja nic nie zrobiłem!
- Igła? - popatrzyłam iście złowieszczym wzrokiem na libero.
- Dzida, to nie ja!
- A za tą dzidę - uniosłam klapka w górę - to ci oddam!
Zamachnęłam się a Krzysztof dostał prosto w czoło.
- Ty masz mnie leczyć, a nie bić! - powiedział udając obrażonego.
- Najpierw muszę żyć, żeby cokolwiek z wami zrobić, bo kto wie, czy jutro nie poleci cegłówka zamiast buta Mariusza.
Wszyscy zaczęli się śmiać łącznie ze mną, tylko Pit nie za bardzo wiedział, co się stało. Machnął ręką i wzdychnął głośno znikając w swoim pokoju.
- Oj udziela wam się chłopaki, po tym Memoriale, udziela.
Postanowiłam zejść na śniadanie. Właściwie to marzyłam o napiciu się gorącej herbaty, która może w mniejszym stopniu niż kawa, której nie cierpię, postawi mnie na nogi i choć trochę rozbudzi. Jedliśmy w pobliskiej restauracji, gdzie trener Antiga zadbał o śniadania, obiady i kolacje, za które zapłacił nie kto inny jak PZPS. Ustawiłam się w kolejce i grzecznie poprosiłam o dwa tosty z serem i gorzką herbatę z cytryną. Po chwili otrzymałam swój posiłek, stanęłam obok lady i nabierałam na talerz warzywa ze szwedzkiego stołu.
- Jak to już nie ma tostów?! Ani jednego?! - usłyszałam zza pleców głos
- Pani Ida wzięła dwa ostatnie.
- Ida! Gdzie są moje tosty?!
- O nie, nie Rafałku. Tosty są moje. Kto pierwszy ten lepszy!
- Ale to jest nie fair!
- Jest bardzo fair.
- Wy kobiety ... Nic dla nas nie ma, bo wszystko weźmiecie!
- O przepraszam panie Tost. - na te słowa reszta kadry popatrzyła na nasza dwójkę i przysłuchiwała się wymianie zdań. - Po pierwsze to nic ci nie wzięłam. Po drugie to weź sobie te zasrane tosty!
- Pf, nie chcę już tych tostów. Są zimne.
-To pocałuj mnie w tyłek. - odpowiedziałam pomimo wszystko grzecznie i usiadłam przy stole z fizjoterapeutą Pawłem, trenerem przygotowania fizycznego Wojciechem oraz Antigą i Blainem. Cała czwórka śmiała się ze mnie, a właściwie z mojej miny, która podobno mówiła coś na kształt słów ''Moje, nie oddam!''. Wredny Buszek! Nie ma to jak zepsuć człowiekowi humor od samego rana.
- Idzia, skarbie - usłyszałam Wołkowyckiego - takie pierdoły, a ty tu nam zaraz wybuchniesz!
- Cisza! - zmroziłam go wzrokiem i zanurzyłam wzrok w pysznym toście z podwójnym serem.
[30.08.2014 - Stadion Narodowy w Warszawie]
- Jeeeeeeeeeeej! Ile ludu! - wykrzyczał Konarski stojąc przed wyjściem na boisko, gdzie kolejno wybiegali zawodnicy, których wyczytywano.
- Czy to aby Mistrzostwa Świata? I czy na pewno w Warszawie?
- Pozwól, że nie będę tego komentować. - uderzyłam się w czoło przymykając oczy.
- Przyzwyczaj się Dzidka, Kłos wiecznie coś wypali.
- Igła, bo jak ci zaraz pierdolnę za tą Dzidkę, to cie mamusia nie pozna!
- Pozna, pozna! Halo? Mamo? Jestem w telewizji! Patrz to ja, twój ukochany synek.
Poklepałam Stefana po ramieniu i powiedziałam tylko krótkie '' Współczuję '' co skwitował uśmiechem.
- Cisza! Wchodzi Pit!
- Żeby się potknął za tą ostrą laskę. - burknęłam pod nosem, ale Wołkowycki usłyszał wszystko co do słowa.
- Co?! - popatrzył zdziwiony.
- A nic, nic. Takie małe nasze... Drobiazgi? O! A tego to żeby pochłonął wielki, gigantyczny tost z serem!
- Koleżanko!
- Idź, idź Rafałku. - ponagliłam go skinieniem ręki i wystawiłam język.
[31.08.2014 - północ, Warszawa]
Po wygranym meczu z Serbią razem z innymi medykami reprezentacji konsultowaliśmy się z zawodnikami w sprawach zdrowotnych.
- Oj, oj! Jak mnie tu rwie! - żalił się wniebogłosy Możdżonek
- Spokojnie Muratore, nic ci nie będzie.
- Ale o tutaj, ojejku, ała! - popisywał się, co panowie towarzyszący mi w obchodzie po prostu zignorowali. Chyba go znali tak samo dobrze, jak jego żarty.
-A ty? - odwróciłam się w stronę Buszka, który jeszcze parę dni temu skarżył się na bóle w dolnej partii pleców.
- I tak ci się nie dam wymasować. Nie ma takiej opcji. Jeszcze mnie będziesz straszyć tostem.
Przemilczałam jego słowa, a kiedy medycy opuścili pomieszczenie wychyliłam zza futryny głowę i dopowiedziałam
- Już ci ostatnio powiedziałam w co mnie możesz pocałować.
- Mówiłem ci Buchu? Ostra jest!
Rzuciłam meczowym adidasem stojącym na korytarzu w głowę Cichego Pita.
- Skoro jesteś cichy, to żebyś już totalnie nic nie mówił, musisz być milczący. Do łóżek mutanty! Jutro o 10 trening!
*
chętne, żeby jeszcze raz przejść mistrzostwa?
będą dłuższe, ale i rzadsze.
chętne, żeby jeszcze raz przejść mistrzostwa?
będą dłuższe, ale i rzadsze.
piątek, 26 września 2014
wiecznie młodzi
Nie ma dla nas granic, nie więzi nas czas. Jesteśmy wiecznie młodzi, idziemy pod wiatr. I choćby moja drogę rozświetlał tylko płomień, będę jak ta iskra, co potrafi wskrzesić ogień.
Ida Wiśniewska (26 lat)
Michał Kubiak (26 lat)
Fabian Drzyzga (24 lata)
Karol Kłos (25 lat)
Mateusz Mika (23 lata)
Piotr Nowakowski (27 lat)
Andrzej Wrona (26 lat)
Paweł Zatorski (24 lata)
Rafał Buszek (27 lat)
Oraz pozostali zawodnicy Reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)








